Peppa nie czekała. Kapelusz z szerokim rondem już widniał na jej głowie. Ściągnęła go dopiero w cieniu drzewa.
— Tak, pogoda ostatnio była niesamowicie upiorna. A ja nie mogę się doczekać przetestowania tego nowego kremu ochronnego.
Szybki rzut okiem w lusterko nie był potrzebny do upewnienia się, w jakim stanie była jej fryzura — jak zawsze niesamowita. Dziewczyna miała nieograniczony dostęp do kosmetyków z rodzinnej firmy, więc nigdy nie oszczędzała na wszelkich pomadach, lakierach czy pudrach do włosów.
— To z czego się najpierw uczymy?
Nie wzięła niczego ze sobą. Pomogła tylko przyjaciółce przynieść jej skarbnice wiedzy. Czasem tak się uczyły, że czytały razem podręcznik na głos lub przepytywały się z nauczonego materiału. Peppa zdecydowanie preferowała ten socjalny aspekt nauki. Rozmowy często przenosiły się na szerszą dyskusję omawianego tematu, co łatwo potrafiło przenieść się na ploteczki o tym, kto i co zrobił podczas danej lekcji. Pannie Potter to nie przeszkadzało. Tak jak Maya, miała już zapewnioną pracę. Nawet jeśli po nieudanych praktykach rodzina nie będzie chciała jej w swoim biznesie, na pewno pomogą znaleźć jej coś innego. Zawsze może też poślubić jakiegoś bogacza, i prawdę mówiąc, to byłby jej wymarzony zwrot akcji. Niestety większość chłopców w zbliżonym do niej wieku nie było godnych Peppowej uwagi. Cóż, może oprócz Desmonda. Ale tego wolała zachować dla przyjaciółki. I Oleandra. Ale to była największa ostateczność ostateczności i zawsze szybko wyrzucała to z myśli, oburzając się na samą siebie. Cóż za niedorzeczność.