Doszło do niej, że się zgodził, żeby mu pomogła. Zastanawiała się, czy niezbyt szybko się nie zangażowała. Sięgnęła po różdżkę, próbowała ją znaleźć. Szło jej to jednak raczej opornie. Wydawało się jej, że trwa to wieczność nim poczuła ją w kieszeni płaszcza. Złapała ją w lewą rękę i wykonała w powietrzu machnięcie, tyle, że jeszcze nie rzucała zaklęcia, postanowiła najpierw przypomnieć sobie, jaki ruch nadgarstkiem wykonać i co powiedzieć. Chyba była gotowa, chociaż czuła, że będzie to poważny test. Skoro Mellvyn próbował tak długo i nadal mu nie wyszło z nią pewnie będzie podobnie. Czas najwyższy spróbować - wbrew podejrzeniom udało jej się. Napełniła karawkę strumieniem wody z różdzki.
Postanowiła wstać, potrzebowała tej wody. Czuła, że jeszcze moment, a wyschnie. Nerwowo przygryzała dolną wargę. Podniosła się na nogi, jednak musiała chwilę odczekać, żeby nimi poruszyć. Udała się w kierunku wody, sięgnęła po karawkę i napiełniła dwie szklanki, które wcześniej przyniósł mężczyzna. Wypiła zawartość swojej jednym haustem i ponownie napełniła szklankę. Było trochę lepiej. Sięgnęła po drugą szklankę i ruszyła w kierunku mężczyzny, aby mu ją przekazać, wyciągnęła dłoń ze szkłem, tak że znalazła się tuż przed nim. - Pij. - Powiedziała takim tonem, że nie mógł jej odmówić.
Odpowiedział na jej pytanie, zawiesiła wzrok na jego twarzy. Przyglądała mu się uważnie próbując zrozumieć, czy sobie z niej żartuje, czy mówił poważnie. Chciała się roześmiać, jednak jego mina świadczyła o tym, że to chyba nie był żart. Przełknęła głośno ślinę. - Dwa lata to w sumie nie tak dużo czasu. - Geniusz był z tej Yaxley bezdyskusyjnie. - To pewne? - Może tylko gdybał, zresztą skąd mógł wiedzieć, że zostało mu akurat tyle? Los bywał przekorny. Próbowała się skupić, szło jej to jednak niezbyt dobrze. Nie spodziewała się, że przyjdzie im tu dyskutować o śmierci.
Yaxley postanowiła wrócić na kanapę, w tej chwili była to chyba najlepsza możliwość. Szła lekko bujając się na boki, w lewej dłoni trzymała swój kubek z wodą. Gdy ponownie usiadła wbiła w szklankę swoje spojrzenie, wydawała się być jej ona okropnie fascynująca, z tą wodą w środku, poruszała nią to w lewo, to w prawo i obserwowała zawartość, która uderzała w szkło to z jednej, to z drugiej strony. - Widowiskowego, hmm. - Czy powinna mu teraz podsunąć jakiś pomysł? Nie do końca wiedziała jak się zachować. - Coś głupiego bardziej do mnie przemawia, nie lubię heroizmu, a Ty nie wyglądasz mi na bohatera, po co dobro? - Uniosła spojrzenie znad szklanki, żeby na niego zerknąć. Dopiero teraz zauważyła, że w pomieszczeniu zrobiło się ciemniej, uspokajało to jej myśli.