• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
1 2 3 4 Dalej »
[26/10/72]Gather your kindling, gather it quick, every old forest has one nasty stick

[26/10/72]Gather your kindling, gather it quick, every old forest has one nasty stick
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#1
31.08.2026, 19:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 13:02 przez Benjy Fenwick.)  
tuż na skraju Lasu Wisielców, Benjy & Heather

Teleportacja nigdy nie należała do szczególnie eleganckich sposobów podróżowania, chyba nie istniała osoba, która by się z tym nie zgodziła, jeśli o mnie mowa, nigdy specjalnie przepadałem za korzystaniem z tego, co oferowała mi ta wybitna umiejętność, szczególnie że nie raz, nie dwa chciało mi się po niej rzygać. Tego dnia już wybitnie, co prawdopodobnie miało związek z bardzo poźną kolacją oraz wypitym wczoraj alkoholem, a może zwyczajnie z zapachem zgnilizny, jaki nagle uderzył w moje nozdrza. Przez krótką chwilę miałem wrażenie, że ktoś przeciągnął mnie przez zbyt ciasną rurę, a potem nagle stanąłem obiema stopami w miejscu umówionego spotkania. Pojawiłem się na wilgotnej ściółce na skraju Lasu Wisielców, niedaleko Little Hangleton, i przez chwilę po prostu stałem w lekko przygarbionej pozycji, modląc się o to, żeby świat w końcu przestał wirować. Dopiero po upływie kilkudziesięciu sekund rozejrzałem się za Heather, której jeszcze nie było widać we mgle wiszącej nisko nad przywiędłą łąką, chociaż nie miałem pojęcia, czy to ona się spóźniała, czy może to ja przybyłem za wcześnie. Zegarek w takich chwilach niewiele pomagał, ponieważ jego wskazówki poruszały się na tyle szybko, aby znowu zachciało mi się wymiotować - przerabiałem to jednak tyle razy, że tym razem nie dałem się na to złapać, i po prostu na niego nie popatrzyłem. Zamiast tego wytężyłem wzrok za rudą czupryną.
Zbieranie chrustu w lesie, w którym według lokalnych, potwierdzonych na własną rękę opowieści można było spotkać złe duchy, przeklęte stworzenia - o jedno mniej niż przedtem, ale kto tam wiedział, ile ich tu było - albo zwyczajnie ludzi z bardzo złymi intencjami na spędzanie popołudnia, nie należało może do najbardziej logicznych pomysłów. Zbierać badyle można było przecież praktycznie wszędzie, lecz wydawało mi się zdecydowanie ciekawsze niż robienie tego gdziekolwiek indziej. W mojej obronie - Las Wisielców miał tę przewagę nad większością zwyczajnych miejsc do szukania kawałków drewna, że przynajmniej nie zanudzał człowieka na śmierć po pięciu minutach. Próbował zabić go na wiele ciekawszych sposobów. Poszukiwanie badyli w takiej lokalizacji miało w sobie pewien rozrywkowy element, odrobinę dreszczyku, którego zdecydowanie brakowało zwyczajnemu spacerowi po jesiennym sadzie, podczas którego największym zagrożeniem było nadepnięcie na mokrą gałąź, poślizgnięcie się na gnijącym jabłku albo spotkanie najebanego sfermentowanymi owocami dzika o wyjątkowo wojowniczym usposobieniu.
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#2
31.08.2026, 19:27  ✶  

Jako, że wczoraj jeszcze była we Francji, wróciła z niej nad ranem, to chcąc nie chcąc musiała to odespać, co wiązało się z tym, że Ruda niestety nie obudziła się na tyle szybko, aby móc dolecieć do Little Hangleton na miotle. Była na siebie zła, bo to był zdecydowanie jej ulubiony środek transportu. Już w domu psioczyła na siebie i swoją nieuwagę. To miał być w końcu bardzo przyjemny dzień, miała się udać ze swoim nowym, najlepszym kumplem do lasu, żeby zebrać trochę patyków. Co mogło pójść nie tak?

Oczywiście wczoraj, kiedy była we Francji, aby załatwić z Erikiem sprawy dla Zakonu znalazła czas na to, by kupić swoim najbliższym drobne prezenty. Przytargała ze sobą karton wina, kilka kilogramów serów, a w jednym z lokalnych sklepów znalazła nawet parę butelek absyntu spod Szwajcarii, wydawało jej się, że będzie to idealna niespodzianka dla Fenwicka. Wydawało jej się, że wino mogło nie do końca leżeć w jego gustach smakowych, a o absyncie słyszała różne opowieści przez co wybrała właśnie ten trunek.

Zapakowała kilka serów, dwie butelki absyntu i jedną wina do plecaka, po czym się teleportowała ku swojemu niezadowoleniu. Pomyślała o miejscu, o swoim ciele i o tym, że bardzo chce się znaleźć w Little Hangleton, zadziałało - zniknęła ze swojego mieszania.

Rozległ się ten charakterystyczny dźwięk, który zwiastował jej pojawienie się. Zrobiła to bardzo niezgrabnie, gdy pierwsza z jej nóg znalazła się na trawie to druga zamiast stanąć tuż obok się rozjechała. Do tego poczuła ten charakterystyczny ścisk w żołądku, który pojawiał się za każdym razem, kiedy się teleportowała. Zgięła się w pół starając się złapać równowagę i jakoś uspokoić to, co działo się z jej brzuchem. To nie było wcale takie proste. Nie miała pojęcia, czy Benjy już tu był, czy jeszcze nie, skupiona była bowiem aktualnie na swoim obuwiu, przesunęła wzrok - już wiedziała, że nie jest tu sama, bo obok znajdowały się wielkie trepy, które zdecydowanie należały do jej towarzysza.


czy Heather zwymiotuje na buty Benjy'ego?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
31.08.2026, 20:52  ✶  
Charakterystyczny trzask teleportacji dotarł do mnie wreszcie na chwilę przed tym, zanim zdążyłem zlokalizować samą Heather, bo Ruda nie pojawiła się tam, gdzie przyjąłem z założenia - oczywiście, że nie zamierzała mi niczego ułatwiać, nie byłaby przecież przeuroczą sobą, gdyby to robiła - słysząc go odruchowo uniosłem więc głowę i obróciłem ją w stronę miejsca, w którym spodziewałem się naprawdę zobaczyć znajomą postać. Nie przesłyszałem się, rzeczywiście tam była, chociaż chyba właśnie próbowała przypomnieć sobie, po co właściwie człowiekowi były obie nogi, jednak dopiero kiedy przesunęła rozedrgane, lekko błędne spojrzenie na moje buty, zrozumiałem, że znalazła mnie szybciej, niż ja zdążyłem znaleźć ją. Wiodąc wzrokiem za niepokojąco niebieskimi oczami wyraźnie odznaczającymi się na licu przyjaciółki, zerknąłem najpierw na swoje trepy, potem na Heather, a następnie znowu na trepy, ponieważ nagle wydały mi się… Istotne. Nie miałem pojęcia, co dokładnie zamierzała zrobić, ale sposób, w jaki na nie patrzyła, zdecydowanie nie napawał mnie spokojem. W dodatku jej twarz zaczęła przybierać ten charakterystyczny odcień, który znałem z własnego doświadczenia i który, jak zdążyłem się niedawno przekonać na wysłużonej skórze analogicznej pary obuwia, w żadnym wypadku nie zwiastował niczego dobrego dla elementów garderoby znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie. Cofnąłem więc jedną stopę, odruchowo, drugiej… Drugiej… Drugiej nie zdążyłem…
„Ueeergh… Bleeegh!”
Zapach wilgotnej ziemi, zgnilizny i czegoś, czego zdecydowanie nie chciałem identyfikować, nagle dotarł do mnie ze zdwojoną siłą.
- Kulwa maś, stala!
Najgorsze było to, że patrzenie na nią wcale mi nie pomagało, wprost przeciwnie, kiedy zobaczyłem jej bladozieloną twarz, usłyszałem ten nieprzyjemny odgłos i poczułem woń, której zdecydowanie nie potrzebowałem tuż po mojej własnej, problematycznie-wstrząsającej teleportacji, mój żołądek zaczął wykonywać dokładnie te same ostrzegawcze ruchy, co jeszcze moment wcześniej - takie, które znałem aż za dobrze z dni, gdy organizm nie doceniał odważnego sposobu prowadzenia się poprzedniego wieczora. Przełknąłem ślinę, odwróciłem głowę i wziąłem kilka głębokich oddechów, próbując wmówić ciału, że skoro nie tak dawno przeżyłem walki z przeklętymi stworzeniami, nurkowanie w lodowatej wodzie pełnej druzgotków pozostawiających po sobie naprawdę mało estetyczne ślady i niezliczoną liczbę innych sytuacji, w których nie zwymiotowałem, to chyba potrafiłem również przeżyć widok własnego obuwia po spotkaniu z Heather, zwłaszcza że nie tak dawno bratnia para wyzionęła ducha w zbliżonej sytuacji, w której się nie zrzygałem. Niestety żołądek miał w tej kwestii własne zdanie i najwyraźniej nie zamierzał jakoś specjalnie przejmować się tymi argumentami - poczułem znajome ściśnięcie pod żebrami, więc odsunąłem się o krok, przetarłem usta wierzchem dłoni i spojrzałem gdzieś pomiędzy drzewa, udając przed samym sobą, że ponura mgła nagle stała się wyjątkowo interesującym elementem krajobrazu.

czy widok Heather oraz stan butów wystarczą, żeby również zwrócił późną kolację na wilgotną ściółkę?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak

jeśli tak, to czy trafi rykoszetem w buty kumpeli?
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#4
31.08.2026, 21:04  ✶  

Nie robiła tego po złości. To nie tak, że chciała przeszkodzić swojemu kumplowi w czymkolwiek, zaskoczyć go, czy coś. Nie do końca panowała nad tym w jaki sposób się tutaj znalazła. Tak właściwie to chyba nie miała okazji wspomnieć mu jeszcze tego, że w jej przypadku zazwyczaj wyglądało to podobnie. Ruda była gwiazdą, ale na miotle, kiedy chodziło o teleportację… cóż wolała, aby nikt nie widział jej w akcji, bo to było uwłaczające. Korzystała z tego środka transportu tylko wtedy, gdy nie miała innych opcji, czyli tak jak dzisiaj - gdy przespała cały dzień, a czas ją naglił, to nigdy, ale to nigdy nie był jej pierwszy wybór.

Gdy znalazła się na miejscu poczuła, że to nie był dobry pomysł (to nigdy nie był dobry pomysł), ale czasem udawało jej się jakimś cudem uniknąć upokorzenia. Dzisiaj niestety wszystko poszło nie tak, jakby chciała, co za wstyd, że akurat przed nim musiała się pokazać w taki sposób - naprawdę zależało jej na opinii swojego nowego kumpla. Zbladła, później zzieleniała, złapała się za brzuch, próbowała oddychać na spokojnie - ale to nic nie dało. Przy jednym z kolejnych wdechów to po prostu się stało, zawartość jej żołądka postanowiła pojawić się na zewnątrz, zwymiotowała - prosto na jego but. Miał ogromne szczęście, bo widziała, że domyślał się, że mogło się to tak skończyć, dość szybko jeden z jego butów zmienił swoja lokalizację, na drugi było jednak zbyt późno.

- Nie jestem stara… - Powiedziała bardzo cicho, nadal była zgięta w pół. Musiała na spokojnie się podnieść. Było jej już jednak trochę lepiej, trudno, żeby nie było skoro pozbyła się zawartości swojego żołądka. Zaczynała nabierać kolorów, postanowiła podjąć pierwszą próbę - zaczęła się prostować.

Niczego nieświadoma Heather próbowała się wyprostować, w tym samym czasie Benjy przeżywał to samo, co ona jeszcze przed chwilą. W przeciwieństwie do mężczyzny ona jednak nie spodziewała się tego, że ten może załatwić jej obuwie. Kogo jak kogo, ale jego nigdy nie podejrzewałaby o jakiekolwiek problemy z teleportacją, czy wrażliwość na wymioty innych osób, był przecież taki potężny i nieustraszony - najwyraźniej jednak nikt nie był wystarczająco silny, aby obojętnie podchodzić do obrzygania butów. Nie zdążyła zrobić kroku w tył, zaczęła się prostować i widzieć cokolwiek poza swoimi butami w momencie, w którym jej kumpel nachylał się i wymiotował na jej buty. Fantastycznie, naprawdę niesamowicie. - Ja pierdole, kurwa, co jest… - Nie spoglądała w dół, wolała tego nie robić, bo obawiała się, że znowu zwróci na niego zawartość swojego żołądka, sam dźwięk wystarczył, aby znowu jej się zacisnął. Co to był za pojebany dzień…

Odsunęła się o krok, skrzywiła się przy tym, starała się nie oddychać, żeby nie poczuć tej charakterystycznej woni.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#5
31.08.2026, 21:19  ✶  
Przez moment naprawdę próbowałem się powstrzymać, chociaż świadomość, że Heather właśnie zwymiotowała na jeden z moich butów, była wystarczająco obrzydliwa sama w sobie, a oglądanie jej twarzy, która zmieniała kolory szybciej niż niejeden czarodziej pod wpływem zaklęcia kameleona, wcale nie pomagało. Zdążyłem odsunąć jedną nogę, ale najwyraźniej mój przytępiony refleks nie był dziś aż tak doskonały, żeby uratować oba trepy, więc stało się… Kiedy poczułem ciepło na nogawce przy cholewce drugiego buta, przez krótką chwilę po prostu stałem i patrzyłem przed siebie z miną kogoś, kto właśnie zdał sobie sprawę, że życie po raz kolejny postanowiło z niego zakpić. Nie miałem jednak nawet czasu na porządne oburzenie ani odpowiedź na pretensję, z jaką wytknęła mi tę „starą”, bo żołądek bratniej duszy najwyraźniej okazał się potwierdzonym, wyjątkowo zaraźliwym zjawiskiem, a zapach, który momentalnie uniósł się wokół nas, skutecznie przypomniał mi, że sam przecież dopiero co ledwo trzymałem się na nogach po teleportacji. Wziąłem jeden wdech, zdecydowanie za głęboki, i od razu zrozumiałem, że popełniłem błąd.
- Ueghh—bleeech–hrrrk-łegh! - Wyrwało mi się, zanim zdążyłem zrobić cokolwiek więcej, po czym zgiąłem się gwałtownie w pół i zwymiotowałem, celując w trawę, lecz z mimowolnym odbiciem prosto na jej buty. Nie miałem już nawet możliwości wyboru, na który z nich trafię, więc potraktowałem oba wyjątkowo demokratycznie, chociaż w tej sytuacji trudno było mówić o jakiejkolwiek „sprawiedliwości”. Przez chwilę kaszlałem i próbowałem złapać oddech, czując łzy napływające mi do oczu, a kiedy w końcu udało mi się unieść głowę, spojrzałem najpierw na Rudą, potem na jej i swoje obuwie, i… I dopiero wtedy dotarło do mnie, że właściwie to właśnie zrobiłem dokładnie to samo, co ona chwilę wcześniej - tyle dobrego, że przynajmniej nie mogła powiedzieć, iż zostawiłem ją samą z tym doświadczeniem, nie musiałem także doszukiwać się okazji do zemsty, bo ta wydarzyła się sama - podparłem dłonie na kolanach, przez kilka sekund nie byłem w stanie się wyprostować, ponieważ każdy kolejny wdech przypominał mi o tym, co znajdowało się na naszych butach. Komunistycznie, kurwa.
- Kulwa maś. - Wymamrotałem znowu ochryple, ocierając usta wierzchem dłoni, po czym spojrzałem na nią z mieszaniną absolutnej rezygnacji. - No tośmy się, młoda, kulwa, pszywitali. - Próbowałem zabrzmieć normalnie, ale głos miałem tak zduszony, że sam ledwo się rozumiałem, dopiero wtedy spróbowałem się wyprostować, ale natychmiast tego pożałowałem, więc ponownie pochyliłem się nad ziemią i zamknąłem oczy, dochodząc do wniosku, że jeśli jeszcze raz miałem poczuć zapach własnych albo jej wymiocin, prawdopodobnie skończymy oboje leżąc na tej przeklętej łące…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#6
31.08.2026, 21:42  ✶  

Wybór obuwia w tej sytuacji mógł naprawdę robić różnicę. Ruda spoglądała na te ciężkie buty swojego kumpla, po czym w końcu pozwoliła sobie zerknąć na swoje trampki, które zdecydowanie nie były przystosowane do tego, aby ktoś na nie zwymiotował. To spowodowało, że się skrzywiła - obawiała się tego, że zawartość jego żołądka dotarła do jej skarpetek… na samą myśl o tym ponownie zaczął boleć ją brzuch. Oczywiście nie wchodziła mu w drogę, kiedy odwdzięczył jej się tym samym, to było całkiem interesujące, że jak i ona miewał problemy z wymiotowaniem.

Jej problemy z teleportacją zaczęły się już na samym początku jej nauki tej umiejętności. Nigdy nie udało się Rudej zrobić z tym porządku, po prostu przywykła do tego, że tak było. Nie znosiła tego sposobu transportu, wzbudzał w niej okropne uczucia, chociaż wiedziała, że czasem był jedyną opcją - tylko dlatego nadal poruszała się w ten sposób.

- Chyba nigdy jeszcze czegoś takiego nie przeżyłam. - Zdarzało jej się wymiotować na innych, ale nikt nie odwdzięczył jej się tym samym, to było na swój sposób wyjątkowe - najwyraźniej mieli jeszcze więcej wspólnego niż zakładała.

- Żyjesz dziadku, czy trzeba Ci jakoś pomóc? - Ona pozbierała się zdecydowanie szybciej, co pewnie było spowodowane tym, że miała naprawdę ogromne doświadczenie w podobnych sytuacjach, bardzo często teleportacja w jej przypadku kończyła się właśnie w ten sposób, nauczyła się z tym żyć.

Przetarła jeszcze ręką usta, żeby przypadkiem nie pozostawić na swojej twarzy żadnych śladów, które mogłyby świadczyć o jej upokorzeniu, sięgnęła też po różdżkę, aby wyczarować strumień wody, który miał wyczyścić jej trampki - przynajmniej z zewnątrz. Machnęła swoim patykiem i mruknęła pod nosem zaklęcie.


Rzut PO 1d100 - 83
Sukces!
kształtowanie strumienia wody

Jeśli udało jej się rzucić zaklęcie, to oblała swoje buty, w później przeniosła strumień wody na but swojego kumpla, nie mogła pozwolić, żeby jego obuwie nadal wyglądało w ten sposób. Jeśli nie udało jej się za pierwszym razem, to machnęła różdżką drugi raz i zamierzała zrobić to samo.

Rzut PO 1d100 - 51
Sukces!
na kształtowanie strumienia wody.

Później się wyprostowała. Poprawiła swój plecak, próbowała wrócić do normalnej postawy. - Mam coś dla Ciebie, byłam wczoraj we Francji, mam nadzieję, że Ci się spodoba, ale może to później, jak w końcu złapiesz oddech? - Nie do końca wiedziała, czy był gotowy na przyjęcie suwenirów, które dla niego przygotowała. Zapach serów, który znajdował się w jej plecaku mógł spowodować, że jego żołądek ponownie postanowi się nieco rozluźnić.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
31.08.2026, 23:15  ✶  
Jasne - zdarzało mi się wymiotować, zdarzało mi się też widzieć ludzi wymiotujących, zdarzało mi się nawet znaleźć w sytuacjach, w których normalny człowiek powinien był natychmiast zwrócić całą zawartość swojego żołądka, ale żeby ktoś najpierw zwymiotował na mnie, a potem żebym ja zwymiotował na niego, tego jeszcze nie miałem w swoim życiorysie. Ciężkie trepy miały przynajmniej tę przewagę, że znosiły podobne sytuacje zdecydowanie lepiej niż jej trampki, więc jeśli już mieliśmy urządzać sobie wymiotny pojedynek, przynajmniej wybrałem obuwie przygotowane do walki. Przesunąłem spojrzenie na las, który wyglądał dokładnie tak samo ponuro i nieprzyjaźnie, jak przed naszym przybyciem, co w tej chwili wydawało mi się wręcz obraźliwe - człowiek mógł zwymiotować na buty koleżanki, koleżanka mogła zwymiotować na jego buty, a przeklęty Las Wisielców nawet nie raczył zrobić niczego interesującego w odpowiedzi.
- Mhmm. - Odpowiedziałem, wyjątkowo darując sobie porównanie Wood do plemnika. Nie miałem w tej chwili ani siły, ani odpowiedniej ilości tlenu w płucach, żeby komentować jej poczynania, ale kiedy strumień wody przesunął się z trampek na mój trep, zerknąłem w dół i posłałem jej krótkie, wdzięczne spojrzenie, kiwnąłem przy tym głową, milcząco przyjmując tę przysługę, bo naprawdę nie miałem ochoty wygłaszać podziękowań zgięty nad ziemią, z twarzą nadal pozbawioną zdrowego koloru. Odchrząknąłem, prostując się tylko odrobinę bardziej niż na początku - wziąłem ostrożny wdech przez usta, potem jeszcze jeden i dopiero kiedy żadne z tych działań nie zakończyło się kolejną katastrofą, pozwoliłem sobie spojrzeć na Heather spod przymrużonych powiek, z nieco bardziej naturalnej wysokości i nieco przytomniej. -Szyję. Nie jestem pewien, czy to stan, któly powinienem utszymywaś za wszelką cenę, ale nie zamieszam zdychaś… - Uśmiechnąłem się krzywo, chociaż sam nie byłem pewien, czy na ten moment bardziej bawiła mnie ta sytuacja, czy po prostu mój organizm zaczął powoli odzyskiwać zdolność do funkcjonowania. Przez moment stałem z rękami opartymi na biodrach, próbując przekonać własny żołądek, że przedstawienie dobiegło końca i naprawdę nie było potrzeby urządzać bisu, poprawiłem ręką ubranie, przeczesałem palcami włosy i spojrzałem w kierunku tego, co przyniosła, kiedy wspomniała o Francji oraz o czymś, co dla mnie miała.
- A nie masz tam mose coś mocniejszego, czym mógłbym sobie pszepłukaś lyja? - Nie próbowałem tego ukryć - poczułem coś w rodzaju ukierunkowanego zainteresowania rzeczonymi suwenirami, bo nie spodziewałem się żadnego prezentu, zwłaszcza po tak absurdalnym początku naszego spotkania - tym byłbym bardzo, ale to bardzo zainteresowany. Nie miałem pojęcia, co właściwie Francuzi wciskali ludziom do plecaków na pamiątkę i nie zamierzałem zgadywać, na tym etapie naprawdę nie planowałem być wybredny.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Gówniara z miotełką
Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#8
31.08.2026, 23:30  ✶  

Zdecydowanie nie był w najlepszym nastroju, skoro nie wysilił się nawet o to, aby odwdzięczyć się jej za ten komentarz o swoim wieku. Nie był w najlepszej formie, nie zakładała, że może mieć podobną przypadłość do jej, może to nie był jego dzień, może coś mu siadło na żołądku, póki co wolała jednak o to nie pytać, tylko zająć się naprawą szkód - przynajmniej prowizoryczną. W sumie z jego butami powinna sobie poradzić bez większego problemu - wyglądały na solidne, te jej zdecydowanie nie były przystosowane do podobnych sytuacji, jakoś musiała to przełknąć, nie był to pierwszy raz, kiedy przytrafiło się jej coś w podobnym stylu.

- To dobrze, że żyjesz, nie wyglądasz najlepiej, ale to minie, zawsze mija. - Odezwała się, jak przystało na prawdziwą profesjonalistkę. Nie dało się nie zauważyć, że znała się na rzeczy i nie było to jej pierwsze rodeo, nie wspominała o tym wcześniej, ale teleportacja za każdym razem kończyła się dla niej podobnie. Jeśli nie wymiotowała, to raptownie robiła się blada jak ściana i robiło jej się niedobrze. Nienawidziła tego sposobu przemieszczania się, uważała go za najgorszy ze wszystkich możliwych.

Uśmiechnęła się szeroko, gdy usłyszała jego kolejne pytanie. Nie zakładała, że przyjdzie taki moment, ale teraz, właśnie teraz mogła zabłysnąć. - Nie spodziewałam się, że wyjdzie, jak wyjdzie, co nie? - Wolała się upewnić, że nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Nie zakładała, że przywitają się soczystym rzygnięciem, ale najwyraźniej przygotowała się na podobny moment. - Specjalnie dla Ciebie przywiozłam dwie butelki absyntu, mam też wino, no i sery, ale to lepiej zostaw na moment, w którym poczujesz się lepiej. - Zdecydowanie odradzała mu kosztowania lokalnych potraw w tym momencie, bo zapach mógł zbyt mocno uderzyć w jego nozdrza, przez co jego stan tylko by się pogorszył.

Zdjęła plecak ze swoich ramion i zaczęła w nim grzebać. Wyciągnęła dwie butelki, w lewej dłoni miała wino, w prawej absynt, przysunęła je przed jego twarz. - Wybierz swoje lekarstwo… - Miała nadzieję, że mu się po nim nie pogorszy, ale nie mogła przecież mieć pewności, bo różnie ludzie reagowali na alkohol, niby nie wyglądał na pierwszą, lepszą miękką faję, ale po tych problemach żołądkowych mogło być różnie, miała nadzieję, że dokona odpowiedniej decyzji, że zaraz poczuje się lepiej i będą mogli zacząć szukać tych patyków. W końcu po to się tutaj znaleźli.

Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
01.09.2026, 03:05  ✶  
Zanim zdążyłem wrócić do formy i spytać ją, z czego była taka zadowolona, usłyszałem prawdopodobnie najpiękniejsze słowa, jakie tylko mogły poprzedzić wręczenie mi najlepszego prezentu, o którym tylko mogła być mowa - chyba pierwszy raz od momentu teleportacji poczułem coś, co przypominało autentyczną wdzięczność wobec losu, który najwyraźniej po całym tym gównie postanowił jednak dać mi jakąś nagrodę pocieszenia. Przez chwilę patrzyłem na obie butelki, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz znajdował się przede mną tak oczywisty wybór między dwoma potencjalnie bardzo złymi decyzjami - absynt w jednej dłoni i wino w drugiej wyglądały wyjątkowo zachęcająco, zwłaszcza że moje kubki smakowe nadal czuły posmak, którego nie życzyłbym nawet komuś, kogo naprawdę nie lubiłem, co prawda rozsądek podpowiadał mi, że jeśli właśnie przed chwilą wyrzuciłem z siebie zawartość żołądka, to wlanie do niego czystego alkoholu mogło nie być najlepszym sposobem na odzyskanie zdrowia, aczkolwiek… Z drugiej strony nigdy nie uważałem się za człowieka szczególnie rozsądnego, a w obecnej sytuacji miałem dodatkowo bardzo dobry argument w postaci dwóch eleganckich podarunków z zagranicy przywiezionych specjalnie dla mnie, które nie mogły przecież obciążać plecaka Rudej, skoro przyszliśmy tu zbierać chrust na sabat. Wino wydawało mi się logiczniejszym wyborem, ale wszelka logika zdążyła zawieść mnie już dzisiaj przynajmniej kilka razy, więc nie widziałem powodu, żeby nagle zacząć mu ufać, spojrzałem więc na Heather, potem znowu na alkohole i w końcu wyciągnąłem rękę w kierunku tej części suwenirów, której zawartość miała zdecydowanie większe szanse wypalić mi język, gardło oraz wszelkie wspomnienia związane z ostatnimi pięcioma minutami.
- Ten. - Nie musiała ponownie pytać, nie zamierzałem, oczywiście, wypić od razu połowy butelki, bo nawet moje zdolności autodestrukcyjne miały jakieś granice, a poza tym bardzo chciałem uniknąć sytuacji, w której za pięć minut oboje musielibyśmy po raz kolejny czyścić sobie buty, ale mogłem pociągnąć łyczek bądź dwa. - Dzięki. - Tym razem powiedziałem to już normalnie, bo skoro była na tyle przytomna, żeby przywieźć mi absynt do Lasu Wisielców, to mogłem zdobyć się na dwie sylaby wdzięczności bez udawania, że było to dla mnie fizycznie niemożliwe.
- A co do tego… - Dodałem, wskazując na niego butelką, po czym pociągnąłem z niej pierwszy, od razu bardzo odważny łyk, paliło, ale w tym momencie zdecydowanie nie była to kara. - Nie mam pojęcia, co tam masz, ale skolo tak mówisz, uwiesz mi na słowo, sze balso chcę je kiedyś zobaczyś. Tylko nie dzisiaj. Soleczka. - Dopiero wtedy rozejrzałem się po okolicy, zwracając uwagę przede wszystkim na rozpościerający się przed nami las, który przez cały ten czas cierpliwie czekał, aż przestaniemy zajmować się własnymi żołądkami i wreszcie przypomnimy sobie, po co właściwie tutaj przyszliśmy. Mgła nadal wisiała nisko nad ziemią, gałęzie drzew splatały się nad nami, trzeszcząc w porywach wiatru, a wilgotna ściółka uginała się pod ciężarem butów, które jeszcze kilka minut temu były czyste i niewinne. Uniosłem butelkę absyntu i wskazałem nią przed siebie - mogliśmy ruszać…
Koniec sesji


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (2124), Heather Wood (1553)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa