• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna Fontanna Szczęśliwego Losu [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria

[02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#16
02.07.2023, 00:34  ✶  
Niesprawiedliwie było życie, a jeszcze bardziej dostawało się w kość, gdy było się kobietą, córką któregoś z tych "lepszych" rodów magicznych, wypisanych srebrnym atramentem łudząco przypominającym krew jednorożca do skorowidza czystości krwi. Tori i Cyna wyprzedzały trochę swoje czasy, nie chciały być wrzucone do worka żon oraz matek, które z poświęceniem skupiały się na potomstwie, haftując wzory przy popołudniowej herbacie. Obydwie były stworzone do czegoś więcej, chociaż los usilnie rzucał im kłody pod nogi, próbując chyba co kilka kroków udowodnić im, że nie było sensu walczyć z przeznaczeniem, że przypominało to syzyfową pracę. A im częściej tak było, tym zdawać się mogło, czarnowłosa i blond włosa czarownica więcej miały w sobie woli walki. Miały wszystko — powiedziałby postronny, gorzej urodzony obserwator, ale tak naprawdę, ciągle ktoś usiłował podciąć im skrzydła. I w głębi serca błękitnooka nie mogła się z tym pogodzić.
- Nie jest.
Zgodziła się, idąc jej śladem i wygodniej siadając, a przez usta przemknął jej cień uśmiechu. Szczerze mówiąc, łatwiej było poradzić sobie ze skomplikowaną sekcją zwłok niż czasem z tym, co stawiało przed nimi życie i emocjami, jakie wywoływało. Wielu z nich nie rozumiała, niekiedy przez to tonąc i być może to był z jeden powodów, dla których znacznie lepiej czuła się w swoich maskach niż bez niż. Gdy ludzie otrzymywali reakcje, które chcieli, zdawali się bardziej zadowoleni z życia.
Dostrzegała w przyjaciółce ciepło i stabilność, przez co nigdy nie pomyślała o niej, jako o jednostce chłodnej. Nie miała jednak pojęcia, jaki wizerunek kreowała sobie podczas pobytu w biurze i w terenie, gdzie Cyna nie mogła jej dostrzec. - Kłamstwo jest największą miłością, jaką możesz dać światu. - westchnęła nagle dziewczyna, przenosząc spojrzenie na blat stolika, na którym tkwiły szklane przedmioty oraz przekąski, które wcześniej przyniósł kelner, a o których zapomniały. Wierzyła w te słowa, jakkolwiek irracjonalnie brzmiały, chociaż sama typowo kłamać nie umiała, bo swoje aktorstwo postrzegała całkiem inaczej. - Z Saurielem zawsze łączył mnie Fergus, miałam po prostu okazję go obserwować. A w tym moja Droga, jestem całkiem niezła.
Wyjaśniła jej z delikatnym wzruszeniem ramion, podnosząc na nią wzrok. Nigdy nie zwierzali się sobie, niewiele mieli też okazji do rozmów tylko we dwoje. Ba, przecież na początku jedynie co, to wzajemnie się irytowali, doprowadzając tym do szału Olivandera. Rookwood miał w sobie jakąś głębię, coś niepokojącego i poniekąd pociągającego, Cyna byłaby w stanie zrozumieć pojawiającą się zazdrość wraz z upływem spędzanego razem czasu. Nie miała okazji doświadczać tego uczucia często, dwa lub trzy razy może? Zwykle jej potrzeba kontroli sprawiała, że nie pozwalała rozwijać się relacjom na tyle, aby jakiekolwiek przywiązanie wchodziło w grę. O Lestrange byłaby jednak zazdrosna, kochała ją, jak siostrę i nie byłaby zachwycona, gdyby miały dzielić z kimkolwiek więź, którą miały. Przyglądając się jej, nie miała pojęcia o tym, co działo się w jej umyśle i jak smutna, poniekąd tragiczna, była historia jej narzeczonego.
Westchnęła na jej słowa. Rozumiała, naprawdę, była przecież w tej samej sytuacji, ale Edward na szczęście od Merlina, skończył rychło żywot w oceanie. - Jesteśmy jak towar z terminem ważności Vic. Im starsze, tym trudniej będzie wypełnić nasze "obowiązki". - przerwała na chwilę, mimowolnie krzywiąc się na ostatnie słowo, które uciekło spomiędzy jej warg, jakby samo pomyślenie o kobietach, jako o maszynkach do przedłużania rodów sprawiło, że nieprzyjemny dreszcz przebiegł gdzieś w jej wnętrzu. - Jestem pewna, że chociaż egoistycznie i w sposób beznadziejny, kierowali się Twoim dobrem. Wierząc, że droga, którą przeszła Twoja mama, jej babka i wszystkie kobiety przed nami, będzie najlepsza. Jestem przekonana, że mój ojciec też szuka odpowiedniej oferty biznesowej, gdzie będę kartą przetargową.
Zakończyła swój monolog z głosem odrobinę poirytowanym, ale zdawała sobie, że nawet jeśli chciałyby i nawet jeśli sugerowałaby, że mogłyby z tego uciec, konsekwencje mogły być okropne. Już nie tyle, ile wykluczenie z rodziny, ale może też z całego magicznego społeczeństwa? Aranżowane małżeństwa były codziennością, paskudną i przykrą, jednak nie wzbudzały powszechnego rozjuszenia. A powinny. Drake też umarł, tyle że Victorii nie dali tyle czasu na "żałobę", a Cyna go trochę wymusiła. Fakt, że przypominała swoją matkę, sprawiał, że czasem mogła coś u ojca ugrać.
- Ja bym po prostu chciała, żebyś była szczęśliwa lub spróbowała być. Nawet jeśli nie możesz nic z tym zrobić, nawet jeśli Sauriel nie jest idealny, to jednak macie nić porozumienia. Czasem, gdy długo wypowiadamy jakieś słowa, stają się po prostu prawdą.
Nie wątpiła, że ślub będzie według jej planu i pomysłu. Tori była zbyt dumna i niezależna, aby dała wszystko zorganizować matce tak, jak kobieta mogłaby tego chcieć. Na komentarz, że nie miała ochoty gadać z Rookwoodem, błękitnooka uśmiechnęła się z nutą rozbawienia, przyglądając się jej jeszcze chwilę badawczo, zanim przeniosła wzrok na trzymany przez siebie, kończący się trunek.
- I co ja bym bez Ciebie zrobiła? Spędzenie z Tobą urodzin to najlepszy prezent.. - powiedziała zupełnie szczerze, a w jej zwykle spokojnym i dość chłodnym głosie, rozbrzmiała jakaś nuta wdzięczności. Nie narzekała nigdy na samotność, nie świętowała nigdy hucznie urodzin, ale teraz, gdy Castiel wyjechał lub raczej wypłynął, poczuła jakąś iskierkę radości, że nie jest sama. Zawiła była relacja i samo posiadanie bliźniaka, który zwykle doprowadzał do szału, ale niezależnie od okoliczności, to zawsze pozostawiał jakąś tęsknotę, gdy się oddalał.
- Mama mi kiedyś mówiła, że związki są proste i tylko my je sobie komplikujemy, ale nigdy jej nie wierzyłam. - wyznała szczerze, bo jakoś obraz jej rodzicielki przemknął jej przed oczami, a w uszach rozbrzmiał dźwięk głosu. Odrobinę zamglony i oddalony, zapewne też zniekształcony przez upływ czasu. - Nie znasz się, a brzmisz rozsądnie!
Dodała z nutą rozbawienia i jakąś chęcią droczenia się, którą pewnie potęgował alkohol oraz zmęczenie. Flintówna od lat zmagała się z bezsilnością, pomagając sobie eliksirami, z którymi zdarzało się jej przesadzać. Miała wrażenie, że gdy była już bardzo zmęczona, to alkohol znacznie szybciej na nią wpływał, odkryła to kiedyś chyba dzięki Louvainowi.
- Właśnie nie wiem, czy chce i czy powinnam. Bo co wtedy z naszą grą? - odpowiedziała z odrobiną niezdecydowania, nieporadności. Zupełnie nie wiedziała, dokąd zaprowadzi ją i Cathala los, ale odkrywanie tego, było na swój sposób ekscytujące. Nie chodziło o taką czystą zabawę, nie traktowała go w ten sposób. Może testowanie? Sprawdzanie, kto i w jaki sposób przekroczy granicę drugiego człowieka? - Muszę przyznać, że jest przystojny, łatwo go zapamiętać, jeśli się go spotka. Ma taki trochę niebezpieczny uśmiech i nonszalancki, ale niewymuszony sposób bycia w całej swojej grze pozorów.
Wyjaśniła jeszcze, gdy archeolog kolejny raz pojawił się przed oczami, wywołując westchnięcie. Jej uwaga ponownie skupiła się na przyjaciółce, gdy ta zaczęła mówić. - Zauważyłaś, że odkąd.. Hmm, powiedzmy, że jesteś z Saurielem, dzieje się dużo rzeczy? Duchy małżeństwa i kłótnia nie brzmi jak przypadek. To była dobra opowieść?
Trudno było nie zauważyć, że los rzucał jej sporo wydarzeń, które miały zacieśnić jej więź z Rookwoodem. Nic tak nie wiązało ludzi, jak wspólne chwile i doświadczenia, pierwsze razy. Wszystko to skłaniało do dzielenia się sekretami, które spajały. Tak sobie przynajmniej Cynthia wymyśliła. Gdy czarnowłosa zadała pytania, było znacznie łatwiej. - Cathal jest starszy, ma 35 lat. Jest wysoki, ma jasne włosy i niebieskie oczy, ładną sylwetkę. Myślę, że jest dość popularny u kobiet, chociaż zdaje się nie przykładać do tego uwagi. Zamiary? - przerwała na chwilę, ściągając brwi w zamyśleniu na słowo, którego siedząca naprzeciw czarownica użyła. - Nie ma chyba żadnych, podobnie, jak oczekiwań. Robi coś, czego, jak wiesz, nie znoszę — zupełnie nie ma planu i kontroli nad tym, co się dzieje. I nie wiem, dlaczego mu na to pozwalam. Może dlatego, że ostatnio, jak z nim wyszłam, to biegałam w sukience bankietowej nocą po Londyńskim lesie, szukając przeklętego pomnika. -przerwała na chwilę z niedowierzaniem, kręcąc głową, bo brzmiało to niedorzecznie, ale przecież jej nie okłamała. Dla Cynthii było to duże wyjście ze strefy komfortu, może nawet z roli. Dopiła drinka, bo zaschło jej trochę w gardle. - Bystrą i cwaną, ale też wydaje mi się lojalny. Jaki jest Sauriel, poza kobieciarzem? Wydaje mi się jednak Tori, że każdy czarodziej w pewnym wieku nim jest, to przywileje dobrego nazwiska i znośnej buzi.
Nie mogła przypomnieć sobie mężczyzny, który nie miał jakichś wbudowanych gestów, czy słów, które kojarzyć mogłyby się jedynie z flirtem. Nie mieli tak związanych rąk, jak one i większość z nich mogła swobodnie szukać sobie żony. Ba, ilu pracowników Ministerstwa miało poza małżonką, mnóstwo kochanek? Mężczyźni już tak mieli chyba.
Nawet jeśli chciała, to nie umiała jej opowiedzieć o relacji z Louvainem, która nie była prosta i przejrzysta. Łączyło ich coś głębokiego, a jednocześnie byli po prostu przyjaciółmi. Tkwili w czymś, co od lat nie ruszało się z miejsca. Zgodziłaby się z Victorią z tym że Lori, jaki i Lou, prowadzili zupełnie inne życia, niż one. I trudno było to zrozumieć, płynące z nich zachowania oraz tok myślenia.
Gdyby Lestrange zapytała, dla Cyny ich relacja była ponad prawem i ponad wszystkim innym. Byli tacy ludzie w życiu, dla których po prostu robiło się rzeczy, które mogły zjeżyć włosy na głowie. Przez wzgląd na pracę przyjaciółki, nie poruszała jednak z nią tematu nekromancji. Nie chciała stawiać jej w niekomfortowej sytuacji, nie była to kwestia braku zaufania.
- Tak. - zgodziła się cicho, uśmiechając pod nosem. Niewielu zostało tych bystrych, inteligentnych i intrygujących, którzy byliby dostępni. Czy nie miały trochę szczęścia, będąc w stanie na takowych trafić w tak zamkniętym świecie czarodziejskiej śmietanki towarzyskiej?
Widząc jej reakcję, zacisnęła usta i nie uciekła spojrzeniem, samej będąc chyba zaskoczoną. Wyglądało, jakby Victoria się nigdy nad tym nie zastanawiała, a przecież spędzali ze sobą tak dużo czasu. I jeszcze większe zdziwienie ogarnęło Cynthię, gdy dostrzegła zaskoczenie na jej twarzy, które powolnie przeobrażało się w pewność. Przecież musiała wiedzieć od dawna.
- Hmmm.. Czy to nie sprawia, że Twoje aranżowane małżeństwo jest ciekawsze i ma szanse na wplecenie pożądania? - zapytała, decydując się na kucie żelaza, póki to było gorące. Obydwie były dorosłe, mogły rozmawiać o wszystkim. Akceptacja aparycji partnera dużo w takich związkach ułatwiała. Bo co by było, gdyby Sauriel się jej nie podobał i był brzydki, jak Edward? Chociaż jej martwy, były narzeczony nie był brzydki, był po prostu miałki i nijaki.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (10257), Victoria Lestrange (8661)




Wiadomości w tym wątku
[02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 08.05.2023, 22:13
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 12.05.2023, 10:27
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 24.05.2023, 12:32
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 27.05.2023, 13:39
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 28.05.2023, 00:55
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 29.05.2023, 20:31
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 30.05.2023, 22:01
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 04.06.2023, 23:01
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 06.06.2023, 01:06
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 06.06.2023, 22:25
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 07.06.2023, 14:29
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 11.06.2023, 19:03
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 14.06.2023, 00:02
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 18.06.2023, 01:23
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 22.06.2023, 20:04
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 02.07.2023, 00:34
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 03.07.2023, 21:18
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 23.07.2023, 22:27
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Victoria Lestrange - 03.08.2023, 09:46
RE: [02.04.1972] Sto lat, sto lat... | Cynthia & Victoria - przez Cynthia Flint - 14.08.2023, 23:41

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa