05.07.2023, 01:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.07.2023, 23:05 przez Daisy Lockhart.)
Daisy ucieszyło, że jej brat wziął na siebie trudności związane z transportem worka z oderwanymi kończynami. Och, oczywiście nie myślała o tym, że powinien nosić go na swoich barkach – samo wyobrażanie sobie, że taka martwa ręka mogłaby go dotknąć albo cudza, ludzka krew miałaby zaplamić jego ubranie, była straszna – ale skoro rannej kobiecie nie przeszkadzało trochę dodatkowych siniaków to dźwiganie tego za pomocą magii wydawało się dobrym pomysłem. Nawet jeśli magia teraz szwankowała to taka… taki obijający się o ziemię worek z kończynami też nie powinien dla nikogo robić problemów.
Poszła za bratem, nieszczególnie zwracając teraz uwagę, gdzie właściwie idą. Podobnie jak Darcy pochłonięta była własnymi, nieszczególnie wesołymi myślami. Irytował ją Czarny Pan, irytowali jego Śmierciożercy, denerwowało jak swoimi działaniami wpływali na życie innych czarodziei. Daisy nie była czarownicą, która chciała się bawić w politykę. Nie uważała by jej krew była gorsza dlatego, że jej jakiś pra pra pra dziadek lub pra pra pra pra pra pra pra babka byli mugolami. W odróżnieniu od tych czystokrwistych świrów nie miała na sumieniu morderstw niewinnych i to nie przez jej zachowanie, musiała razem z Darcym ciągnąć cudze zwłoki do Doliny Godryka.
Zmarszczyła czoło, gdy trafili na masę połamanych drzew i powyrywanych krzewów, które runęły na ścieżkę prowadzącą do Doliny. Może gdyby magia działała tak, jak powinna, Daisy próbowałaby je usunąć. Teraz jednak była na to zbyt przybita i o wiele za zmęczona.
- Zgłosimy to tej blondynce u której się zapisywaliśmy – powiedziała tylko do brata.
A potem razem z nim wróciła na Polanę Ognisk. Na miejscu rzeczywiście poinformowała o ich wszystkich znaleziskach. Z największą przyjemnością też zostawiła worek z kończynami przed przyjmującą zgłoszenia. I tak nie miała pojęcia, co powinni z nim zrobić, a jakaś część jej natury poczuła się lepiej, gdy pozbyli się nieszczęśnika.
- Eee, jak już ustalicie kim jest zmarły to mogłabym prosić o jakieś informacje? – zapytała tylko. – Znaleźliśmy go. Chciałabym uczestniczyć w pogrzebie – wyjaśniła, skąd to zainteresowanie.
Niezależnie od uzyskanej odpowiedzi uznała, że razem z bratem wykonali kawał dobrej roboty.
Poszła za bratem, nieszczególnie zwracając teraz uwagę, gdzie właściwie idą. Podobnie jak Darcy pochłonięta była własnymi, nieszczególnie wesołymi myślami. Irytował ją Czarny Pan, irytowali jego Śmierciożercy, denerwowało jak swoimi działaniami wpływali na życie innych czarodziei. Daisy nie była czarownicą, która chciała się bawić w politykę. Nie uważała by jej krew była gorsza dlatego, że jej jakiś pra pra pra dziadek lub pra pra pra pra pra pra pra babka byli mugolami. W odróżnieniu od tych czystokrwistych świrów nie miała na sumieniu morderstw niewinnych i to nie przez jej zachowanie, musiała razem z Darcym ciągnąć cudze zwłoki do Doliny Godryka.
Zmarszczyła czoło, gdy trafili na masę połamanych drzew i powyrywanych krzewów, które runęły na ścieżkę prowadzącą do Doliny. Może gdyby magia działała tak, jak powinna, Daisy próbowałaby je usunąć. Teraz jednak była na to zbyt przybita i o wiele za zmęczona.
- Zgłosimy to tej blondynce u której się zapisywaliśmy – powiedziała tylko do brata.
A potem razem z nim wróciła na Polanę Ognisk. Na miejscu rzeczywiście poinformowała o ich wszystkich znaleziskach. Z największą przyjemnością też zostawiła worek z kończynami przed przyjmującą zgłoszenia. I tak nie miała pojęcia, co powinni z nim zrobić, a jakaś część jej natury poczuła się lepiej, gdy pozbyli się nieszczęśnika.
- Eee, jak już ustalicie kim jest zmarły to mogłabym prosić o jakieś informacje? – zapytała tylko. – Znaleźliśmy go. Chciałabym uczestniczyć w pogrzebie – wyjaśniła, skąd to zainteresowanie.
Niezależnie od uzyskanej odpowiedzi uznała, że razem z bratem wykonali kawał dobrej roboty.