24.04.2023, 11:38 ✶
Brenna zmierzyła posiadłość spojrzeniem, a potem skierowała je na kwiaty. Rośliny pogrzebowe, w dodatku nie wyrzucano tych martwych – szacunek wobec naturalnego cyklu życia, fascynacja śmiercią, czy absolutne lenistwo i nie znajomość zasad ogrodnictwa? Przypatrywała się temu wszystkiemu z lekko przekrzywioną głową, a potem głęboko wciągnęła powietrze w płuca.
Jakby już tutaj spodziewała się wyczuć odór śmierci albo czarnej magii. Choć gdyby komuś się to udało, to oczywiście Mavelle, nie samej Brennie. I to nie tak, że każdy Fawley był czarnoksiężnikiem. Zainteresowania nekromancją i śmiercią nie musiały od razu prowadzić do masowych mordów.
Niestety, wiodły do nich na tyle często, że Detektyw była odrobinę uprzedzona. Chociaż bardzo starała się brać pod uwagę, że może się mylić i w żaden sposób tego nie okazywać na zewnątrz.
- To chyba to mauzoleum Fawleyów. Módlmy się do Matki, by nie był to jakiś Fawley, którego rodzina będzie kryć i w razie czego stanie za nim murem – mruknęła Brenna do kuzynki. – Idziesz ze mną, czy rozglądasz się i eee, wąchasz wokół?
Niezależnie od decyzji Bones, sama ruszyła prosto do drzwi. Jeżeli do czegoś się nadawała to do gadania, a bez podpytywania w okolicy, nawet jeśli to było ryzykowne, nie znajdą tego człowieka – skoro nie znalazła niczego w archiwach i nie rozpoznał go nikt spośród Brygadzistów i aurorów, którym wysłała portret pamięciowy.
Zapukała. A jeżeli ktoś otworzył…
- Dzień dobry, Brenna Longbottom – przedstawiła się. Nie zawsze podawała przy takich okazjach nazwisko, ale założyła, że tu lepiej od razu dać znać „nie mugol”. Nazwiska czystokrwistych zresztą trochę częściej drzwi otwierały niż zamykały, nawet jeśli jakiejś rodziny się nie lubiło. Jeżeli już na progu nikt nie jej niczym nie walnął ani nie dostrzegła w twarzy stojącej przed nią osoby oszałamiającego podobieństwa do mężczyzny z bagien, zaraz podjęła dalej, chcąc wyjaśnić, dlaczego dobija się do ich drzwi.– Rozglądam się w okolicy za pewnym człowiekiem. Zastanawiałam się, czy nie mogliby mi państwo pomóc. Mniej więcej taki wzrost, siwe włosy potąd, jasne oczy, trochę wystające zęby…
Na razie nie wyciągała portretu. W końcu nie miała pojęcia, jaka będzie pierwsza reakcja.
Jakby już tutaj spodziewała się wyczuć odór śmierci albo czarnej magii. Choć gdyby komuś się to udało, to oczywiście Mavelle, nie samej Brennie. I to nie tak, że każdy Fawley był czarnoksiężnikiem. Zainteresowania nekromancją i śmiercią nie musiały od razu prowadzić do masowych mordów.
Niestety, wiodły do nich na tyle często, że Detektyw była odrobinę uprzedzona. Chociaż bardzo starała się brać pod uwagę, że może się mylić i w żaden sposób tego nie okazywać na zewnątrz.
- To chyba to mauzoleum Fawleyów. Módlmy się do Matki, by nie był to jakiś Fawley, którego rodzina będzie kryć i w razie czego stanie za nim murem – mruknęła Brenna do kuzynki. – Idziesz ze mną, czy rozglądasz się i eee, wąchasz wokół?
Niezależnie od decyzji Bones, sama ruszyła prosto do drzwi. Jeżeli do czegoś się nadawała to do gadania, a bez podpytywania w okolicy, nawet jeśli to było ryzykowne, nie znajdą tego człowieka – skoro nie znalazła niczego w archiwach i nie rozpoznał go nikt spośród Brygadzistów i aurorów, którym wysłała portret pamięciowy.
Zapukała. A jeżeli ktoś otworzył…
- Dzień dobry, Brenna Longbottom – przedstawiła się. Nie zawsze podawała przy takich okazjach nazwisko, ale założyła, że tu lepiej od razu dać znać „nie mugol”. Nazwiska czystokrwistych zresztą trochę częściej drzwi otwierały niż zamykały, nawet jeśli jakiejś rodziny się nie lubiło. Jeżeli już na progu nikt nie jej niczym nie walnął ani nie dostrzegła w twarzy stojącej przed nią osoby oszałamiającego podobieństwa do mężczyzny z bagien, zaraz podjęła dalej, chcąc wyjaśnić, dlaczego dobija się do ich drzwi.– Rozglądam się w okolicy za pewnym człowiekiem. Zastanawiałam się, czy nie mogliby mi państwo pomóc. Mniej więcej taki wzrost, siwe włosy potąd, jasne oczy, trochę wystające zęby…
Na razie nie wyciągała portretu. W końcu nie miała pojęcia, jaka będzie pierwsza reakcja.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.