Victoria & Atreus
![[Obrazek: 4da9dc5f7ba8e1d29108ee256c108b6d.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/4d/a9/dc/4da9dc5f7ba8e1d29108ee256c108b6d.jpg)
W życiu Atreusa bywały takie momenty, których bardzo, ale to bardzo nie lubił. Po pierwsze, kiedy coś mu się nie udawało. Żył w jakimś dziwnym przekonaniu, że był królem świata i wszystko powinno iść po jego myśli. Zawsze i wszędzie. Rozciągało się od życia codziennego, przez wizytacje w kasynie, a na pracy kończąc. Po drugie, kurwa jak on nienawidził przepraszać. Przepraszanie nie znajdowało się w jego codziennym słowniku, bo oznaczałoby to że musiał przyznać się do błędu, a powiedzmy sobie szczerze – on i błędy? To nigdy, ale to przenigdy nie miało miejsca. A przynajmniej nie powinno.
Dzień spędzony z Brenną, chyba jednak uświadomił mu, że w jakiś sposób zaliczył potknięcie, jeśli chodziło o Victorię. Co prawda nie był do końca pewien gdzie, kiedy i z czego to właściwie wynikało, ale drążenie tego z Longbottom nie uważał za przesadnie owocne – głównie dlatego że ta nie siedziała w głowie swojej przyjaciółki, a nawet jeśli to wątpił żeby mu powiedziała wszystko na ten temat, co mogłoby wydawać mu się w całej sprawie pomocne. Musiał więc działać na własną rękę i bolało go to wręcz okrutnie, bo do tej pory najlepszą receptą na wszelkie niesnaski było dla niego przeczekanie ich. Szkoda tylko, że nie miał teraz czasu na takie zagrania, bo byli już w połowie października, a on miał do załatwienia sprawy.
Kupił czekoladki. Całą bombonierkę, ręcznie wyrabianych, małych dzieł sztuki, z najlepszej czekolady jaka podobno była na rynku. Każda z nich uformowała w inny kwiat; jedne były klasyczne, całe czekoladowe, inne posiadała przeróżne nadzienia, by urozmaicić całe doświadczenie i cholera, Atreus miał szczerą nadzieję że chociaż odrobinę zmiękczy to foszki Victorii, bo innego pomysłu na całą tę sytuację nie miał. Paczuszka była obwiązana zmyślną kokardą, a rozwiązanie jej sprawiało że całość otwierała się w aranżację ogrodu, z którego można było zrywać kwiaty.
— Doszedłem do pewnych wniosków — poinformował ją, stając przed jej biurkiem i wyciągając w jej stronę bombonierkę. — Że ostatnimi czasy popełniłem pewne błędy i chciałbym ci to w ten sposób wynagrodzić — uśmiechnął się płytko. Żadnego przepraszam, a co już ważniejsze, żadnego nawiązania do konkretnej sytuacji, która wywołała całe to spięcie między nimi. Po co rozdrapywać to co nieprzyjemne? Nie wspominając już o tym, ze to jemu najbardziej powinno się tu współczuć, bo przedwczorajszy dzień zakończył się dla niego poważnym urazem, przez który wciąż trochę ale zauważalnie kulał. I nawet z tej okazji dali mu wczoraj wolne, co wcale go nie cieszyło, ale przynajmniej dzięki temu zorganizował te czekoladki.