09.07.2023, 21:58 ✶
Ulysses miał tak bardzo zaciśnięte usta, że nie zdecydował się nawet na potwierdzenie, że słyszał słowa Alanny. Wracając w stronę lasu, miał tylko nadzieję, że to był ostatni trup, jaki tego dnia przyszło im znaleźć w lesie.
Tym razem szedł nieco szybciej i nieco pewniej, w końcu przez chwilę szli obok miejsca, które już (jak mu się wydawało) oczyścili. Ale jak się niedługo miało okazać, los nie brał jego nadziei na poważnie. Młody Rookwood stanął jak wryty wpatrując się w leżącą na ściółce leśnej głowę. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć i zamknął je, nie wypowiedziawszy nawet słowa. Posłał Alannie ciężkie spojrzenie.
- To nawet nie jest zabawne – wymruczał, sięgając po różdżkę. Wyglądało na to, że mieli tu w tym lesie pokutować za to, co zrobili wczoraj.
Martwą kobietę łatwo było podnieść. Ale głowę? Niby jakby miał ją wziąć? Za włosy? A potem wracać na polanę z wyciągniętą ręką? Z cudzym łbem, z głową kogoś młodego, może niewinnego, jak jakimś osobliwym trofeum? Tak się przecież nie godziło.
- Dawaj worek – burknął do Alanny.
Miał naprawdę grobową minę, gdy podchodził do głowy, kucał przy niej, podnosił ją za ciemne włosy i wsadzał do worka.
- Jest lekki możemy iść dalej – powiedział. Miał zaciśnięte usta. Wyglądał na naprawdę zawziętego, ale gotowego by naprawdę iść dalej. Z tym pierdolonym workiem w ręce.
Tym razem szedł nieco szybciej i nieco pewniej, w końcu przez chwilę szli obok miejsca, które już (jak mu się wydawało) oczyścili. Ale jak się niedługo miało okazać, los nie brał jego nadziei na poważnie. Młody Rookwood stanął jak wryty wpatrując się w leżącą na ściółce leśnej głowę. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć i zamknął je, nie wypowiedziawszy nawet słowa. Posłał Alannie ciężkie spojrzenie.
- To nawet nie jest zabawne – wymruczał, sięgając po różdżkę. Wyglądało na to, że mieli tu w tym lesie pokutować za to, co zrobili wczoraj.
Martwą kobietę łatwo było podnieść. Ale głowę? Niby jakby miał ją wziąć? Za włosy? A potem wracać na polanę z wyciągniętą ręką? Z cudzym łbem, z głową kogoś młodego, może niewinnego, jak jakimś osobliwym trofeum? Tak się przecież nie godziło.
- Dawaj worek – burknął do Alanny.
Miał naprawdę grobową minę, gdy podchodził do głowy, kucał przy niej, podnosił ją za ciemne włosy i wsadzał do worka.
- Jest lekki możemy iść dalej – powiedział. Miał zaciśnięte usta. Wyglądał na naprawdę zawziętego, ale gotowego by naprawdę iść dalej. Z tym pierdolonym workiem w ręce.