25.03.2023, 19:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.03.2023, 20:46 przez Brenna Longbottom.)
– Nigdzie się nie wybieram – zapewniła tylko Brenna. Z prawdziwą ulgą odnotowała, że Effie jest w stanie się poruszać, chociaż gdy ta usiadła, stało się jasne, że noga nie wygląda najlepiej. Brenna, drżąc trochę od chłodu, zamiast usiąść obok, przykucnęła, oglądając zranienia. – Przyda ci się eliksir wiggenowy albo wizyta u uzdrowiciela, skarbie. A znalazłam się tutaj z powodu zgłoszenia, chociaż nie wiem, czy to dobry pomysł dziękować panu Carterowi za podpalenie żywopłotu jego mugolskich sąsiadów – powiedziała, przenosząc spojrzenie na twarz Trelawneyówny i posyłając jej uśmiech. Potem podniosła się i zbliżyła z powrotem do mostu. Nie mogła przecież zostawić go w takim stanie.
- Reparo – mruknęła, za pomocą transmutacji starając się przywrócić konstrukcji dawną formę. Nawet jeśli z czasem efekt czaru osłabnie, to przynajmniej przez jakiś czas jakaś kolejna, nieszczęsna istota, nie podzieli losu dziewczyny. Za pierwszym razem nie wyszło, za drugim jednak deski przekształciły się, i nie wyglądały już na przegnite ani połamane. Potem wróciła do Effie i opadła na trawę w pobliżu, by różdżkę skierować na swoje spodnie. Te były teraz kompletnie przemoczone, ciężkie, przylgnęły do nóg, a same nogi kompletnie skostniały z zimna. Na skórze czuła gęsią skórkę. Brenna niezbyt się przejmowała, że ktoś je zobaczy: znajdowały się na obrzeżach, a niebo pociemniało już na tyle, że dla kogoś, kto patrzyłby z daleka, była tylko sylwetką, ostatecznie z patykiem w dłoni.
Spróbowała wyczarować więc strumień ciepłego powietrza, chcąc wysuszyć spodnie.
– Potrafisz się teleportować? – spytała krótko. Sama, na nieszczęście, nie znała zasad teleportacji łącznej, a przecież nie mogła zostawić tu dzieciaka samego, po ciemku, w dodatku ze zranioną nogą. Nic to, że ten „dzieciak” miał dwadzieścia dwa lata. Brenna miała nieładną tendencję do postrzegania jako dzieci osób, które poznała, gdy sama zbliżała się do dorosłości, a one wciąż były dziećmi. Nawet jeżeli zdawała sobie niejasno sprawę z tego, że nie jest to zbyt mądre, sama na pewno nie chciała uchodzić za dziecko po dwudziestce i próbowała z tym walczyć, pewne zachowania stawały się odruchem.
transmutacja, naprawienie mostu
druga próba
kształtowanie, ciepłe powietrze na spodnie
- Reparo – mruknęła, za pomocą transmutacji starając się przywrócić konstrukcji dawną formę. Nawet jeśli z czasem efekt czaru osłabnie, to przynajmniej przez jakiś czas jakaś kolejna, nieszczęsna istota, nie podzieli losu dziewczyny. Za pierwszym razem nie wyszło, za drugim jednak deski przekształciły się, i nie wyglądały już na przegnite ani połamane. Potem wróciła do Effie i opadła na trawę w pobliżu, by różdżkę skierować na swoje spodnie. Te były teraz kompletnie przemoczone, ciężkie, przylgnęły do nóg, a same nogi kompletnie skostniały z zimna. Na skórze czuła gęsią skórkę. Brenna niezbyt się przejmowała, że ktoś je zobaczy: znajdowały się na obrzeżach, a niebo pociemniało już na tyle, że dla kogoś, kto patrzyłby z daleka, była tylko sylwetką, ostatecznie z patykiem w dłoni.
Spróbowała wyczarować więc strumień ciepłego powietrza, chcąc wysuszyć spodnie.
– Potrafisz się teleportować? – spytała krótko. Sama, na nieszczęście, nie znała zasad teleportacji łącznej, a przecież nie mogła zostawić tu dzieciaka samego, po ciemku, w dodatku ze zranioną nogą. Nic to, że ten „dzieciak” miał dwadzieścia dwa lata. Brenna miała nieładną tendencję do postrzegania jako dzieci osób, które poznała, gdy sama zbliżała się do dorosłości, a one wciąż były dziećmi. Nawet jeżeli zdawała sobie niejasno sprawę z tego, że nie jest to zbyt mądre, sama na pewno nie chciała uchodzić za dziecko po dwudziestce i próbowała z tym walczyć, pewne zachowania stawały się odruchem.
transmutacja, naprawienie mostu
Rzut Z 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
druga próba
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
kształtowanie, ciepłe powietrze na spodnie
Rzut PO 1d100 - 76
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.