Zmierzyła go wzrokiem mrużąc przy tym oczy. - Myślę, że w różu byłoby ci do twarzy. Może kiedyś wiesz, pokażesz mi jak się w nim prezentujesz? - Była śmiertelnie poważna, kiedy to mówiła. - Nie musisz od razu na Pokątnej, możesz jak będziemy gdzieś sam na sam, czy coś. Obawiam się, że mógłbyś szybko spaść z tych szczudłów, oczywiście, nie żebym ci tego życzyła. - Zdawała sobie sprawę, że ironizuje, jednak postanowiła pociągnąć to dalej. - Tak, tak, widzę, że ci nie zależy, chociaż czasem, wiesz, nie mówię, że często mógłbyś zrobić coś podobnego, myślę, że twoja matka byłaby zachwycona. - Dodała jeszcze.
- Macie, ale nie jestem pewna, czy każdy jest w stanie do dostrzec. - Mrugnęła do niego porozumiewawczo. Znali się w końcu tak długo, że bez mniejszego problemu byłaby go w stanie rozpoznać pod każdą postacią, a przynajmniej tak się jej wydawało. - Jakbym mogła, lepiej, gdy rodzice nie znają naszych wszystkich tajemnic. - Nie sądziła również, żeby było to potrzebne. Czas najwyższy, aby młodsze pokolenie zaczęło przejmować władzę. Czuła, że już niedługo będą mogli popisać się swoimi umiejętnościami, byli od najmłodszych lat przygotowywani do tego, że to oni przejmą istotną pozycję w świecie czarodziejów. Miała nadzieję, że zdarzy się to już niedługo.
Zdawała sobie sprawę, że musi wykonywać polecenia rodziców, aby do tego doszło. Wydawało jej się, że to chwilowe posłuszeństwo jest warte tego, co dzięki temu osiągną. Wtedy wreszcie będą mogli robić to, co im się będzie podobało. Oczywiście tak, jak oczekuje tego tradycja.
- To jest w tym najważniejsze, strach, mam nadzieję, że dzięki niemu przyłączy się do nas więcej osób. - W końcu strach był ich sprzymierzeńcem, wzbudzali respekt, dzięki czemu więcej osób postanawiało ich wspierać, w końcu nikt nie chciał skończyć jako trup.
- Jeszcze nas zaprosi, czasem dobrze być w tle, możemy mu pomóc dzisiaj, swoją obecnością. Nie wiadomo bowiem, czy wszystko poszło po ich myśli, jeśli coś wzbudzi nasze podejrzenia możemy zawsze zatrzeć ślady. Wydaje mi się, że to też istotne. - Och, bardzo by chciała grać pierwsze skrzypce u boku Voldemorta, wiedziała jednak, że musi na to zasłużyć. Nie chciała wychodzić przed szereg, wykonywała wszystkie polecenia bez zająknięcia i wierzyła w to, że dostrzeże jej zaangażowanie.
Udało im się uciec przed dziwnym stworem. Trixie nie spotkała w swoim życiu jeszcze czegoś podobnego, najwyraźniej Rabastan również, co potwierdziło jego odburknięcie. - Nie wiem, tylko pytam. - Wzięła głęboki oddech, bo naprawdę nieco zmęczyła się tym biegiem. - Mam tylko nadzieję, że nie polazło za nami. - Wolałaby nie trafić na tę istotę po raz kolejny. Zimny dreszcz przechodził po jej ciele na samą myśl o tym spotkaniu. - Tak, jakby całe ciało się temu poddawało, jakby zaraz miało ulecieć ze mnie życie. - Dodała jeszcze słysząc słowa swojego towarzysza.
Wtedy też przed nimi ukazał się dom. - Ciekawe, czy ktoś jest w środku. - Lepiej chyba dla tych osób, które mieszkały, żeby ich nie było. Drzewo najwyraźniej przebiło dach, gdyby na jego drodze stanął człowiek... pewnie już by go nie było na tym świecie. - Idziemy zobaczyć, czy ktoś jest w środku? - Zapytała Rabastana, po czym sama ostrożnie nacisnęła klamkę, a następnie weszła do środka.