01.07.2023, 08:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2023, 22:28 przez Brenna Longbottom.)
Vini nie musiał nawet szarpać jej za futro, bo Brenna bez problemu skręciła właśnie w tę stronę, którą wskazywał. Znajomy zapach był dokładnie jednym z tych, na których podchwycenie miała największą nadzieję – jednym, ponieważ wciąż wierzyła, że gdzieś w Knieję zbiegł także jej wuj i nie miała jeszcze pojęcia, ile gorzkich rozczarowań na najbliższe dni szykuje dla niej los.
Teraz, jakby chciał je osłodzić, sprawił jednak miłą niespodziankę.
Widok Nory i Camerona na dodatek sprawił, że zaczęła się przemieniać, ledwo jej łapy dotknęły ziemi. Vincent mógł zeskoczył i zrobić to samo albo tym razem zostać szopem nie niesionym przez wilka, a siedzącym na ludzkim ramieniu. I nagle Lupin nie cofał się już przez wilka, a z podrywającą się z trawy Brenną.
Wyglądała, jakby wytarzała się po ziemi i to tak bardzo porządnie, bo cały jej mundur Brygadzistki, ten sam, który miała na sobie wczoraj, teraz porwany tu i ówdzie, był ubrudzony ziemią. Nie wyglądała jednak na w żaden sposób ranną, po prostu bardzo brudną, bardzo rozczochraną, a jej włosy były tu i ówdzie przypalone.
- Nora! – zawołała, rzucając się, by pochwycić Figg w uścisk. Nie zważając na to, że zapewne przy okazji ubrudzi sukienkę kobiety, zważywszy na to, jak bardzo sama była uwalona piaskiem. Gdzieś przez jej głowę przeszły pytania: dlaczego nie uciekła do Doliny przed zmierzchem, dlaczego została na polanie tak długo, gdy wiedziała, że coś się może stać, dlaczego nie użyła danego jej świstoklika… Nie zadała żadnego z nich, gryząc się w język, bo tu nie trzeba było wyrzutów. Liczyło się to, że Nora była cała i zdrowa. Że nie znalazła jej ciała, roztrzaskanego gdzieś o jakieś drzewo. Ściskała ją więc po prostu przez długą chwilę, przepełniona ulgą.
Odsunęła się wreszcie na długość ramienia, wypuszczając ją z objęć.
– Nic wam nie jest? – upewniła się. – Erik jest cały. Salem uciekł do Doliny Godryka. Cameron... - dodała, spoglądając na Lupina. - Heather i Jules przeżyli. Nie jestem pewna, ale twojego rodzeństwa chyba w ogóle nie było na polanie?
Erik był „względnie” cały, bo wymagał pomocy uzdrowicieli, ale zakładała, że najdalej jutro dojdzie do siebie. Jules i Heather… cóż, byli żywi, niekoniecznie cali i zdrowi, więc powiedzenie czegoś więcej niż „przeżyli” byłoby kłamstwem. Zwłaszcza Wood. Jeśli szło o nią, Brenna podejrzewała, że dziewczyna nie wstanie z łóżka w najbliższych dniach, a w ogóle powróci do sprawności tylko dlatego, że jako czarodzieje posiadali magię oraz dostęp do eliksirów.
Teraz, jakby chciał je osłodzić, sprawił jednak miłą niespodziankę.
Widok Nory i Camerona na dodatek sprawił, że zaczęła się przemieniać, ledwo jej łapy dotknęły ziemi. Vincent mógł zeskoczył i zrobić to samo albo tym razem zostać szopem nie niesionym przez wilka, a siedzącym na ludzkim ramieniu. I nagle Lupin nie cofał się już przez wilka, a z podrywającą się z trawy Brenną.
Wyglądała, jakby wytarzała się po ziemi i to tak bardzo porządnie, bo cały jej mundur Brygadzistki, ten sam, który miała na sobie wczoraj, teraz porwany tu i ówdzie, był ubrudzony ziemią. Nie wyglądała jednak na w żaden sposób ranną, po prostu bardzo brudną, bardzo rozczochraną, a jej włosy były tu i ówdzie przypalone.
- Nora! – zawołała, rzucając się, by pochwycić Figg w uścisk. Nie zważając na to, że zapewne przy okazji ubrudzi sukienkę kobiety, zważywszy na to, jak bardzo sama była uwalona piaskiem. Gdzieś przez jej głowę przeszły pytania: dlaczego nie uciekła do Doliny przed zmierzchem, dlaczego została na polanie tak długo, gdy wiedziała, że coś się może stać, dlaczego nie użyła danego jej świstoklika… Nie zadała żadnego z nich, gryząc się w język, bo tu nie trzeba było wyrzutów. Liczyło się to, że Nora była cała i zdrowa. Że nie znalazła jej ciała, roztrzaskanego gdzieś o jakieś drzewo. Ściskała ją więc po prostu przez długą chwilę, przepełniona ulgą.
Odsunęła się wreszcie na długość ramienia, wypuszczając ją z objęć.
– Nic wam nie jest? – upewniła się. – Erik jest cały. Salem uciekł do Doliny Godryka. Cameron... - dodała, spoglądając na Lupina. - Heather i Jules przeżyli. Nie jestem pewna, ale twojego rodzeństwa chyba w ogóle nie było na polanie?
Erik był „względnie” cały, bo wymagał pomocy uzdrowicieli, ale zakładała, że najdalej jutro dojdzie do siebie. Jules i Heather… cóż, byli żywi, niekoniecznie cali i zdrowi, więc powiedzenie czegoś więcej niż „przeżyli” byłoby kłamstwem. Zwłaszcza Wood. Jeśli szło o nią, Brenna podejrzewała, że dziewczyna nie wstanie z łóżka w najbliższych dniach, a w ogóle powróci do sprawności tylko dlatego, że jako czarodzieje posiadali magię oraz dostęp do eliksirów.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.