Gerry w przeciwieństwie do Brenny nie należała do tych osób, które potrafiły trzymać nerwy na wodzy. Zawsze najpierw reagowała, bez niepotrzebnego rozmyślania. Miała w sobie pewną dzikość, chyba odziedziczoną po swoim ojcu. On również należał do porywczych osób. Często pakowała się przez to w kłopoty, jednak nauczyła się z tym radzić. Siła była jej przyjacielem, dlatego też tak mocno dbała o to, żeby zawsze być w formie. Skoro miała niewyparzoną gębę, musiała umieć sobie radzić z konsekwencjami, jakie to ze sobą niosło.
- Los bywa przekorny.- Powiedziała jeszcze do swojej przeciwniczki. Miała świadomość, że czasem wystarczyła jakaś pierdoła, żeby rozproszyć. Także walka mogła potoczyć się różnie.
Zaczęły trening. Geraldine nie udało się dotknąć Brenny, była szybka. Zdecydowanie. Będzie musiała się bardziej skupić na tym, żeby ją trafić. Sama została chwilę wcześniej jedynie draśnięta, także nie było tak źle.
Kiedy Longbottom ponownie ją zaatakowała, stwierdziła, że odsunie się w prawo. Nie było to łatwe, aczkolwiek była trochę szybsza, bo nie udało się jej towarzyszce jej musnąć. Sama Yaxley nie zwlekała długo, od razu przystąpiła do ataku. Celowała w środek klatki piersiowej Longbottom.
Obrona Ger: 15 - uniknęła ataku
Atak Ger: 96 + 10 (za PO)= 106