Spodziewała się różnych rzeczy, ale… na pewno nie żartu. Nie tego przerysowania, które zastała, bo ono naprawdę było widoczne. Nie była tu częstym gościem, ale zdążyła trochę poznać Sauriela, zresztą ostatnio jak tutaj była to Rookwood był w paskudnym humorze i okazywał to całym sobą, a ten pokój tylko to odzwierciedlał. Dzisiaj było za to zupełnie na odwrót. Sama jednak nie miała tendencji do uciekania w żarty kiedy sytuacja była… taka. Właśnie taka. Zresztą wcale nie było jej do śmiechu.
Spojrzała za to na niego podejrzliwie, kiedy przywitał się tak… energicznie. Sauriel zwykle był zblazowany, do niczego mu się nie spieszyło, ociągał się i w ogóle. A w tym momencie miała wrażenie, że patrzy na męską wersję Brenny – a to naprawdę było osiągnięcie, w sensie zostać do Brenny porównanym!
- Nie spodziewałam się tutaj zobaczyć porcelany – przyznała, po czym przeniosła uważne spojrzenie na Sauriela, chcąc się upewnić, czy aby na pewno wszystko z nim jest w porządku. Wyglądał dobrze, normalnie. Wyglądał na dziwnie radosnego i prawdę mówiąc było mu z tym do twarzy. - Słucham? – zapytała jakby nie zrozumiała, ale zrozumiała doskonale. Trauma po-lotnicza? A co to niby miało znaczyć? I czemu miałaby się nabawić nowej…? Zmarszczyła brwi. Nie, Sauriel zdecydowanie nie miał pojęcia dlaczego była w takim a nie innym nastroju wtedy. - Nie chcę żadnej traumy – dodała całkiem bez sensu, bo to było dość oczywiste, że normalni ludzie nie chcą mieć żadnej traumy. W końcu jednak usiadła tam gdzie Sauriel jej wskazał jej filiżankę, którą wzięła do ręki i przyjrzała się, czy to nie jest jakieś oszustwo i żart. Nie był.
- Powinna być różowa, będzie ci pasować do podusi. Najlepiej taka wściekle różowa, ale za to talerzyki pod filiżanki powinny być białe w koty – bo, jak wiadomo, kontrast był ważny. A Victoria nie miała żadnego problemu, żeby sobie taką idealną porcelanową zastawę do pokoju Sauriela wyobrazić. I gdyby była trochę lepsza w transmutację…to już by mu takie zrobiła. Kolejny powód, by się z transmutacją podciągnąć. Zdziwiona odsunęła wieczko bombonierki i dopiero teraz lekki uśmiech, choć widoczny z perspektywy Sauriela, zagościł na jej twarzy. - To najsłodsze czekoladki jakie w życiu widziałam – powiedziała po prostu i nawet wzięła pudełko w ręce, by już mając je na kolanach przyjrzeć się czekoladkom. Absolutnie urocze. - Nie, sowie dawała druga sowa – mruknęła pod nosem i znowu ściągnęła brwi w irytacji. Nie na Sauriela – na własną sowę! O ile to co jej napisał to była prawda. Głupie ptaszysko.