09.04.2023, 00:26 ✶
- Tak, wspomniałam. - zgodziła się z błyskiem w oczach, posyłając mu krótkie spojrzenie, aby następnie odchylić nieco głowę i skupić się wystającym zza chmur księżycu, którego wątłe światło przebijało się pomiędzy koronami drzew. - Czy to nie Ty pierwszy wspomniałeś o randce? - wytknęła mu również, nie mogąc się powstrzymać od jawnej prowokacji z jego strony. To było orzeźwiające, podobnie jak zapach lasu i chłód marcowej nocy.
Nie wątpiłaby nawet przez ułamek sekundy, że urok i inteligencja wystarczą, aby dopuścił ja do jednego ze swoich cennych eksponatów. Liczyły się kwalifikacje oraz doświadczenie, postąpiłaby w ten sam sposób, gdyby dla niego interesującym spotkaniem byłaby wspólna autopsja czarodzieja w kostnicy.
- Może uciekała. - opuszczając dłoń wzdłuż ciała, gdy go puściła i ciągle spoglądała na posąg, który wydawał się jej aż nazbyt realistyczny. Próbowała sobie przypomnieć księgi, przypomnieć sobie muzea i zabytkowe miejsca, które miała okazję odwiedzić i absolutnie żaden pomnik nie był oddany tak, jak ten. Nawet kamienna szata zbyt dokładnie przylegała do ciała, wywijała się we właściwych miejscach. Zacisnęła wargi, nie mogąc powstrzymać się przed ruszeniem leniwie do przodu, aby obejść posąg dookoła. - Nie ma zabrudzeń, nie ma śladu roślinności, nalotów, robaków.
Nie mogła oderwać wzroku od tej nieszczęsnej kostki. Była przekonana, że gdyby kamień zmienił się w skórę, zobaczyłaby tam zasinienie i opuchliznę, jakby uszkodziła kończynę podczas ucieczki. Za kamiennymi paznokciami również nie była w stanie niczego dostrzec. Ta myśl, że coś jest nie w porządku, nie mogła opuścić jej głowy. Cyna często miała rację, miała dobrą intuicję, co wyostrzyła jeszcze praca pod skrzydłami Lycoris Black.
Zerknęła na kucającego czarodzieja, pochłoniętego badaniem posągu i nie mogła nie uśmiechnąć się pod nosem. Był prawdziwym wariatem w kwestii kariery, osobą goniącą za tajemnicami, przekładającą wszystko poniżej tego, co go aktualnie interesowało. Odcinał się od rzeczywistości, zupełnie jakby świat dookoła przestawał istnieć i był tylko on i eksponat, mumia czy cokolwiek innego przyszło Archeologowi badać. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Ktoś nie chciał, żeby została znaleziona. Dlaczego Twój kuzyn nacina właściwie napotkane w lesie posągi..? - brew jej drgnęła, bo była to najdziwniejsza rzecz, jaką usłyszała dzisiejszego wieczora. Na jego słowa przeczesała włosy, nawijając jasny kosmyk na palec i oblizując wargi, jakby toczyła wewnętrzną wojnę, czy powinna się odezwać. Bo jednak jaka normalna kobieta nosi przy sobie broń, będąc czarownicą? Brakowało tylko jej celtyckiej spinki ze szpikulcem, który spokojnie sięgnąłby serca, gdyby odpowiednio go wbić. Była jednak równie ciekawa, co uparta. - Cóż za pech! Akurat dziś zapomnieć o nożach.. A gdyby podczas przyjęcia zdarzył się nagły wypadek? Poświeć mi tutaj.
Dostrzegając kamień w blasku Lumos, oparła o niego nogę i odchyliła płaszcz, podwijając nieco do góry materiał sukienki, aby odsłonić górną część bladego uda. Dookoła niego tkwił czarny, koronkowy pasek, a za nim błysnęło coś srebrnego, skrytego przy wewnętrznej i zewnętrznej stronie uda. Płynnym, wprawionym ruchem chwyciła w palce dwa skalpele — jeden większy, dziesiątkę i drugi mniejszy, siódemkę. Nigdy się z nimi nie rozstawała, życie pisało różne scenariusze, aczkolwiek nie przypuszczała, że skorzysta ze swoich ulubionych przyborów w takich okolicznościach. Wysunęła dłoń w jego kierunku, zawieszając spojrzenie na jego twarzy. - Chcesz naciąć, czy ja mam to zrobić, żebyś się nie skaleczył?
Uśmiechnęła się zadziornie, znów kokieteryjnie, gdy wyprostowała nogę i zsunęła w dół materiał kobaltowej sukienki, zakrywając udo. Narzędzia były ostre, niewprawione dłonie mogły zrobić sobie krzywdę.
Nie wątpiłaby nawet przez ułamek sekundy, że urok i inteligencja wystarczą, aby dopuścił ja do jednego ze swoich cennych eksponatów. Liczyły się kwalifikacje oraz doświadczenie, postąpiłaby w ten sam sposób, gdyby dla niego interesującym spotkaniem byłaby wspólna autopsja czarodzieja w kostnicy.
- Może uciekała. - opuszczając dłoń wzdłuż ciała, gdy go puściła i ciągle spoglądała na posąg, który wydawał się jej aż nazbyt realistyczny. Próbowała sobie przypomnieć księgi, przypomnieć sobie muzea i zabytkowe miejsca, które miała okazję odwiedzić i absolutnie żaden pomnik nie był oddany tak, jak ten. Nawet kamienna szata zbyt dokładnie przylegała do ciała, wywijała się we właściwych miejscach. Zacisnęła wargi, nie mogąc powstrzymać się przed ruszeniem leniwie do przodu, aby obejść posąg dookoła. - Nie ma zabrudzeń, nie ma śladu roślinności, nalotów, robaków.
Nie mogła oderwać wzroku od tej nieszczęsnej kostki. Była przekonana, że gdyby kamień zmienił się w skórę, zobaczyłaby tam zasinienie i opuchliznę, jakby uszkodziła kończynę podczas ucieczki. Za kamiennymi paznokciami również nie była w stanie niczego dostrzec. Ta myśl, że coś jest nie w porządku, nie mogła opuścić jej głowy. Cyna często miała rację, miała dobrą intuicję, co wyostrzyła jeszcze praca pod skrzydłami Lycoris Black.
Zerknęła na kucającego czarodzieja, pochłoniętego badaniem posągu i nie mogła nie uśmiechnąć się pod nosem. Był prawdziwym wariatem w kwestii kariery, osobą goniącą za tajemnicami, przekładającą wszystko poniżej tego, co go aktualnie interesowało. Odcinał się od rzeczywistości, zupełnie jakby świat dookoła przestawał istnieć i był tylko on i eksponat, mumia czy cokolwiek innego przyszło Archeologowi badać. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- Ktoś nie chciał, żeby została znaleziona. Dlaczego Twój kuzyn nacina właściwie napotkane w lesie posągi..? - brew jej drgnęła, bo była to najdziwniejsza rzecz, jaką usłyszała dzisiejszego wieczora. Na jego słowa przeczesała włosy, nawijając jasny kosmyk na palec i oblizując wargi, jakby toczyła wewnętrzną wojnę, czy powinna się odezwać. Bo jednak jaka normalna kobieta nosi przy sobie broń, będąc czarownicą? Brakowało tylko jej celtyckiej spinki ze szpikulcem, który spokojnie sięgnąłby serca, gdyby odpowiednio go wbić. Była jednak równie ciekawa, co uparta. - Cóż za pech! Akurat dziś zapomnieć o nożach.. A gdyby podczas przyjęcia zdarzył się nagły wypadek? Poświeć mi tutaj.
Dostrzegając kamień w blasku Lumos, oparła o niego nogę i odchyliła płaszcz, podwijając nieco do góry materiał sukienki, aby odsłonić górną część bladego uda. Dookoła niego tkwił czarny, koronkowy pasek, a za nim błysnęło coś srebrnego, skrytego przy wewnętrznej i zewnętrznej stronie uda. Płynnym, wprawionym ruchem chwyciła w palce dwa skalpele — jeden większy, dziesiątkę i drugi mniejszy, siódemkę. Nigdy się z nimi nie rozstawała, życie pisało różne scenariusze, aczkolwiek nie przypuszczała, że skorzysta ze swoich ulubionych przyborów w takich okolicznościach. Wysunęła dłoń w jego kierunku, zawieszając spojrzenie na jego twarzy. - Chcesz naciąć, czy ja mam to zrobić, żebyś się nie skaleczył?
Uśmiechnęła się zadziornie, znów kokieteryjnie, gdy wyprostowała nogę i zsunęła w dół materiał kobaltowej sukienki, zakrywając udo. Narzędzia były ostre, niewprawione dłonie mogły zrobić sobie krzywdę.