• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott

[18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#8
01.05.2023, 22:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2023, 23:45 przez Erik Longbottom.)  

Nawet Erik był poniekąd beneficjentem tego, że nazwisko wielopokoleniowej rodziny czystej krwi w odpowiednich okolicznościach stanowiła swego rodzaju as w rękawie. Bądź co bądź, na początku swojej kariery w Ministerstwie Magii, nie wszyscy byli gotowi zaryzykować zatrudnienie wilkołaka i to na dodatek takiego, którego tożsamość została poniekąd rozdmuchana przez media. To przyciągało uwagę, a w połączeniu ze znanym nazwiskiem, mogło przyciągnąć niechcianą uwagę do toczących się akurat w zaciszu biur brygadzistów spraw i śledztw. Poza tym musiał dostawać wolne w każdą pełnię, żeby przypadkiem nie urządzić sobie przemiany po północy i nie przestraszyć na śmierć co poniektórych pracowników. Nazwiska i koneksje rodzinne w departamencie sporo mu dały. Utorowały drogę do stanowiska. Nawet rozumiał, że mogło to wywołać frustrację wśród co bardziej... emocjonalnych jednostek.

Wpływy potrafiły popchnąć człowieka daleko, ale w pewnym momencie przestawały się tak mocno liczyć. Można było przejść wszystkie szkolenia, pracować w biurze lub w terenie, ale nazwisko nie było wiecznie aktywną tarczą obronną. Prędzej czy później pojawiały się sprawy, w których potencjalne błędy nie byłyby wybaczone i zostałyby ujęte w kartotece i innych oficjalnych dokumentach. Elliott na pewno rozumiał, że pewnych uchybień nie można było zignorować. I to właśnie postawa ludzi względem tych pomyłek świadczyła o tym, czy nadawali się do danej pracy. Nazwisko mogło ich doprowadzić na dany urząd, ale utrzymanie go leżało w rękach danej osoby. Minister Magii pozbawiony kompetencji i głębszej wizji na zmianę świata czarodziejów podczas swej kadencji zostałby zjedzony przez polityczny półświatek, bez względu na to, czy przynależałby do Potterów, Malfoyów, Lestrange'ów czy Yaxleyów.

— Oczywiście, że istnieje! Restrukturyzacja sadu polegałaby na poszerzeniu działki, jaką obejmuje, zwiększeniu liczby jabłoni oraz jakości eliksirów wykorzystywanych przy opiece nad nimi i zatrudnieniu kilku ogrodników, którzy by go na bieżąco doglądali. — Przekrzywił lekko głowę w bok, jakby oczekiwał pochwały za tą argumentację. W porównaniu z sadem, którym opiekowali się tylko członkowie rodziny i to tylko na miarę swoich możliwości, bez wykorzystania pomocy z zewnątrz, byłaby to ogromna zmiana. Całkowita zmiana struktury działania.

Skrzywił się i zaczerwienił na twarzy, gdy z ust Elliotta padła wzmianka o projekcie wczesnego ostrzegania przed niebezpieczeństwem w terenie w formie kogutów. Już miał rzucić jakimś komentarzem, jednak w ostatniej chwili się powstrzymał. Otwarte brnięcie w ten temat mogłoby tylko zachęcić blondyna do tego, żeby wyciągnąć na światło dzienne jeszcze większą liczbę szczegółów dotyczącą tamtej dyskusji. Na Merlina, dobrze, że byli teraz sami i nie musieli się martwić o to, że ktoś ich podsłuchiwał. Jeszcze tylko brakowało, żeby plotki na ten temat zaczęły krążyć po korytarzach najpotężniejszej instytucji w kraju.

— Ranisz mnie. Myślałem, że aferę kurczakową puściliśmy już w niepamięć. Chyba będę musiał pokazać, gdzie jest Pana miejsce Panie Malfoy — rzucił pod nosem, przenosząc wzrok na szachownicę, analizując układ pionów na planszy. Miał wrażenie, że chyba wygrywał. Ale czy na pewno? Uśmiechnął się lekko, gdy przyjaciel opisał mu całą wymówkę, jaką mógłby się posłużyć, aby zostać w rezydencji na noc. — Uwierzyłbym ci. W końcu niezbadane są ścieżki losu, tak? Każdemu może przydarzyć się coś dziwnego. Poza tym nie mielibyśmy tego, jak zweryfikować ot tak. Wysłanie listu do Eden, aby potwierdziła twoją wersję, mogłoby zachęcić ją do zagrania ci na nosie i skłamanie.

Skinął głową, przysłuchując się ciągowi zdań, które wyrzucał z siebie Elliott. Jakie to było dla nich typowe. Na wpół pijani, na wpół śpiący ze zmęczenia po intensywnym wieczorze, a koniec końców nawet zwykła rozmowa musiała się sama z siebie przekształcić w wielopiętrową wymianę opinii na skomplikowane tematy. Może następnym razem powinni się tu zamknąć z całą skrzynką wina, to przepisaliby na nowo obecne statuty, regulaminy, a może nawet i konstytucję. O ile czarodzieje mieli konstytucję. Erik zmarszczył brwi.

— To prawda. Aczkolwiek, w przeszłości mugole mogli być bardziej świadomi naszej obecności w świecie. Ich obecna niewiedza musiała się jakoś odbić na ich stylu życia. Kiedy byliśmy bardziej widoczni, inspirowali się aktami magii. — Wzruszył lekko ramionami, pozwalając sobie na chwilę milczenia, aby zebrać myśli. — Dopóki byli świadomi naszych wpływów, pewnie próbowali je naśladować. Kiedy się ukryliśmy i zaczęliśmy izolować, ich ścieżka postępu nagle poszła w innym kierunku. — Westchnął cicho, wpatrując się w stolik. — Może to z tego powodu mamy ten konflikt. Mugole podążają teraz własną ścieżką, biegnącą względnie równolegle do naszej. Co tak naprawdę wiemy o tym, jak się rozwinęli?

Na jego twarz wdarła się zbolała mina, gdy Elliott dotknął tematu charłaków. Był to jeden z niewielu tematów, na które Erik wolał się nie wypowiadać. Pomimo tego, że widział na własną rękę, jak pełni pasji byli ci ludzie i jak bardzo chcieli być częścią magicznej społeczności, tak odnosił wrażenie, że akurat w tej kwestii brak mu perspektywy. Punkt widzenia innego czarodzieja niezbyt mógł mu w tym momencie pomóc. Potrzebowałby długiej rozmowy z charłakiem, a najlepiej kilkoma i to różnego pochodzenia.

— Wyważona opinia. Chyba jedyna słuszna. Pamiętasz te marsze charłaków? Nie wiem, co właściwie możemy zrobić, aby faktycznie żyło im się lepiej. Wpuszczenie ich do naszego świata nie przynosi zagrożenia, ale poniekąd dalej ich stygmatyzuje. Zawsze byliby obywatelami drugiej kategorii. — skomentował bezwiednie, zahaczając spojrzeniem o oczy Elliotta. — Bo powiedz, co osoba pozbawiona magicznych zdolności mogłaby robić w Ministerstwie? Połowa departamentów z miejsca odpada jako miejsce zatrudnienia, bo musisz korzystać z czarów na co dzień. Ewentualnie mogliby się przydać jako łącznicy z naszymi odpowiednikami w świecie mugoli, a i to byłoby kontrowersyjne, bo trzeba by było wtajemniczyć kolejne osoby. — Westchnął przeciągle. — Z drugiej strony, całkowite ich wykluczenie wydaje się radykalne i zbyt ostateczne. Jak zamknięcie drzwi przed nosem całej masie ludzi, chociaż zdążyli już zajrzeć do środka i nawet wiedzą, gdzie co leży. Kompletna strata i zniszczenie relacji na linii czarodzieje – charłaki.

Longbottom powiódł wzrokiem po palcach przyjaciela, który majstrował przy guzikach swojej kamizelki. Nieświadomie przygryzł dolną wargę, nawet nie tyle patrząc, ile wgapiając się w blondyna z przekrzywioną w bok głową.

— Aha. Bardzo zainteresowany — odparł nieprzytomnie, nawet nie rejestrując, na co się zgodził. Ta chwila nieuwagi momentalnie sprawiła, że uciekł wzrokeim w bok i wyprostował się na fotelu. Elliott wykonał jakiś ruch na szachownicy. Tego był pewien, tyle że... Nie był w stanie określić, co właściwie zrobił. Czy zbił mu jakiegoś piona? Przesunął wieże lub gońca? Podrapał się po głowie. — Uhmm... Dobre posunięcie.

Przesuwał dłoń z jednej figury na drugą, starając się zdecydować, co powinien teraz zrobić, aż w końcu nie mógł już trwać w niepewności i wykonał ruch. Pytanie tylko, czy nie będzie on przypadkiem zgubny.


Uzgodniony rzut na szachy
Rzut PO 1d100 - 23
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Elliott Malfoy (4964), Erik Longbottom (4444)




Wiadomości w tym wątku
[18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 22.03.2023, 20:14
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 24.03.2023, 23:06
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 27.03.2023, 04:42
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 30.03.2023, 00:30
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 07.04.2023, 02:12
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 08.04.2023, 01:08
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 24.04.2023, 03:46
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 01.05.2023, 22:28
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Elliott Malfoy - 11.08.2023, 22:35
RE: [18 Marca 1972] Szachy, książki i inne | Erik & Elliott - przez Erik Longbottom - 05.09.2023, 23:13

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa