13.07.2026, 01:32 ✶
Przemierzała kolejne uliczki spokojnym, miarowym krokiem, szczelniej otulając się ciemnym płaszczem. W dłoni ściskała skórzaną teczkę z dokumentami dotyczącymi kolejnej wystawy. Zmierzała do siedziby Muzy, chcąc omówić szczegóły współpracy i dopiąć ostatnie formalności. Zauważyła go jeszcze z daleka. Siedział przy murze jednej z kamienic, owinięty w zniszczony płaszcz, z wyciągniętą dłonią i twarzą pooraną zmarszczkami. Nie wyglądał na pijanego ani agresywnego. Raczej na człowieka, którego świat dawno temu pozostawił za sobą. Kiedy wyciągnął rękę i cicho poprosił o datek, Astoria zwolniła. Nie z litości. Raczej z przyzwyczajenia do szybkiego kalkulowania zysków i strat. Kilka monet nie stanowiło dla niej najmniejszej wartości. Sięgnęła do sakiewki, po czym bez słowa położyła je na jego dłoni. Nie oczekiwała podziękowań. Ruszyła dalej. Po kilkudziesięciu krokach odniosła jednak wrażenie, że słyszy za sobą ten sam, nierówny rytm kroków. Początkowo zignorowała go, uznając to za zwykły zbieg okoliczności. Potem skręciła w kolejną ulicę. Kroki również skręciły. Dopiero wtedy poczuła irytację. Nie przyspieszyła. Nie zamierzała uciekać. Zatrzymała się powoli i odwróciła przez ramię. Żebrak stanął kilka kroków dalej.
- Myślisz, że te kilka sykli wszystko załatwia? - odezwał się nagle coraz głośniej. - Patrzysz na ludzi takich jak ja z góry. Bo masz pieniądze. Bo urodziłaś się we właściwej rodzinie.
Kilka osób wokół zwolniło kroku.
- Wszyscy powinni być równi! - krzyknął, zaciskając pięść na monetach. - Ale tacy jak wy nigdy do tego nie dopuszczą! Świat jest chory!
Astoria milczała przez chwilę. Przyglądała mu się z chłodną uwagą, jak konserwator analizujący pęknięcie starego płótna. Bez emocji. Bez współczucia.
- Świat nigdy nie był sprawiedliwy - zauważyła, na co nędzarz prychnął.
- Bo tacy jak ty właśnie tego chcą! - zrobił krok w jej stronę, na co mimowolnie zacisnęła palce na różdżce, ukrytej pod płaszczem.
- Mówisz o równości, jakby była rozwiązaniem wszystkiego. A czym właściwie jest równość? Czy naprawdę byłoby sprawiedliwe nagradzać jednakowo człowieka, który całe życie poświęcił pracy, i tego, który nie zrobił nic? Czy odebranie jednemu owoców jego wysiłku tylko po to, by wyrównać szanse drugiego, naprawdę jest uczciwe?
Żebrak otworzył usta, lecz nie dopuściła go do słowa.
- Ludzie rodzą się różni. Z różnymi talentami, możliwościami i rodzinami. Tak wygląda świat. Zawsze wyglądał - powiedziała, patrząc na niego z wyraźną pogardą. - Nie wszyscy zasługują na to samo.
Słowa zawisły między nimi ciężkie jak ołów. Mężczyzna zacisnął pięści.
- Ty naprawdę uważasz się za lepszą.
Jej twarz pozostała niewzruszona.
- Fakty mówią same za siebie. A skoro już dostałeś ode mnie więcej, niż byłeś w stanie sam zdobyć, radziłabym wykorzystać to rozsądnie.
Nie czekała na odpowiedź. Krzyki jeszcze przez chwilę niosły się za nią echem, lecz z każdym kolejnym krokiem stawały się coraz cichsze.
Weszła do siedziby Muzy i od razu skierowała się do sekretariatu. Młoda czarownica siedząca za biurkiem uniosła głowę znad kalendarza i uśmiechnęła się uprzejmie, informując, że Josephine ma dziś kilka spotkań w terenie. Nie była rozczarowana samym faktem. Bardziej tym, że po raz kolejny rozmowa musiała zostać odłożona. Im dłużej zwlekały, tym bardziej niezręczna mogła się okazać po nieszczęsnym wydarzeniu z Raphaelą.
Odwróciła głowę. Kilka metrów dalej stał Anthony, jeden z mecenasów sztuki, którego miała okazję poznać podczas kilku wcześniejszych wydarzeń organizowanych przez Muzę.
- Witaj Anthony, co cię sprowadza? - uśmiechnęła się lekko, podchodząc bliżej. Jak zwykle prezentował się nienagannie. Cieszyła się, że może zająć głowę czymś innym, niż uliczna potyczka słowna z nędzarzem.
learn the rules
then break some
then break some
![[Obrazek: ae99abbea6a1093fd9fad378b152103a7b206203.jpg]](https://64.media.tumblr.com/d97e3feceaac2c34f71b7aa58530e456/0e02927a58c84d58-17/s2048x3072/ae99abbea6a1093fd9fad378b152103a7b206203.jpg)