02.04.2023, 15:52 ✶
Za każdym razem, gdy przypominała sobie, do czego mogło dojść na tych cholernych Mokradłach, gdy sama przypadkiem na nich wylądowała, odczuwała zimny dreszcz. Już wtedy miała myśli o celowym działaniu, niemniej mimo wszystko czuła pewien absmak w ustach, gdy tylko myślała o całej sprawie.
Tyle trupów i to w imię czego?
Niedziwne więc, że z zapałem siedziała nad portretem pamięciowym w oparciu o wskazówki Brenny, doprowadzając go do perfekcji. Czy wymagało to wielu kubków kawy? Owszem, jak najbardziej, niemniej nie można było tego tak zostawić, a szukanie typa na zasadzie „miał siano na głowie i odstające zęby” niekoniecznie mogłoby odnieść pożądany skutek. Tak, zdecydowanie łatwiej było podsunąć pod nos rysunek niż zdawać się na wyobraźnię przepytywanych i „eee… a może to ten, wydaje mi się, że tamten ma takie zęby, bo nigdy się nie uśmiecha” i tak dalej, i tak dalej.
Koniec końców, ostateczna wersja rysunku, dopieszczona chyba do granic możliwości, trafiła w ręce Brenny. I bynajmniej udział Mavelle w całej tej sprawie na tym się nie kończył – zwłaszcza że sama również po prostu chciała dopaść czarnoksiężnika i zawlec go do Azkabanu – nawet jeśli miałby być wtedy półżywy. I nie miałaby najmniejszych wyrzutów sumienia za doprowadzenie go do takiego stanu.
Zasłużył – nie tylko na to, ale i na o wiele więcej, z czego żadna z tych rzeczy nie należała do przyjemności.
- Świetnie – skwitowała krótko, przemierzając teren u boku kuzynki. Sama również tego dnia nie sięgnęła po mundur; byłoby to wręcz wywieszenie transparentu z napisem „hej, szukamy przestępcy i to nie po to, żeby uścisnąć mu rękę w ramach pochwały za swoje działania”, a tego raczej nikt z całej trójki nie chciał, prawda?
- Rozdzielając się szybciej przeczeszemy obszar – stwierdziła z namysłem w głosie. Tyle że nie bez powodu przeważnie działało się w co najmniej parach – Z drugiej strony... – skrzywiła się, zerknęła na Patricka. Może to nie było rozsądne; nie mogli przewidzieć, na kogo wpadną podczas poszukiwań, a wyobraźnia podpowiadała bardzo złe scenariusze – Jak uważasz?
Tyle trupów i to w imię czego?
Niedziwne więc, że z zapałem siedziała nad portretem pamięciowym w oparciu o wskazówki Brenny, doprowadzając go do perfekcji. Czy wymagało to wielu kubków kawy? Owszem, jak najbardziej, niemniej nie można było tego tak zostawić, a szukanie typa na zasadzie „miał siano na głowie i odstające zęby” niekoniecznie mogłoby odnieść pożądany skutek. Tak, zdecydowanie łatwiej było podsunąć pod nos rysunek niż zdawać się na wyobraźnię przepytywanych i „eee… a może to ten, wydaje mi się, że tamten ma takie zęby, bo nigdy się nie uśmiecha” i tak dalej, i tak dalej.
Koniec końców, ostateczna wersja rysunku, dopieszczona chyba do granic możliwości, trafiła w ręce Brenny. I bynajmniej udział Mavelle w całej tej sprawie na tym się nie kończył – zwłaszcza że sama również po prostu chciała dopaść czarnoksiężnika i zawlec go do Azkabanu – nawet jeśli miałby być wtedy półżywy. I nie miałaby najmniejszych wyrzutów sumienia za doprowadzenie go do takiego stanu.
Zasłużył – nie tylko na to, ale i na o wiele więcej, z czego żadna z tych rzeczy nie należała do przyjemności.
- Świetnie – skwitowała krótko, przemierzając teren u boku kuzynki. Sama również tego dnia nie sięgnęła po mundur; byłoby to wręcz wywieszenie transparentu z napisem „hej, szukamy przestępcy i to nie po to, żeby uścisnąć mu rękę w ramach pochwały za swoje działania”, a tego raczej nikt z całej trójki nie chciał, prawda?
- Rozdzielając się szybciej przeczeszemy obszar – stwierdziła z namysłem w głosie. Tyle że nie bez powodu przeważnie działało się w co najmniej parach – Z drugiej strony... – skrzywiła się, zerknęła na Patricka. Może to nie było rozsądne; nie mogli przewidzieć, na kogo wpadną podczas poszukiwań, a wyobraźnia podpowiadała bardzo złe scenariusze – Jak uważasz?