- Nie jest to przyjemne miejsce, czuć dziwne wibracje. - Jakiś taki niepokój, niepewność. Zdecydowanie nie było to przyjemne uczucie. Miała wrażenie, że w każdej chwili ktoś, lub coś może wyskoczyć z krzaków. Wood dlatego też była trochę bardziej wyciszona niż normalnie i czujniejsza.
- Nigdy nie mówiłam, że uważam tę pracę za łatwą. - Trochę ją to zabolało, że Brenna pomyślała, że tak myśli. - Zdaję sobie sprawę, że zdarzają się różne przypadki, jednak to, co ostatnio zobaczyłam było czymś czego się nie spodziewałam. - Bardziej sądziła właśnie, że przyjdzie jej wystawiać mandaty za źle zaparkowane miotły, czy obstawiać mecze quidditcha. Nie narzekała oczywiście na taki rozwój spraw, uważała, że może się sporo nauczyć i została od razu rzucona na głęboką wodę - to jej służyło. Najwięcej bowiem przyswajała w takich sytuacjach.
- Masz rację, wygląda na to, że czarna magia jest gorsza. - Zastanawiała się dlaczego niektórzy z niej korzystają, czy chodziło to, że lubili igrać z życiem i śmiercią, tylko po co? Ich umysły były aż tak bardzo spaczone? Nie potrafiła zrozumieć pobudek tych ludzi.
Na całe szczęście Brenna była zwinna. Udało jej się ukmnąć przed konarem, który zechciał ją zabić. Wood odetchnęła z ulgą widząc swoją partnerkę na ziemi, całą i zdrową. Wood nie wyciągnęła jednak różdżki, przynajmniej na razie. Miała wrażenie, że jest to jedynie zbieg okoliczności.
- Jak sobie życzysz, chodźmy więc, żeby jak najszybciej stąd odejść. - Nie miała nic przeciwko, bo otoczenie również jej nie do końca odpowiadało. Wolałaby już siedzieć w pubie z Cameronem lub Julienem. Szczególnie, że robiło się ciemno.
Minęły most, dosyć powoli. Zdecydowanie przydałaby mu się renowacja. Nie wyglądał szczególnie przyjaźnie, szczególnie w nocy. Nie zamierzała zaliczyć kąpieli w zimnej rzece, nie była to jeszcze odpowiednia pora na takie szaleństwa. Podążała za Brenną, utrzymywała tempo, żeby nie zostać z tyłu.
Udało im się przejść przez most bez większych rewelacji - na całe szczęście. Jednak gdy tylko Longbottom zmierzyła w stronę chodnika Heather usłyszała huk. Mugolski pojazd omal jej nie potrącił. Nie zdążyła nawet skoczyć w jej kierunku. Na szczęście Brenna po raz kolejny odpowiednio zareagowała. Miała dzisiaj szczęście.
- Nie chcę nic mówić, ale może chodźmy stąd? Odprowadzić Cię do domu? Tam powinnaś być bezpieczna. - Wolała jej jednak nie zostawiać samej patrząc na to, co działo się wokół niej.