Giovanni chciał uspokoić Amandę mówiąc, że jej rodzice pewnie są już w bezpiecznym miejscu, ale to by było oczywiste kłamstwo. Na pewno nie zostawiliby córki samej.
— Poszukamy ich, proszę się nie martwić — odpowiedział nie tracąc czujności. Wszystko wokół zdawało się dziać jak we śnie.
Szerokim rękawem szaty osłonił twarz swoją i Amandy przed piachem i pyłem wybuchu. Co tu się w ogóle działo? Giovanni nie był w stanie teraz zidentyfikować wroga ani znanych mu członków Zakonu, czy brygadzistów. W pierwszym odruchu chciał znów przyzwać swojego skrzata, by zabrał Amandę w bezpieczne miejsce, ale dziewczyna mogła się tu przydać.
— Będę musiał prosić panią o pomoc — powiedział ciągnąc ją do wykrwawiającej się kobiety. — Czy dałaby pani radę zatamować jej krwawienie?
Następnie wycelował zaklęcie transportujące w osobę przygniecioną stołem, by ostrożnie przetransportować mebel na bok i zdobyć kolejnego sojusznika w postaci czarodzieja z różdżką. Przywołał tą osobę do siebie, a także staruszkę i dziecko. W grupie będą bezpieczniejsi.
[Rzut na translokację - przesunięcie stołu przygniatającego czarodzieja]
Sukces!