23.05.2023, 22:49 ✶
Posłała mu tylko spojrzenie, nie odpowiadając już na słowa związane z wiarą lub też wiedzą, nieco dłużej zatrzymując wzrok na jego twarzy. Obydwoje nie byli ludźmi łatwymi w obyciu, mieli swoje tajemnice, zachowania, których nie pokazywali szerszej widowni. Podobnie jak Cathal Cynthię, ona również go analizowała i starała się zapamiętać, jak najwięcej. Z perspektywy czasu kłamstwem byłoby stwierdzenie, że go w jakiś sposób nie lubiła. Może przez kreatywność ich spotkań, może przez sposób, w jaki jej odpowiadał i fakt, że nie dawał się złapać, jak przeciętny człowiek na kilka kokieteryjnych sztuczek. Pod względem pracy byli podobni, tutaj nie mogła też się do niczego przyczepić. Przyglądając się jednak mężczyźnie przez myśl jej przeszło, czy będzie on w stanie znaleźć to, czego właściwie szukał w swoim życiu. Zamierzał zawsze pędzić i podróżować? Miał w ogóle miejsce, które mógł nazwać domem, czy wciąż pozostawało to zagadką? Nie zapytałaby go jednak wprost.
- Lubisz dostarczać sobie nowych bodźców, co? - odpowiedziała tylko, właściwie niezaskoczona odpowiedzią, bo obstawiała przy Egipicie lub takiej, w której jeszcze nie był, pełnej tajemnic przeszłości, duchów do wywołania i skarbów do odkrycia. Gdyby ją zapytał o jej ulubioną sekcję lub najciekawszy przypadek śmierci, to chyba też obrałaby taką drogę, wybierając tą, której jeszcze nie robiła. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie morderstwa rytualne na mokradłach oraz kobiety ze sprawy z Lestrangem były warte podium.
Przeszła kilka kroków, przesuwając palcami po swoich ramionach, wsłuchując się w echo dookoła nich, a także w szmer wywoływany ruchem pnączy, które tylko czaiły się do tego, aby ich przydusić, powstrzymać przed dalszą wędrówką. Był godnym przeciwnikiem, trudnym, unikał zastawionych przez nią pomiędzy wierszami pułapek.
- O wszystkim po trochu najwidoczniej, pszczółko. - stwierdzila jedynie, nie czując się na miejscu do oceniania tego, jakim był lub też nie byl człowiekiem. Poza pracowitością ciętą ripostą i inteligencją wciąż miał mnóstwo nieodkrytych kart, a oni spędzili razem zbyt mało czasu, aby mogła próbować je odwrócić. Było warto? Miał pod maską coś, co odebrałoby jej mowę i zafascynowało na tyle, aby chciała drążyć z powodu innego, niż jej gra? Jego twarz zdawała się pogrążyć w zamyśleniu, jakby na kilka dłuższych sekund myśli odpłynęły gdzieś, gdzie nikt poza nim nie ma dostępu. Nie miała pojęcia o szeptach, o poglądach jego matki, a tym bardziej o tym, do której ze stron się skłaniał. Komentarz o motylach sprawił jednak, że podejście Shafiqa do owej ulotności było oczywiste.
Milczała chwilę po jego słowach, opuszczając różdżkę nieco niżej. - A może ja powinnam Cię zabrać do prosektorium i nauczyć podstawy przy pracy ze zwłokami? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, nie komentując jednak wyzwania lub też słów o posągach. Czy ich relacja nie była ciągłym wyzwaniem? Jej ton był dość spokojny i łagodny, zupełnie jakby kpina nie zrobiła na niej wrażenia.
Owszem, był wysoki, ale Cynthia była uparta i doszła do wniosku, że znajdzie inny sposób. Zaczęła więc od Accio, chcąc przywołać do siebie nietypowy kluczyk, a jeśli to by nie podziałało, mogła skorzystać z Lumos Maxima, jeśli rosnące wysoko pnącza były diabelskimi. Nadal była przekonana, że Incendio nie będzie dobrym rozwiązaniem na to, aby motyl do nich wrócił.
Gdy ostatecznie udało się dotrzeć stworzeniu na miejsce, uśmiechnęła się subtelnie i przyglądała się uruchomionemu mechanizmowi, stając grzecznie obok Cathala. Z czystej przekory, a może raczej przez wspominanie o wzywaniach, jej chłodne palce zacisnęły się w ułamku sekund na jego dłoni i płynnym ruchem pociągnęła go za sobą, kierując się widocznie do dalszej części grobowca. W przeciwieństwie do niej miał ciepłą dłoń. - Gdybyś jednak miał ochotę na wino szybciej, to mów. - rzuciła jedynie, nawiązując chyba do panującej tu drobnej duchoty i zapachu stęchlizny.
- Lubisz dostarczać sobie nowych bodźców, co? - odpowiedziała tylko, właściwie niezaskoczona odpowiedzią, bo obstawiała przy Egipicie lub takiej, w której jeszcze nie był, pełnej tajemnic przeszłości, duchów do wywołania i skarbów do odkrycia. Gdyby ją zapytał o jej ulubioną sekcję lub najciekawszy przypadek śmierci, to chyba też obrałaby taką drogę, wybierając tą, której jeszcze nie robiła. Trzeba jednak przyznać, że ostatnie morderstwa rytualne na mokradłach oraz kobiety ze sprawy z Lestrangem były warte podium.
Przeszła kilka kroków, przesuwając palcami po swoich ramionach, wsłuchując się w echo dookoła nich, a także w szmer wywoływany ruchem pnączy, które tylko czaiły się do tego, aby ich przydusić, powstrzymać przed dalszą wędrówką. Był godnym przeciwnikiem, trudnym, unikał zastawionych przez nią pomiędzy wierszami pułapek.
- O wszystkim po trochu najwidoczniej, pszczółko. - stwierdzila jedynie, nie czując się na miejscu do oceniania tego, jakim był lub też nie byl człowiekiem. Poza pracowitością ciętą ripostą i inteligencją wciąż miał mnóstwo nieodkrytych kart, a oni spędzili razem zbyt mało czasu, aby mogła próbować je odwrócić. Było warto? Miał pod maską coś, co odebrałoby jej mowę i zafascynowało na tyle, aby chciała drążyć z powodu innego, niż jej gra? Jego twarz zdawała się pogrążyć w zamyśleniu, jakby na kilka dłuższych sekund myśli odpłynęły gdzieś, gdzie nikt poza nim nie ma dostępu. Nie miała pojęcia o szeptach, o poglądach jego matki, a tym bardziej o tym, do której ze stron się skłaniał. Komentarz o motylach sprawił jednak, że podejście Shafiqa do owej ulotności było oczywiste.
Milczała chwilę po jego słowach, opuszczając różdżkę nieco niżej. - A może ja powinnam Cię zabrać do prosektorium i nauczyć podstawy przy pracy ze zwłokami? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, nie komentując jednak wyzwania lub też słów o posągach. Czy ich relacja nie była ciągłym wyzwaniem? Jej ton był dość spokojny i łagodny, zupełnie jakby kpina nie zrobiła na niej wrażenia.
Owszem, był wysoki, ale Cynthia była uparta i doszła do wniosku, że znajdzie inny sposób. Zaczęła więc od Accio, chcąc przywołać do siebie nietypowy kluczyk, a jeśli to by nie podziałało, mogła skorzystać z Lumos Maxima, jeśli rosnące wysoko pnącza były diabelskimi. Nadal była przekonana, że Incendio nie będzie dobrym rozwiązaniem na to, aby motyl do nich wrócił.
Gdy ostatecznie udało się dotrzeć stworzeniu na miejsce, uśmiechnęła się subtelnie i przyglądała się uruchomionemu mechanizmowi, stając grzecznie obok Cathala. Z czystej przekory, a może raczej przez wspominanie o wzywaniach, jej chłodne palce zacisnęły się w ułamku sekund na jego dłoni i płynnym ruchem pociągnęła go za sobą, kierując się widocznie do dalszej części grobowca. W przeciwieństwie do niej miał ciepłą dłoń. - Gdybyś jednak miał ochotę na wino szybciej, to mów. - rzuciła jedynie, nawiązując chyba do panującej tu drobnej duchoty i zapachu stęchlizny.