15.05.2023, 01:50 ✶
Coś we wzroku Ulyssesa błysnęło, gdy dowiedział się, że Leta również niemal nie zginęła podczas snu. Nie musiał pytać skąd Cathal o tym wiedział. Z miejsca założył, że jeśli kogoś Crouch miałaby wezwać na pomoc do swojego snu to z pewnością wezwałaby akurat stojącego przy stole mężczyznę. Przyjaźnili się od lat, podróżowali razem, łączyła ich niecodzienna praca. Przez wzgląd na zwykłą pragmatyczność, młody Rookwood uznawał, że to śniący musiał w jakiś sposób wzywać pomoc. W przeciwnym wypadku człowiek, który zaatakowałby ich w snach, jednocześnie miałby władzę nad przynajmniej dwiema śniącymi osobami jednocześnie.
- Trzy znające się osoby. Trzy kolejne dni – podsumował neutralnym tonem.
Dla niego to nie brzmiało ani jak przypadek, ani jak dzieło człowieka, który atakowałby losowe osoby w snach. Zbliżył się do Shafiqa by przyjrzeć się zgromadzonym przez niego gazetom. Zawiesił na nich wzrok, zastanawiając się czy nie powinien napisać do Danielle z pytaniem o to, czy ostatnio w Mungo nie pojawili się przypadkiem pacjenci z dziwnymi ranami, tłumaczący, że zostali zaatakowani we śnie. Albo zagaić własnego ojca. Być może biuro aurorów otrzymało podobne zgłoszenia? Nie wszyscy zaatakowani musieliby, jak ich trójka, radzić sobie samodzielnie.
Ba, nawet nie powinni.
Zaczekał cierpliwie na pojawienie się Lety a potem, po prostu stał, wsłuchując się w kolejne wypowiadane przez Cathala słowa. Ulysses był mistrzem neutralnego słuchania. Trochę gorzej szło mu później z właściwym zrozumieniem istoty tego, co usłyszał. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziły cudze emocje.
- Początek dnia poprzedzającego nocny atak, był bardzo typowy. Wstałem o szóstej trzydzieści. Wziąłem prysznic. Ubrałem się. Zjadłem śniadanie. Wszystko tak samo jak zwykle – opisał. Lubił schematy. Pomagały mu nie przebodźcowywać i tak przebodżcowanej głowy. - W drodze do pracy poczułem, że jestem obserwowany. Później to uczucie towarzyszyło mi niemal przez cały dzień, tak długo aż wróciłem do domu. Również podczas pracy w Ministerstwie Magii. Zniknęło po powrocie do domu. – A po zaśnięciu nastąpiły trzy ataki we śnie.
Ulysses nie zamierzał opowiadać treści tamtych snów, tak jak nie oczekiwał, że Leta zacznie opowiadać swoje. Po pierwsze i jej, i jego znał Cathal. Po drugie, młodemu Rokwoodowi wydawało się, że sny nie miały większego znaczenia. Należały do śniącego i były powiązane z jego przeżyciami, pragnieniami i rzeczywistością.
Wertował w myślach listę własnych wrogów. O ile mogło im zależeć na uśmierceniu jego, raczej nie mieliby żadnego interesu w ryzykowaniu i zabijaniu Cathala lub Lety. Być może jeszcze zamordowanie Shafiqa odbiłoby się mocniej na Ulyssesie. Ale Crouch? Owszem. Znali się od lat. Trochę ich nawet łączyło, ale głównym spoiwem tej relacji pozostawał Cathal.
- Skupiłbym się na tobie. Nie na nas – dodał jeszcze, posyłając mu dłuższe spojrzenie. – Jesteś z nami bardziej związany niż my ze sobą nawzajem.
- Trzy znające się osoby. Trzy kolejne dni – podsumował neutralnym tonem.
Dla niego to nie brzmiało ani jak przypadek, ani jak dzieło człowieka, który atakowałby losowe osoby w snach. Zbliżył się do Shafiqa by przyjrzeć się zgromadzonym przez niego gazetom. Zawiesił na nich wzrok, zastanawiając się czy nie powinien napisać do Danielle z pytaniem o to, czy ostatnio w Mungo nie pojawili się przypadkiem pacjenci z dziwnymi ranami, tłumaczący, że zostali zaatakowani we śnie. Albo zagaić własnego ojca. Być może biuro aurorów otrzymało podobne zgłoszenia? Nie wszyscy zaatakowani musieliby, jak ich trójka, radzić sobie samodzielnie.
Ba, nawet nie powinni.
Zaczekał cierpliwie na pojawienie się Lety a potem, po prostu stał, wsłuchując się w kolejne wypowiadane przez Cathala słowa. Ulysses był mistrzem neutralnego słuchania. Trochę gorzej szło mu później z właściwym zrozumieniem istoty tego, co usłyszał. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziły cudze emocje.
- Początek dnia poprzedzającego nocny atak, był bardzo typowy. Wstałem o szóstej trzydzieści. Wziąłem prysznic. Ubrałem się. Zjadłem śniadanie. Wszystko tak samo jak zwykle – opisał. Lubił schematy. Pomagały mu nie przebodźcowywać i tak przebodżcowanej głowy. - W drodze do pracy poczułem, że jestem obserwowany. Później to uczucie towarzyszyło mi niemal przez cały dzień, tak długo aż wróciłem do domu. Również podczas pracy w Ministerstwie Magii. Zniknęło po powrocie do domu. – A po zaśnięciu nastąpiły trzy ataki we śnie.
Ulysses nie zamierzał opowiadać treści tamtych snów, tak jak nie oczekiwał, że Leta zacznie opowiadać swoje. Po pierwsze i jej, i jego znał Cathal. Po drugie, młodemu Rokwoodowi wydawało się, że sny nie miały większego znaczenia. Należały do śniącego i były powiązane z jego przeżyciami, pragnieniami i rzeczywistością.
Wertował w myślach listę własnych wrogów. O ile mogło im zależeć na uśmierceniu jego, raczej nie mieliby żadnego interesu w ryzykowaniu i zabijaniu Cathala lub Lety. Być może jeszcze zamordowanie Shafiqa odbiłoby się mocniej na Ulyssesie. Ale Crouch? Owszem. Znali się od lat. Trochę ich nawet łączyło, ale głównym spoiwem tej relacji pozostawał Cathal.
- Skupiłbym się na tobie. Nie na nas – dodał jeszcze, posyłając mu dłuższe spojrzenie. – Jesteś z nami bardziej związany niż my ze sobą nawzajem.