W tym momencie Vespra zdawała się nie zauważać jego niedoskonałości. Od zawsze go pragnęła i nie miała zamiaru zastanawiać się nad tym, czy było z nim coś nie tak. Każdy człowiek skrywał w sobie mrok i to nie był odpowiedni momenty, aby go wynajdywać z duszy jej aktualnego rozmówcy. Łatwiej było unikać takich rozmyślań, pragnęła w tym momencie tylko jego cielesnej powłoki – to ona ją przyciągała, to tego pragnęła od wielu lat. Teraz jak ten był wolny mogła z tego skorzystać i nie miała zamiaru się cofać. Aparycja Perseusa sprawiała, że czasami nie mogła myśleć o nikim innym, chciała być w tym momencie w jego objęciach, poczuć jego palce na swojej skórze, ale starała się jednak tego za bardzo nie wywlekać na zewnątrz, ponieważ te pragnienia były skierowane tylko dla niego, a nie dla opitych piwem widzów. Zbyt długo na to czekała, więc jej wola była zdecydowanie bardziej słaba niż w przypadku innych mężczyzn.
Cicho mruknęła, gdy przyciągnął ją do siebie, oparła się o jego ciało kładąc jedną dłoń na jego klacie, a drugą na ramieniu i niby przypadkiem przejechała nosem po jego szyi.
— Zbyt długo czekałam, aby bawić się w obyczaje – odszepnęła również do jego ucha.
Bez słowa narzuciła na siebie płaszcz i przytulając się do jego ciepłego ciała, skryta pod jego okryciem wyszła na deszcz. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, gdy rozbijała obcasami kałuże pod stopami. Dała się zaprowadzić do jego mieszkania, dała się ugościć. Czuła się swobodnie, pewnie i zwyczajnie dobrze w jego towarzystwie. Nie udawała cnotki, bo taką nie była. Wypili szkocką, wylądowali w jego sypialni, na jego łożu i zrobili to, co potrafili najlepiej. Zatańczyli w objęciach podniecenia, pragnienia do siebie, które kumulowało się od wielu miesięcy, a można nawet powiedzieć, że lat. Vespera nie była zwykłą kochanką, nie była nudna – wręcz przeciwnie dawała więcej niżby ten mężczyzna mógł się spodziewać. Oczywiste było też, że ten taniec nie był idealny, gdyż był prowadzony też przez zmorą wielu par – alkohol, który zabił w nich zdrowy rozsądek.
Nad ranem Vespera wymknęła się z jego mieszkania bez słowa, cichutko niczym duch. Jakby była tylko zmorą, ułudą, wspomnieniem zostawiając śpiącego kochanka w jego łóżku. Na szafce obok mógł znaleźć liścik: