• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki

[21.10.1972] Wielkie otwarcie Zaklętej Łyżeczki
Czarodziejska legenda
She should be sure in her soul that the most terrifying thing in the forest was her.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wiedźma, która mieszkała w domku stojącym na kurzych nogach. Jadła dzieci na śniadanie — i prawdopodobnie na obiad i do herbaty.

Baba Jaga
#151
05.08.2026, 08:07  ✶  

Lorraine & Kożuch


Mężczyzna witający gości w Zaklętej Łyżeczce patrzył, a przez pozornie neutralny wyraz twarzy, przebijała się pewna konsternacja. Mniej go chyba w tym momencie zajmował sam Kożuch i jego mowa o inspekcji Sanitarnej, bo jakby nie patrzeć, był tylko kotem. Gadającym, owszem, ale wciąż kotem. Zamiast niego, zareagowała dziewczynka, która pisnęła uradowana i pociągnęła mamę za rękaw, prosząc ją by spełnić życzenie kotka, bo ten na pewno jest głodny.

Lorraine sięgnęła ręką w kierunku koszyka z upominkami i mogła poczuć, jak spojrzenie mężczyzny prześlizguje się po jej palcach, zanim stuknięcie różdżki nie spowodowało, że otwór zacisnął się mocno, nie pozwalając wyciągnąć z wnętrza żadnego z pakunków. Dało się też zauważyć, że oprócz samego kelnera i stolika, który znajdował się najbliżej wejścia, a przy którym siedziała dziewczynka, oddzielająca właśnie mięso na osobny talerzyk, nikt więcej nie zwracał na nich uwagi. Wili czar nie miał szansy zadziałać, bo ciężko było podciągnąć wachlowanie ręką pod hipnotyzujące ruchy, którymi zwykły posługiwać się te magiczne istoty.

— Proszę pani, to jest porządny lokal. Proszę nie insynuować tego typu rzeczy i natychmiast go opuścić. Nie będzie tu pani mile widziana — odparł mężczyzna stanowczo, zerkając w kierunku drzwi. Jeśli chciała, mogła faktycznie opuścić lokal, ale musiała się obejść smakiem jeśli chodziło o magiczne słodycze. Co zaś tyczyło się Kożucha, przed tym został postawiony talerzyk z mięsem, dokładnie jak sobie tego zażyczył. W momencie jednak, kiedy host miał już z głowy problemy jakie sprawiła Lorraine, jego spojrzenie padło na kota. Widać było, że przez dłuższą chwilę myśli, bo ewidentnie nie miał w planach by tego dnia zmagać się z gadającymi zwierzakami. — Proszę państwa — zaczął, podchodząc bliżej do nich. — Przepraszam, ale jestem zmuszony poprosić o nie karmienie zwierząt, jeśli nie są państwa towarzyszami. Prosiłbym też… cię… — zaczął zezować na Kożucha. — O pokojowe opuszczenie lokalu.


Dla porządku, biorąc pod uwagę zaistniałą sytuację fabularną, nie uznaję rzutu na wyciągnięcie słodyczy przez Lorraine. Jeśli chcesz jakoś załagodzić sytuację, możesz spróbować to zrobić, a jeśli nie – twoje opuszczenie wątku pozostaje w mocy.
she who hunts alone
Enduring things is what you do best
Gritting your teeth and bearing them.
wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
Rejwach
Stosunkowo wysoka [175] kobieta o szczupłej, nieco wychudłej sylwetce. Ma długie, brązowe włosy i zwykle nosi je rozpuszczone, a na świat patrzy dużymi, zielonymi oczami.

Asena Greyback
#152
05.08.2026, 10:20  ✶  

— Chyba ci się wizje raju mieszają — mruknęła, aczkolwiek nie spodziewała się po nim niczego innego, jak wspomnieniu o słynnych dziewojach, czekających na mężczyzn po drugiej stronie. Aczkolwiek nie była pewna, której religii powinna zawdzięczać podobne przeświadczenia. — No proszę. Dziękuję, wiele to dla mnie znaczy. Ale myślę, że powinieneś wiedzieć, że jak tylko będziesz coś kręcił to ja zaraz jej wszystko powiem. A nóż będzie miała swoje zdanie na ten temat. — Uśmiechnęła się do Tarpa wesoło.

Wiosłowała dalej łyżką, kończąc zupę i słuchając do tego wszystkiego, co miał jej do powiedzenia Woody w temacie zróżnicowania działalności. Widać było, że kiedy padło miano ksera, to nie do końca wiedziała o co mu w ogóle chodzi. Całe jednak szczęście, że Tarp szybko wytłumaczył co to w ogóle było.

— Okej. Ale mamy te takie zaklęcia kopiujące, powielające i synchronizujące. Przynajmniej Prorok tak robi. Czasem umieszczają poprawki w swoich artykułach, prawda? To czemu my musimy robić takie mugolskie ksero? Nie mogłoby być no… magiczne?




Open hand or closed fist would be fine
Blood is rare and sweet as cherry wine
pocket size elderich horror
I don't sleep.
I just dream.
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#153
05.08.2026, 14:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.08.2026, 14:24 przez Lorien Mulciber. Powód edycji: ucięło mi kawałek posta :( )  
Kochany papa co do zasady nie lubił, gdy się ruszało jego rzeczy, ale na prośbę córki - zwoje by udostępnił do wglądu. Zresztą prawdopodobnie nie mógł się wizyty starego przyjaciela doczekać, co by mieć pretekst wieczorami zamykać się z dala od rodziny w bibliotece. Ileż można słuchać babskiego trajkotu? A Lorien do spółki z matką i kuzynkami trajkotały jak najęte.
- O krucjatach. - Przytaknęła. Już sam będzie musiał sprawdzić jakie białe kruki ściągnął ojciec.
- Jesteś inna przy nich. Myślę, że w dobry sposób.
No to teraz popłynął.
- Nie przyzwyczajaj się.- Odparła z zaczepnym uśmieszkiem, wycierając kawałkiem chleba sos z talerza.- Czasem po prostu myślę, że mogłabym tam żyć. Z dala od tutejszej polityki, wojny i paskudnej pluchy za oknem, gdzieś przy rynku Sant’ Alfio. To mi poprawia nastrój i przestaję być dementorrrem.- Już kiedyś prowadziła tą samą rozmowę. Identyczną. Ale wtedy Robert nie chciał słuchać, że powinni zostać w Lourmarin przynajmniej tak długo jak Richard nie ogarnie swoich dzieci i ucichną plotki o chujowym biznesie Charlesa. Szkoda. Może jakby posłuchał kogoś mądrego to by nie umarł. A tak nie było tematu. Ciekawe czy Aaron by z nią wyjechał? Nie miałby wyjścia. Nie po to jej się oświadczał, żeby teraz jej odmawiać. Ot co.
- Ta “gadka o czystości krwi” może cię zabić. I mnie też.- Zniżyła głos na tyle, by wciąż komfortowo było im rozmawiać, ale przynajmniej pozostali goście nie musieli słuchać na żywo wszelkich magirasowych wywodów. Wszystko było zdecydowanie bardziej skomplikowane niż zwykłe “o, nie ma cię w Skorowidzie Notta. A fuu.”. Ojciec nigdy nie był typem szczególnego fanatyka czystości krwi; matce zależało przede wszystkim na zachowaniu dobrego imienia i statusu, a cała reszta rodziny we Włoszech… och dużo by tu opowiadać. Gdy w grę wchodziły galeony i biznes, nawet na krew do pewnego stopnia przymykano oko. Uroki bocznej, nie szczególnie ważnej w światowych porachunkach linii.
Nie mogła jednak powstrzymać się od snucia swoich opowieści.
- Skończysz z połamaną różdżką w betonowych bucikach na dnie morza, a ja… nie wiem, może zafundują mi lobotomię? Albo zamkną w domu na amen? Albo każą wyjść za mąż, tak dla kontrastu, za jakiegoś czystokrwistego podlotka? Mam tylko nadzieję, że mi się znowu bliźniak nie trafi. Już pierwszego myliłam.- Upiła trochę wina. Ciepły trunek sprawiał, że nawet ta wizja nie wydawała się szalenie niepokojąca.- Prawem dziedziczenia, o którym mówisz  noszę klątwę, bo moja babka dziesięć pokoleń wstecz ukradła jakiejś wiedźmie kurę. Świetny układ.- Westchnęła z odpowiednią dozą katuszy w głosie i cierpienia wymalowanego na twarzy. Jakoś jej do głowy nie przyszło, że w zamian dostała na złotej tacy życie, o którym nie śniło się przeciętnym.- Ale krew to krew. Nie zmienisz jej. Co innego przyzwyczajenia… Zostaw odznakę w domu. I jak coś zobaczysz - wcale tego nie widziałeś, capito mio caro? Napytasz sobie tylko biedy.
Już już miała zacząć podśmiechiwać się z jego nagłej miłości do poezji i sztuk artystycznych (a przy okazji dopytać gdzie ukrywał tą fascynację podczas Ekstazy Merlina), gdy się spłoszył. Było w tym coś kompletnie rozbrajającego; w samym wyobrażeniu jak przeciorany przez podwójną zmianę siada z tomikiem poezji Longfellowa. Próbował. Dla niej.
Czego więcej było jej potrzeba do szczęścia?
Przesunęła w jego stronę swój talerzyk z szarlotką w wyrazie niemego podziękowania.
Jej tak naprawdę wystarczyło główne danie, ale czuła, że nie wypada zamawiać więcej niż talerzyk na głowę.
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#154
05.08.2026, 19:57  ✶  
— Nic mi się nie miesza — pouczył Woody, napoczynając swoją pieczeń. Sama zupka go stosownie rozgrzała w myśl zasady apetyt rośnie w miarę jedzenia, toteż już teraz czarodziej doskonale widział, że wyjdzie z Zaklętej Łyżeczki pełniutki pod korek. — Ty jesteś, Aseno, jakoś nazbyt chętna do powoływania się na swoje rzekome kontakty z moją rodziną. Co ty myślisz? Że mnie zastraszysz Longbottomami? To się przeliczysz. Gdzie ja się będę po tylu latach przejmował ich zdaniem? Co ty pleciesz. — Popukał się w czoło, lecz Asena widziała, jak pieczołowicie Woody wyciszającą kotarą zasłaniał wulgarną galerię portretów, gdy pewnego dnia oczekiwał spotkania z Brenną.
Tarpaulin ani na chwilę nie zwątpił w genialność swojego planu. Druk takiego Proroka a kserowanie gotowych dokumentów to dwie zupełnie odrębne kwestie.
— Rzecz jasna nasze ksero będzie magiczne — przytkanął nieporuszony między kęsami. — Zdjęcia w ruchu i wszystkie te bajery. To jest na pewno do zrobienia. Tylko widzisz, zaklęcia kopiujące to nie to. Tu chodzi o trwałość. Czasami chcesz coś mieć oddane wiernie. Jak zdjęcie. Tylko taniej, bo nie na papierze fotograficznym. I to jest ta nisza.


piw0 to moje paliwo
Inkwizytor
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
51
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na młodszego, aniżeli jest w rzeczywistości, chociaż na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki. Pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty — wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja — z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#155
07.08.2026, 17:23  ✶  
Ja się nie przyzwyczajam, chciał odmruknąć żartobliwie Aaron, ja profiluję. Wszystko to było jednak materiałem na poważniejszą rozmowę, na którą jeszcze nie był gotowy. Miał się za kogoś wprawionego w osądzaniu ludzi: kogoś, kto wie od razu z kim należy przestawać, a kogo unikać. Często słyszał, że ocenia zbyt szybko, zbyt powierzchownie. Trudno było określić, czym kierował się w swojej ocenie. Nie był to bowiem żaden magiczny poszept intuicji. Nie uważał się za wybitnie perceptywnego: dokładność jego była efektem procedury; wzorca wyuczonego na przestrzeni lat pracy. A jednak Moody bardzo dobrze wiedział, co ceni sobie w drugim człowieku, a czego nie znosi. Nie umiał tego zdefiniować. Nie umiał wyjaśnić natury swoich przeczuć. Nic dobrego nie przyszło mu nigdy z ignorowania ich wskazań, tego był akurat pewien: jego sympatie nie zmieniły się bowiem na przestrzeni lat. Żałował tylko tych niepodjętych decyzji. Żałował, gdy ulegał wątpliwościom, gdy nie mówił tego, co myśli, bo obawiał się, że kogoś tym urazi. Gdy nie wierzył samemu sobie, bo chciał być obiektywnym, nie zaś ulegać niewytłumaczalnym uprzedzeniom. Być może dlatego tak trudnym była dla niego separacja funkcji od człowieka niemożliwym wręcz było oddzielenie mężczyzny od aurora. Obaj żyli przecież swoimi przekonaniami. Wszystko stawało się wówczas sprawą osobistą.
Uniósł krótko brwi, gdy Lorien zaczęła snuć opowieści na temat ulubionych rodzajów vendetty włoskich mafiozów.
— Myślę — zauważył leniwie — że skład betonu jest dla nich równie tajemniczym co receptura ognia greckiego dla krzyżowców.
Prewettowie nie byli w jego ocenie złą rodziną dla Lorien. Gdyby było inaczej, wypowiadałby się o nich w zupełnie odmiennym tonie. Na pewno nie byłoby w nim tej benewolentnej żartobliwości. Jego mowa ciała była subtelną, a jednak nie krył się przed nią ze swymi myślami: nie był to nieprzenikniony Aaron z sali przesłuchań, lecz ten, który swobodnie demonstrował emocje, nawet jeżeli wciąż cechowała je powściągliwość. Nie było napięcia w jego postawie, a to, że sam zaproponował, żeby wpadli na chwilę w odwiedziny, również mówiło samo za siebie.
Gdyby było inaczej, nie pozwoliłby jej tam jechać.

Lorien umiała poznać, kiedy się z nią droczył, a kiedy zaciskał usta, sygnalizując, że nie ma jej nic do powiedzenia. Nie przerywał jej wtedy, gdy wygłaszała przed nim swoją mowę obronną na rzecz Mulciberów. Pewne rzeczy nie były materiałem na polemikę. Lorien zbyt była dumną, żeby przyznać, że została przez nich skrzywdzoną. Aaron za bardzo był w niej zakochany, żeby słuchać, jak się poniża po to tylko, żeby przynależeć do tej przeklętej rodziny. Wiedział z autopsji, jak to działa. Wieczne usprawiedliwianie kogoś, na kim ci zależy. Jak gdyby świat miał się rozpaść, gdyby nagle przestał być jego częścią… Chociaż pod nieobecność takiej osoby świat wydawał się jak gdyby lepszym miejscem, bo to nie światu groziła rozpadem, lecz Lorien. Bywały takie momenty, gdy miał ochotę nią potrząsnąć. Nie wyobrażał sobie na przykład, żeby jeszcze przed paroma tygodniami była w stanie żartować przy nim z małżeństwa z Robertem Mulciberem. Zbyt zajęta była byciem oburzoną, gdy pytał: "naprawdę uważasz, że zasługują na to, żebyś ich broniła?", gdy w gazetach pojawiał się kolejny rasistowski artykulik mecenas Mulciber. Nie naciskał, bo nie znosił gniewu w jej głosie, którym maskowała smutek, jak wtedy, gdy spotkali się w nocy w gmachu Ministerstwa. Manipulowanie jej poczuciem obowiązku wobec rodu uważał ze strony Mulciberów za coś okrutnego. Manipulowanie jej miłością było już niewybaczalnym.
Być może na początku oskarżała go w duchu o to samo, bo Aaron (który podejrzenie łatwo folgował wielu jej zachciankom, z ochotą dyskutował na tematy światopoglądowe, niespecjalnie wzdragając się przed bardzo radykalnymi pomysłami, cierpliwie odpowiadając na pytania typu "czy kochałbyś mnie nawet wtedy, gdybym była eldritch horror ptakiem?") uparcie obstawał przy swoim, gdy dochodzili do spraw poważnych. Wysłuchiwał uważnie wszystkich argumentów, ale nie polemizował. Walka o to, żeby zmieniła zdanie była beznadziejną; była również bolesną, a nie chciał lubił sprawiać bólu tym, którym kochał.
Więc milczał.
Postąpisz tak, jak będziesz uważać za słuszne, odpowiedział jej w końcu. Ja również postąpię tak, jak będę uważał za słuszne.
Kochać Lorien było bardzo prostym, choć w jej głowie wszystko wydawało się skomplikowanym: nawet teraz, gdy przysłuchiwał się jej żartom, widział, jak w głębi ducha piętrzy przed nimi kolejne trudności, jak martwi się, żeby wszystko było idealnym… Być może niepotrzebnie zaczął tę rozmowę, zmienił więc ton, choć wiedział, że nieco ją tym podrażni.
Ale zanim zdążyła zaprotestować, nachylił się nad stolikiem, splatając jej palce ze swoimi, jak gdyby chciał przypomnieć, że błyskotka, którą włożył na jej serdeczny palec, nie tkwi na nim bez powodu.
— Nie martw się — powiedział tonem przekornym, nieznośnym w swej pewności. Rzadko słychać było w jego głosie tę szczególną nutę. Było w Aaronie coś nieodpartego, gdy był takim. Gdy mówił tak, jak gdyby życie było bitwą, o której wyniku przesądzić mogła jego wola. — Ja cię obronię.
A potem uśmiechnął się, chociaż mówił kompletnie poważnie.

Oto był modus operandi gliny. Nagłe zawężenie uwagi, zignorowanie kontekstu, skoncentrowanie na szczególe. Informacja byla zasobem, który należało natychmiast zaklasyfikować. Osadzić w znanym schemacie, zanim stanie się potencjalnym zagrożeniem, chociaż w tym przypadku największym zagrożeniem byłaby smutna mina Lorien. To, albo zabranie mu podsuniętego chwilę wcześniej talerzyka z szarlotką.
Wypuścił jej dłoń, ścisnąwszy ją wcześniej delikatnie.
— Przysięgam, że nie zaaresztuję twojego wujka Ernesto, gdy znowu zacznie wznosić toasty przy stole. — Aaron uderzył się pięścią w pierś, jak gdyby składał ślubowanie. Przezornie nabrał na widelczyk kawałek jabłecznika, a potem zaczął opychać się powoli ciastem, nie chcąc dać się złapać na obiecaniu tego samego w stosunku do Adeline. A jednak wiedział, że odznaki nie zostawi. Niestety, Lorien musiała przyjąć go z dobrodziejstwem inwentarza: absolutną nieznajomością poezji, brakiem ogłady w towarzystwie jaśniepaństwa i tożsamością gliny.
Był jednak w stanie negocjować zostawienie w Anglii ulubionej skórzanej kurtki, która prawie że zepsuła im dzisiejszy wieczór.


I am the righteous hand of Justice
and I am ready to strike in her name
Le Comte
Clair-Obscur
Trouble de rature, courbera Eiffel.
wiek
32
sława
II
krew
czysta
genetyka
metamorfomag
zawód
Uzdrowiciel
188 cm wzrostu, jasne włosy, oczy błękitne jak niebo latem. Zazwyczaj ubrany elegancko, w biel łączoną czasem z chmurną szarością. Jak jest Émile'em Mulciberem, w jego głosie wybrzmiewa francuski akcent.

Émile Mulciber
#156
10.08.2026, 16:24  ✶  
Na otwarcie Zaklętej Łyżeczki nie przyszedł spóźniony celowo. Zmiana w szpitalu sprawiła jednak, że na ulicy Pokątnej pojawił się już po tym, jak zebrali się tu ludzie, chcący skosztować potraw w nowej restauracji. Émile w Paryżu regularnie chodził na premiery i uroczyste otwarcia. Tam był rozchwytywany, a tutaj dopiero stawiał pierwsze kroki. Wypadało chodzić na takie wydarzenia, a kontakty, które się tu zawierało, zostawały na długo. Choć nie to stanowiło główny cel odwiedzenia przez niego Zaklętej Łyżeczki.

Wszedł tam ze swoją narzeczoną, Lydią Black. Wiedział, że tutaj występować mieli jako tandem. Zresztą prezentowali się doskonale. Panna Black zawsze olśniewała urodą, a Émile nie potrafił się nadziwić, że wcześniej nie znalazła męża. On zaś tego dnia dopasował się paletą kolorystyczną właśnie do niej. Kamizelkę miał w kolorze fiołkowym jak jej oczy. Do tego czarne spodnie ze srebrnymi zdobieniami, biała koszula z haftami i taliowana szata, sięgająca niemal podłogi, również zachowana w ciemnych barwach. Wysokie buty, doskonale wypastowane, stukały w podłogę, gdy weszli do środka.

– Muszę przyznać, że ta restauracja wygląda obiecująco. Zgodzisz się ze mną, mon cœur? – uśmiechnął się do kobiety. – Słyszałem o słodyczach od monsieur Botta. Ponoć wszyscy je tu uwielbiają.

Wtedy właśnie, widząc przybycie nowych gości, podszedł do nich kelner niosący kosz, dość sporych rozmiarów. Z uśmiechem wyjaśnił im, że to drobne upominki dla pierwszych klientów restauracji.

– Cóż, lekarz nie powinien promować jedzenia słodyczy, ale skoro już tu jestem, to chętnie się skuszę – zażartował i włożył rękę do kosza, by zaraz wyciągnąć małą paczuszkę ze słodyczami.

!Słodycze Bertiego


Monsieur sans visage
Et quand le soir viendra, l'air sera doux
Qui se jouera, caressant, dans vos voiles,
Et les regards paisibles des étoiles
Bienveillamment souriront aux époux.

Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#157
10.08.2026, 16:24  ✶  

Imbirowe muffinki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę imbirowych muffinek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wydają się niczym specjalnym nie wyróżniać poza rześkim zapachem. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Imbirowe muffinki (Zjedzenie muffinki natychmiastowo orzeźwia umysł i popycha do działania, sprawiając że postać zachowuje się jakby miała przewagę Odwaga I. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)
kicia kocia
Cierpka jak agrest, słodka jak bez
Chcę śnić czarne loki splątane
wiek
31
sława
III
krew
czysta
genetyka
snowidz
zawód
wróżbitka & astronomka
Chuderlawa sylwetka na 168 centymetrów, która z uporem relikwii, odmawia rozsypania się w pył. Za pas spływają włosy o czerni nowiu, a fiołkowe oczy sprawiają wrażenie dwóch ran zadanych firmamentowi.

Lydia Black
#158
14.08.2026, 22:50  ✶  
Dama zwykła przyglądać się rzeczom, jakich nie wypadało jej jawnie podziwiać, toteż fiołkowe oczy były bezbronne wobec przepychu, który rozpościerał się przed parą. Błądziły niespiesznie po sali, zatrzymując się na każdym szczególe. Fioletowa kamizelka narzeczonego zalśniła miękko w barwnym świetle przesączającym się przez witraże, a rozproszone refleksy kładły się na jego sylwetce jak kolorowe smugi akwareli.

Jego obecność stała się dla Lydii czymś stałym w ostatnich tygodniach. Był jej kotwicą rzuconą pośród nadmiaru bodźców, rozmów, świateł i zapachów. Mimo że nie pozwalała, aby czyjakolwiek obecność zbyt łatwo przedostawała się przez chłodny spokój, przy Émile'u musiała przyznać, że świat zatracił nieco ze swego ciężaru. Nie stał się przez to jaśniejszy — Lydia nie ośmieliłaby się posunąć aż tak daleko, ale jego cienie zdawały się mniej głębokie, a noc nieco mniej samotna. Oczywiście, nie powiedziałaby tego nawet pod groźbą najgorszych klątw. Mogła jedynie pozwolić sobie na złagodzenie spojrzenia ilekroć na niego spoglądała.

Przy nim nawet mrok zdawał się mniej pewny własnego istnienia. Lydia nigdy nie rozumiała, dlaczego słońce tak uparcie wybierało właśnie takie miejsca. Dlaczego z taką łatwością odnajdywało drogę przez ciężkie zasłony, wysokie okna i kolorowe szkło?

Ręka mężczyzny zniknęła w zaczarowanym koszu. Chwilę później jego dłoń wynurzyła się z niego z niewielką paczuszką. Była przewiązana wąską wstążką, której splot wykonano tak starannie, że nietaktem byłoby ją rozwiązywać.
— I tak oto właśnie kończy się kariera wzorowego lekarza — zażartowała, zdobywając się na pozornie surową minę. — Jeżeli słodycze okażą się choć w połowie tak dobre, obawiam się, że jako uzdrowiciel będziesz zmuszony przymknąć oko na własne zalecenia. Możemy jednak pozostawić słodkie na później. Niech przynajmniej przez kilka pierwszych minut tego wieczoru pozostaną oznaką dobrego wychowania, nie zaś łakomstwa — dodała jeszcze, kiedy chuda dłoń sama sięgnęła po słodycze.

!Słodycze Bertiego


Nie każ mi odchodzić, moja gwiazdo
Królestwo można utracić,
świątynię można spalić,
imię można wymazać z ksiąg,
lecz cóż pocznie niewiasta, która straciła gwiazdę,
wedle której znała drogę?
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#159
14.08.2026, 22:50  ✶  

Imbirowe muffinki


Wybrana przez Ciebie torebka, po otworzeniu okazała się zawierać paczuszkę imbirowych muffinek. Zapakowane w folijkę i obwiązane kokardką, wydają się niczym specjalnym nie wyróżniać poza rześkim zapachem. Każda z nich ma na spodzie odciśnięty symbol łyżeczki i nazwę lokalu. Do paczuszki została także załączona karteczka informująca o właściwościach otrzymanych słodkości.

Imbirowe muffinki (Zjedzenie muffinki natychmiastowo orzeźwia umysł i popycha do działania, sprawiając że postać zachowuje się jakby miała przewagę Odwaga I. Działa przez fabularną godzinę. Efekt jednorazowy, termin ważności do końca roku 1972.)
Czarodziej
*sigh*
wiek
30
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Uzdrowiciel
Szczupły i dość wysoki (183 cm) mężczyzna o czarnych lokach i brązowych oczach. Często wydaje się być blady i zmęczony, a jego dłonie są niemal zawsze zimne. Na codzień stara się ubierać w miarę elegancko.

Basilius Prewett
#160
16.08.2026, 16:01  ✶  
Z Astorią przy stolikach

Roześmiał się na wizję wykorzystania tych słodyczy przy pracach konserwatorskich.
– Jeśli coś jest głupie, ale działa to znaczy, że wcale nie jest głupie – powiedział wesoło, ale po chwili, tylko na krótki moment, przybrał swoją minę poważnego uzdrowiciela. – Oczywiście o ile zachowałoby się przy tym wszystkie odpowiednie środki ostrożności.
Kolejne rewelacje odnośnie balu maskowego wywołały u niego wysokie uniesienie brwi, a z jego twarzy zniknęła wszelka wesołość.
– Poczekaj… Eliksir sprawił, że prawie kogoś pocałowałaś? – spytał, jakby nie do końca chciał uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. – Nie, ja… Nie piłem niczego z magicznym efektem. Wolałem nie… Nie lubię w ten sposób ryzykować, ale na Matkę. Jestem zdziwiony, że nikt nie robił im z tego powodu żadnych problemów. Przecież to skrajnie nieodpowiedzialne. – I prawdopodonie też nielegalne. Zdecydowanie nigdy więcej nie będzie brał żadnych wesołych eliksirów, chyba że będzie całkowicie ufał gospodarzom. Bycie niebieskim to na dobrą sprawę nic takiego. To rzeczywiście był po prostu śmieszny efekt. Ale całowanie innych osób? To już była skrajna przesada. A może coś źle zrozumiał? Może eliksir robił coś zupełnie innego, co przypadkiem doprowadziło do takiej sytuacji. – I to jeszcze rodzina, która jest związana z uzdrowicielstwem.

Wziął głeboki oddech i sprobował skupić się na innym temacie.
– Bertie jest naprawdę sympatyczny. To… – Zmarszczył brwi. – Prawdopodobnie jedna z najsympatyczniejszych osób jakie znam. Prawdę mówiąc naprawdę nie wiem skąd on czerpie na to energię.
Spojrzał na swój podarunek i zmarszczył brwi. śmiechem.
– Tęczowe bezy – Przeczytał na głos. – To em… To chyba… Zmieni mnie na godzinę w… Bertiego Botta?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (5596), Alastor Moody (1331), Anthony Shafiq (1567), Asena Greyback (2293), Astoria Avery (1536), Atreus Bulstrode (2261), Baba Jaga (2379), Basilius Prewett (1050), Benjy Fenwick (11801), Bertie Bott (1108), Brenna Longbottom (2437), Christopher Rosier (4646), Émile Mulciber (1567), Kożuch (1361), Lorien Mulciber (4450), Lorraine Malfoy (1742), Lukas Nott (2405), Lydia Black (1505), Millie Moody (1040), Nora Figg (2764), Pan Losu (1831), Prudence Fenwick (9289), The Edge (4442), Victoria Lestrange (5450), Woody Tarpaulin (2961), Zenon Kozioł (4196)


Strony (18): « Wstecz 1 … 14 15 16 17 18 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa