• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[12.10.1972, Muza] The weight of status (Astoria Avery, Anthony Shafiq)

[12.10.1972, Muza] The weight of status (Astoria Avery, Anthony Shafiq)
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#1
13.07.2026, 01:32  ✶  
12.10.1972,
siedziba Muzy
miesiąc równości
[Obrazek: ae99abbea6a1093fd9fad378b152103a7b206203.jpg]

Przemierzała kolejne uliczki spokojnym, miarowym krokiem, szczelniej otulając się ciemnym płaszczem. W dłoni ściskała skórzaną teczkę z dokumentami dotyczącymi kolejnej wystawy. Zmierzała do siedziby Muzy, chcąc omówić szczegóły współpracy i dopiąć ostatnie formalności. Zauważyła go jeszcze z daleka. Siedział przy murze jednej z kamienic, owinięty w zniszczony płaszcz, z wyciągniętą dłonią i twarzą pooraną zmarszczkami. Nie wyglądał na pijanego ani agresywnego. Raczej na człowieka, którego świat dawno temu pozostawił za sobą. Kiedy wyciągnął rękę i cicho poprosił o datek, Astoria zwolniła. Nie z litości. Raczej z przyzwyczajenia do szybkiego kalkulowania zysków i strat. Kilka monet nie stanowiło dla niej najmniejszej wartości. Sięgnęła do sakiewki, po czym bez słowa położyła je na jego dłoni. Nie oczekiwała podziękowań. Ruszyła dalej. Po kilkudziesięciu krokach odniosła jednak wrażenie, że słyszy za sobą ten sam, nierówny rytm kroków. Początkowo zignorowała go, uznając to za zwykły zbieg okoliczności. Potem skręciła w kolejną ulicę. Kroki również skręciły. Dopiero wtedy poczuła irytację. Nie przyspieszyła. Nie zamierzała uciekać. Zatrzymała się powoli i odwróciła przez ramię. Żebrak stanął kilka kroków dalej.
- Myślisz, że te kilka sykli wszystko załatwia? - odezwał się nagle coraz głośniej. - Patrzysz na ludzi takich jak ja z góry. Bo masz pieniądze. Bo urodziłaś się we właściwej rodzinie.
Kilka osób wokół zwolniło kroku.
- Wszyscy powinni być równi! - krzyknął, zaciskając pięść na monetach. - Ale tacy jak wy nigdy do tego nie dopuszczą! Świat jest chory!
Astoria milczała przez chwilę. Przyglądała mu się z chłodną uwagą, jak konserwator analizujący pęknięcie starego płótna. Bez emocji. Bez współczucia.
- Świat nigdy nie był sprawiedliwy - zauważyła, na co nędzarz prychnął.
- Bo tacy jak ty właśnie tego chcą! - zrobił krok w jej stronę, na co mimowolnie zacisnęła palce na różdżce, ukrytej pod płaszczem.
- Mówisz o równości, jakby była rozwiązaniem wszystkiego. A czym właściwie jest równość? Czy naprawdę byłoby sprawiedliwe nagradzać jednakowo człowieka, który całe życie poświęcił pracy, i tego, który nie zrobił nic? Czy odebranie jednemu owoców jego wysiłku tylko po to, by wyrównać szanse drugiego, naprawdę jest uczciwe?
Żebrak otworzył usta, lecz nie dopuściła go do słowa.
- Ludzie rodzą się różni. Z różnymi talentami, możliwościami i rodzinami. Tak wygląda świat. Zawsze wyglądał - powiedziała, patrząc na niego z wyraźną pogardą. - Nie wszyscy zasługują na to samo.
Słowa zawisły między nimi ciężkie jak ołów. Mężczyzna zacisnął pięści.
- Ty naprawdę uważasz się za lepszą.
Jej twarz pozostała niewzruszona.
- Fakty mówią same za siebie. A skoro już dostałeś ode mnie więcej, niż byłeś w stanie sam zdobyć, radziłabym wykorzystać to rozsądnie.
Nie czekała na odpowiedź. Krzyki jeszcze przez chwilę niosły się za nią echem, lecz z każdym kolejnym krokiem stawały się coraz cichsze.

Weszła do siedziby Muzy i od razu skierowała się do sekretariatu. Młoda czarownica siedząca za biurkiem uniosła głowę znad kalendarza i uśmiechnęła się uprzejmie, informując, że Josephine ma dziś kilka spotkań w terenie. Nie była rozczarowana samym faktem. Bardziej tym, że po raz kolejny rozmowa musiała zostać odłożona. Im dłużej zwlekały, tym bardziej niezręczna mogła się okazać po nieszczęsnym wydarzeniu z Raphaelą.
Odwróciła głowę. Kilka metrów dalej stał Anthony, jeden z mecenasów sztuki, którego miała okazję poznać podczas kilku wcześniejszych wydarzeń organizowanych przez Muzę.
- Witaj Anthony, co cię sprowadza? - uśmiechnęła się lekko, podchodząc bliżej. Jak zwykle prezentował się nienagannie. Cieszyła się, że może zająć głowę czymś innym, niż uliczna potyczka słowna z nędzarzem.


learn the rules
then
break some
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#2
26.07.2026, 19:04  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.07.2026, 19:29 przez Anthony Shafiq.)  
Ciężko, jakże ciężko było zdiagnozować jego stan.

Zakochany – to słowo zdawało się tak obrzydliwie prymitywne i nie oddające stanu, w jakim jego dusza chciała śpiewać nawet po zmroku, gdy eliksiry nasenne sprowadzały na jego ciężkie powieki sprawiedliwy sen. Trywialność jego obecnego stanu obrzydzała go z takim samym natężeniem jak uskrzydlała, czyniąc personę zdającą się młodszą o dwadzieścia lat co było aż nazbyt widoczne w każdym geście, w tembrze głosu wysyconym tęsknotą, ale też, a może i przede wszystkim w dwóch srebrzystych zwierciadłach oczu, które lśniły niepohamowanym zachwytem doprawionym szczyptą wstydu, że czasy do tego typu uniesień realnie nie były najlepsze.

Anthony ganił się w swoich myślach za ową niefrasobliwość, za beztroskę sprawiającą, że unosił się - choćby i metaforycznie - kilka stóp nad ziemią. Il n'y a qu'un bonheur dans la vie, c'est d'aimer et d'être aimé – rozbrzmiewało w jego sercu niekończącą się modlitwą skierowaną ku temu, który ukradł mu serce jeszcze za czasów szkolnych, a teraz, właśnie teraz postanowił przyznać, że pragnie nazwać je swoim.

– Pani Kustosz! – mężczyzna rozpromienił się na widok Astorii Avery, bowiem w świecie w którym jego dusza wibrowała miłością, wszyscy zdawali mu się piękniejsi i przyjaźniejsi (nawiasem mówiąc, zdawał sobie w pełni sprawę, że w obliczu trwającej wojny domowej musi co prędzej pozbyć się tej jakże uciążliwej przywary, na rzecz uhodowanej przecież w ostatnim czasie całkiem pokaźnej paranoi i nieufności). Rozłożył momentalnie ramiona, witając się z nią wylewnie, po francusku, jako że tam poznali się po raz pierwszy gdy Astoria była jeszcze studentką. Po objęciu jednak ważnego i wymagającego stanowiska w galerii panna Avery podmieniona została przezeń na panią kustosz, co miało w sobie o wiele więcej pieszczoty i szacunku, aniżeli samo imię, które wydawało mu się zbyt mało nośne wobec ambicji jednej z bardziej lubianych przez niego członkiń stowarzyszenia. – Nic w sumie pilnego, potrzebuję dekoratora wnętrz do siedziby otwieranej przeze mnie Fundacji, ale chyba będę mieć problem z dostaniem się do naszej drogiej Josephine… Zdaje się zaiste nieuchwytna w ostatnim czasie – zauważył ze smutkiem, tak jakby on jakkolwiek był łatwy do uchwycenia teraz, gdy miłosny wiatr zawiał w jego żagle, a sam zainteresowany czuł się tak jakby właśnie ukończył Hogwart i mógł zrobić absolutnie wszystko.

– A co u Ciebie moja droga? Nad jakim projektem pracujesz teraz? Zdaje się, żeśmy się minęli u Lestrangów? Te nieznośne maski… z trudem kogokolwiek mogłem rozpoznać, ludzie rozpierzchli się tak prędko po ogrodzie, choć tutaj rzeczywiście trudno się dziwić, wszak ich nowe róże są, było nie było, zjawiskowe. – Podjął lekko, nie patrząc nawet na zegarek, skoro i tak miał na spotkanie w siedzibie MUZY odmierzonych kilka kwadransów, które teraz stały się szczęśliwym zbiegiem okoliczności możliwością nadrobienia kilku informacji związanych tak z Astorią, jak i całą galerią.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#3
09.08.2026, 22:00  ✶  
Jej myśli, zwykle uporządkowane niczym katalog wystawy sporządzony ręką pedantycznego kustosza (jej), rozbiegły się tego popołudnia w zbyt wiele stron. Ulica, żebrak, jego krzyk, a potem Josephine, której znów nie było - wszystko to tworzyło ciasny węzeł, którego nie miała ochoty rozplątywać przy świadkach. Mrugnęła, jakby wracając do rzeczywistości i przywitała się z nim równie ciepło.
- Wybacz moje rozkojarzenie - westchnęła cicho, prostując ramiona. - Miałam po drodze nieprzyjemny incydent na ulicy. Zaczepił mnie jeden z tych ludzi, którzy najpierw proszą o kilka sykli, a kiedy je dostaną, uznają, że nabyli również prawo do twojego czasu, uwagi i przekonań.
Machnęła lekko dłonią, jakby chciała odsunąć od siebie całe zdarzenie wraz z jego bohaterem.
- A skoro już o nieprzyjemnych rzeczach mowa, to faktycznie, ciocia Jo ma ostatnio pełne ręce roboty - odpowiedziała z przekąsem. Przez jej myśl przemknęło wspomnienie całego bałaganu z Raphaelą - skandalu, który nie powinien był nigdy ujrzeć światła dziennego, a który przy odrobinie przewidywania można było zdusić, zanim rozlał się po salonach. Wciąż nie potrafiła pogodzić się z tym, że Josephine dopuściła, by sprawy zaszły tak daleko. Nie chodziło nawet o samą Raphaelę. Chodziło o ich nazwisko, o galerię, o reputację Muzy, o ludzi, którzy zbyt chętnie czekali na cudzą porażkę. I przede wszystkim o to, że ciotka powinna była przewidzieć konsekwencje. Astoria nadal jej tego nie wybaczyła i nie ukrywała tego specjalnie, Anthony musiał słyszeć plotki w środowisku, nawet przy sumiennej pracy Averych, by zamieść temat pod dywan.
- Zgadza się - uśmiechnęła się lekko; jego dobry humor zdawał się jej udzielać. - Róże były zjawiskowe, ale bal sam w sobie dość osobliwy. Te eliksiry i ich szerokie zastosowania budziły wątpliwości - w teorii były nieszkodliwe i miały urozmaicić zabawę, w praktyce wywoływały zamieszanie z ryzykiem skutków ubocznych i były zwykłą stratą zasobów.
- Chodź. Skoro już tu jesteś, przynajmniej nie pozwolę ci odejść z niczym.
Ruszyła w głąb siedziby Muzy, gdy mężczyzna skinął głową. Poruszała się po budynku z naturalnością kogoś, kto znał każdy jego korytarz, każde schody i każde skrzypnięcie deski pod stopą. Minęła sekretariat, rzuciła przelotne spojrzenie na kilka pozostawionych na stoliku pergaminów i bez wahania skręciła w boczny korytarz. Mieścił się tam niewielki gabinet z wygodnymi fotelami do kameralnych rozmów.
- U mnie przygotowania do Samhain i koncertu z okazji Dnia Pamięci, znasz mnie, nie potrafię się nudzić. - kącik jej ust znowu drgnął, a wzrok przesunął się po jego twarzy, przyglądając mu się bezwstydnie. W oczach migotało mu coś jasnego, niemal młodzieńczego; twarz miał rozpromienioną, a gesty zdradzały tę trudną do ukrycia przypadłość człowieka, któremu życie podarowało nagle coś, czego nie spodziewał się już otrzymać. Czarownica zmrużyła oczy. - Opowiedz mi więcej o tej fundacji. To dzięki niej zawdzięczasz tak dobry nastrój? - węszyła z zaciekawieniem, bo choć zwykle, gdy się spotykali, był pogodny, to dziś wyczuwała też nadmierną ekscytację. - Może będę mogła pomóc? Ciocia Josephine ma teraz ciężki okres, chętnie ją wyręczę - zaproponowała, mimo że sama miała urwanie głowy przez natłok obowiązków, tak jednocześnie w pamięci przewijał się list od ojca, żeby trzymać rękę na pulsie.


learn the rules
then
break some
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#4
04.09.2026, 15:14  ✶  
Pokiwał głową ze współczuciem. Od powrotu do kraju dość intensywnie zaangażował się w życie publiczne i jego twarz była co najmniej rozpoznawalna. Rosierzy, promocja wina, ale i kontrowersje wokół Kambodży, czy ten nieszczęsny mural, który został w połowie spalony w wyniku czarnomagicznego pożaru… to wszystko nastręczało pewnych niedogodności i utrudniało przemieszczanie mu się ulicami magicznego Londynu bez podobnych incydentów. Dlatego coraz rzadziej sobie na to pozwalał. Nie roztrząsał jednak wrażliwego tematu, też do końca nie chcąc wiedzieć jakie to były przekonania z którymi Astoria tak się nie zgadzała. Byli w siedzibie Muzy, a kultura była tym która łączyła ponad podziałami - przynajmniej częściowo. Tak naprawdę uznał zwyczajnie, że byłoby to nieeleganckie i mogło skutecznie i jemu zrujnować humor choćby i na najbliższą godzinę.

Dlatego skupił się na dalszym toku rozmowy. Narzekanie na bal… Nadstawił ucha.
– Doprawdy? Mówisz o prezentach rozdawanych na wejście czy tych drinkach oferowanych później przy barze? Przyznam Ci się, że nie tknąłem ani jednego ani drugiego. Raz że moja maska na to za bardzo nie pozwalała, dwa że po weselu Blacków darzę szczerym brakiem zaufania pomysły, które za nimi stoją. Na weselu można było zamienić się w gigantycznego chomika, a tu… zdało mi się, że widziałem gadającą wróżkę? Uskrzydlonych ludzi? Coś jeszcze się działo ponad to? – Nie lubił tej mody, a paranoja, która udzielała mu się całkiem mocno wykluczała picie i jedzenie czegokolwiek nawet na przyjęciu u rodziny, którą uważał za swoich przyjaciół.

Ruszył oczywiście za nią gdy to zaproponowała, rozpoznając ścieżkę do gabineciku w którym od czasu do czasu zdarzało mu się rozmawiać o sztuce i finansach z jej ciotką. Kultura i pieniądze - dla jednych dwie wykluczające się skrajności, dla Anthony'ego naturalne połączenie, zwłaszcza jeśli w jego skrytce bankowej pojawiał się złoty naddatek, z którego niekoniecznie chciał się rozliczać z państwem.

– Jesteśmy ulepieni z tej samej gliny pani kustosz – w jego ustach tytuł brzmiał jak słodkie pochlebstwo i tym właśnie było. Lubił w niej ten pęd do pracy i rozwoju mimo faktu, że posiadała z natury urodzenia majątek, który gwarantowałby jej dostatnie życie z poziomu eleganckiego szezlonga. – Tak, fundacja w ostatnim czasie zajmuje mi wszystkie myśli… – skłamał z wprawą godną polityka od maleńkości przygotowywanego do tej roli. Ostatecznie kłamstwo było banalne, bo realnie cieszył się na myśl o fundacji i bez problemu mógł ją uczynić na poczet tej rozmowy myślą dominującą –Złote jabłko to moje najnowsze dzieło. Miejsce dbające o kulturalne potrzeby czarodziejów, którzy zdecydowali się na życie na zachodniej prowincji. – Rozsiadł się wygodnie i zaczął roztaczać swój urok osobisty, żałując, że nie są u niego. Z pewnością poczęstowałby Astorię winem, które uważał za najlepsze do dywagacji na temat sztuki, nawet takiej uprawianej pośród gminu – Z chęcią przyjmę każdą pomoc, to nowy twór a czasy niespokojne… Na razie skupiam się na remoncie generalnym siedziby - urocze miejsce, ale nieco zaniedbane. Pewnie nie kojarzysz posiadłości Slughornów w Dolinie Godryka? Sam bym ją przeoczył, gdyby przyjaciel nie wskazał mi jej astralnych możliwości. – Nie było to do końca prawdzie stwierdzenie, bo Morpheus posłużył się w swej poradzie raczej rozsądkiem i znajomością gustu Anthony'ego, aniżeli obliczeniami astrokartograficznymi, ale Anthony wierzył, że głos przyjaciela ze szkolnej ławy przyniesie mu szczęście. Nawet jeśli Warownia Longbottomów zabrakło tego szczęścia i poczuła na sobie oddech magii Voldemorta podczas Spalonej Nocy. – Zależy mi na tradycyjnym wystroju, przytulnym, ale zachęcającym do intelektualnego wysiłku i refleksji. W sali głównej chciałbym umieścić część swojego podręcznego księgozbioru oraz niewielki bar do podawania wina i ciepłych napojów. Głębokie fotele, uśmiechnięte portrety, kojące pejzaże… Część administracyjną chciałem urządzić nieco bardziej nowocześnie, ale myślę, że pierwsze wrażenie dla mieszkańców musi mieć wyrazowość sielską, domową… Oczywiście przyda mi się cała kodyfikacja. Insygnia z symboliką złotego jabłka, jako stabilności i odrodzenia. – To nie do końca była symbolika złotego jabłka, nie w kulturze na której wzrośli, ale nie dbał o to. Zbyt mocno zaciskał szczękę za każdym razem gdy jego matka śmiała się w głos podczas Mabon ze spalonego jabłka, aby teraz nie dołożyć wszelkich starań by popiół odsłonił złoto.
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#5
08.10.2026, 01:40  ✶  
Jeszcze przez chwilę nie potrafiła całkowicie wyrzucić z pamięci nieprzyjemnego zajścia na ulicy. Pozostało po nim owo osobliwe rozdrażnienie, które nie przypominało już gniewu, lecz raczej drobny kamyk zaplątany do eleganckiego trzewika. Ale ostatecznie nie należała do kobiet, które pozwalały obcym ludziom długo gospodarować we własnych myślach. Wzięła spokojnieszy oddech i ostatecznie zatrzasnęła za tamtym zdarzeniem drzwi pamięci. Była przecież w Muzie. Naprzeciw niej siedział Anthony, a przed nimi znajdowały się sprawy znacznie ciekawsze niż cudze pretensje do świata.
Na jego opowieść o balu zareagowała już z wyraźniejszym ożywieniem.
- Tak, wróżkę pamiętam. Skrzydła również - odparła, a w jej oczach zalśniło rozbawienie. - Trudno było ich nie zauważyć, chociaż może nie powinnam nikogo osądzać, skoro sama zmieniłam kolor skóry na niebieski - drobne drgnięcie kącika ust zdradziło, jak zabawne wydawało jej się teraz ówczesne położenie. - Następnym razem pójdę za twoim przykładem. Jeżeli ktoś będzie rozdawał mi przy wejściu podejrzane podarunki, oddam je pierwszej osobie, której nie lubię, i zaczekam na rezultaty.
Jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.
Spojrzała na niego znad krawędzi biurka i skinęła głową, przyjmując pochlebstwo bez fałszywej skromności. Coś w tym rzeczywiście było. Oboje posiadali tę samą nieznośną właściwość ludzi, którzy nie umieli pozostawić dnia pustym. Gdy tylko kończyło się jedno przedsięwzięcie, już na jego zgliszczach wyrastało następne; jedna myśl pociągała drugą, jeden obowiązek obrastał w trzy kolejne, a spokój, za którym inni tęsknili, dla nich po kilku dniach stawał się nieznośną odmianą bezczynności.
W przypadku Anthony'ego nikogo zapewne szczególnie to nie dziwiło. Ale ona, jako arystokratyczna panienka mogła pozwolić, aby kolejne lata odmierzano jej sezonami towarzyskimi, sukniami i nazwiskami kawalerów, których rodziny uznano by za odpowiednie. Od młodej damy jej urodzenia oczekiwano przecież przede wszystkim jednego wielkiego dzieła: dobrego zamążpójścia. Wszystko inne mogło być ozdobą - muzyka, malarstwo, języki, działalność dobroczynna - byle pozostawało wdzięcznym ornamentem, a nie osią życia.
Tymczasem dla niej praca nigdy nie była ornamentem. Kochała ją z zachłannością, której sama czasem nie potrafiła sobie wytłumaczyć. Może dlatego poczuła szczere zainteresowanie, gdy mężczyzna zaczął mówić o swoim najnowszym przedsięwzięciu. Złote Jabłko. Nazwa zabrzmiała w zacisznym gabinecie wdzięcznie, choć zarazem dostojnie. Astoria powtórzyła ją w myślach, pozwalając słowom osiąść w wyobraźni. Z początku słuchała nieruchomo, z dłonią wspartą na poręczy fotela.
- Czy to fundacja podlegające Muzie? Czy raczej współpraca bazująca na wzajemnych korzyściach? - oczywiście, że musiała znać też biznesowe założenia projektu, szczególnie teraz, kiedy ojciec powierzył jej zadanie trzymania ręki na pulsie w Muzie. Tym bardziej była ciekawa szczegółów.
Wzmianka o posiadłości Slughornów wywołała u niej chwilę namysłu.
- Niestety nie kojarzę - przyznała. Nie wyobrażała sobie polecać mu dekoratora na ślepo, na podstawie kilku opisów i szkicu rozkładu pomieszczeń. Wnętrze miało swoją architekturę, światło, zapach, proporcje; miało miejsca, w których głos niósł się szeroko, i takie, gdzie rozmowa sama ściszała się do poufnego szeptu. Trzeba było zobaczyć je własnymi oczami.
- Na księgozbiory dobrze byłoby zrobić osobną salkę - odezwała się jeszcze. - Biblioteki nakazują ciszę. Ty potrzebujesz miejsca, które zachęca do rozmowy i refleksji.
Ożywiała się z każdym kolejnym zdaniem. Jej dłonie zaczęły towarzyszyć słowom; jednym gestem rozstawiała nieistniejące fotele, drugim przesuwała wyobrażony bar ku bocznej ścianie.
- Głębokie fotele zostawiłabym. Koniecznie. Takie, z których nie chce się wstawać po kwadransie. Jeśli ludzie mają rozmawiać, muszą zapomnieć, że gdziekolwiek się spieszą - wyobrażała sobie te kąty, choć nawet nie widziała jeszcze przestrzeni. Pejzaże natomiast spodobały jej się szczególnie. Oparła łokieć o blat i przez chwilę bawiła się piórem. - Właściwie mógłbyś pójść krok dalej. Nie tylko kojące pejzaże. Dzieła zaklęte emocjonalnie, ale bardzo subtelnie. Bez ordynarnego narzucania odbiorcy nastroju. Odrobina spokoju przy miejscach przeznaczonych do lektury, ciekawość tam, gdzie chcesz prowadzić dyskusje…
Nie wiedziała jeszcze, jak się odnieść do insygniów, ale każde kolejne elementy składały się w jej umyśle w spójną całość.
- Pomogę ci - zdecydowała w końcu. - Chętnie obejrzę tę posiadłość. Światło, układ pomieszczeń, ogród, to, co już tam zostało po Slughornach. Dopiero wtedy znajdziemy dekoratora. Nie zamierzam oddawać twojego Złotego Jabłka pierwszemu człowiekowi, który potrafi dobrać zasłony do dywanu - oparła się wygodniej w fotelu i jeszcze raz spojrzała na Anthony'ego. Tym razem już nie jak na mecenasa proszącego o pomoc, lecz jak na człowieka, który właśnie podsunął jej projekt dostatecznie ciekawy, by rozbudzić zawodową ciekawość.


learn the rules
then
break some
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1122), Astoria Avery (1774)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa