09.07.2023, 22:13 ✶
- Phi, trochę iskier, a ty już tchórzysz, Crouch. Co takiego się stało? Oślepłeś? Prawie spłonęła Knieja pełna tysiącletnich, magicznych dębów? Ludzi codziennie spotykają o wiele gorsze rzeczy. Weź się w garść. - Prychnął Bell, chowając się pomiędzy jego nogami przed wodą. - Jeżeli do końca tej wyprawy się nie popłaczesz, dam ci ścisnąć swoją łapkę. STÓJ, NIE RUSZAJ SIĘ... Nie chcę być mokry... - Najeżył się na karku niesamowicie i miał ochotę wspiąć się po nodze Martina w górę jak po drzewie, ale ostatecznie zdecydował się na głęboki wdech, wydech... a później puścił się pędem przez tę Knieję i zawołał tylko: za mnąąą... omal nie umierając od tego piekielnie nieprzyjemnego uczucia mokrych łapek.
Ale wszystko było dobrze. Knieja została uratowana, a Bell nie zabił tej jaszczurki znajdującej się na skraju wyginięcia... Na szczęście, dla jego rozrywki los postanowił rzucić mu między łapki kolejne skrzydlate stworzenie. Co prawda było człekokształtne, co sugerowało, że nie powinien tego zjadać, ale jeżeli bogowie istnieli, to po co by tworzyli coś tak małego i ze skrzydełkami, jeżeli nie chcieli, aby koty na to polowały?
Po tym jak wesoła wróżka obrzuciła chłopaków brokatem, po lesie poniósł się jej paniczny krzyk. To czarny kocur skoczył na nią spomiędzy krzewów, złapał w zęby i napiął się dumnie, pełen satysfakcji. Normalnie by to Dellianowi przyniósł pod drzwi, ale że znajdowali się teraz poza cywilizacją, to po prostu wypluł tę wróżkę przed niewidomym idącym przed siebie. Co złego może się stać.
- To dla ciebie, prrrr...
Ale wróżka zniknęła...
- Ehh, liczyłem na to, że przypniesz ją pinezką obok motyli i liści, które przyniosłem ci z parku.
Ale wszystko było dobrze. Knieja została uratowana, a Bell nie zabił tej jaszczurki znajdującej się na skraju wyginięcia... Na szczęście, dla jego rozrywki los postanowił rzucić mu między łapki kolejne skrzydlate stworzenie. Co prawda było człekokształtne, co sugerowało, że nie powinien tego zjadać, ale jeżeli bogowie istnieli, to po co by tworzyli coś tak małego i ze skrzydełkami, jeżeli nie chcieli, aby koty na to polowały?
Po tym jak wesoła wróżka obrzuciła chłopaków brokatem, po lesie poniósł się jej paniczny krzyk. To czarny kocur skoczył na nią spomiędzy krzewów, złapał w zęby i napiął się dumnie, pełen satysfakcji. Normalnie by to Dellianowi przyniósł pod drzwi, ale że znajdowali się teraz poza cywilizacją, to po prostu wypluł tę wróżkę przed niewidomym idącym przed siebie. Co złego może się stać.
- To dla ciebie, prrrr...
Ale wróżka zniknęła...
- Ehh, liczyłem na to, że przypniesz ją pinezką obok motyli i liści, które przyniosłem ci z parku.