30.05.2023, 22:34 ✶
- Jeśli dalej tak szybko pójdziemy tą drogą, nie jestem pewny, czy powinienem cię puszczać. Przy trzecim spotkaniu pewnie strzelisz do mnie z tej kuszy – zakpił Cathal.
Czy trochę go bawiło znęcanie się nad nią? Owszem. Shafiq może nie cierpiał satysfakcji z cierpienia innych, ale kobiecie nie działa się żadna krzywda i na razie ucierpiała tylko jej duma. A skoro wlazła, gdzie nie powinna, mimo wszystkich ostrzeżeń, w jego oczach zasługiwała na małą nauczkę. Nawet jeżeli faktycznie nie znalazła się tutaj celowo, chociaż Cathal naprawdę nie pojmował, jak niby miała tu trafić przez hipogryfy. Jakiś ją tutaj zrzucił, czy co?
- I wspaniałe towarzystwo nie wynagradza ci tego niedostatku widoków? – spytał, równie kpiąco co wcześniej. Pytanie o to, co tutaj może być niebezpiecznego, pominął milczeniem, może nie chcąc wdawać się w wyjaśnienia. To zaś, co Geraldine mogła stąd dostrzec, to głównie fragment bardzo starego i bardzo zniszczonego mury kawałek dalej.
Na jej deklarację, że złodziejką też nie jest, spojrzał tylko na nią wymownie. Nie, słowa nie mogły tutaj wystarczyć. Kolejne wyjaśnienie brzmiało za to dużo bardziej wiarygodnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej strój, kuszę oraz to, jak beztrosko wlazła w pułapkę – gdyby faktycznie planowała się włamać, prawdopodobnie byłaby jednak ostrożniejsza.
Mimo to na twarzy Cathala pojawił się niesmak.
- A więc kłusowniczka – podsumował. Biegnięcie za hipogryfem, kusza, chęć dostania się do gniazda – to w jego uszach brzmiało dość jednoznacznie, założył, że planowała zabić parę hipogryfów. A chociaż nie był największym fanem magicznych stworzeń, i nie wiedział niczego o opiece nad hipogryfami, to zdawał sobie sprawę z tego, że były inteligentnymi stworzeniami. I że raczej nie wolno było strzelać do nich ot tak, na życzenie.
Rozważał przez chwilę wszystkie za i przeciw. Kłusowanie na hipogryfy zwiększyło w nim gwałtownie chęć wezwania Brygady Uderzeniowej i oskarżenie jej o kłusownictwo oraz próbę wejścia na zabezpieczony teren. Ale… Cathal naprawdę nie lubił przedstawicieli prawa, biurokracji i poza tym miał cholernie dużo roboty. Za dużo, aby chciał tracić cały wieczór.
Wyciągnął w końcu z kieszeni różdżkę, ale nie wycelował jej w Yaxley, lecz w pułapkę, szepcąc przeciwzaklęcie. Nogi kobiety były wolne. Nie zaatakował Geraldine, acz wciąż różdżkę trzymał w pogotowiu, ot na wypadek, gdyby postanowiła coś kombinować.
- Na wypadek, gdyby coś głupiego przyszło ci do głowy, to nie jedyne zaklęcie ochronne w okolicy. Lepiej, żebym więcej nie zobaczył w okolicy ciebie i twojej kuszy.
Czy trochę go bawiło znęcanie się nad nią? Owszem. Shafiq może nie cierpiał satysfakcji z cierpienia innych, ale kobiecie nie działa się żadna krzywda i na razie ucierpiała tylko jej duma. A skoro wlazła, gdzie nie powinna, mimo wszystkich ostrzeżeń, w jego oczach zasługiwała na małą nauczkę. Nawet jeżeli faktycznie nie znalazła się tutaj celowo, chociaż Cathal naprawdę nie pojmował, jak niby miała tu trafić przez hipogryfy. Jakiś ją tutaj zrzucił, czy co?
- I wspaniałe towarzystwo nie wynagradza ci tego niedostatku widoków? – spytał, równie kpiąco co wcześniej. Pytanie o to, co tutaj może być niebezpiecznego, pominął milczeniem, może nie chcąc wdawać się w wyjaśnienia. To zaś, co Geraldine mogła stąd dostrzec, to głównie fragment bardzo starego i bardzo zniszczonego mury kawałek dalej.
Na jej deklarację, że złodziejką też nie jest, spojrzał tylko na nią wymownie. Nie, słowa nie mogły tutaj wystarczyć. Kolejne wyjaśnienie brzmiało za to dużo bardziej wiarygodnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej strój, kuszę oraz to, jak beztrosko wlazła w pułapkę – gdyby faktycznie planowała się włamać, prawdopodobnie byłaby jednak ostrożniejsza.
Mimo to na twarzy Cathala pojawił się niesmak.
- A więc kłusowniczka – podsumował. Biegnięcie za hipogryfem, kusza, chęć dostania się do gniazda – to w jego uszach brzmiało dość jednoznacznie, założył, że planowała zabić parę hipogryfów. A chociaż nie był największym fanem magicznych stworzeń, i nie wiedział niczego o opiece nad hipogryfami, to zdawał sobie sprawę z tego, że były inteligentnymi stworzeniami. I że raczej nie wolno było strzelać do nich ot tak, na życzenie.
Rozważał przez chwilę wszystkie za i przeciw. Kłusowanie na hipogryfy zwiększyło w nim gwałtownie chęć wezwania Brygady Uderzeniowej i oskarżenie jej o kłusownictwo oraz próbę wejścia na zabezpieczony teren. Ale… Cathal naprawdę nie lubił przedstawicieli prawa, biurokracji i poza tym miał cholernie dużo roboty. Za dużo, aby chciał tracić cały wieczór.
Wyciągnął w końcu z kieszeni różdżkę, ale nie wycelował jej w Yaxley, lecz w pułapkę, szepcąc przeciwzaklęcie. Nogi kobiety były wolne. Nie zaatakował Geraldine, acz wciąż różdżkę trzymał w pogotowiu, ot na wypadek, gdyby postanowiła coś kombinować.
- Na wypadek, gdyby coś głupiego przyszło ci do głowy, to nie jedyne zaklęcie ochronne w okolicy. Lepiej, żebym więcej nie zobaczył w okolicy ciebie i twojej kuszy.