08.04.2023, 10:03 ✶
- Trzeci syn, ale ślubny, się liczy? – spytała, a kąciki ust drgnęły jej lekko. – Raczej nie odwiedzam Rookwoodów, a Chester Rookwood już potwierdził, że nie zna tego człowieka. W pobliżu jest mauzoleum czy jak to się zwie Fawleyów, więc można spytać tam, gorzej, jeśli to jakiś Fawley. – Z drugiej strony nie planowała przecież informować, że hej, to poszukiwany przestępca, jedynie opisać go i wspomnieć, że ma do niego interes. – Mieszkają tu też niektórzy Fitwickowie, więc jeżeli jakiegoś się dojrzy, warto go spytać. Oni raczej nikogo nie mordują na bagnach.
I czarnoksiężnik był za niski na jednego z nich. Tak, zrobiła drobny research, sprawdzając dokładnie, jakie czarodziejskie rodziny tu mieszkają – poza tymi trzema, u których miała w tej wiosce w swojej karierze Brygadzistki interwencje.
Brenna wahała się przez chwilę. Rozdzielając się owszem, mogli sprawdzić większy obszar, ale gdyby wpadli na czarnoksiężnika, to… prawdopodobnie źle by się skończyło. Ktoś, kto stworzył tak daleko idące anomalie, nie będzie łatwy do pokonania w pojedynkę. Ani nawet w trójkę – po prawdzie Brenna liczyła, że ktoś wskaże im, gdzie mężczyzny szukać tak, aby zdążyli wsparcie.
Nie to, że naprawdę wierzyła, że pójdzie tak łatwo. Ale mogli mieć nadzieję.
Skrzywiła się lekko na deklarację Patricka. Nie była osobą, którą uważano za naturalnego dowódcę. Sama się za niego nie uważała. A już zdecydowanie nie uważała, że z nich dwojga to ona powinna wydawać polecenia, bo przywykła raczej do słuchania jego - i pewnie dlatego, skoro wolał iść osobno, ku temu się przychyliła... połowicznie.
- W porządku, ale w takim razie proponuję dwa do jednego. Wy możecie porozumiewać się za pomocą fal, więc tak będzie bezpieczniej. Iskry i tak pewnie uznają w razie czego za fajerwerki, ale to dyskretniejsze – zaproponowała. Własny brak umiejętności w tym zakresie mocno jej doskwierał, zwłaszcza ostatnimi czasy. – Poza tym zostajemy w tej części Little Hangleton, a widzimy się tu za godzinę. Pasuje?
Nie chciała, aby się okazało, że któreś z nich wpadnie w kłopoty, gdy reszta będzie na drugiej części wioski. Teleportacja teleportacją, ale zawsze lepiej trzymać się w pobliżu.
Miała zamiar po prostu zbliżyć się do najbliższego domu, najlepiej czarodziei, najpierw się rozejrzeć (paranoja doradzała uważać, chociaż nie to, że naprawdę spodziewała się czaszek, zapachu trupów – tu wymowne spojrzenie na Mavelle i jej nos… - albo czarnej magii), a potem, jeśli nic nie wzbudziło w niej podejrzeń, opisać czarnoksiężnika, wspominając, że mają do niego sprawę.
I czarnoksiężnik był za niski na jednego z nich. Tak, zrobiła drobny research, sprawdzając dokładnie, jakie czarodziejskie rodziny tu mieszkają – poza tymi trzema, u których miała w tej wiosce w swojej karierze Brygadzistki interwencje.
Brenna wahała się przez chwilę. Rozdzielając się owszem, mogli sprawdzić większy obszar, ale gdyby wpadli na czarnoksiężnika, to… prawdopodobnie źle by się skończyło. Ktoś, kto stworzył tak daleko idące anomalie, nie będzie łatwy do pokonania w pojedynkę. Ani nawet w trójkę – po prawdzie Brenna liczyła, że ktoś wskaże im, gdzie mężczyzny szukać tak, aby zdążyli wsparcie.
Nie to, że naprawdę wierzyła, że pójdzie tak łatwo. Ale mogli mieć nadzieję.
Skrzywiła się lekko na deklarację Patricka. Nie była osobą, którą uważano za naturalnego dowódcę. Sama się za niego nie uważała. A już zdecydowanie nie uważała, że z nich dwojga to ona powinna wydawać polecenia, bo przywykła raczej do słuchania jego - i pewnie dlatego, skoro wolał iść osobno, ku temu się przychyliła... połowicznie.
- W porządku, ale w takim razie proponuję dwa do jednego. Wy możecie porozumiewać się za pomocą fal, więc tak będzie bezpieczniej. Iskry i tak pewnie uznają w razie czego za fajerwerki, ale to dyskretniejsze – zaproponowała. Własny brak umiejętności w tym zakresie mocno jej doskwierał, zwłaszcza ostatnimi czasy. – Poza tym zostajemy w tej części Little Hangleton, a widzimy się tu za godzinę. Pasuje?
Nie chciała, aby się okazało, że któreś z nich wpadnie w kłopoty, gdy reszta będzie na drugiej części wioski. Teleportacja teleportacją, ale zawsze lepiej trzymać się w pobliżu.
Miała zamiar po prostu zbliżyć się do najbliższego domu, najlepiej czarodziei, najpierw się rozejrzeć (paranoja doradzała uważać, chociaż nie to, że naprawdę spodziewała się czaszek, zapachu trupów – tu wymowne spojrzenie na Mavelle i jej nos… - albo czarnej magii), a potem, jeśli nic nie wzbudziło w niej podejrzeń, opisać czarnoksiężnika, wspominając, że mają do niego sprawę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.