Pomysły na przemycenie do buzi dzieciaka eliksiru zapomnienia mnożyły się w głowie Eza jak szalone. Ale chłopiec miał jakiś instynkt samozachowawczy. Szybko obcemu nie zaufa. Szczególnie nie w tak paskudnym miejscu.
Wtedy zaświeciła się żarówka. Obcemu nie zaufa, o ile nie będzie to zawód użyteczności publicznej.
— W porządku... Jakbyś zmienił zdanie, będę w gabinecie. Tylko proszę, zapukaj wpierw. Niestety nie mam poczekalni... Widzisz, to nie jest mój stały gabinet, leczę tutaj tylko kilka dni w tygodniu. Niektórzy nie mogą podróżować poza Little Hangleton lub po prostu wygodniej jest im przyjść do miejscowego uzdrowiciela. A ja to rozumiem, w końcu komfort jest najważniejszy podczas takiej wizyty, prawda?
Zapadła krótka chwila milczenia, o ile chłopak w żaden sposób nie zareagował. A Ez wciąż rozmyślał o każdym następnym kroku.