Skoncentrowanym (na tyle, na tyle pozwalało jej zmęczenie) wzrokiem obserwowała to, co działo się w sali. Nie odzywała się jednak, sama z siebie nie zaczynając rozmowy. Dzięki doświadczeniu i pewnej empatii, wiedziała że ludzie postawieni w tak trudnej sytuacji różnie reagują - niektórzy faktycznie oczekują klepania po ramieniu i banalnych słów, mających ukoić zszargane nerwy, inni z kolei preferowali głuchą, niemal przeszywającą ciszę. Wszystko wskazywało na to, że Alastor należał do tej trzeciej grupy, która trzymając nerwy na wodzy, chciała prawdy i faktów, bez kojącej otoczki. W porządku. To chyba odpowiadało jej najbardziej.
- Ida padła ofiarą jakiejś paskudnej, czarnomagicznej klątwy. Pomimo starań moich i reszty klątwołamaczy oraz uzdrowicieli, nie daliśmy rady złamać jej całkowicie - zaczęła spokojnie, neutralnym do bólu głosem. Czy tego chciała czy nie, musiała odciąć się emocjonalnie od tego, że Alastor był jej bliski, a ona właśnie przekazuje mu tak tragiczne informacje. Gdyby pozwoliła sobie, by uczucia wzięły nad nią górę, nie byłaby przydatna tak, jak tego chciała. -Jeszcze- dodała. To, że pracownicy Mungo nie przestaną starać się jej obudzić było bardziej niż oczywiste - Udało się ustabilizować jej stan, jednak nie jestem w stanie powiedzieć Ci kiedy się obudzi - wyjaśniła, krótko i rzeczowo.
Obserwowała Alastora gdy ten grzebał w kieszeniach. Wtedy na moment poczuła napływ zwykłego, ludzkiego współczucia, które dotychczas zepchnęła na dalszy plan. Szybko pokręciła głową i w sumie nie wiadomo było czy to dlaczego, że sowy nie były mile widzianymi gośćmi w szpitalu, czy że nie jest to zakazane.
- Nie przejmuj się tym - odpowiedziała, brzmiąc bardziej jak zawsze niż tą chwilę temu. W pełni rozumiała potrzebę wysyłania informacji dalej, a w pewnych przypadkach po prostu trzeba było przymknąć oko na procedury - Mogę przynieść Ci pergamin, jeżeli potrzebujesz- dodała, mimo że ten bez pergaminu poradził sobie znakomicie.
Kiwnęła lekko głową na zadane pytanie. Nie dodała, że za każdym razem gdy tylko zamknęła oczy, malował się przed nią obraz wydarzeń z ubiegłej nocy. To był najmniejszy problem w porównaniu z tym, z czym właśnie musiał zmagać się Moody. Choć sama treść listów była ostatnim co chciałaby poznać, w milczeniu obserwowała, jak podsuwa zawiniątka do sowy. Jeden, drugi, trzeci. Dokładnie tyle listów wysłała do posiadłości i na żaden z nich nie otrzymała odpowiedzi.
- To ja powinnam Ci dziękować. Gdyby nie Ty, wtedy, na polanie... zamiast stać tutaj z Tobą, leżałabym na jednym z łóżek. Tutaj, lub na polanie, przykryta ciemnym materiałem - odpowiedziała. Dopiero teraz dochodziło do niej, że zawdzięcza mu życie. Nie tylko w chwili, gdy zauważył ją w tłumie, zwiniętą w kłębek na ziemi, ale i gdy wielokrotnie ciskano w jej stronę zaklęciami, nie tylko osłaniał ją własnym ramieniem i tarczą, nie pozwalając by choć na moment strach i panika wzięły nad nią górę. - Dziękuję
beauty and terror
just keep going
no feeling is final