03.07.2023, 19:53 ✶
Bertie stuknął w formularz zgłoszeniowy, stawiając ostatni podpis i oddając go właściwym osobom, które skierowały go dalej. Sam opuścił teren sabatu przed tym jak rozpętało się piekło. Siedział bezpiecznie w domu i popijał naleweczkę, kiedy nie tak daleko wzmagał się niszczycielski wiatr, a jego przyjaciele walczyli o życie. Kiedy przyszła do niego wichura, płosząc zwierzęta i bezlitośnie naruszając dach obory, nawet o nich nie myślał o czym zdał sobie sprawę dopiero gdy udało mu się opanować sytuację i co uświadomił sobie z dość dużym wstydem. Kiedy jednak w jego domu wszystko zdawało się być w porządku, obrał kurs ponownie na polanę, zastając tam obraz zniszczenia i rozpaczy. I tych, o których się martwił.
Z nieukrywanym zadowoleniem zbliżył się do Alastora, kiery wreszcie odnalazł go wzrokiem. Zmierzył go krytycznym spojrzeniem, uściskał serdecznie, ale nie powiedział też nic na temat tego jak okropnie wyglądał. Potem jego spojrzenie trafiło na Elliotta, do którego wyciągnął dłoń w serdecznym geście.
- Panie Malfoy - uśmiechnął się do niego lekko, aczkolwiek wyraźnie zmęczony rewelacjami dnia poprzedniego i nocy. Miał na sobie jakąś wymęczoną koszulkę z narzuconą na to jeansową kurtką. Kaloszki, w których zazwyczaj chodził po oborze, zastąpił porządnymi butami, które miały powstrzymać las przed ewentualnym skręceniem mu kostki.
Słysząc, że Moody wspomina o swojej siostrze, zmarszczył brwi wyraźnie zmartwiony tą informacją. Zaraz jednak uśmiechnął się do niego łagodnie.
- Na pewno nic jej nie jest i niedługo się znajdzie - rzucił pokrzepiająco, kładąc mu dłoń na ramieniu, dla dodania mu nieco więcej otuchy. Przez moment stał tak, aż w końcu zabrał dłoń i klasnął w ręce, zacierając je.
- To co... nie chcę nam przerywać pogawędki, ale las czeka, panowie - zachęcił ich do ruszenia dalej, samemu idąc pierwszemu.
!D6
Z nieukrywanym zadowoleniem zbliżył się do Alastora, kiery wreszcie odnalazł go wzrokiem. Zmierzył go krytycznym spojrzeniem, uściskał serdecznie, ale nie powiedział też nic na temat tego jak okropnie wyglądał. Potem jego spojrzenie trafiło na Elliotta, do którego wyciągnął dłoń w serdecznym geście.
- Panie Malfoy - uśmiechnął się do niego lekko, aczkolwiek wyraźnie zmęczony rewelacjami dnia poprzedniego i nocy. Miał na sobie jakąś wymęczoną koszulkę z narzuconą na to jeansową kurtką. Kaloszki, w których zazwyczaj chodził po oborze, zastąpił porządnymi butami, które miały powstrzymać las przed ewentualnym skręceniem mu kostki.
Słysząc, że Moody wspomina o swojej siostrze, zmarszczył brwi wyraźnie zmartwiony tą informacją. Zaraz jednak uśmiechnął się do niego łagodnie.
- Na pewno nic jej nie jest i niedługo się znajdzie - rzucił pokrzepiająco, kładąc mu dłoń na ramieniu, dla dodania mu nieco więcej otuchy. Przez moment stał tak, aż w końcu zabrał dłoń i klasnął w ręce, zacierając je.
- To co... nie chcę nam przerywać pogawędki, ale las czeka, panowie - zachęcił ich do ruszenia dalej, samemu idąc pierwszemu.
!D6