Wood stała z boku, przyglądała się Brennie, która wyglądała nad wyraz dobrze, jak na osobę, którą spotkał dwukrotny upadek do dziury. To dobrze o niej świadczyło i najważniejsze - była w jednym kawałku. Nie mogło być lepiej. Idealnie się wszystko spinało.
- Nie rozumiem jak to możliwe, że ktoś jest w stanie poświęcić tyle żyć dla jakiejś głupiej książki. - Dodała od siebie. Zaczęła się zastanawiać, co to musiała być za księga, że była tyle warta. Co zostało w niej zapisane? Pewnie będzie jej dane się dowiedzieć, skoro już ją znalazły. Znaczy Brenna znalazła, ale przecież były tu we trzy, to jakby ich wspólne znalezisko. Przynajmniej zdaniem Rudej.
- O tak, na pewno przyda nam się wsparcie. - Zawtórowała Longbottomównie. W końcu miały tutaj wiele rzeczy do ogarnięcia, w tym jednego żywego trupa. Nie żeby, nie wierzyła w to, że we trzy sobie nie poradzą... aczkolwiek z pomocą z ministerstwa na pewno zajmie to mniej czasu. Będa w stanie szybciej ruszyć dalej, bo przecież zagadka nadal nie została rozwiązana.
- Jak sobie życzysz Bren, już wskakuję. Będziesz robiła swoje czary mary? - Zapytała jeszcze nim wlazła na miotłę. Było jej dane już zobaczyć specjalne umiejętności partnerki, które naprawdę mogły dać im sporo odpowiedzi na najróżniejsze pytania. Nadal była mocno zafascynowana tą zdolnością, bo było to dla niej coś zupełnie nowego. Nie zamierzała jednak przeszkadzać Brennie w wykonywaniu tych czynności.
Heath wsiadła na miotłę i uniosła się w powietrze. Musiała pilnować, aby nikt ich tutaj nie zaskoczył. Latała więc nad polaną, uważnie się przy tym rozglądając, żeby mieć pewność, że nic więcej ich tu nie zaskoczy.
Slaby sukces...
Sukces!
Sukces!