Spała. Chyba spała, jak znalazła się w domu? Ostatnie, co pamiętała to silny wiatr, który pojawił się na polanie, gdy pobiegła, w stronę Moody atakowanej przez dwóch śmierciożerców. Pojawił się Charlie z mężczyzną, który rano też był na polanie i Brenna, jej partnerka też tam była. Później nastała ciemność.
Czy umarła? Nie było z nią dobrze. Słyszała głos, który do niej mówił. Znajomy głos, to Cameron, czy on także umarł. Czuła jego dotyk na swojej dłoni, nie było to jedyne, co czuła. Ból pojawił się w różnych miejscach na jej ciele, najbardziej jednak doskwierały jej plecy. Była poturbowana, to pewne, skoro jednak czuła ból, to chyba nie umarła. Po śmierci powinien odejść, przynajmniej tak się jej wydawało.
Otworzyła oczy. Dotarło do niej, że nie jest w domu, w takim wypadku gdzie była? Delikatnie poruszyła dłonią, za którą trzymał ją Cameron. Chciała się odezwać, jednak głos uwiązł jej w gardle. Czuła suchość w ustach. Potrzebowała wody. - Dobrze wiedzieć, że we mnie wierzysz. - Mimo bólu, który wypełniał jej ciało próbowała się do niego uśmiechnąć.
Poza bólem, który wypełnił jej ciało zaczęło wypełniać ją zupełnie nieznane jej wcześniej uczucie tęsknoty. Nie miała zielonego pojęcia, dlaczego pojawiło się w momencie w którym się obudziła. Nigdy dotąd bowiem nie spotkało jej coś takiego. Jakby przez wieczorne wydarzenia dotarło do niej, że czegoś jej w życiu brakuje.
- Dobrze widzieć, że jesteś cały i zdrowy Kamiś. - Powiedziała cicho, próbowała się podnieść na łokciach do pozycji siedzącej, jednak szło jej to dosyć opornie. Nasilało ból, który i bez tego był dosyć mocno niewygodny.
- Oni chcieli nas zabić, nie wiem co się stało. Nie mam pojęcia, jak tu trafiłam. Odcięło mnie, obok był Julien, nie wiem, czy on żyje, a Brenna, pani Moody i cała reszta? - Dotarło do niej, że nie ma pojęcia, co się stało z wszystkimi, którzy byli z nią w lesie. Skoro ona tu była, to oni również powinni przeżyć, to było logiczne, prawda? Musieli przeżyć.