• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
1 2 Dalej »
[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów

[Jesień 72 13.10, Lamezia Terme | wyjazd Cutty Sark] Dom PoStrachów
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#51
07.06.2026, 08:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2026, 11:21 przez Ceolsige Burke. Powód edycji: Dopisanie odpowiednich przewag. )  
Dźwięk, który gwałtownie przedarł się z przodu pochodu, sprawił, że Ceolsige natychmiast przestała gładzić wilgotną ścianę. Jej palce zacisnęły się mocniej na berberysowym drzewcu różdżki. Nim jednak zdążyła unieść ramię do obrony przed niewidocznym napastnikiem, uświadomiła sobie, że ten nienaturalny, dławiący się odgłos wydarł się z piersi samego Hannibala. Ustawiona plecami do ściany korytarza wkroczyła za skręcającymi na bok towarzyszami, rzucając jeszcze ukradkowe spojrzenie w kierunku z jakiego przybyli.
Wkraczając do komnaty, Ceolsige zamarła w portalu wejściowym. Jej twarz, dotąd skupiona na zabezpieczaniu tyłów, na ułamek sekundy zastygła w wyrazie głębokiego, zaciętego zaskoczenia. Błękitne oczy, zwężone w bystre szczeliny, chłonęły makabryczny widok zrośniętych, potwornych ciał. Wstręt i gniew, potężne i dławiące, uderzyły w nią falą, lecz niemal natychmiast zostały spętane przez lata samokontroli. Paserka z Nokturny widywała już różne poziomy tworów czarnoksięskiej magii. Nigdy nie odznaczały się elegancją ani stylem jaką chełpili się jej użytkownicy.
Słysząc chaotyczną wymianę zdań między młodszymi towarzyszami, Ceolsige odzyskała rezon. Wykonała płynny krok naprzód, wysuwając się przed Peregrinusa i  Hannibala, by stanąć tuż u boku zdeterminowanej Hestii. Jej postawa emanowała teraz surowym, wręcz salonowym spokojem, będącym absolutnym kontrastem dla grozy tego miejsca. Monstrum mimo całej swej obrzydliwości nie wydawało się podejmować gwałtownych działań.
Nonszalanckim, niezwykle eleganckim gestem oparła pożyczoną z kurortu miotłę o ścianę tuż obok mężczyzn. Spod nonszalancji, dla wprawnego oka przebijała się pewna sztywność, pośpiech i determinacja ruchów. Jakby pozorna nonszalancja przykrywała głębsze i bardziej żywe emocje. Następnie, oszczędzając poparzony, wciąż pulsujący bólem lewy kciuk, uniosła prawą dłoń. Subtelnym, kolistym ruchem nadgarstka zaczęła tkać w powietrzu zaklęcie, starając się uformować z nicości małą, mosiężną lunetkę kieszonkową.
— Obawiam się, że niewiele możemy dla nich zrobić, mój drogi — odezwała się cicho i szybko, melodyjnym, niskim głosem, który niósł ze sobą nutkę rzeczywistego żalu. Przeniosła na Selwyna szybkie, uspokajające spojrzenie, po czym płynnie przesunęła je na Trelawneya. Kiwnęła zdawkowo głową jakby na potwierdzenie. - Bezpiecznie jest pozostać w grupie. - wspomniała rzeczowym tonem jakby dokładała do jego sugestii kolejną cegiełkę planu. - Sprawdzę czym jest ten ołtarz.
Odwróciła się w stronę centrum sali by przyjrzeć się jego strukturze i runom.
— Hestio — rzuciła cicho, nie odrywając spojrzenia od monstrum i ołtarza, a w jej tonie pobrzmiewała chłodna, profesjonalna uprzejmość. — Podsuń to lewitujące stworzonko nieco bliżej nas. Możliwe, że da się z nim porozumieć bez konieczności podchodzenia. A ty, Hannibalu… — zawiesiła na chwilę głos, a w kąciku jej ust wykwitł drapieżny, blady uśmiech. — Wybij mu z głowy głupie pomysły gdyby jakieś miał.
- Coś wydaje się wam znajome? - zapytała na koniec, na wypadek gdyby jakiejś pominięte wskazówki miały wskoczyć na właściwe miejsce.

Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.


Rzucam na kształtowanie ◉○○○○: próbuję wyczarować sobie niewielką powiększającą lunetę tak by móc ją użyć dla lepszego oglądu szczegółów, bez konieczności podchodzenia.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II


Rzut O 1d100 - 69
Sukces!


Rzucam na WOŚ ◉◉◉◉○: staram się zidentyfikować naturę ołtarza, łańcucha i run jakie się tam pojawiają. Jak to działa? Jakie jest przeznaczenie poszczególnych elementów oraz całości instalacji.
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II, Starożytne runy I


Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#52
08.06.2026, 13:33  ✶  
Widok jaskinii dla każdego stał się jasny, gdy cała czwórka weszła do środka.

Hestia policyjnym odruchem odrzuciła dziwaczne zwierzę od skobla i wciąż unosiła je w powietrzu, mimo że stworzenie szarpało się i wierzgało, przypominając w geście wściekłą fretkę wyciągniętą z dziury. Ten ruch ściągał spojrzenie Peregrinusa bardziej niż spowite częściowym mrokiem łańcuchy, zwłaszcza, że wieszcz dostrzegł coś szalenie niepokojącego – ten moment, gdy zaciągnięte bielmem oczy zmieniły swój kolor na czarne, a kwik protestu stał się bardziej dziki, prymitywny. Zwierzęcy. Wniosek był jeden – to zwierzę było opętane, ale duch znajdujący się w nim właśnie opuścił swoje naczynie. W gruncie rzeczy nikogo nie powinno to dziwić, w końcu do pomieszczenia weszły cztery nowe naczynia…

Tymczasem Hannibal zdał sobie ze zgrozą sprawę z tego, że owszem - najmłodsza z kobiet, ta najmniej naruszona, najmniej odkształcona przez trawiące to miejsce zepsucie była w rzeczywistości Donną Anną, kobietą o odkształconej żalem twarzy, która śpiewała wraz z innymi pieśń, choć zdawało się, że wolałaby zanieść się szlochem. Gorzej aktorowi przyszło rozeznanie z łańcuchami, które to pojawiały się, to niknęły w zmutowanym cielsku. Faktem było, że monstrum na razie nie ruszyło się też ze swego leża, pozostając w mantrze tworzonej pieśni. Jedyne co wpadło mu w oko, to to, że łańcuch znajdujący się przy skoblu nie nosił na sobie śladów lśniących run.

Luneta wyczarowana przez Ceolsige była bardzo prymitywna w cienkich ściankach i samotnej soczewce umieszczonej na wylocie, spełniła jednak swoją funkcję pobieżnej ekspertyzy łańcuchów. Dzięki temu była w stanie ustalić, że istotę w rzeczywistości owijają dwa łańcuchy - jeden pozbawiony run, który więzi ją w miejscu, a który można zrzucić prostym mechanizmem zwieńczonym usunięciem skobla. Był też drugi łańcuch, łudząco podobny, ale umagiczniony runami. Detale zaklęcia zawartego w ciągu run były trudne do sczytania w tak krótkim czasie – mimo braku wzmożonych gestów ze strony monstrum – niknęły pośród wijących się macek i pulsujących czyraków, pośród ramion trudnych do policzenia. Zdawało się jednak, że są tam jakieś wzmianki o łączeniu oraz sercu syreny.

Tura trwa do 11.06

Dopuszczam zmiany w kolejce odpisów, po wcześniejszym dogadaniu między wami na kanale technicznym.
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#53
10.06.2026, 14:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2026, 15:18 przez Ceolsige Burke. Powód edycji: pospułem kod kostków - mea culpa )  
W nikłym, migotliwym blasku magicznych kryształów, sylwetka Ceolsige odznaczała się nienaganną, wręcz nienaturalną w tym miejscu elegancją. Stała tuż u boku Hestii, na delikatnie rozstawionych nogach, ze spokojem lustrując szczeguly potwora. Butelkowozielona spódnica spływała ciężkimi fałdami wokół jej bioder, a dopasowana biała koszula z luźnymii rękawami jaśniała w półmroku, kontrastując z otaczającą ich makabrą. Oszczędzając wciąż pulsujący bólem lewy kciuk, uniosła prawą dłoń i przyłożyła do oka prymitywną, naprędce wyczarowaną lunetkę. Przez dłuższą chwilę, w absolutnym milczeniu, analizowała strukturę spowijających monstrum więzów. Jej błękitne oczy, zwężone w bystre szczeliny, ignorowały wijące się macki i pulsujące czyraki. Wijący się gryzoń zupełnie nie zaprzątął obecnie jej uwagi, uważajac go za unieszkodliwionego dziwnego strażnika tego miejsca.
— Może jednak jest trochę nadziei — odezwała się cicho, niemal bez kontekstu, a jej melodyjny, niski głos przeciął ciężką pieśń rozbrzmiewającą w komnacie.
Nie odrywając spojrzenia od okularu zaczeła opisywac to co widzi trzyamjac się rzeczowego tonu. — Istotę spowijają dwa osobne łańcuchy. Pierwszy z nich, ten przy skoblu, jest całkowicie pozbawiony run. To proste, fizyczne zabezpieczenie, które ma trzymać bestię w miejscu, dopóki ktoś nie zdecyduje się jej wypuścić. Drugi… — zawiesiła na chwilę głos, gdy jej wzrok prześlizgnął się po migoczących pod skórą monstrum znakach — …to zupełnie inna historia. Jest umagiczniony. Choć runy nikną pośród tych potwornych ciał, udało mi się sczytać z nich sekwencję mówiącą o „łączeniu” oraz „sercu syreny”.
Opuściła lunetę i odwróciła się gwałtownie w stronę mężczyzn. Jej twarz była poważna, pozbawiona jakichkolwiek śladów niedawnego zaskoczenia. Uspokajającym, ciepłym gestem położyła dłoń na ramieniu Hestii. Na krótka chwilę, ledwie muśnięcie.
— Jeden z tych łańcuchów został dodany celowo, by utrzymać ten potworny proces w ryzach — kontynuowała, przenosząc spojrzenie z Peregrinusa na Hannibala. W jej oczach malowała się spokojna, absolutna determinacja. Spojrzenie to niosło ze sobą ten szczególny rodzaj presji, jaki wywierają ludzie, którzy nie czekają na cudze pozwolenie, bo decyzję już podjęli. — Jeżeli zostawimy to w tym stanie, ktokolwiek stworzył to monstrum, po prostu przyjdzie, wyciągnie skobel i je wypuści. A wtedy nikt nie odnajdzie tej bestii, dopóki nie dokona ona swojego plugawego zadania.
Nonszalanckim, precyzyjnym ruchem rzuciła mosiężną lunetkę prosto w stronę Peregrinusa, licząc, że to przekieruje rozmyślania wwieszcza na bardziej pragmatyczne tory.
Sama odwróciła się z powrotem w stronę ołtarza. Uniosła berberysową różdżkę i płynnym, kolistym ruchem nadgarstka prawej dłoni nakreśliła w powietrzu prostą, lśniącą linię. Skupiła całą swoją wolę na mechanizmie, który znała najlepiej – na zamkach, zapadkach i ryglach. Na pierwszej kłódce na jakiej ćwiczyła otwieranie zamków. Prosta, mosiężna i duża. Byłałby pokrzepiającym dodatkiem blokującym ogniwa łańcuchów tuż koło skobla.
- Ktoś musi mnie poprowadzić w meandrach run tego zaklętego łańcucha, a i sprawne ramię będzie mile widziane. - rzuciła przez ramię nim ostrożenie ruszyła w stronę potwora bacznie wyglądajac jego reakcji. - Możliwe, że to prawdziwa postać naszyjnika jakim Leonard obdaża swoje ofiary. - Przemieszczała się w stronę potworności ostrożenie starajac kroki by nie zwrócić na siebie uwagi żadnej z głów i nie stanąć przypadkiem w kałuży. W nadziei na podejście do ołtarza i z bliska zaingerowanie w łańcuch.

Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.


Rzucam na Kształtowanie◉○○○○: próbuję wyczarować solidną, nieskomplikowaną kłódkę (blokadę), która dodatkowo zabezpieczy i zepnie ogniwa zwykłego łańcucha w miejscu skobla, uniemożliwiając jego łatwe wyciągnięcie lub zerwanie.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II


Rzut O 1d100 - 64
Sukces!


Rzucam na aktywnośc fizyczną ◉○○○○: Staram się przejść do potwora omijając otaczające go kałuże i unikając kierowania na siebie uwagi monstrum.
Przewaga: Złodziejstwo I


Rzut O 1d100 - 60
Sukces!
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#54
10.06.2026, 21:12  ✶  
Ceolsige była bez wątpienia jedną z najodważniejszych osób, jakie spotkał w swoim życiu Peregrinus. Opanowana i elegancka czarownica robiła imponujące wrażenie, lecz jej hart ducha nie mógł w pełni przyćmić faktu, że znajdowali się obok koszmarnego monstrum.
To był obłęd. Oni wszyscy popadali w jakiś obłęd.
Trelawney spojrzał na stworka zawieszonego przed nimi w powietrzu. Widział, jak bielmo znika z krecich oczu… duch!
— Uwaga! — Przeskoczył wzrokiem po swoich towarzyszach, jakby spodziewał się, że ujrzy, jak niematerialny pasażer na gapę zagarnia któreś z nich. — To zwierzę było opętane. Duch właśnie je opuścił. Musi teraz szukać nowego naczynia. Uważajmy na siebie nawzajem. Jeszcze tam, na powierzchni, jedno z nas zostało już na chwilę opętane. — Jedno z nas. Nie on. Choć zapewne mogli spekulować co do tego, o kim mówi.
Mężczyzna chwycił unieruchomionego w powietrzu zwierzaka i wcisnął go do swojej torby, zapinając ją dokładnie zamek. Musiał brać pod uwagę, że gryzoń zniszczy jego dzienniki oprawione w drogą włoską skórę, lecz… cóż, bardziej niż utraty cennych przedmiotów i notatek, bał się puszczenia kreta samopas po jaskini i dania mu ponownie szansy na uwolnienie potwora.
W roztargnieniu odebrał od Ceolsige lornetę. Serce wróżbity nie przestawało bić szybko, a nerwy pozostawały napięte, lecz miał w sobie cały czas pragmatyzm. Jego pragmatyzm był egocentryczny. Żyli w społeczeństwie zorganizowanym w taki sposób, aby za bezpieczeństwo i porządek odpowiadali ci, którzy mieli chęć i kompetencje nadstawiać karku. Ludzie tacy jak młoda Bletchley. Służby były na wyciągnięcie ręki… Helena zdążyła już ich zapewne wezwać. Mogli zjawić się lada chwila i…
Cholera jasna, kiedy on się stał taki zachowawczy?
Od wybuchu wojny zaczął cenić swoje życie wyżej niż wcześniej.
— Miałem widzenie — powiedział, nie ruszając się ze swojego miejsca pod ścianą. — Te… kobiety — nie pasowało już do nich to określenie — są siostrami. W mojej wizji pływy morza poruszały się w rytmie ich głosów. Na koniec trzy z nich utonęły. Tamta — nie było wątpliwości, o którą część hybrydy chodziło — błagała do ostatniej chwili. — Wahał się, czy to wyznać. Obawiał się, że to podsyci wariackie pomysły wewnątrz grupy.
Błagała do ostatniej chwili… więc zapewne było w niej jeszcze człowieczeństwo. Niektórzy ludzie nie potrafili obok takiej informacji przejść obojętnie. Jak widać Peregrinus Trelawney był jedną z tych osób, skoro wyznanie wymsknęło mu się mimo oporów.
Widząc Ceolsige pchającą się w zasięg potwora, Peregrinus bał się wykonać jakikolwiek gwałtowniejszy ruch, aby nie zdradzić skradającej się kobiety. Polegał więc wciąż wyłącznie na swoich oczach i umyśle. Kontrolował co chwilę towarzyszy, wypatrując w ich twarzach i zachowaniu najdrobniejszych zmian. Podniósł również na moment lornetę do oczu, aby raz jeszcze spróbować się przyjrzeć runom na łańcuchu.

// Percepcja ◉◉◉◉○ na podpatrywanie, czy ktoś nie zaczyna zachowywać się dziwnie.
Rzut PO 1d100 - 31
Słaby sukces...

// Ponieważ mam lornetkę, pozwolę sobie rzucić WOŚ ◉◉◉◉○ w zestawie z Pieczętowaniem (III) oraz Starożytnymi runami (I) na kolejną próbę zrozumienia, o co chodzi z tym łańcuchem
Rzut PO 1d100 - 18
Akcja nieudana


źródło?
objawiono mi to we śnie
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#55
11.06.2026, 00:22  ✶  
“To”, mówiła o ofiarach czarnej magii Ceolsige i jakkolwiek nieludzko to brzmiało, pozwalało choć trochę odepchnąć od siebie natrętne porównanie donny Anny ze zdjęć w folderze reklamowym - kwitnącej, pełnej siły, gracji i życia - do tragicznego obrazu przed nimi. Ciała, które powinno budzić zachwyt, a nie grozę. Śpiewu, który powinien wypełniać scenę Lamezia Terme, a nie te oślizgłe podziemia.

- Kiedy… Jak dawno zniknęła donna Anna? - zapytał niepewnie Hannibal. Jak długo trwa jej koszmarna przemiana? - Wiecie, że to ona, prawda?

Jeżeli miał zrobić cokolwiek użytecznego, nie mógł patrzeć. Przynajmniej nie w tę nie-do-końca nieludzką twarz. Dowolny element tej potwornej sceny był lepszy, niż tamto.

Przyjrzał się Peregrinusowi i Hestii - jasnowidz zapewne słusznie ostrzegał przed zakusami ducha, ale oczy obojga czarodziejów pozostawały przytomne. Wysłuchał Ceo, spokojnej, niczym skała pośród wzburzonego morza grozy i obrzydzenia, rozbijających się o ściany pieczary. Wydawała się zdecydowana zbadać tajemnicę, dużo bardziej, niż Peregrinus, mimo, że wizja tego ostatniego dawała pewną nadzieję dla najświeższej ofiary przemiany.

Selwyn miał wrażenie, że pływa w lęku i utonie, jeżeli nie uczepi się czegoś stałego. Napięcie, jak prąd pod skórą, domagało się działania. Przełknął  z wysiłkiem, skinął głową i ruszył za Burke, nie do końca pewien swojego tu zadania, ale przecież wspomniała, że będzie potrzebowała silnego ramienia.

Jeden krok naraz, mawiał mu Carlos, instruktor baletu, kiedy myśląc już o następnym, nie wykonywał obecnego dostatecznie starannie.

Jeden krok naraz, więc teraz stawiał krok za krokiem między wijącymi się po podłodze mackami, (nie patrz im w twarze), między kałużami czarnej wody (to  b y ł a  woda, prawda?), przy akompaniamencie tego melodyjnego, wyciągniętego zaśpiewu bez słów (nie myśl, skup się na zadaniu).


-na tyle monotonnego, że pewnie mógłby przewidzieć jego następne tony-


Odkopnął pełne przyssawek ramię, które podpełzło zbyt blisko, przestąpił nad kałużą - kobieta przed nim starannie je omijała, a wyglądała na kogoś, kto wie, co robi - i nawet udało mu się nie wypuścić z gardła rodzącego się tam odgłosu zaskoczenia i obrzydzenia. 

Mieli wszystko pod kontrolą, Hestia na pewno wesprze ich w razie kłopotów, a w wizji Peregrinusa chyba żadne z nich nie ginęło, przecież ostrzegłby ich, gdyby tak było, no nie?…


-to by szło jakoś tak-


Muzyka, jak to się często zdarzało, przyszła do Hannibala niepostrzeżenie. Nagle zamiast dać zwykły krok, stanął od palców, co było nawet praktyczne, gdy starał się nie wdepnąć w nic, co leżało na ziemi i nie zahaczyć o nic, co należało do skutej łańcuchami abominacji. W następnym kroku przeniósł środek ciężkości, odruchowo i całkiem niepotrzebnie. Krótko zastanowił się, dlaczego właściwie to zrobił - i zorientował się, że nuci wraz ze zrośniętymi w jeden organizm kobietami, wraz z donną Anną, że co prawda nie on sam ale  jego głos stał się częścią tej bluźnierczej, żałosnej, tragicznej harmonii. Nie czuł się opętany (nigdy nie był opętany, nie miał pojęcia, jak to jest). Nie przerwał czujnej obserwacji nekromantycznego monstrum ani ostrożnej wędrówki za prowadzącą go czarownicą. Bliżej i bliżej łusek, łańcuchów, ludzkich ciał.

Jego głos cicho kontynuował pieśń - jedyny hołd, jaki był w stanie zaoferować nieszczęsnym siostrom, kiedy nie miał odwagi nawet na nie spojrzeć.



Aktywność fizyczna - podążam za Ceolsige, jestem w gotowości i unikam ataków stwora
Rzut PO 1d100 - 43
Sukces!


Charyzma - nucę z syrenkami, cicho, ale jak mi się uda dopasować, to głośniej bo po co komu instynkt samozachowawczy
Rzut Z 1d100 - 70
Sukces!


//Zawada: Wysoka stawka, czy ja wiem? W każdym razie robię nierozsądne rzeczy.
Przewaga: Muzyka
Czarodziej
wiek
20
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
Brygadzistka
Brązowe włosy i oczy. Szczupła. Mierzy 165 cm wysokości. Często się uśmiecha i chodzi w mugolskich, luźnych kolorowych ubraniach, chyba że akurat jest w pracy.

Hestia Bletchley
#56
11.06.2026, 15:31  ✶  
– Ja ugh…. Czy… Czy da się im jeszcze jakoś pomóc, czy… – wymamrotała, sama nie do końca pewna co jej właśnie chodziło po głowie. Peregrinus zabrał gryzonia, który niestety nie był już opętany. Niestety, bo chociaż ogólnie darzyła gryzonie dość dużą sympatią, to jednak wolałaby aby to ten kret był opętany, a nie jej towarzysze. – Może jest jakieś zaklęcie? Może…
Donna Anna… I jeszcze ta wizja Peregrinusa. Zrobiło jej się niedobrze i nawet dłoń Ceolsige na jej ramieniu, nie pomogła całkowicie. Donna Anna… Kobieta, której jeszcze chwilę temu szukały z Burke, byla tutaj złączona w to coś.
– Ominęła trzy występy – wyszeptała do Hannibala, a wredną głos w jej głowie podpowiedział jej, że ominie ich znacznie więcej.
Podążyła spojrzeniem za Hannibalem i Ceolsige. Peregrinus wspomniał coś o wcześniejszym opętaniu. Czyżby chodziło o Selwyna? Na całe szczęście na razie duch nikoo nie atakował.
Hestia spojrzała na tarczę po czym podała ją Peregrinusowi. Naprawdę wyszła jej ona przyzwoitą, okrągła, chociaż przypominała raczej coś co można było znaleźć na średniowiecznym jarmarku niż przy morskiej grozie.
– Możesz też nią bić. Jeśli to człowiek to wiesz… W twarz, tchwicę i tak dalej. Jeśli nie człowiek to no… W co się dal – oznajmiła, jakby jasnowidz tego nie wiedział, po czym wskoczyła na swoją miotłę i wzniosła się nieco w powietrze, chcąc być gotowa, aby szybko gdzieś podlecieć. Na przykład nad głowę (głowy?) potwora (kobiet?). Następnie spróbowała rzucić zaklęcie na nieruniczny łańcuch, aby wzmocnić go transmutacją. Jej kolejny krok zależał natomiast od tego, jak poradzą sobie Ceolsige i Hannibal. Uznała bowiem, że jeśli potwór postanowi ich zaatakować którąkolwiek z jego licznych kończyć, ona spróbuje przemienić ją w coś zdecydowanie mniej groźnego, jak linę.

Rzut na transmutację IV, wzmocnienie łańcucha
Rzut PO 1d100 - 64
Sukces!


Rzut na transmutację IV, aby w razie czego zmienić jedną z kończyn monstrum w sznurek
Rzut PO 1d100 - 25
Akcja nieudana
from ashes to ashes
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#57
11.06.2026, 23:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2026, 23:17 przez Dearg Dur.)  
Podjęte przez nich działania miały precyzyjny charakter zabezpieczenia otoczenia. Wymienili się informacjami i przeszli do działania. Ceolsige zwinnie wyminęła kałuże, zdawało się, że nie ściągnęła na siebie uwagi monstrum stając tuż pod jego podwyższonym leżem znajdującym się w centrum komory. Bez trudu odnalazła kluczowe ogniwa i dodała magiczną kłódkę znacząco utrudniającą banalne wręcz dotąd zadanie oswobodzenia monstrum. Z powietrza wspierała ją w tym Hestia, transmutując łańcuch, sprawiając, że rozerwanie go bez użycia magii było niemal niemożliwe.

Peregrinus mimo rozrastającego się ekwipunku z trudem koncentrował się na swoim zadaniu, chcąc jednocześnie odcyfrować działanie runicznego łańcucha oraz wychwycić zmiany w zachowaniu towarzyszy. Łączenie, razem, serce syreny… znajdował potwierdzenie słów Ceolsige, wypatrując przez prowizoryczną lunetę jeszcze jedno oraz pieśń. Przedmiot z pewnością był przeklęty. Jako specjalista w dziedzinie pieczętowania był świadom, że gdyby chciał pozbawić przedmiot magicznych właściwości, mógł albo w bezpiecznym kontrolowanym środowisku rozpraszać runy kolejno, albo, podobnie jak zwierzęta na powierzchni uszkodzić splot mechanicznie, co mogło przynieść jednak nieoczekiwane efekty. Chaotyczne. Niekontrolowane. Klątwa którą niósł mogła też być możliwa do zdjęcia w inny sposób, zazwyczaj dało się ją osłabić, czy nawet odwrócić, tylko do tego najlepiej byłoby znać całość, a nie skrawki wyłapane w pośpiechu walącego adrenaliną serca.
Tymczasem uchwycenie całego ciągłu i zyskanie stuprocentowej pewności co do działania przedmiotu zdawało się jednak poza jego zasięgiem: cielsko bestii poruszało się nieustannie, runy nieregularnie były odsłaniane i przesłaniane fałdami odkszałconych tkanek…

I wtedy zdał sobie z tego sprawę z dwóch spraw… Już nie cztery gardła nuciły pieśń tylko pięć – Hannibal dołączył do nich, bez pudła trafiając w każdą nutę. Co więcej on nie tylko nucił, jego usta układały się w słowa, tak samo jak i one zaczęły śpiewać do nich słowami:

Come to me, rest your head
Warm within ocean's bed
Rock and sway your worries down
Ebb and flow, fast and sound…


Jak to możliwe, że śpiewały po angielsku? Chyba, że to nie był angielski, a wabik w ten sposób interpretowany przez ich umysły – myśl pojawiła się, nim zdążył cokolwiek powiedzieć. A potem było już za późno.

Atak był nagły, zbyt szybki, aby Hestia zdążyła zareagować, choć raczej rozproszyła ją pojedyncza macka chlastająca ze świstem tuż obok jej miotły, mimo że wiedźma przed chwilą była pewna, że w powietrzu znajduje się poza zasięgiem bestii. Tymczasem stojącą zdecydowanie bliżej potwory Ceolsige, jedno z plugawych ramion na odlew odepchnęło od siebie jak szmacianą lalkę, z impetem ciskając ją na wystający z ziemi ciężki głaz. Gruchnęło przy zderzeniu ciała z kamieniem, a uśmiechnięte przed momentem szelmowsko usta zbroczyła krew.

W tym samym momencie Hannibal zdał sobie sprawę z zakusów lśniącego runami łańcucha, który tuż nad jego głową - co przyszło na myśl obu obserwującym scenę mężczyznom bo i Peregrinus to zobaczył - zdawał się jak magiczne lasso szykować pętle na aktora. Manewr jednak nie udał się, ponieważ ciężki złotą łuską ogon wystający z pokracznej chimery z wyprzedzeniem uderzył młodzieńca przygważdżając go na moment do ołtarza i rozcinając tym uderzeniem jego skroń. Wciąż jednak pozostawało w jego ciele wiele energii w przeciwieństwie do ledwo stojącej na nogach Ceolsige

Znajdująca się w pieczarze Syrena już nie tylko śpiewała.

Przykuta do płaskiej powierzchni plugawego ołtarza, zaczęła nieregularnie uderzać o ziemię kończynami, wprawiając w drżenie ciecz w ciemnych kałużach, zdając się już nie tylko śpiewać dla nich, ale też tańczyć…

Z niknącego w mroku sufitu posypały się na ich głowy grudki ziemi.

Tura do 14.06

pozostawiam decyzję o kolejce do Waszej dyspozycji

żywotność po tej turze:
Ceolsige ◉○○○○
Hannibal ◉◉◉◉○
Hestia ◉◉◉◉○
Peregrinus ◉◉◉○○+ Zapora [Moc 6]

○○○○○ oznacza utratę przytomności

Rozbrojenie łańcucha bez run, przykuwającego monstrum do ołtarza i ograniczające jego przemieszczanie się po pieczarze - wymagane 3 Sukcesy (Słaby Sukces liczony jako 1/2, Krytyczny Sukces liczony jako 3)
lover, not a fighter
wiek
20
sława
VI
krew
czysta
genetyka
oko uśpione
zawód
artysta sceniczny
175 cm wzrostu (na scenie wydawał się wyższy!) Pełna emocji twarz. Ciemne oczy i włosy, które zwykle pozostają w nieładzie. Goli się na gładko. Szczupły, ale umięśniony - zawodowy tancerz. Strój modny wśród mugolskiej młodzieży, czasami zgoła ekstrawagancki.

Hannibal Selwyn
#58
13.06.2026, 22:05  ✶  
Słowa, całkowicie nie na miejscu łagodne i zachęcające, pojawiły się nie wiadomo skąd, jakby zawsze je znał. Kołysząca melodia niemal uśpiła jego czujność.

Niemal, bo kątem oka dostrzegł…

Ruch na granicy pola widzenia.
Łańcuch?

Śpiew zamarł Hannibalowi na ustach, zanim jednak chłopak zdążył jakkolwiek zareagować, został zmieciony zaskakująco silnym uderzeniem.Jego krzyk zakończył się głuchym jękiem, kiedy zderzenie z powierzchnią ołtarza wybiło mu powietrze z płuc.
Był teraz zdecydowanie bliżej potwornych śpiewaczek, niż kiedykolwiek by tego chciał. Rybi zapach zaatakował go z całą mocą.

O nie, o nie, o nie, wkurzyliśmy ją i jest tuż obok mnie!
Cudownym zrządzeniem losu (a może własnej odruchowej koordynacji) wciąż miał w dłoniach zarówno kija bejsbolowy, jak i różdżkę. Trudno jednak było się gramolić z pleców z pełnymi rękami, więc zdecydował się upuścić pierwszy z przedmiotów na podłogę.
- Nnghh! - z jękiem - tyleż bólu, co paniki - przetoczył się na bok i na kolana. Zerwał się do biegu, chcąc uciec jak najdalej od atakującego stwora, nie zważając już na kałuże, przeskakując nad mackami i zaczarowanym łańcuchem.

I wtedy dostrzegł ciało.
- Ceo! - krzyknął ochryple. Skręcił wpół kroku i przypadł do powalonej czarownicy. Nie wyglądała dobrze, ale na widok jej otwartych oczu i zdecydowanie wciąż unoszonej oddechem klatki piersiowej, kolana ugięły się pod nim z ulgi. Skoro też oberwała, to inni…

Z różdżką w gotowości rozejrzał się wokół. Trelawney był na swoim miejscu, ale nigdzie nie widział Hestii.
- Hestia?! - zawołał, nawet nie próbując ukryć paniki w głosie.

Zwrócił się z powrotem ku rannej.
- Co ci jest, możesz wstać? Musimy spieprzać zanim nas dosięgnie… - wciąż byli niebezpiecznie blisko podrygującego cielska. Hannibal spróbował dźwignąć Ceo, by wyciągnąć ją w stronę wyjścia z pieczary, ale zanim to się stało, na sekundę zamarł, wpatrując się w tę wynaturzoną plątaninę macek i ogonów, a także, wbrew sobie, w pozostałości zaklętych w abominację kobiet.
- Ja pierdolę, ona tańczy… - sapnął w osłupieniu.

Kiedy jedna z macek plasnęła niepokojąco blisko, a rozchlapane przez nią krople wody uderzyły go w twarz, drgnął i wzmocnił chwyt na ciele Burke. Musieli za wszelką cenę znaleźć się poza zasięgiem.
Czemu nie widział Hestii, gdzie była Hestia?


Aktywność fizyczna - wynoszę/wyprowadzam/wyciągam Ceolsige za nogę z pola rażenia
Rzut PO 1d100 - 28
Akcja nieudana

Aktywność fizyczna - gdyby się nie udało, próbuję do skutku!
Rzut PO 1d100 - 5
Akcja nieudana
Paserka z Nokturnu
Nagroda przynależy zuchwałym, a splendor zwycięzcom.
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Skup, sprzedaż, pośrednictwo.
Wysoka na 175cm i szczupła kobieta o długich blond włosach luźno okalających nieco podłużną twarz o chłodnej cerze, błękitnych oczach i rubinowych ustach. Ubrana zazwyczaj schludnie i klasycznie w długą spódnicę i pasującą koszulę, którą okrywa tradycyjną szatą. Całość najczęściej w barwach czerni i zieleni z deseniami czerwieni i fioletu oraz kontrastującym eleganckim dodatkiem. Jej uroda idealnie współgra z melodyjnym głosem, bezbłędną dykcją oraz naturalną gracją ruchów. Niezależenie od miejsca i sytuacji sprawia wrażenie jakby zawsze była właściwą osobą we właściwym miejscu.

Ceolsige Burke
#59
14.06.2026, 09:23  ✶  
Pęd ciała ciśniętego o bezwzględną, zimną skałę wyrwał z płuc Ceolsige cały zapas powietrza, zamieniając go w stłumiony, chrapliwy jęk. Nogi nie złapały podparcia i delikatnie osunęła się po kamieniu. Lśniąca biel i migotliwa zieleń rozlała się po nim jak całun. Na białym materiale odznaczało się brudne szare, wilgotne pociągnięcie, przykryte teraz odruchowo ręką. Liczne szybko nasiąkające plamy i rozrzucone w bezwładzie włosy dopełniały obrazu.
Ceolsige w ustach momentalnie poczuła gęsty, dławiący i uderzająco metaliczny smak własnej krwi. Rodowy impuls jaki pierwszy naznaczył jej świadomość jeszcze nim ból przebij się do niej. Zacisnęła zęby, a w jej oczach wezbrały mimowolne, palące łzy czystego, fizycznego bólu oraz wściekłości. Nie znosiła przegrywać. Nie znosiła, gdy sytuacja wymykała się spod jej kontroli. Spróbowała gwałtownie poderwać się z ziemi, unieść berberysową różdżkę i posłać w stronę potwora niszczycielską kontrę, lecz ruch ten okazał się koszmarnym błędem. Ostra, kłująca fala bólu eksplodowała w jej żebrach, paraliżując mięśnie i odbierając resztki tchu. Z cichym, urwanym sykiem opadła z powrotem na skalny występ, kurczowo przyciskając lewą dłoń do boku. Jej poparzony, wciąż owinięty prowizorycznym opatrunkiem kciuk pulsował teraz wściekłym, palącym rytmem, wtórując łomotowi serca.
Kątem oka dostrzegła pędzącego ku niej Hannibala. Chłopak wyglądał na absolutnie przerażonego, a jego wołanie odbijało się od wilgotnych ścian bezładnym echem. Zmuszając umysł do lodowatego skupienia, uniosła prawą dłoń z różdżką.
Zamiast atakować, skupiła się na obronie. Skupiając się na chwytaniu i obijaniu zagrożeń próbowała osłonić ich przed następnymi dzikimi podrygami potwora.
Gdy silne ramiona aktora oplotły jej bezwładne ciało, spróbowała nabrać powietrza, by mu odpowiedzieć. To znów wywołało bolesny skurcz. Skuliła się nieznacznie, niemal opierając czoło o jego ramię, nim zdołała wykrztusić słowa przez zaciśnięte, splamione czerwienią zęby.
— Skoro ona tańczy… — wysyczała cicho, a jej niski, melodyjny głos był teraz ochrypły i rwany — …to czemu ty, do diabła, nie śpiewasz, Selwyn?
Nie czekając na jego reakcję, pomiędzy próbami osłaniania ich przed atakami skierowała czubek różdżki nieco w bok by wyczarować tam stalową kratę wspartą o podłogę, kamień i stalową przyporę którą też chciała wyczarować. Planowała wytworzyć tarczę z kraty, który osłoniłaby ich od ataków z jednej strony.
Sama oparła się mocniej o ramię Hannibala, oddychając płytko, by nie prowokować uszkodzonych żeber.
— Zareagowała na twój głos… — dodała, naturalnie dobywając z siebie aurę salonowej pewności siebie, choć pot wystąpił jej na czoło, a grymas bólu ustawicznie wykrzywiał pokryte czerwienią usta — Może zmienisz tonację na coś spokojniejszego? Kołysankę… cokolwiek. - próbowała ponownie stanąć o własnych siłach odpychając się od Hannibala. Niestety tylko znowu się zachwiała gwałtownie wypuszczając powietrze i wstrzymując oddech. - Nie mam dziś kondycji na tango. - wyszeptała niemal przepraszająco jakby rzeczywiście problemem była towarzyska niedyspozycja.

Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.


Rzucam na Translokację ◉◉○○○: staram się odbijać i odpychać nadlatujące odłamki skalne oraz macki wokół siebie i  Hannibala, by osłonić nas przed kolejnymi ciosami.
Rzut N 1d100 - 74
Sukces!


Rzucam na Kształtowanie ◉○○○○: próbuję wyczarować solidną, żelazną kratę osadzoną głęboko w szczelinach skalnych i wspartej na podporach, która odgrodzi nas od bocznych ataków fizycznych monstrum i spełni zadanie nieruchomej tarczy.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II

Rzut O 1d100 - 67
Sukces!
nerd and proud
jednym okiem w przyszłość, drugim w zaświaty
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
jasnowidz
zawód
Asystent, "Prawa Czasu"
Nadchodzi spowity smrodem dymu papierosowego. Na pierwszy rzut wygląda porządnie, codzienna elegancja w neutralnych kolorach… niekiedy może nieco wymięta. To zależy, ile spał, a cienie pod zielononiebieskimi oczami odznaczające się na cerze bladej jak prześcieradło podpowiadają, że niewiele. Palce poznaczone tu i tam rozmazanym atramentem, ugina się pod ciężarem ulubionej skórzanej torby, w której jest… wszystko. Średniego wzrostu (179 cm) postać młodego mężczyzny koronuje imponująca burza czarnych loków, które niewątpliwie są jego największą ozdobą.

Peregrinus Trelawney
#60
15.06.2026, 12:26  ✶  
Ze wszystkich osób, którym tarcza byłaby przydatną, Peregrinus znajdował się na szarym końcu, jako że pozostał jako jedyny pod ścianą i obserwował. Nie było jednakże okazji zaprotestować czy zwrócić przedmiotu Hestii, jako że dziewczyna odleciała.
Owe obserwacje Peregrinusa spełzły zresztą w dużej mierze na niczym. Wszystko, czego się dowiedział, było tym, co w jakimś sensie już wiedzieli. Upewnił się natomiast o dwóch rzeczach uprzednio podejrzewanych: że łańcuch był przeklęty oraz że niebezpiecznie byłoby majstrować wokół niego, dopóki maszkara poruszała się…
Wróż ujrzał, jak skończyła Ceolsige, i zmroziło go. Zaraz za nią zaatakowany został Hannibal. Łańcuch… chciał rzucić się na Selwyna? Groza wspięła się w górę kręgosłupa wróżbity. Lęk próbował go paraliżować, a wespół z ogólnym chaosem utrudniał gruntowne przemyślenie sprawy. Trelawney nie miał w zanadrzu idealnego rozwiązania. Zdawało się, że może jedynie powtarzać ruchy swoich współtowarzyszy: próbować na oślep i liczyć, że coś w końcu zadziała.
— Jeśli nie unieruchomimy… ich! Nigdy nie zdejmiemy tego runicznego łańcucha! — zakrzyknął, licząc, że jego krzyk zdoła ponieść się do towarzyszy. — Z bezpiecznym dostępem do łańcucha, mógłbym spróbować zdjąć przeklęte pieczęci!
Samo rozpracowanie runicznych układów wydawało się w tamtej chwili… najmniejszym problemem. Zasadniczą przeszkodą było uzyskanie podejścia do łańcucha. Nie wyobrażał sobie czarodziej jakiejkolwiek pracy, gdy wokół śmigały macki. Nie miał złudzeń. Widział, jak jego towarzysze są przez nie bezlitośnie odrzucani.
Oni podjęli decyzję, aby się do monstrum zbliżyć, teraz i on nie miał wyboru, gdy widział, że niewinni ludzie są aktywnie zagrożeni.
Najpilniejsze wydawało się upewnienie, że jego towarzysze nie ucierpią bardziej. Peregrinus wyciągnął przed siebie różdżkę i magią spróbował schwycić i unieruchomić macki, które zdawały się najwięcej zagrażać Ceolsige i Hannibalowi.
Jeśli było to konieczne, aby czarować, zbliżył się nieznacznie do potwora. Jeśli nie, pozostał w miejscu.

// oba rzuty są translokacją ◉◉◉○○ na unieruchomienie możliwie dużej ilości macek (nie mam pojęcia, czy mogę ramiona bestii czarować na kiści, czy tylko na sztuki)

Rzut Z 1d100 - 28
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 30
Akcja nieudana


źródło?
objawiono mi to we śnie
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ceolsige Burke (5352), Dearg Dur (7128), Hannibal Selwyn (6393), Helena Rowle (1863), Hestia Bletchley (2427), Peregrinus Trelawney (5730)


Strony (8): « Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa