19.05.2023, 11:10 ✶
- Gdybyś przeszła się po egipskich slumsach, mogłabyś zmienić zdanie – odparł Cathal. – Choć może to zależeć od tego, co definiujesz jako „wybór”. Być może rozumiemy go inaczej.
Dla niego na przykład biedak, który mógł wybrać samobójstwo, powolną śmierć głodową, próbując utrzymać się na powierzchni albo chwilę życia i gwałtowny, nagły zgon na skutek pójścia ścieżką przestępczą, de facto żadnego wyboru nie posiadał.
Obserwował ją uważnie i choć jej twarz faktycznie niewiele zdradziła – mała aktoreczka, naprawdę mogłaby zrobić furorę na deskach teatru Selwynów – to już to mruknięcie, „prawdopodobnie” oraz szybka zmiana tematu, co nieco mówiły.
- Nie – przyznał. Może byłoby inaczej, gdyby jego ojciec żył, ale jako kilkuletni chłopiec czy nawet nastolatek wcale nie wyobrażał sobie siebie w pradawnych grobowcach. Pomysł na zajęcie się tym na stałe przyszedł właściwie w okolicach szóstej klasy Hogwartu. – Chciałem zajmować się starożytnymi runami, a w pewnym momencie połączenie archeologii i ich zdało mi się naturalne. Wiele zrobiło w tym i to, że byłem spokrewniony z Shafiqami. Poza tym… to pozwala podróżować, a stawianie zabezpieczeń na dłuższą metę prawdopodobnie by mnie znudziło.
Podróżowanie, można powiedzieć, miał we krwi. Zresztą nie chodziło tylko o nie, a pewną odmianę. Pracując w zabezpieczeniach, robiłby to samo wciąż i wciąż. Archeologia, nawet jeżeli czasem żmudna, stawiała więcej wyzwań.
- Już myślisz o kolejnym spotkaniu? – spytał zaczepienie, ot po to, by odrobinę ją sprowokować, co zresztą robili przecież nawzajem właściwie podczas całej, ostatniej rozmowy. – Jeżeli Jamil się zgodzi, być może uda się to zorganizować. Raczej większości przywołań będzie dokonywać na zabezpieczonym już terenie. Ale to na razie pieśń przyszłości. Musimy znaleźć odpowiednie przedmioty… albo ciało i zdecydować, czy jest warte przywołania.
Duchy ludzi, którzy zginęli w wiosce podczas katastrofy, mogły być nieocenionym źródłem informacji. Problem polegał jednak na znalezieniu punktu zaczepienia, wybraniu właściwego ducha oraz skłonieniu go do współpracy.
– Naprawdę nietypowy? Też zapylają kwiaty, jak motyle. Ale są od motyli dużo mniej kruche. Potrafią bronić siebie i ula i to nad wyraz skutecznie. Jednocześnie robią to tylko wtedy, gdy absolutnie muszą, bo taka obrona kosztuje je życie – odparł Cathal, ale nawet nie był zdziwiony, że uznała ten wybór za nietypowy. Jego umysł nie zawsze pracował „normalnie” i jego ścieżki skojarzeniowe mogły być dziwaczne dla wielu ludzi. Zorientował się, że tak wygląda sytuacja, gdy miał jakieś czternaście lat i dawno się z tym pogodził.
Pierwszy motyl, ten, którego „schwytał” Cathal był widoczny na pierwszy rzut, a sądząc po tym, że Shafiq od razu wyciągnął ku niemu różdżkę, już wchodząc tu wiedział, gdzie go odnajdzie. Teraz mężczyzna uparcie obserwował Cynthię, nie rozglądając się, by nie udzielić jej przypadkiem „podpowiedzi” odnośnie ukrycia dwóch pozostałych motyli.
W świetle lumos dostrzegła w końcu ledwo widoczny błysk. Wyglądało na to, że wnęka, w której skrywał się motyl, została gęsto porośnięta jakąś rośliną, lubiącą mrok – na szczęście nie wyglądała na diabelskie sidła, a dość zwykłe, nieruchome pnącza. To za nimi trzepotał się jeden z trzech motyli, potrzebnych do otwarcia drzwi. Trzeci z kolei znajdował się we wnęce bardzo wysoko położonej – niemal pod samym sufitem – i by ją dostrzec, trzeba było zadrzeć głowę… oraz rzecz jasna wymyślić jakiś sposób, aby skłonić motyla do zejścia stamtąd. Czarownica najwyraźniej bardzo starannie zabezpieczyła swój grobowiec. Runy na wejściu, skarby i pułapki w pierwszej komorze, a w drugiej z jednej strony „oczywiste” przejście porośnięte diabelskimi sidłami, i takie, którego położenie ciężko było od razu odgadnąć, wymagające rozwiązania drobnej zagadki, aby przejść dalej…
– A co miałoby być tą nagrodą, panno Flint? Randka z duchem? – spytał z odrobiną rozbawienia, kiedy zajmowała się szukaniem. Sam przesunął nieco swoją różdżkę, by upewnić się, że jej blask pada na diabelskie sidła, i żadne pnącze nie spróbuje sięgnąć ku niej ukradkiem.
Dla niego na przykład biedak, który mógł wybrać samobójstwo, powolną śmierć głodową, próbując utrzymać się na powierzchni albo chwilę życia i gwałtowny, nagły zgon na skutek pójścia ścieżką przestępczą, de facto żadnego wyboru nie posiadał.
Obserwował ją uważnie i choć jej twarz faktycznie niewiele zdradziła – mała aktoreczka, naprawdę mogłaby zrobić furorę na deskach teatru Selwynów – to już to mruknięcie, „prawdopodobnie” oraz szybka zmiana tematu, co nieco mówiły.
- Nie – przyznał. Może byłoby inaczej, gdyby jego ojciec żył, ale jako kilkuletni chłopiec czy nawet nastolatek wcale nie wyobrażał sobie siebie w pradawnych grobowcach. Pomysł na zajęcie się tym na stałe przyszedł właściwie w okolicach szóstej klasy Hogwartu. – Chciałem zajmować się starożytnymi runami, a w pewnym momencie połączenie archeologii i ich zdało mi się naturalne. Wiele zrobiło w tym i to, że byłem spokrewniony z Shafiqami. Poza tym… to pozwala podróżować, a stawianie zabezpieczeń na dłuższą metę prawdopodobnie by mnie znudziło.
Podróżowanie, można powiedzieć, miał we krwi. Zresztą nie chodziło tylko o nie, a pewną odmianę. Pracując w zabezpieczeniach, robiłby to samo wciąż i wciąż. Archeologia, nawet jeżeli czasem żmudna, stawiała więcej wyzwań.
- Już myślisz o kolejnym spotkaniu? – spytał zaczepienie, ot po to, by odrobinę ją sprowokować, co zresztą robili przecież nawzajem właściwie podczas całej, ostatniej rozmowy. – Jeżeli Jamil się zgodzi, być może uda się to zorganizować. Raczej większości przywołań będzie dokonywać na zabezpieczonym już terenie. Ale to na razie pieśń przyszłości. Musimy znaleźć odpowiednie przedmioty… albo ciało i zdecydować, czy jest warte przywołania.
Duchy ludzi, którzy zginęli w wiosce podczas katastrofy, mogły być nieocenionym źródłem informacji. Problem polegał jednak na znalezieniu punktu zaczepienia, wybraniu właściwego ducha oraz skłonieniu go do współpracy.
– Naprawdę nietypowy? Też zapylają kwiaty, jak motyle. Ale są od motyli dużo mniej kruche. Potrafią bronić siebie i ula i to nad wyraz skutecznie. Jednocześnie robią to tylko wtedy, gdy absolutnie muszą, bo taka obrona kosztuje je życie – odparł Cathal, ale nawet nie był zdziwiony, że uznała ten wybór za nietypowy. Jego umysł nie zawsze pracował „normalnie” i jego ścieżki skojarzeniowe mogły być dziwaczne dla wielu ludzi. Zorientował się, że tak wygląda sytuacja, gdy miał jakieś czternaście lat i dawno się z tym pogodził.
Pierwszy motyl, ten, którego „schwytał” Cathal był widoczny na pierwszy rzut, a sądząc po tym, że Shafiq od razu wyciągnął ku niemu różdżkę, już wchodząc tu wiedział, gdzie go odnajdzie. Teraz mężczyzna uparcie obserwował Cynthię, nie rozglądając się, by nie udzielić jej przypadkiem „podpowiedzi” odnośnie ukrycia dwóch pozostałych motyli.
W świetle lumos dostrzegła w końcu ledwo widoczny błysk. Wyglądało na to, że wnęka, w której skrywał się motyl, została gęsto porośnięta jakąś rośliną, lubiącą mrok – na szczęście nie wyglądała na diabelskie sidła, a dość zwykłe, nieruchome pnącza. To za nimi trzepotał się jeden z trzech motyli, potrzebnych do otwarcia drzwi. Trzeci z kolei znajdował się we wnęce bardzo wysoko położonej – niemal pod samym sufitem – i by ją dostrzec, trzeba było zadrzeć głowę… oraz rzecz jasna wymyślić jakiś sposób, aby skłonić motyla do zejścia stamtąd. Czarownica najwyraźniej bardzo starannie zabezpieczyła swój grobowiec. Runy na wejściu, skarby i pułapki w pierwszej komorze, a w drugiej z jednej strony „oczywiste” przejście porośnięte diabelskimi sidłami, i takie, którego położenie ciężko było od razu odgadnąć, wymagające rozwiązania drobnej zagadki, aby przejść dalej…
– A co miałoby być tą nagrodą, panno Flint? Randka z duchem? – spytał z odrobiną rozbawienia, kiedy zajmowała się szukaniem. Sam przesunął nieco swoją różdżkę, by upewnić się, że jej blask pada na diabelskie sidła, i żadne pnącze nie spróbuje sięgnąć ku niej ukradkiem.