Dzień rozpoczął się równie złowróżbnie, jak miała się jego wieczorna puenta, gdy promienie słońca zostały ściągnięte z oblicza nieba, zatapiając wszystko w półmroku; towarzyszyła jej jedynie rzeka, której wilgotny szum docierał barwnie do uszu i trach tego przeklętego mostu, który raczył nie utrzymać jej filigranowej postury. Oczy zaszkliły się momentalnie, gdy próbowała wyciągnąć nogę ze szczeliny, którą zionęły zardzewiałe deski. W okolicy nie było żywej duszy, a jej przerażeniu wtórowała wizja, jakoby miała utknąć w nieprzyjaznym, ciemnym miejscu do poranka – gdy ktokolwiek zorientuje się, że jej nieobecność jest nieprzypadkowa. Poruszyła nogą i aż westchnęła ciężko z bólu, prawdopodobnie były w niej umiejscowione solidne drzazgi, uniemożliwiające swobodne wyciągnięcie kończyny z okrutnej pułapki losu.
I wówczas przypomniała sobie ją – sylwetkę ciemnowłosej kobiety w łachmanach, której towarzyszył okrutnie skrzeczący ptak i jej przepowiednię. Była pierwszą osobą, aby w złowrogie wróżby uwierzyć, sama w końcu należała do grona wieszczy; i im większą sprawę sobie zdawała z jej słów, tym większa panika ją ogarniała.
Wtem usłyszała prędkie kroki, kierowane ku pułapce, w której więziona była jej noga. Odwróciła głowę na tyle, na ile była w stanie i kątem oka ujrzała Brennę. W duchu podziękowała bożkom i opatrzności, iż ktoś ją znalazł w felernej sytuacji – bała się przebywać w miejscach wyzbytych z ludzi na rozciągłości nocy, a ta już rozkładała swój płaszcz na niebie.
– Brenna! – krzyknęła z wyraźnymi znamionami ulgi malującymi się na dnie głosek.
Mimowolnie po jej policzkach popłynęły łzy, znacząc się szklistym torem na pąsowym obliczu. Początkowo była to jedna, samotna – prędko starta rękawem swetra, lecz wkrótce towarzystwa dotrzymały jej kolejne, spływając żałośnie po twarzy. Pociągnęła nosem, a jej głos zaczął wyraźnie drżeć.
– Nie dam rady – wychlipała żałośnie, próbując poruszyć kończyną, ta jednak jedynie wzmagała swoją dotkliwą bolesność przy najmniejszym chociażby ruchu. – Proszę, pomóż mi. Boję się – rzekła pociągając nosem.