Starała się iść za Atreusem, ale nie było jej to dane, gdy w którymś momencie poczuła na ramieniu rękę, która ją zatrzymała. Nie zauważyła tego. Nie zauważyła, że ktoś się do niej zbliżał, aż było już za późno i w tym właśnie momencie rozdzieliła się z Bulstrodem.
Odwróciła się gwałtownie, wprost na spotkanie marynarza, który chyba właśnie chciał wyratować damulkę z opresji i Victoria zdawała sobie sprawę, że żadna z niej aktorka i nie zdoła go oszukać, że jest w miejscu, w którym bardzo chciała się znaleźć, bo tak nie było: bardzo nie chciała tu być i chyba musiała to mieć wypisane na twarzy.
Ale skoro i tak było to po niej widać, to przynajmniej nie musiała próbować się tutaj dopasować, tak?
– Szukam kogoś – przyznała facetowi i rozejrzała się przy tym na boki, dostrzegając, że Atreus siada przy jakimś stole. Nie miała czasu się przyglądać dalej bo z powrotem patrzyła na gościa, który ją zatrzymał. Dobrze, może i nie miała jak się do niego dostać, ale wciąż mogła mieć na niego oko. I na resztę knajpy. – Nie widziałam chłopaka od kilku dni i… – i jakże się martwiła, tak? Martwiła się o to, że ich nie znajdą. I fakt, nie widziała rudych wiewiór od kilku dni: dokładniej to od dwóch. – Pytałam i szukałam. Słyszałam, że może tutaj być – skrzywiła się lekko, co mogło wyglądać trochę, jakby spróbowała się uśmiechnąć tylko jej nie wyszło, ale prawda była taka, że swędział ją gojący się wierzch dłoni i bardzo ją to denerwowało.