13.04.2023, 22:35 ✶
Czy wierzył Loretcie, kiedy raczyła go swoim „one person act”? Wiedział, nie Boże, on miał nadzieję, że pod tym wszystkim kryje się dzikość, pasja i wściekłość. Nienawidził w kobietach tego jak słabe, giętkie i miękkie były. Dotyk większości z nich był niczym ugniatanie w dłoniach drożdżowego ciasta - wspomnienie, które wyjątkowo wyraźnie odbiło się w pamięci młodego Macmillana, kiedy jeszcze nie uczęszczał do Hogwartu, zamiast tego przyglądając się matce w obowiązkach domowych. Miałkość życia matki zaskakiwała go bardziej niż był gotowy to przyznać, tym bardziej, że przecież pochodziła z tak wielkiego rodu! Ona zaś oddała to wszystko, swoje dziedzictwo, żeby rodzić dzieci i czcić Matkę.
Odruchowo zacisnął i rozluźnił dłoń, czyniąc świadomy wysiłek aby odsunąć od siebie nieprzyjemne myśli. Myślenie o matce nieodzownie wiodło do myślenia o... Nie, to nieważne. skarcił się w myślach i skupił spowrotem na chwili obecnej. Jej pytanie nie zbiło go z tropu, ale poświęcił chwilę, aby zastanowić się nad odpowiedzią.
— Bo zastanawiam się, jak długo będę musiał kłuć cię pogrzebaczem, zanim pokażesz kły. — odpowiedział, z lekkim, uprzejmym uśmiechem. Jego słowa zupełnie nie pasowały do uprzejmego, powściągliwego tonu głosu. On jednak uważał tą odpowiedź za tak samo dobrą jak każdą inną, bo w końcu dlaczego w ogóle robili cokolwiek w swoim życiu?
— Powinienem umówić się na konkretny termin, czy masz może wolny dzisiejszy wieczór? — kontynuował, spoglądając na galerię. Czy mogłaby ją zamknąć po prostu w środku dnia, żeby go malować? Murtagh gotów byłby pozować jej nawet i na środku galerii, tuż przy oknie. Szok i niesmak mugoli sprawiłby mu przyjemność, a nigdy też nie uważał swojego ciała za coś, czego powinien się wstydzić. Może mógłby, gdyby chodziło o jakąś przydzieloną mu „z urzędu”, miękką, drożdżową dzierlatkę. Ale Loretta taka nie była i był pewien, że i ona chętnie zobaczyłaby go w blasku światła.
Odruchowo zacisnął i rozluźnił dłoń, czyniąc świadomy wysiłek aby odsunąć od siebie nieprzyjemne myśli. Myślenie o matce nieodzownie wiodło do myślenia o... Nie, to nieważne. skarcił się w myślach i skupił spowrotem na chwili obecnej. Jej pytanie nie zbiło go z tropu, ale poświęcił chwilę, aby zastanowić się nad odpowiedzią.
— Bo zastanawiam się, jak długo będę musiał kłuć cię pogrzebaczem, zanim pokażesz kły. — odpowiedział, z lekkim, uprzejmym uśmiechem. Jego słowa zupełnie nie pasowały do uprzejmego, powściągliwego tonu głosu. On jednak uważał tą odpowiedź za tak samo dobrą jak każdą inną, bo w końcu dlaczego w ogóle robili cokolwiek w swoim życiu?
— Powinienem umówić się na konkretny termin, czy masz może wolny dzisiejszy wieczór? — kontynuował, spoglądając na galerię. Czy mogłaby ją zamknąć po prostu w środku dnia, żeby go malować? Murtagh gotów byłby pozować jej nawet i na środku galerii, tuż przy oknie. Szok i niesmak mugoli sprawiłby mu przyjemność, a nigdy też nie uważał swojego ciała za coś, czego powinien się wstydzić. Może mógłby, gdyby chodziło o jakąś przydzieloną mu „z urzędu”, miękką, drożdżową dzierlatkę. Ale Loretta taka nie była i był pewien, że i ona chętnie zobaczyłaby go w blasku światła.