02.07.2023, 17:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.07.2023, 17:55 przez Patrick Steward.)
Patrick zignorował odpowiedź Mavelle. Nie był w nastroju na dziwne żarty, a nie widział powodu, dla którego mieliby zginąć. Cofnęli rytuał. Zniszczył kamień. Voldemort nawet nie próbował ich atakować a jego przydupas wypuścił różdżkę z rąk. Po wszystkim, Steward pamiętał ogarniające go przejmujące zmęczenie, ale tylko tyle. Żadnego powodu do umierania.
Teraz też był zmęczony. Przemarznięty do szpiku kości, zdezorientowany i osłabiony. Zmrużył oczy. Zamrugał, gdy nieposłuszny wzrok to wyostrzał się, to tracił na ostrości. Obraz falował. Zmieniał kształty. Jak w kalejdoskop, któremu wystarczyły jedynie mrugnięcia powiek Stewarda. Jakaś część jego umysłu, nie była w stanie dać wiary uzdrowicielom mówiącym o tym, że ich stan był beznadziejny a życie było cudem. Gdyby jeszcze został zraniony lub trafiony jakimś paskudnym zaklęciem, ale bez tego…?
Nie przeszkadzał towarzyszkom w rozmowie. Zajęty był próbą dźwignięcia się z łóżka. Kręciło mu się w głowie. Czuł ogarniającą go słabość – ale zamiast dać sobie spokój, irytował się tylko na to, jak beznadziejnie kruche okazywało się jego ciało. Obrazy z kalejdoskopu przed jego oczami błyskały coraz szybciej. Nie miał czasu na to, by teraz wypoczywać. Musiał napisać list. Musiał zawiadomić Dumbledore’a. Musiał działać. Nie było czasu do stracenia. Kto wie, ile już go stracił?
Oczywiście, gdyby przyszło mu się racjonalnie zastanowić, zrozumiałby, że dyrektor pewnie już wiedział o wszystkim, co stało się tej nocy więcej od niego samego. Patrick nie był naiwny, zdawał sobie sprawę, że dyrektor miał wiele źródeł. Ale o zniszczeniu kamienia, nie mógł wiedzieć. Nie, bo wiedział o tym tylko Steward, Mavelle, Lestrange, Voldemort i jego przydupas. Chyba nawet Atreus nie zdawał sobie sprawy z tego, co się właśnie stało.
- Gdzie papier i pióro? – zapytał, rozglądając się po namiocie. Sowę znajdzie sam. Choćby miał się stąd wyczołgać na czworakach.
Steward wbił wzrok w ziemię. Zastanawiał się, czy ma w sobie dość sił i będzie w stanie ustać na własnych nogach. Nie potrzebował ich zbyt wiele. Tylko tyle, żeby zrobić parę kroków, napisać kilka słów do dyrektora i potem znowu mógł osunąć się w nicość. Na jakąś godzinę albo dwie. Nie więcej, bo trzeba było działać i nie mniej, bo… bo chyba naprawdę potrzebował odpoczynku.
Wysunął nogi spod koca. Opuścił je na ziemię. No to najłatwiejsze było za nim, teraz tylko: na raz, na dwa, na… Ale siedział na tyłku. Oddychał ciężko i szybko, pokonany przez niewielki wysiłek fizyczny. Miał dreszcze z zimna. Świat wirował dookoła niego i potrzebował chwili, by się uspokoić.
- Czego nie możesz? – zapytał Mavelle, mając nadzieję, że pytaniem choć na chwilę oderwie umysł od własnej niemocy.
No to jeszcze raz: na raz, na dwa, na trzy, na cztery...
Patrick stanął na własnych nogach. Zrobił krok i drugi, ale nie miał czasu na cieszenie się własnym sukcesem, bo po nich zawirowało mu w głowie jeszcze mocniej niż dotyczas a w nogach poczuł okrutną słabość. Zachwiał się i poczuł, że traci równoagę. Sił miał mniej niż chciałby przyznać.
Teraz też był zmęczony. Przemarznięty do szpiku kości, zdezorientowany i osłabiony. Zmrużył oczy. Zamrugał, gdy nieposłuszny wzrok to wyostrzał się, to tracił na ostrości. Obraz falował. Zmieniał kształty. Jak w kalejdoskop, któremu wystarczyły jedynie mrugnięcia powiek Stewarda. Jakaś część jego umysłu, nie była w stanie dać wiary uzdrowicielom mówiącym o tym, że ich stan był beznadziejny a życie było cudem. Gdyby jeszcze został zraniony lub trafiony jakimś paskudnym zaklęciem, ale bez tego…?
Nie przeszkadzał towarzyszkom w rozmowie. Zajęty był próbą dźwignięcia się z łóżka. Kręciło mu się w głowie. Czuł ogarniającą go słabość – ale zamiast dać sobie spokój, irytował się tylko na to, jak beznadziejnie kruche okazywało się jego ciało. Obrazy z kalejdoskopu przed jego oczami błyskały coraz szybciej. Nie miał czasu na to, by teraz wypoczywać. Musiał napisać list. Musiał zawiadomić Dumbledore’a. Musiał działać. Nie było czasu do stracenia. Kto wie, ile już go stracił?
Oczywiście, gdyby przyszło mu się racjonalnie zastanowić, zrozumiałby, że dyrektor pewnie już wiedział o wszystkim, co stało się tej nocy więcej od niego samego. Patrick nie był naiwny, zdawał sobie sprawę, że dyrektor miał wiele źródeł. Ale o zniszczeniu kamienia, nie mógł wiedzieć. Nie, bo wiedział o tym tylko Steward, Mavelle, Lestrange, Voldemort i jego przydupas. Chyba nawet Atreus nie zdawał sobie sprawy z tego, co się właśnie stało.
- Gdzie papier i pióro? – zapytał, rozglądając się po namiocie. Sowę znajdzie sam. Choćby miał się stąd wyczołgać na czworakach.
Steward wbił wzrok w ziemię. Zastanawiał się, czy ma w sobie dość sił i będzie w stanie ustać na własnych nogach. Nie potrzebował ich zbyt wiele. Tylko tyle, żeby zrobić parę kroków, napisać kilka słów do dyrektora i potem znowu mógł osunąć się w nicość. Na jakąś godzinę albo dwie. Nie więcej, bo trzeba było działać i nie mniej, bo… bo chyba naprawdę potrzebował odpoczynku.
Wysunął nogi spod koca. Opuścił je na ziemię. No to najłatwiejsze było za nim, teraz tylko: na raz, na dwa, na… Ale siedział na tyłku. Oddychał ciężko i szybko, pokonany przez niewielki wysiłek fizyczny. Miał dreszcze z zimna. Świat wirował dookoła niego i potrzebował chwili, by się uspokoić.
- Czego nie możesz? – zapytał Mavelle, mając nadzieję, że pytaniem choć na chwilę oderwie umysł od własnej niemocy.
No to jeszcze raz: na raz, na dwa, na trzy, na cztery...
Patrick stanął na własnych nogach. Zrobił krok i drugi, ale nie miał czasu na cieszenie się własnym sukcesem, bo po nich zawirowało mu w głowie jeszcze mocniej niż dotyczas a w nogach poczuł okrutną słabość. Zachwiał się i poczuł, że traci równoagę. Sił miał mniej niż chciałby przyznać.