19.04.2023, 13:03 ✶
Gdyby tylko mieli magię! Naprawdę sporo by to uprościło, a ona sama nie musiałaby przez to rozważać, czy powinna rzucać się do biegu, zdejmując najpierw szpilki czy też po prostu zacząć biec i te szpilki po drodze zgubić. Miała spore wątpliwości co do tego, czy w obecnych warunkach w ogóle da radę przebiec choć kawałek ez skręcenia kostki – ziemia to nie bruk ulicy, do tego najeżona wszelkimi możliwymi pułapkami, jakie mogły istnieć. Wzniesienia i wgłębienia, kamienie mniejsze czy większe, nie mówiąc już o gałęziach i zapewne szeregu innych możliwych przeszkód, wliczając w to jakieś jadowite (bądź nie) cholerstwa, gryzące gdy tylko nieopatrznie nadepnie się im na ogon.
Chrzanić to.
Z jednej strony u boku mężczyzny niby było bezpieczniej – wszak razem raźniej i tak dalej, i tak dalej, ale też jednocześnie byłaby to teraz dość nierówna walka ze zwierzętami. Osobno, zakładając, że żadne z nich nigdzie się nie wywali ani też nie wypluje płuc po drodze… może.
Ostatecznie nie czekała, ani na odpowiedź, ani też na jakąkolwiek reakcję Thomasa – oznaczałoby to stratę sekund, a teraz liczyła się każda, stając się o wiele cenniejszą od złota czy diamentów.
Szpilki poszły w niepamięć, a ona sama odwróciła się i pobiegła ile sił, przed siebie, modląc się w duchu, żeby wytrzymała – bo jakkolwiek by nie patrzeć, jej sprawność pozostawiała całkiem sporo do życzenia, nie mówiąc już o tym, że stopy również nie przywykły do takich warunków.
Nie była pewna, gdzie dokładnie biegnie. Nie była też pewna, jak długo. Ale w którymś momencie zorientowała się, iż błotoryj jednak odpuścił, dzięki czemu mogła przystanąć, złapać oddech. A potem iść dalej i dalej przed siebie, aż w końcu dotarła tam, gdzie magia zaczęła działać…
… i wydostanie się z tych mokradeł stało się już łatwiejsze.
Chrzanić to.
Z jednej strony u boku mężczyzny niby było bezpieczniej – wszak razem raźniej i tak dalej, i tak dalej, ale też jednocześnie byłaby to teraz dość nierówna walka ze zwierzętami. Osobno, zakładając, że żadne z nich nigdzie się nie wywali ani też nie wypluje płuc po drodze… może.
Ostatecznie nie czekała, ani na odpowiedź, ani też na jakąkolwiek reakcję Thomasa – oznaczałoby to stratę sekund, a teraz liczyła się każda, stając się o wiele cenniejszą od złota czy diamentów.
Szpilki poszły w niepamięć, a ona sama odwróciła się i pobiegła ile sił, przed siebie, modląc się w duchu, żeby wytrzymała – bo jakkolwiek by nie patrzeć, jej sprawność pozostawiała całkiem sporo do życzenia, nie mówiąc już o tym, że stopy również nie przywykły do takich warunków.
Nie była pewna, gdzie dokładnie biegnie. Nie była też pewna, jak długo. Ale w którymś momencie zorientowała się, iż błotoryj jednak odpuścił, dzięki czemu mogła przystanąć, złapać oddech. A potem iść dalej i dalej przed siebie, aż w końcu dotarła tam, gdzie magia zaczęła działać…
… i wydostanie się z tych mokradeł stało się już łatwiejsze.
Postać opuszcza sesję