Może Wood niesprawiedliwie skreśliła kobietę jako informatora? Kiedy powiedziała, że mężczyzna wygląda znajomo przyglądała jej się uważnie. Kłamała, czy mówiła prawdę? Trudno jej było stwierdzić. Nie była jeszcze tak wprawiona, żeby na pierwszy rzut oka ocenić, czy ktoś nie łże. Może z czasem nabierze doświadczenia, pewnie takie rzeczy przychodziły po latach praktyki. Jej instynkty jeszcze były nieco nie do końca obudzone.
- W ogóle co to za atrakcja chodzić z ptakiem i straszyć ludzi... - Postanowiła skomentować jeszcze zaistniałą sytuację, nie do końca bowiem rozumiała, dlaczego kobieta postępowała w ten sposób. Spotykała na swej drodze ostatnio wielu dziwaków, niedługo pewnie coraz mniej rzeczy będzie ją zastanawiać, póki co jednak komentowała wszystko, co wydawało jej się być nie do końca normalne.
- Dobrze, niech pada, może wtedy wszystko obudzi się do życia, przygrzeje słońce, drzewa zaczną kwitnąć. - Rozmarzyła się na moment. Uwielbiała wiosnę, ale taką późną, kiedy zaczynało się robić kolorowo, nie mogła się doczekać, kiedy nadejdzie.
- To dobrze, to nie był lekki widok. - Wcale nie ukrywała, że ją to ruszyło. Zresztą wszyscy, którzy byli z nią na mokradłach mogli to zobaczyć. Zareagowała bardzo emocjonalnie - jednak to był pierwszy raz kiedy widziała trupa, a do tego od razu kilka. Musiała się oswoić z takimi widokami. Było to dla niej zupełnie nowe. Miała świadomość, że może się przydarzyć znowu, ale na pewno nie dotknie jej to tak, jak te trupy na mokradłach. Zapewne zapamięta ten widok do końca swojego życia. Zastanawiała się przez moment, czy Brenna pamięta wszystkie ciała, które było dane jej znaleźć, czy kiedy próbowała zasnąć, zamykała oczy to widziała twarze ofiar. Nie zapytała o to jednak, uważała to za zbyt osobiste pytanie.
- Szaleństwo jest gorsze od czarnej magii. - W końcu powodowało, że osoby o czystym sercu robił rzeczy, o które nigdy nie zostałyby podejrzane, atakowały z zaskoczenia. To musiało być straszne.
- Czasy się zmieniły. - Heather miała tego świadomość. Nawet wśród jej bliskich znajdowało się sporo osób, które spotkało dużo złego. Pani Smith została zabita, Charlie prawie, coraz więcej takich sytuacji wychodziło na światło dzienne. Poplecznicy Voldemorta przestawiali się ukrywać, nie wróżyło to nic dobrego.
- Tak, wierzę, że jest więcej pracy, a aurorzy pewnie nie są w stanie sobie poradzić ze wszystkim. - Dodała jeszcze, kiedy Brenna o tym wspomniała. Nie spodziewała się w zasadzie, że tak szybko przyjdzie jej zobaczyć martwych ludzi, może to i lepiej? Przynajmniej mogła się nastawić na przyszłość. Kolejny raz nie powinien być zły, przecież niezbyt często spotyka się trupy w takiej ilości. Ta sprawa związana z mokradłami wydawała się być dosyć mocno skomplikowana.
- Masz moje słowo, że nikomu o tym nie powiem. Nie dziwię się, że Cię wypożycza, taka umiejętność w przypadku tej pracy jest na pewno bardzo cenna. - Tak się przynajmniej wydawało Heath, Longbottom mogła poprzez dotknięcie zobaczyć rzeczy, o których pewnie nikt inny by się nie dowiedział.
Wood nie zdążyła nawet mrugnąć. Usłyszała trzask. Sama stanęła w miejscu, a że szła krok za Brenną to zobaczyła, że konar leci w jej stronę. - UWAAAA... - Nie zdążyła nawet dokończyć, na całe szczęście jednak jej partnerka była czujna i udało jej się umknąć przed tym wielkim patykiem.
Spojrzała na Brennę pytająco. - Myślisz, że to może mieć coś wspólnego z tą... tamtą dziwną babą? - Nie to, żeby wierzyła w takie przepowiednie, no ale teraz wydawało jej się to mieć ze sobą coś wspólnego.