18.06.2023, 17:19 ✶
W teorii to każdy reprezentujący nazwisko z wielkiej dwudziestki ósemki powinien być damą oraz dżentelmenem z magicznej socjety, a w praktyce to wszystko wychodziło zupełnie inaczej. Każdy miał swoje sekrety, poglądy niezgadzające się z tym, co niósł ze sobą wiatr zmian, który tak szybko przekształcał znane im środowisko. Pandora zauważyła, że prawie każdy nosił maskę, a to, co znajdowało się pod nią, nie zawsze było moralnie właściwie i dobre. Tacy byli jednak ludzie. Na jego słowa uśmiechnęła się więc tylko, przytakując, nie zagłębiając się w szczegóły, bo zdawało się, że nie chciał.
- No tak, na współpracę z innymi. - dopowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, bo przecież nie każdy umiał i głównie chciał angażować obcych w tak duży i ważny dla siebie projekt. Pandora była i naiwna i przesadnie optymistyczna i pogoda. Jeśli mówiono o kimś, że jest czarną owcą swojej rodziny, to Pandora była białą — o gęstej i miękkiej wełnie. Podróżowała jednak dużo, głównie sama lub w towarzystwie Mary i wbrew temu, jakie sprawiała wrażenie, była dość silną i niezależną kobietą, która, chociaż czasem nieporadnie, to umiała znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.
Jako człowiek i na drugiego człowieka, Cathal aż tak otwarty się nie wydawał, chociaż na to Panda nauczyła się spoglądać z przymrużeniem oka, bo przecież ona była przesadnie szczera, otwarta i wylewna. I gdyby do niej porównywać, to mało kto był. Nie miała jednak niczego złego na myśli, a fakt, że jej nowy szef mógł tak pomyśleć, sprawił, że cień zaniepokojenia przemknął jej po twarzy, sprawiając, że spomiędzy warg uciekło bezgłośne westchnienie. Czy powiedziała już coś nie tak, czy dopiero to zrobi?
Życie w zgodzie ze sobą było ważne, pochwaliłaby to, że się starał, nawet jeśli czasem powodowało to wyjście poza granice dobrych manier i oczekiwań społecznych, które były zaskakująco wysoko względem wszystkich członków Czarodziejskich rodzin. Nie odpowiedziała na jego słowa dotyczące otwartości, uznając, że wyjaśniła już, co miała na myśli, a zdania i tak nie zmieni, nawet jeśli by z nią dyskutował. Aby w jakikolwiek sposób Shafiqa oceniać jako człowieka lub wysnuwać o nim wnioski, musiałaby poznać go lepiej. A tak, nadal był poniekąd zagadką. O ładnych oczach oraz dużej wiedzy.
- Oby spokojnie i łagodnie. - odparła krótko, przenosząc wzrok z blondyna, znów na ruiny malujące się gdzieś przed nimi. Nie lubiła, gdy ludzie cierpieli, była wrażliwą altruistką. Wioska musiała go czymś zaintrygować, bo w jego głosie rozbrzmiewała jakaś inna, nieokreślona jeszcze przez nią iskra.
Katastrofy magiczne zawsze były przykre, zwłaszcza gdy przyczyną tylu nieszczęść był jakiś użytkownik magii, który myślał, że zdoła ją okiełznać lub pochłonąć, aby zyskać na sile. Czy oni wszyscy, Ci źli, nie pragnęli właśnie władzy i potęgi?
- Każde nowe doświadczenie jest ważne, każde pozwala się rozwijać. - spojrzała na niego z pogodnym uśmiechem, sugerując, że zadowoli się właściwie wszystkim. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać, więc wszystko, co zajmie jej dłużej niż dziesięć minut, będzie ciekawym i nowym wyzwaniem. Składała, rozkładała, zmieniała i zaklinała przedmioty już tyle lat, przez wiele nocy tkwiła nad trybikami, że mogła śmiało nazwać się dobrą w swoim fachu. A jak powszechnie wiadomo, im człowiek stawał się lepszym w rzemiośle, tym trudniej było rzucać mu jakieś rozwijające zagadki. Mechanizmy były takimi zagadkami.
Dobra pamięć byłaby czymś cudownym — nie narzekała na swoją, ale nawet taka kujonka miała swoje limity, które niestety uniemożliwiały jej zapamiętanie wszystkiego, co by chciała. Tyle było dziedzin magicznych wartych uwagi. Mógł też zaoszczędzić mnóstwo czasu, skoro jednorazowe przewertowanie podręcznika sprawiało, że cały rok mógł być już spokojny — wygodne, jak nie lubiło się marnować czasu. Prewettówna wiedziała jednak, że ten medal ma dwie strony i pamiętał pewnie wiele słów przykrych, wiele sytuacji, które wprawiały go w dyskomfort. Ciekawe, czy jego umysł był przez to, jak ten uszkodzony mechanizm i dało się czymś go naprawić? Znaleźć jakiś sposób, aby czasem mógł zapomnieć — poza myśloodsiewnią oczywiście.
- Dopóki nie zaczęły się te zamieszki, to myślę, że niewielu aurorów miało możliwość stoczenia prawdziwej walki. Oczywiście był takie z infernusami lub magicznymi stworzeniami, jak sugerujesz, ale przez kilka lat było przecież trochę spokoju. Myślę, że każde z nas ma trochę racji. - wzruszyła ramionami, nie chcąc wchodzić w dyskusję, które mogłyby prowadzić do ewentualnej kłótni, bo takowych Pandora bardzo nie lubiła. Owszem, sporadycznie wybuchała i była paskudna, ale potem gniotły ją tak duże wyrzuty sumienia względem drugiego człowieka, że było to całkowicie pozbawione sensu.
Prawda była jednak taka, że nie każdy się nadawał do takiej pracy. Do Archeologii również. Czy nie było tak z każdym zawodem, z którym mieli ludzie do czynienia? Każdy miał przecież swoje mocne oraz słabe strony. Ona akurat podziwiała tych, którzy wybierali zajęcia przez większość krytykowane, nazywane nudnymi lub nawet ciężkimi.
- Takim z prawdziwego zdarzenia? Nie, ale wierzę swojej intuicji. Dopasowuje sobie kolory do ludzi, tak o. Nie martw się. - roześmiała się na jego pytanie, machając dłonią ostentacyjnie, aby zupełnie się nią nie przejmował. Nie miała niestety tego daru, ale zwykle miała silne przeczucia i intuicje, może wyrobioną przez sposób, w jaki żyła.
- Masz rację. Bezpiecznie zakładać, że mechanizmy wykorzystane na jednym fragmencie muru, będą się powtarzać. Aż tak ufasz Ministerstwu? - ostatnie pytanie zadała nieco konspiracyjnym szeptem, nachylając się w jego stronę, jakby bała się, że ktoś ich usłyszy. A potem jak gdyby nigdy nic, wepchnęła sobie resztę bułeczki do ust, następnie pozbywając się nadmiaru lukru z warg. Te cynamonowe były pyszne, ale brunetka była tak pełna, że nie wierzyła w zmieszczenie czegokolwiek w żołądku do kolacji. Przytaknęła energicznie, jednak zanim wstała, zebrała wszystkie przekąski do toreb, aby mieli na później i wyciągnęła dłoń w jego stronę. - Oczywiście, chodźmy. - uśmiechnęła się z odrobiną podekscytowania, jakby zapoznawanie się z rozbrojonymi pułapkami było najlepszą rzeczą, po śniadaniu. Zaraz obok kawy i towarzystwa.
- No tak, na współpracę z innymi. - dopowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, bo przecież nie każdy umiał i głównie chciał angażować obcych w tak duży i ważny dla siebie projekt. Pandora była i naiwna i przesadnie optymistyczna i pogoda. Jeśli mówiono o kimś, że jest czarną owcą swojej rodziny, to Pandora była białą — o gęstej i miękkiej wełnie. Podróżowała jednak dużo, głównie sama lub w towarzystwie Mary i wbrew temu, jakie sprawiała wrażenie, była dość silną i niezależną kobietą, która, chociaż czasem nieporadnie, to umiała znaleźć wyjście z trudnych sytuacji.
Jako człowiek i na drugiego człowieka, Cathal aż tak otwarty się nie wydawał, chociaż na to Panda nauczyła się spoglądać z przymrużeniem oka, bo przecież ona była przesadnie szczera, otwarta i wylewna. I gdyby do niej porównywać, to mało kto był. Nie miała jednak niczego złego na myśli, a fakt, że jej nowy szef mógł tak pomyśleć, sprawił, że cień zaniepokojenia przemknął jej po twarzy, sprawiając, że spomiędzy warg uciekło bezgłośne westchnienie. Czy powiedziała już coś nie tak, czy dopiero to zrobi?
Życie w zgodzie ze sobą było ważne, pochwaliłaby to, że się starał, nawet jeśli czasem powodowało to wyjście poza granice dobrych manier i oczekiwań społecznych, które były zaskakująco wysoko względem wszystkich członków Czarodziejskich rodzin. Nie odpowiedziała na jego słowa dotyczące otwartości, uznając, że wyjaśniła już, co miała na myśli, a zdania i tak nie zmieni, nawet jeśli by z nią dyskutował. Aby w jakikolwiek sposób Shafiqa oceniać jako człowieka lub wysnuwać o nim wnioski, musiałaby poznać go lepiej. A tak, nadal był poniekąd zagadką. O ładnych oczach oraz dużej wiedzy.
- Oby spokojnie i łagodnie. - odparła krótko, przenosząc wzrok z blondyna, znów na ruiny malujące się gdzieś przed nimi. Nie lubiła, gdy ludzie cierpieli, była wrażliwą altruistką. Wioska musiała go czymś zaintrygować, bo w jego głosie rozbrzmiewała jakaś inna, nieokreślona jeszcze przez nią iskra.
Katastrofy magiczne zawsze były przykre, zwłaszcza gdy przyczyną tylu nieszczęść był jakiś użytkownik magii, który myślał, że zdoła ją okiełznać lub pochłonąć, aby zyskać na sile. Czy oni wszyscy, Ci źli, nie pragnęli właśnie władzy i potęgi?
- Każde nowe doświadczenie jest ważne, każde pozwala się rozwijać. - spojrzała na niego z pogodnym uśmiechem, sugerując, że zadowoli się właściwie wszystkim. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać, więc wszystko, co zajmie jej dłużej niż dziesięć minut, będzie ciekawym i nowym wyzwaniem. Składała, rozkładała, zmieniała i zaklinała przedmioty już tyle lat, przez wiele nocy tkwiła nad trybikami, że mogła śmiało nazwać się dobrą w swoim fachu. A jak powszechnie wiadomo, im człowiek stawał się lepszym w rzemiośle, tym trudniej było rzucać mu jakieś rozwijające zagadki. Mechanizmy były takimi zagadkami.
Dobra pamięć byłaby czymś cudownym — nie narzekała na swoją, ale nawet taka kujonka miała swoje limity, które niestety uniemożliwiały jej zapamiętanie wszystkiego, co by chciała. Tyle było dziedzin magicznych wartych uwagi. Mógł też zaoszczędzić mnóstwo czasu, skoro jednorazowe przewertowanie podręcznika sprawiało, że cały rok mógł być już spokojny — wygodne, jak nie lubiło się marnować czasu. Prewettówna wiedziała jednak, że ten medal ma dwie strony i pamiętał pewnie wiele słów przykrych, wiele sytuacji, które wprawiały go w dyskomfort. Ciekawe, czy jego umysł był przez to, jak ten uszkodzony mechanizm i dało się czymś go naprawić? Znaleźć jakiś sposób, aby czasem mógł zapomnieć — poza myśloodsiewnią oczywiście.
- Dopóki nie zaczęły się te zamieszki, to myślę, że niewielu aurorów miało możliwość stoczenia prawdziwej walki. Oczywiście był takie z infernusami lub magicznymi stworzeniami, jak sugerujesz, ale przez kilka lat było przecież trochę spokoju. Myślę, że każde z nas ma trochę racji. - wzruszyła ramionami, nie chcąc wchodzić w dyskusję, które mogłyby prowadzić do ewentualnej kłótni, bo takowych Pandora bardzo nie lubiła. Owszem, sporadycznie wybuchała i była paskudna, ale potem gniotły ją tak duże wyrzuty sumienia względem drugiego człowieka, że było to całkowicie pozbawione sensu.
Prawda była jednak taka, że nie każdy się nadawał do takiej pracy. Do Archeologii również. Czy nie było tak z każdym zawodem, z którym mieli ludzie do czynienia? Każdy miał przecież swoje mocne oraz słabe strony. Ona akurat podziwiała tych, którzy wybierali zajęcia przez większość krytykowane, nazywane nudnymi lub nawet ciężkimi.
- Takim z prawdziwego zdarzenia? Nie, ale wierzę swojej intuicji. Dopasowuje sobie kolory do ludzi, tak o. Nie martw się. - roześmiała się na jego pytanie, machając dłonią ostentacyjnie, aby zupełnie się nią nie przejmował. Nie miała niestety tego daru, ale zwykle miała silne przeczucia i intuicje, może wyrobioną przez sposób, w jaki żyła.
- Masz rację. Bezpiecznie zakładać, że mechanizmy wykorzystane na jednym fragmencie muru, będą się powtarzać. Aż tak ufasz Ministerstwu? - ostatnie pytanie zadała nieco konspiracyjnym szeptem, nachylając się w jego stronę, jakby bała się, że ktoś ich usłyszy. A potem jak gdyby nigdy nic, wepchnęła sobie resztę bułeczki do ust, następnie pozbywając się nadmiaru lukru z warg. Te cynamonowe były pyszne, ale brunetka była tak pełna, że nie wierzyła w zmieszczenie czegokolwiek w żołądku do kolacji. Przytaknęła energicznie, jednak zanim wstała, zebrała wszystkie przekąski do toreb, aby mieli na później i wyciągnęła dłoń w jego stronę. - Oczywiście, chodźmy. - uśmiechnęła się z odrobiną podekscytowania, jakby zapoznawanie się z rozbrojonymi pułapkami było najlepszą rzeczą, po śniadaniu. Zaraz obok kawy i towarzystwa.
Koniec sesji