04.07.2023, 13:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2023, 13:29 przez Brenna Longbottom.)
Opowieść Camerona i Nory stała się nieco bardziej składna i zrozumiała, ale ani trochę mniej dziwaczna. Brenna, wyjątkowo, milcząc, przesuwała czujnym spojrzeniem pomiędzy nimi.
W każdy inny dzień po takiej relacji Brenna po prostu ruszyłaby w las, szukać tej chaty, sprawdzić, czy historia jest prawdziwa, przesłuchać wiedźmę i potencjalnie ją aresztować. Albo przeprosić za napaść i omówić z nią opcje, jeżeli obili ją, bo mieli jakieś halucynacje. Dziś jednak jedynie znów spojrzała w las, przez moment rozdarta, ale zaraz pokręciła głową, jakby czemuś zaprzeczała – może własnym myślom. Wyprowadzenie stąd Nory i Cama oraz, najlepiej, znalezienie reszty grupy, z którą się rozdzielili, było bardziej istotne.
Nijak jednak nie skomentowała tej historii, za to jej uwagę zwrócił O’Dwyer. I to nie przekręceniem nazwiska. Kiedy nosisz nazwisko Longbottom, nieważne, jak bardzo czystrokwiste i szlachetne, szybko musisz przywyknąć do tego, że ludzie chętnie cię przezywają. Brenna przyzwyczaiła się do tego już w szkole – na swoje szczęście zrozumiała, że reakcjami tylko zachęca do dowcipkowania, poza tym nigdy nie była przewrażliwiona na własnym punkcie.
Ale sugestia, że ma iść i odpocząć?
Teraz?
Brenna spojrzała na Vincenta. Posłała mu nawet uśmiech. Mógł się wydawać szczery – choć nie był takim. Nie po tym wszystkim, co stało się tej nocy.
- Zmuś mnie.
Otworzyła usta, chcąc znowu coś powiedzieć, tym razem do Nory i Camerona, gdy na głowie Lupina wylądowała kura. I Brenna przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy przypadkiem nie leży w namiocie medyków, nieprzytomna, bo wszystko, co działo się wokół, stawało się aż nazbyt absurdalne. Odruchowo wyciągnęła ręce, by uwolnić chłopaka od tego niespodziewanego towarzystwa. A wtedy… Kura wskoczyła na jej dłoń, przespacerowała się wzdłuż ramienia i z furkotem szczątkowych skrzydeł przeskoczyła na ramię Vinca.
– Sprawdź, proszę, czy to nie animag – poprosiła podejrzliwie. Vincent sam był animagiem, podejrzewała więc, że zna inkantację, która mogła zmusić kurę do ujawnienia… Sama za to wyciągnęła z kieszeni… coś, co wyglądało jak śmieć.
W istocie było świstoklikiem.
Te spod stoiska Nory przepadły wraz ze stoiskiem – choć jednego prawdopodobnie użył Salem. Ten Brenna odnalazła, chociaż drzewo, w którym go ukryła, zostało obalone. Wyciągnęła go w stronę Figg.
– To świstoklik bezpośrednio do Doliny, wylądujecie w pobliżu mojego domu. Dotknijcie go we troje i aktywujcie. Ja rozejrzę się po okolicy, może zdołam znaleźć waszych kolegów z… przygody z wiedźmą i wrócę na polanę jako wilk – powiedziała. Nie chciała zostawiać tych ludzi w Kniei, gdzie mogło czaić się coś niebezpiecznego, choćby nie próbując ich znaleźć. A z kolei przeszukiwania w całej grupie… Po prostu będą wolniejsze. - I zanim zaprotestujesz, Nora, biegam na czterech łapach dużo szybciej od ciebie.
W każdy inny dzień po takiej relacji Brenna po prostu ruszyłaby w las, szukać tej chaty, sprawdzić, czy historia jest prawdziwa, przesłuchać wiedźmę i potencjalnie ją aresztować. Albo przeprosić za napaść i omówić z nią opcje, jeżeli obili ją, bo mieli jakieś halucynacje. Dziś jednak jedynie znów spojrzała w las, przez moment rozdarta, ale zaraz pokręciła głową, jakby czemuś zaprzeczała – może własnym myślom. Wyprowadzenie stąd Nory i Cama oraz, najlepiej, znalezienie reszty grupy, z którą się rozdzielili, było bardziej istotne.
Nijak jednak nie skomentowała tej historii, za to jej uwagę zwrócił O’Dwyer. I to nie przekręceniem nazwiska. Kiedy nosisz nazwisko Longbottom, nieważne, jak bardzo czystrokwiste i szlachetne, szybko musisz przywyknąć do tego, że ludzie chętnie cię przezywają. Brenna przyzwyczaiła się do tego już w szkole – na swoje szczęście zrozumiała, że reakcjami tylko zachęca do dowcipkowania, poza tym nigdy nie była przewrażliwiona na własnym punkcie.
Ale sugestia, że ma iść i odpocząć?
Teraz?
Brenna spojrzała na Vincenta. Posłała mu nawet uśmiech. Mógł się wydawać szczery – choć nie był takim. Nie po tym wszystkim, co stało się tej nocy.
- Zmuś mnie.
Otworzyła usta, chcąc znowu coś powiedzieć, tym razem do Nory i Camerona, gdy na głowie Lupina wylądowała kura. I Brenna przez ułamek sekundy zastanawiała się, czy przypadkiem nie leży w namiocie medyków, nieprzytomna, bo wszystko, co działo się wokół, stawało się aż nazbyt absurdalne. Odruchowo wyciągnęła ręce, by uwolnić chłopaka od tego niespodziewanego towarzystwa. A wtedy… Kura wskoczyła na jej dłoń, przespacerowała się wzdłuż ramienia i z furkotem szczątkowych skrzydeł przeskoczyła na ramię Vinca.
– Sprawdź, proszę, czy to nie animag – poprosiła podejrzliwie. Vincent sam był animagiem, podejrzewała więc, że zna inkantację, która mogła zmusić kurę do ujawnienia… Sama za to wyciągnęła z kieszeni… coś, co wyglądało jak śmieć.
W istocie było świstoklikiem.
Te spod stoiska Nory przepadły wraz ze stoiskiem – choć jednego prawdopodobnie użył Salem. Ten Brenna odnalazła, chociaż drzewo, w którym go ukryła, zostało obalone. Wyciągnęła go w stronę Figg.
– To świstoklik bezpośrednio do Doliny, wylądujecie w pobliżu mojego domu. Dotknijcie go we troje i aktywujcie. Ja rozejrzę się po okolicy, może zdołam znaleźć waszych kolegów z… przygody z wiedźmą i wrócę na polanę jako wilk – powiedziała. Nie chciała zostawiać tych ludzi w Kniei, gdzie mogło czaić się coś niebezpiecznego, choćby nie próbując ich znaleźć. A z kolei przeszukiwania w całej grupie… Po prostu będą wolniejsze. - I zanim zaprotestujesz, Nora, biegam na czterech łapach dużo szybciej od ciebie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.