Nietrudno było zauważyć, jak z jego twarzy zjechał ten uśmiech – zupełnie jednak nie miała pojęcia dlaczego. Chodziło o Mulciberów? Miała zbyt mało danych, by zrozumieć.
– Och… Och… - wyrwało jej się i zrobiła wielkie oczy. Jego matka uciekła od swojego męża? Ależ to musiał być… skandal. Nic dziwnego, że ojciec Sauriela ich szukał i znalazł. Ale po takiej obrazie aż dziw, że zostali przy tym małżeństwie. I co też musiało kobietę do tego popchnąć… Powieki jej drgnęły na chwileczkę, kiedy przyszło zrozumienie – bo skoro Eryk spuszczał lanie i łomot Saurielowi… to czy to samo robił Annie…? – To musiało kosztować ją mnóstwo odwagi i reputacji – powiedziała po cichu kiedy zmarszczyła brwi. Nieco inaczej spojrzała teraz na postać Anny – tej cichej, łagodnej kobiety. A skoro uciekła i nie do swojej rodziny – to też bardzo wiele mówiło. W ogóle ucieczka od męża będąc w ciąży brzmiało jak pewnego rodzaju desperacja i ostateczność.
– Co ty opowiadasz. Jasne, że będzie – bo przecież nie znała dnia ani godziny. Poza tym to dopiero prezent! Sam nie jadasz, ale chcesz coś upiec drugiej osobie, bo wiesz, że lubi – to lepsze niż niezapowiedziajka. Sauriel, swoją drogą, był całkiem uroczy kiedy się tak boczył. Uśmiechnęła się widząc, że ta czekoladka sprawiła mu tyle samo radości co i jej, i musiała mu przyznać, że – Dobłe – mlasnęła z polikiem pełnym czekoladki, kiedy pochłaniała kocią łapkę, czekając aż czekolada się trochę rozpuści.
– Ach tak – powiedziała ni to pytając ni stwierdzając, na wzmiankę o tym, że to nie pierwszy i ostatni raz. Biorąc pod uwagę jego zachowanie to nie powinno dziwić, że nie pierwszy, a brak postanowienia poprawy – że nie ostatni. Bo teraz jej podejrzenia graniczyły wręcz z pewnością: Sauriel nie widział w swoim zachowaniu absolutnie nic złego! – Przepraszam za to, że zostawiłam cię bez słowa. Tak, to było chujowe – a nie za to, że robiła z siebie bohaterkę. Pfeh. – No chyba sobie kpisz że będę cię gdzieś targać siłą – właśnie dlatego lot był o b i e k t y w n i e najsensowniejszy w tamtym wypadku. Umiała to ocenić. – Tak? Bo co? – bo on mówił, że nie polecą, a jako przyszły mąż i co za tym idzie, głowa rodziny, wydawał komendę pod tytułem: więcej nie polecimy? Victoria nieco tylko zmrużyła oczy. – Zastanawiam się ciągle czy nie trzeba by zbadać kwestii tamtego domu, bo to nie mogła być zbiorowa halucynacja – a do tego wkurwiająca halucynacja. – I czy ten deszcz to nie była sprawka tego… domu. Zbyt dużo tam zbiegów okoliczności.