05.05.2023, 21:43 ✶
Obejrzałam się za siebie, widząc jak Aurorzy walczą ze śmierciożercami. Spoglądając na tę okrutną walkę, zwróciłam się ponownie do Giovanniego:
- Może możemy im jakoś pomóc..? - Chyba sama znałam odpowiedź na to pytanie, ale wolałam się upewnić. Mieliśmy tutaj rannych, którzy dostali niewinnie rykoszetem przez intrygę popleczników Czarnego Pana, więc raczej nie mieliśmy jak wspomóc walczących, nie zwracając tym samym na nas większej uwagi.
Powstrzymałam się przed ukazaniem zniesmaczenia na mojej twarzy, widząc, jak mężczyzna na mnie reaguje. Jakim cudem w tak stresującym momencie, między trupami, może rumienić się do uzdrowicielki? Wykonuję tylko swoją pracę, więc mam nadzieję, że nie myśli, że traktuję go w specjalny sposób...
- Teleportacja nie działa..? - Skrzywiłam się tylko, słysząc jeszcze uwagę czarodzieja. Coś musiało ją blokować, ale domyślałam się, że to coś pilnowane jest pewnie przez śmierciożerców i naśladowców.
Uśmiechnęłam się z ulgą, widząc, że pan Urquart nie zamierzał zostawić ciężko rannej kobiety. Chciałam jeszcze zapytać się mugola, jak się tutaj znalazł, ale przez jego lament powstrzymałam się od kontaktu. Nie dałby i tak rady odpowiedzieć.
- Fergus, pomożesz panu Urquartowi z noszami? Ja wezmę staruszkę pod ramię i pomogę jej przejść - Ze względu na mój słaby stan fizyczny, pewnie nie dałabym nawet rady pomóc z noszami, więc w Olivanderze cała moja nadzieja. Bardzo chciałam, żebyśmy wszyscy dotarli do lasu, najlepiej żywi.
- Proszę się mnie złapać - Udostępniłam swoje ramie starszej kobiecie, która i tak ledwo trzymała się na swoich nogach i czekałam tylko na znak, aż wszyscy będą gotowi ruszyć w stronę gęstej kniei. Widząc jeszcze próby czarowania Patronusa przez Urquarta, ja również zdecydowałam się spróbować, jeśli miało to nam jakkolwiek pomóc. Starałam się przywołać najcieplejsze wspomnienie z dzieciństwa, próbując odgonić te, które wprawiły mnie w smutek niedługo potem i zamachnęłam się różdżką.
[Rzut na kształtowanie w celu wyczarowania patronusa, owcy]
- Może możemy im jakoś pomóc..? - Chyba sama znałam odpowiedź na to pytanie, ale wolałam się upewnić. Mieliśmy tutaj rannych, którzy dostali niewinnie rykoszetem przez intrygę popleczników Czarnego Pana, więc raczej nie mieliśmy jak wspomóc walczących, nie zwracając tym samym na nas większej uwagi.
Powstrzymałam się przed ukazaniem zniesmaczenia na mojej twarzy, widząc, jak mężczyzna na mnie reaguje. Jakim cudem w tak stresującym momencie, między trupami, może rumienić się do uzdrowicielki? Wykonuję tylko swoją pracę, więc mam nadzieję, że nie myśli, że traktuję go w specjalny sposób...
- Teleportacja nie działa..? - Skrzywiłam się tylko, słysząc jeszcze uwagę czarodzieja. Coś musiało ją blokować, ale domyślałam się, że to coś pilnowane jest pewnie przez śmierciożerców i naśladowców.
Uśmiechnęłam się z ulgą, widząc, że pan Urquart nie zamierzał zostawić ciężko rannej kobiety. Chciałam jeszcze zapytać się mugola, jak się tutaj znalazł, ale przez jego lament powstrzymałam się od kontaktu. Nie dałby i tak rady odpowiedzieć.
- Fergus, pomożesz panu Urquartowi z noszami? Ja wezmę staruszkę pod ramię i pomogę jej przejść - Ze względu na mój słaby stan fizyczny, pewnie nie dałabym nawet rady pomóc z noszami, więc w Olivanderze cała moja nadzieja. Bardzo chciałam, żebyśmy wszyscy dotarli do lasu, najlepiej żywi.
- Proszę się mnie złapać - Udostępniłam swoje ramie starszej kobiecie, która i tak ledwo trzymała się na swoich nogach i czekałam tylko na znak, aż wszyscy będą gotowi ruszyć w stronę gęstej kniei. Widząc jeszcze próby czarowania Patronusa przez Urquarta, ja również zdecydowałam się spróbować, jeśli miało to nam jakkolwiek pomóc. Starałam się przywołać najcieplejsze wspomnienie z dzieciństwa, próbując odgonić te, które wprawiły mnie w smutek niedługo potem i zamachnęłam się różdżką.
[Rzut na kształtowanie w celu wyczarowania patronusa, owcy]
Rzut O 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana