17.04.2023, 01:35 ✶
Wizyty w Hogsmeade należały do dość rzadki, ale całkiem przyjemnych wydarzeń. Naprawdę miło wspominał je jeszcze z czasów szkolnych. Sklep Zonka, Trzy Miotły no i oczywiście Miodowe Królestwo. Chłopak uwielbiał słodycze, które produkowali i kupował je wręcz hurtowo. Najczęściej dostawą sowią, ale dzisiaj i tak musiał się tutaj udać, także ze sklepu wyszedł z solidnie nabitym plecakiem. I chociaż wiedział, że Dio pewnie mu zapierdoli połowę tego towaru, nie narzekał. Głównie dlatego, że dzisiejsze przybycie miało nieco więcej niż zakupy.
Fletcher był w końcu handlowcem, a gdzie sprzedaje się lepiej niż w Hogwarcie? No, może raczej koło niego. Dzieciakom dość ciężko było ogarnąć na miejscu sporo towarów, które on mógł załatwić bez jakiegokolwiek problemu. Fajki, alkohol, wytrychy i inne tego typu gówienka. Jeden z jego większych klientów potrzebował solidnej dostawy, co równało się solidnemu mieszkowi galeonów, które Billy z lubością przypiął do swojego paska.
Nie pytał, po co było to chłopakowi, bo i w sumie czy był to jego interes? Absolutnie nie.Jego przenośny sklep miał jedną zasadę. “Towar kupiony jest niezwracany.”. A no i “Jak Cię przyłapią i mnie wydasz to zapierdolę Cię jak wyjdę z Azkabanu.”. W sumie to jednak dwie zasady.
Gdy skończył już wszystkie istotne rzeczy, postanowił skoczyć jeszcze do Mioteł na kilka szybkich kieliszków. Miał jeszcze w końcu nieco czasu, a kremowe piwo i ognista whisky są wspaniałym duetem. Sytuacja ta miała jednak zadziwiająco pozytywny skutek. Podpity Billy stał się nagle punktualny i na ustalonym miejscu zjawił się o czasie!
Co prawda wciąż nie rozumiał, czemu mieli spotkać się na cmentarzu, ale już dawno temu przestał oceniać brata. Nie chciał robić mu przykrości. Jasne, Tim nie był zły, ale… czasami cholernie nudny. Absolutnie nie miał podjazdu do Dio, chociaż ta ostatnio nie miała czasu na ich wypady, także w sumie aktualnie w rankingu byli dość podobnie.
— Przypomnisz mi, dlaczego spotkaliśmy się na cmentarzu? — rzucił bratu pytające spojrzenie, ale zaraz po tym jego wzrok padł na nagrobek, co nieco go oświeciło. — A no tak, zapomniałem o niej. To jest, o cioci — poprawił się szybko, nie chcąc, żeby brat zaraz zaczął prawić mu kazania o tym, że starszym (i martwym) należy się szacunek.
— Ty jej nie lubisz czy coś? Bo takich fasolek to nawet ja nie daję moim wrogom. Są paskudne — dodał jeszcze, obserwując, co ten robił.
Początkowo chciał się dosiąść do tej ławki, ale w sumie to nie był aż tak dużym fanem tego typu miejsc. Od smrodu śmierci wolał wspaniały zapach alkoholu. Najlepiej w Kotle.
— No ale dobra. My tu gadu gadu, ale chyba czas na nas? Przestań już wybierać te fasolki, bo Cię posądzą o dewastowanie nagrobka! — Rozejrzał się po okolicy, ale nie dostrzegłszy niczego ciekawego, wrócił wzrokiem do Tima.
Fletcher był w końcu handlowcem, a gdzie sprzedaje się lepiej niż w Hogwarcie? No, może raczej koło niego. Dzieciakom dość ciężko było ogarnąć na miejscu sporo towarów, które on mógł załatwić bez jakiegokolwiek problemu. Fajki, alkohol, wytrychy i inne tego typu gówienka. Jeden z jego większych klientów potrzebował solidnej dostawy, co równało się solidnemu mieszkowi galeonów, które Billy z lubością przypiął do swojego paska.
Nie pytał, po co było to chłopakowi, bo i w sumie czy był to jego interes? Absolutnie nie.Jego przenośny sklep miał jedną zasadę. “Towar kupiony jest niezwracany.”. A no i “Jak Cię przyłapią i mnie wydasz to zapierdolę Cię jak wyjdę z Azkabanu.”. W sumie to jednak dwie zasady.
Gdy skończył już wszystkie istotne rzeczy, postanowił skoczyć jeszcze do Mioteł na kilka szybkich kieliszków. Miał jeszcze w końcu nieco czasu, a kremowe piwo i ognista whisky są wspaniałym duetem. Sytuacja ta miała jednak zadziwiająco pozytywny skutek. Podpity Billy stał się nagle punktualny i na ustalonym miejscu zjawił się o czasie!
Co prawda wciąż nie rozumiał, czemu mieli spotkać się na cmentarzu, ale już dawno temu przestał oceniać brata. Nie chciał robić mu przykrości. Jasne, Tim nie był zły, ale… czasami cholernie nudny. Absolutnie nie miał podjazdu do Dio, chociaż ta ostatnio nie miała czasu na ich wypady, także w sumie aktualnie w rankingu byli dość podobnie.
— Przypomnisz mi, dlaczego spotkaliśmy się na cmentarzu? — rzucił bratu pytające spojrzenie, ale zaraz po tym jego wzrok padł na nagrobek, co nieco go oświeciło. — A no tak, zapomniałem o niej. To jest, o cioci — poprawił się szybko, nie chcąc, żeby brat zaraz zaczął prawić mu kazania o tym, że starszym (i martwym) należy się szacunek.
— Ty jej nie lubisz czy coś? Bo takich fasolek to nawet ja nie daję moim wrogom. Są paskudne — dodał jeszcze, obserwując, co ten robił.
Początkowo chciał się dosiąść do tej ławki, ale w sumie to nie był aż tak dużym fanem tego typu miejsc. Od smrodu śmierci wolał wspaniały zapach alkoholu. Najlepiej w Kotle.
— No ale dobra. My tu gadu gadu, ale chyba czas na nas? Przestań już wybierać te fasolki, bo Cię posądzą o dewastowanie nagrobka! — Rozejrzał się po okolicy, ale nie dostrzegłszy niczego ciekawego, wrócił wzrokiem do Tima.