• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
1 2 Dalej »
[08-09.09] Złamany nos i inne problemy | Sabrina & Atreus | Spalona Noc

[08-09.09] Złamany nos i inne problemy | Sabrina & Atreus | Spalona Noc
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#1
04.09.2026, 19:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2026, 19:18 przez Sabrina Morgan.)  
około północy, noc z 8 na 9 września 1972 roku

Gdy wszystko się zaczęło, opryskiwała rośliny miksturą przeciwko szkodnikom. Każdy zielarz czy ogrodnik wie, że najlepsza pora na wszelkie opryski z mikstur była wieczorem lub wczesnym rankiem, a że Sabrina wolała pospać, niż zrywać się z łóżka o świcie, wybrała właśnie tę porę. Dobrze się złożyło że nie drzemała, bo gdy usłyszała w magicznym radiu o atakach, zobaczyła co się dzieje za oknami szklarni i poczuła dym wdzierający jej się do pomieszczeń, szybko zabrała wszystko co potrzebne i przeteleportowała się do Londynu. Mogła się domyślać, co działo się w Mungu i ani trochę się nie pomyliła.

Wystarczyło, że przekroczyła próg, a już jej obawy znalazły swoje potwierdzenie w płaczących i spanikowanych, okaleczonych i zakrwawionych czarodziejach. Praktycznie od razu zabrała się do pracy, oferując pomoc w wytwarzaniu leczniczych maści i eliksirów na Izbie Przyjęć. Rannych jednak z każdą chwilą przybywało i choć wiedziała, że jej pomoc przydaje się magimedykom, momentami łapała coraz większe zwątpienie. W swoje umiejętności, w to, czy składniki nie zaczną się wkrótce kończyć, czy w to, czy aby na pewno nie popełni jakiegoś błędu z najzwyczajniejszego na świecie stresu. Trzymała go jednak w ryzach, ponieważ adrenalina buzowała jej w żyłach z taką mocą, jak jeszcze nigdy wcześniej. Bo też nigdy wcześniej nie została postawiona w takiej sytuacji. Nie licząc oczywiście szkoleń czy wszystkich zasad postępowania w kryzysowych sytuacjach, znanych jej dotychczas głównie w teorii. Przecież na ogół jej praca była dość spokojna, a przynajmniej spokojniejsza niż ten chaos.

Najpewniej do końca dnia stwierdziłaby, że choć faktycznie cała ta sytuacja jest trudna, da się ją opanować, gdyby nie to, co stało się około północy. Właśnie podawała kobiecie ze złamaną nogą eliksir wspomagający wzrost kości, mówiąc jej, że musi go wypić, nieważne jak źle smakuje, takie było w końcu zalecenie medyka prowadzącego, który ją do niej wysłał. Po dopilnowaniu tego, żeby kobieta wypiła medykament, uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco i skierowała swoje kroki w kierunku małego stanowiska, gdzie mogła na szybko przygotowywać niezbędne leki. Na korytarzu było jednak tłoczno, bo tylko te najpilniejsze przypadki dostawały osobne sale, a korytarz był miejscem, gdzie siedziała większość pacjentów potrzebujących mniej pilnej opieki zdrowotnej.

W pewnym momencie poczuła szarpnięcie za rękę, które poskutkowało obróceniem się w stronę nieznajomego. Zanim zorientowała się, kto do tego doprowadził, poczuła ogromny ból nosa. Upuściła pustą fiolkę po eliksirze, który podała wcześniej jednej z pacjentek i zawyła z bólu. Od razu zakryła twarz, czując lepką, ciepłą ciecz wypływającą z nozdrzy. Choćby chciała, nie byłaby w stanie dostrzec twarzy osoby, która ją zaatakowała. Był biały i miał włosy w odcieniu mysiego futerka, ale jego twarz była zupełnie rozmyta przez łzy, które z bólu zebrały jej się w oczach.

– To za moją córkę, ty szmato – powiedział i wyglądał tak, jakby chciał uderzyć ją jeszcze raz. Został jednak obezwładniony zaklęciem przez jednego z czarodziejów. Sabrina nie była w stanie stwierdzić przez kogo. Miała wrażenie jakby świat się wokół niej kręcił i nie była pewna jak sobie z tym poradzić. Próbowała złapać oddech, ale czuła ucisk w klatce piersiowej, który zwiastował… Wiedziała co. Dlatego też musiała się jakoś uspokoić. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby dostała ataku paniki w czasie pracy, i to tak intensywnej pracy. Słyszała jak ktoś wołał do niej po imieniu albo jej się tak tylko wydawało. W gruncie rzeczy dzwoniło jej z tego wszystkiego w uszach. Tak czy siak machnęła ręką, mając nadzieję, że jeśli ktoś ją faktycznie wołał, zrozumie ten ruch jako "poradzę sobie, dzięki". No bo przecież nie w takich sytuacjach już sobie radziła…

Myślała jedynie o tym, o co mogło chodzić temu mężczyźnie? Czyżby dokonał tego ataku przez jej status krwi? Nieskutecznie próbując jednocześnie iść do bezpieczniejszego miejsca, aby się uspokoić, wpadła na kogoś znajomego. A przynajmniej tak jej się wydawało. Nic jednak nie powiedziała, niezdolna do powiedzenia czegokolwiek.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#2
08.09.2026, 02:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2026, 17:46 przez Atreus Bulstrode.)  

Ta noc wydawała się dosłownie nie mieć końca. Dodatkowo, nie ważne ile robili, wszystko wydawało się niewystarczające. Kamienice wciąż płonęły, ludzie wciąż krzyczeli. Wciąż gubili się w dziwacznych kłębach dymu, wciąż dusili się, zostawali ranni, tracili dorobki swojego życia i stawali się ofiarami bezcelowej przemocy. Atreus wciąż miał w głowie grupkę bogatych chłopaczków, jego znajomych - kurwa mać, którzy postanowili że ta dzień to moment ich życia, w czego następstwie pobili się z nim i Hestią. Czuł się tą sytuacją niesamowicie wręcz zażenowany i dochodził do wniosku, że może powinien nieco przewartościować swoje życie i to z kim właściwie się zadawał. Ale biorąc pod uwagę płonący Londyn, to zmartwienie powinien zostawić na kolejne dni.

Dostarczenie rannych do Munga wcale nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać. Wszyscy pchali się tam drzwiami i oknami, a do tego jakiś skurwol postanowił zaatakować sklepową witrynę w centrum handlowym, gdzie znajdowało się przejście do szpitala. Plotki niosły się cicho, pełne paniki i ulgi, że jednak sprawca uciekł, a Atreusowi tylko rósł poziom zmęczenia, jakby na irytowanie się i denerwowanie nie miał już zbytnio siły.

Z resztą, zwisający mu na ramieniu mężczyzna słaniał się na nogach i coraz bardziej polegał na sile Bulstrode'a. Pewnie nie przeszkadzałoby mu to aż tak bardzo, gdyby parę godzin temu nie teleportował się źle i uległ rozszczepieniu. Noga ciągnęła więc, tym bardziej że była teraz nadmiernie obciążona, a auror czuł że zapodane mu wcześniej przez Basiliusa eliksiry, chyba wymagają poprawki. W sumie skoro już był w Mungu, to może uda mu się nieco uszczknąć w tym chaosie.

Już miał o to zapytać, kiedy oddawał rannego w ręce jednego z uzdrowicieli, kiedy jego uwagę przykuło coś innego. Czerwień pomagała skoncentrować uwagę, a teraz rozlewała się na postaci wysokawej blondynki, która wydawała mu się całkiem znajoma. Pewnie rozpoznałby ją szybciej, gdyby spojrzenie nie uciekło na moment w bok, za mężczyzną który walnął ją w nos, ale zaraz zgubił się w tłumie. Nie było kogo gonić…

— Sabrina? — Nie wydawało jej się i ktoś faktycznie do niej mówił. Imię powtórzyło się jeszcze parę razy, różnymi tonami. Najpierw było pytanie, potem pewne zdziwienie, może i zaskoczenie. — Hej, słyszysz mnie? — W końcu też były ręce, które złapały ją za ramię by w ten sposób zwrócić jej uwagę. Odcinały się na tle fartucha i czerwieni, bo umazane były od wszechobecnego popiołu. — Cholera, usiądź może sobie? Ej, rusz dupę na chwilę i daj pani usiąść — zabrzmiało obok jej ucha, kiedy Atreus spojrzał na jakiegoś w miarę sprawnego obywatela i kazał mu grzecznie ustąpić miejsca. Zdziwione oczy wpatrywały się w niego przez chwilę, ale mężczyzna ustąpił wreszcie, dlatego Morgan została usadzona na jednym ze szpitalnych krzesełek.

wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#3
16.09.2026, 21:30  ✶  
Gdyby dała sobie rękę uciąć, że jej się tylko wydawało, że słyszy swoje imię, byłaby bez ręki. Co wiele mówi o jej intuicji i świadomości otoczenia. Słyszała swoje imię kilka razy, wypowiedziane w różny sposób, ale z jakiegoś powodu znajomy. Dopiero gdy poczuła, że ktoś dotyka jej ramion, udało jej się wyjść ze świata wewnętrznych lęków i męczących ją myśli. A po dostaniu w nos myślała szczególnie o tym, że zrobiła coś złego przychodząc na świat, bo może faktycznie swoim istnieniem robiła coś złego czarodziejom mugolskiej krwi.

Otworzyła oczy i choć bolało jak diabli, a jej własne płuca wydawały się odmawiać jej posłuszeństwa, spróbowała wziąć głęboki oddech przez usta. Z nosa wciąż ciekła jej krew, choć miała wrażenie, jakby mniej. Sytuacja się stabilizowała, ale Sabrina nie miała pojęcia ile czasu minęło i ile czasu tak stała przed Atreusem, który chciał jej pomóc.

Bo, naturalnie, poznała Atreusa. W normalnej sytuacji na jego widok by się nawet uśmiechnęła i może spróbowała rzucić żartem, że raz kapitan zawsze pozostanie kapitanem, ale nie czuła się na siłach, aby żartować. To nie był ani czas, ani miejsce. W pewnym momencie została usadzona na jednym z krzeseł, które ustąpił jej nieznajomy czarodziej. Było jej strasznie wstyd, bo to ona powinna pomagać potrzebującym, to ona powinna teraz być zaangażowana w ratowanie żyć ludzkich, a nie siedzieć na krześle i krwawić z nosa. Całe szczęście, że chociaż nie było jej już tak słabo, udało jej się w miarę możliwości wyciszyć negatywne myśli i opanować bicie serca. Ciężko jej się oddychało, jednak gdy zdołała wyjąć z kieszeni fartucha swoją chusteczkę do nosa z inicjałami (jeszcze starymi, zanim wyszła za swojego magicznego kowboja z Oregonu), przytknęła ją do nosa i ustawiła głowę w taki sposób, aby szybciej zatamować krwotok.

Po chwili wciąż bolało jak cholera, a jej twarz wydawała się puchnąć i sinieć w oczach, ale była spokojniejsza. Może nie najspokojniejsza, ale oddychając przez usta, wolno i w miarę możliwości głęboko, opanowała się na tyle, że mogła nazwać się na nowo świadomą otoczenia osobą.

– Hej, kapitanie – powiedziała, ale się nie uśmiechnęła. Wiedziała z czym to się je, a wolała uniknąć bólu związanego z wszelkimi ruchami mięśni mimicznych, a co za tym idzie – czoła, ust, nosa i okolic oczodołów. – Dziękuję. Nie wiem czy dałabym sobie radę bez twojej pomocy – dodała jeszcze, wolno i cicho, nie chcąc się nadwyrężać. Gdzieś w oddali korytarza usłyszała kaszel i już miała ochotę się zerwać i biec na pomoc z którymś z eliksirów, ale chyba potrzebowała jeszcze chwili. I możliwie szybko magicznego wywaru, który pomoże załagodzić ból twarzy.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#4
27.09.2026, 05:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.09.2026, 05:26 przez Atreus Bulstrode.)  
Może i od skończenia szkoły minęło już parę długich lat, ale Atreus wcale nie uważał, by jego znajomi z tamtych czasów przesadnie się zmienili. Przynajmniej nie z twarzy, bo kiedy patrzył na zdjęcia, może ich twarze były bardziej okrąglutkie, ale nie było to nic, co można by uznać za drastyczne. Nie pamiętałby pewnie wszystkich ze swojego roku, bo nigdy nie był osobą, która poświęcała przesadnie dużo zainteresowania wszystkim bez wyjątku, ale to grono osób, wokół którego przez siedem lat nauki oscylował, wyraźnie zapadło w jego pamięci. Slughorn była jedną z tych osób - głupio było się do tego przyznać, ale pewnie gdyby nie to że byli w jednej drużynie, sprawiłoby że była bardziej zapominalna. Wydawała się spokojniejsza i delikatniejsza niż typowi ludzie, którymi się wtedy otaczał, nawet jeśli śmigała na miotle z takim zacięciem. Potem widywał ją czasem na korytarzach Munga, zagadywał, ale chyba ostatni raz, kiedy widział ją z rozkwaszoną twarzą, to było zaraz po jednym z meczy z gryfonami. Jeden z czerwonych zwyczajnie wpierdolił się w nią, próbując odebrać jej kafel i oboje polecieli na jedną z wież. Nawet nie pamiętał, jakim wynikiem skończył się cały mecz, ale potem z chłopakami podpalili miotłę tego durnego gryfona, żeby zapamiętał jak powinno się grać.
— Co ty gadasz, przecież nic nie zrobiłem — machnął ręką, przyklękając przed nią i machnął różdżką, chcąc wyczarować lód do zawinięcia w chustkę.

// kształtowanie ◉◉◉◉○ lód
Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana


Nie wyszło, a krople wody przeciekły mu przez palce, nawet nie zimne a mocno letnie. Westchnął, ale nawet się nie denerwował, bo tego dnia wszystko, dosłownie wszystko szło dokładnie tak jak nie powinno. Chyba już nie miał na to wszystko siły, albo nieudany czar był zwyczajnie najmniejszym jego problemem w tym momencie. Wytarł wilgotną dłoń o spodnie.
— Masz tutaj gdzieś pod ręką jakieś eliksiry? Wózeczek z nimi może? Tak ci walnął, że pewnie przydałoby się coś przeciwbólowego. Nie ma się co męczyć.
wyjec tęczowy
„Wilkołak nie bronił się. Zagnany do jaskini, z której nie było wyjścia, uklęknął i czekał na cios miecza. Wiedźminowi było go żal."
wiek
27
sława
III
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
alchemiczka w szpitalu św. Munga
Na pierwszy rzut oka wygląda na kogoś, kto wychowywał się w rodzinie z wyższych sfer. Szczupła, wysoka (175 centymetrów wzrostu) i nosząca się z ekstrawagancją, wyuczoną sztywnością i elegancją blondynka o szarozielonych oczach. To jednak wszystko pozory, ponieważ wystarczy, że zrzuci maskę w doborowym towarzystwie lub w domu i widać wtedy tylko dziewczynę, której większość zachowań to odpowiedź na wymagania otoczenia (choć to w gruncie rzeczy wcale sztywności i elegancji już od niej nie wymaga). Czasem jednak, gdy przyjrzysz sie jej bliżej, jesteś w stanie zauważyć kurze łapki i zmarszki, które zaczynają się jej robić od śmiechu, na jej rękach widać tajemnicze blizny, czy też możesz dostrzec to, że gdy jest zmęczona, zaczyna się garbić i maleć w oczach, a niekiedy na jej ubraniach widać ślady po warzeniu eliksirów lub opiece nad roślinami.

Sabrina Morgan
#5
07.10.2026, 11:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.10.2026, 11:56 przez Sabrina Morgan.)  
Sabrina też nie przywiązywała większej wagi do znajomości szkolnych. Dobrze pamiętała twarze, ale niekiedy zapominała imiona. Jednak w przypadku drużyny quidditcha sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Pamiętała imiona, nazwiska nawet gdy już nie utrzymywała z większością dawnych kolegów kontaktu. Mówiła cześć na ulicy, gdy kogoś jakimś cudem spotykała, a ponadto zdarzało jej się sentymentalnie wspominać mecze, szczególnie radość jaką dzielili po wygranym spotkaniu z któraś z przeciwnych drużyn. To chyba te miłe wspomnienia kształtowały w niej poczucie, że jednak szkoła czasem nie była aż tak tragiczna. No, przez większość czasu nie było tak źle, przecież nikt jej nie podskakiwał, jednak czasem była zbyt miękka, zbyt wrażliwa. Myśli i przekonania zawsze trzymała dla siebie, bo wiedziała z czym to się jadło, gdy spora część twojego otoczenia to dzieci wychowane przez rodziców z mocnymi i niekoniecznie moralnie dobrymi przekonaniami. Dzięki temu, że kiedyś potrafiła mówić na głos zupełnie co innego niż to, co uważała w głębi duszy, udało jej się być całkiem lubianą. Przynajmniej wtedy, bo obecnie nie utrzymywała kontaktu prawie z nikim. Ale pamiętała, i to pamiętała bardzo dobrze, szczególnie tych, z którymi dzieliła najwięcej czasu pozalekcyjnego.

– Samo to, że ściągnąłeś mnie na ziemię dużo znaczy – powiedziała, albo raczej wymamrotała, zamykając oczy, z których wciąż miała wrażenie, że ciekły łzy. Musiała być jednak dzielna, twarda. Przecież obity lub złamany nos to był pikuś w porównaniu do comiesięcznego bólu z którym się mierzyła od dwóch lat. Radziłą sobie podczas pełni, to i teraz musiała dać radę.

Gdy zauważyła, że zaklęcie Atreusa nie wyszło, sięgnęła do kieszeni fartucha, w której wcześniej miała kilka fiolek z eliksirami. Ta była jednak pusta. Wtedy zdała sobie sprawę z tego, że przecież ostatni eliksir, który wzięła ze sobą z wózeczka, dała kobiecie ze złamaniem. Cicho westchnęła, niezbyt głęboko i zerknęła w stronę wózka stojącego bliżej końca korytarza.Mogła poprosić Atreusa o rzucenie zaklęcia, mogła też obserować jak jej ten eliksir przyniesie, ale uważała, że i tak już wiele dla niej zrobił. Dlatego też wyciągnęła szybkim ruchem różdżkę i wycelowała w wózek, wypowiadając zaklęcie przywołujące i nazwę przedmiotu, eliksir uśmierzający ból. Potencjalnym złamaniem nosa zajmie się, gdy któryś z uzdrowicieli stwierdzi, że nos jest faktycznie, w rzeczy samej, złamany.

// translokacja ◉◉◉○○ accio eliksir przeciwbólowy

Rzut Z 1d100 - 37
Słaby sukces...


Mimo tego, że jej słowa wyszły trochę niewyraźne, odpowiednia fiolka z eliksirem powoli uniosła się w powietrze i przyleciała prosto w jej wyciągniętą rękę. Po drodze kilka razy prawie wpadła w przechodzących po korytarzy czarodziejów, kilka razy prawie się rozbiła, upadając na ziemię, dlatego też Sabrina poczuła ulgę gdy fiolka znalazła się już w jej ręce. Szybko ją odetkała i przyłożyła do ust, następnie przechyliła ją i wypiła. Praktycznie momentalnie poczuła ulgę nie tylko na duchu, ale też i na ciele. Konkretnie, na twarzy. Odetchnęła głęboko, bo choć wciąż nie mogła oddychać przez nos, nie czuła już tego straszliwego pulsowania.

– Jest lepiej – powiedziała, chyba bardziej po to, aby uspokoić siebie niż jego. – Tobie nic nie jest, Atreusie? Nie potrzebujesz żadnego eliksiru, nie masz żadnych obrażeń? – zapytała, może trochę naiwnie, ale musiała sie upewnić. To była szalona noc i wiele osób potrzebowało pomocy, znacznie większej niż tej, której potrzebowała ona sama.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (758), Sabrina Morgan (1581)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa