07.06.2026, 08:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.06.2026, 11:21 przez Ceolsige Burke.
Powód edycji: Dopisanie odpowiednich przewag.
)
Dźwięk, który gwałtownie przedarł się z przodu pochodu, sprawił, że Ceolsige natychmiast przestała gładzić wilgotną ścianę. Jej palce zacisnęły się mocniej na berberysowym drzewcu różdżki. Nim jednak zdążyła unieść ramię do obrony przed niewidocznym napastnikiem, uświadomiła sobie, że ten nienaturalny, dławiący się odgłos wydarł się z piersi samego Hannibala. Ustawiona plecami do ściany korytarza wkroczyła za skręcającymi na bok towarzyszami, rzucając jeszcze ukradkowe spojrzenie w kierunku z jakiego przybyli.
Wkraczając do komnaty, Ceolsige zamarła w portalu wejściowym. Jej twarz, dotąd skupiona na zabezpieczaniu tyłów, na ułamek sekundy zastygła w wyrazie głębokiego, zaciętego zaskoczenia. Błękitne oczy, zwężone w bystre szczeliny, chłonęły makabryczny widok zrośniętych, potwornych ciał. Wstręt i gniew, potężne i dławiące, uderzyły w nią falą, lecz niemal natychmiast zostały spętane przez lata samokontroli. Paserka z Nokturny widywała już różne poziomy tworów czarnoksięskiej magii. Nigdy nie odznaczały się elegancją ani stylem jaką chełpili się jej użytkownicy.
Słysząc chaotyczną wymianę zdań między młodszymi towarzyszami, Ceolsige odzyskała rezon. Wykonała płynny krok naprzód, wysuwając się przed Peregrinusa i Hannibala, by stanąć tuż u boku zdeterminowanej Hestii. Jej postawa emanowała teraz surowym, wręcz salonowym spokojem, będącym absolutnym kontrastem dla grozy tego miejsca. Monstrum mimo całej swej obrzydliwości nie wydawało się podejmować gwałtownych działań.
Nonszalanckim, niezwykle eleganckim gestem oparła pożyczoną z kurortu miotłę o ścianę tuż obok mężczyzn. Spod nonszalancji, dla wprawnego oka przebijała się pewna sztywność, pośpiech i determinacja ruchów. Jakby pozorna nonszalancja przykrywała głębsze i bardziej żywe emocje. Następnie, oszczędzając poparzony, wciąż pulsujący bólem lewy kciuk, uniosła prawą dłoń. Subtelnym, kolistym ruchem nadgarstka zaczęła tkać w powietrzu zaklęcie, starając się uformować z nicości małą, mosiężną lunetkę kieszonkową.
— Obawiam się, że niewiele możemy dla nich zrobić, mój drogi — odezwała się cicho i szybko, melodyjnym, niskim głosem, który niósł ze sobą nutkę rzeczywistego żalu. Przeniosła na Selwyna szybkie, uspokajające spojrzenie, po czym płynnie przesunęła je na Trelawneya. Kiwnęła zdawkowo głową jakby na potwierdzenie. - Bezpiecznie jest pozostać w grupie. - wspomniała rzeczowym tonem jakby dokładała do jego sugestii kolejną cegiełkę planu. - Sprawdzę czym jest ten ołtarz.
Odwróciła się w stronę centrum sali by przyjrzeć się jego strukturze i runom.
— Hestio — rzuciła cicho, nie odrywając spojrzenia od monstrum i ołtarza, a w jej tonie pobrzmiewała chłodna, profesjonalna uprzejmość. — Podsuń to lewitujące stworzonko nieco bliżej nas. Możliwe, że da się z nim porozumieć bez konieczności podchodzenia. A ty, Hannibalu… — zawiesiła na chwilę głos, a w kąciku jej ust wykwitł drapieżny, blady uśmiech. — Wybij mu z głowy głupie pomysły gdyby jakieś miał.
- Coś wydaje się wam znajome? - zapytała na koniec, na wypadek gdyby jakiejś pominięte wskazówki miały wskoczyć na właściwe miejsce.
Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.
Rzucam na kształtowanie ◉○○○○: próbuję wyczarować sobie niewielką powiększającą lunetę tak by móc ją użyć dla lepszego oglądu szczegółów, bez konieczności podchodzenia.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II
Rzucam na WOŚ ◉◉◉◉○: staram się zidentyfikować naturę ołtarza, łańcucha i run jakie się tam pojawiają. Jak to działa? Jakie jest przeznaczenie poszczególnych elementów oraz całości instalacji.
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II, Starożytne runy I
Wkraczając do komnaty, Ceolsige zamarła w portalu wejściowym. Jej twarz, dotąd skupiona na zabezpieczaniu tyłów, na ułamek sekundy zastygła w wyrazie głębokiego, zaciętego zaskoczenia. Błękitne oczy, zwężone w bystre szczeliny, chłonęły makabryczny widok zrośniętych, potwornych ciał. Wstręt i gniew, potężne i dławiące, uderzyły w nią falą, lecz niemal natychmiast zostały spętane przez lata samokontroli. Paserka z Nokturny widywała już różne poziomy tworów czarnoksięskiej magii. Nigdy nie odznaczały się elegancją ani stylem jaką chełpili się jej użytkownicy.
Słysząc chaotyczną wymianę zdań między młodszymi towarzyszami, Ceolsige odzyskała rezon. Wykonała płynny krok naprzód, wysuwając się przed Peregrinusa i Hannibala, by stanąć tuż u boku zdeterminowanej Hestii. Jej postawa emanowała teraz surowym, wręcz salonowym spokojem, będącym absolutnym kontrastem dla grozy tego miejsca. Monstrum mimo całej swej obrzydliwości nie wydawało się podejmować gwałtownych działań.
Nonszalanckim, niezwykle eleganckim gestem oparła pożyczoną z kurortu miotłę o ścianę tuż obok mężczyzn. Spod nonszalancji, dla wprawnego oka przebijała się pewna sztywność, pośpiech i determinacja ruchów. Jakby pozorna nonszalancja przykrywała głębsze i bardziej żywe emocje. Następnie, oszczędzając poparzony, wciąż pulsujący bólem lewy kciuk, uniosła prawą dłoń. Subtelnym, kolistym ruchem nadgarstka zaczęła tkać w powietrzu zaklęcie, starając się uformować z nicości małą, mosiężną lunetkę kieszonkową.
— Obawiam się, że niewiele możemy dla nich zrobić, mój drogi — odezwała się cicho i szybko, melodyjnym, niskim głosem, który niósł ze sobą nutkę rzeczywistego żalu. Przeniosła na Selwyna szybkie, uspokajające spojrzenie, po czym płynnie przesunęła je na Trelawneya. Kiwnęła zdawkowo głową jakby na potwierdzenie. - Bezpiecznie jest pozostać w grupie. - wspomniała rzeczowym tonem jakby dokładała do jego sugestii kolejną cegiełkę planu. - Sprawdzę czym jest ten ołtarz.
Odwróciła się w stronę centrum sali by przyjrzeć się jego strukturze i runom.
— Hestio — rzuciła cicho, nie odrywając spojrzenia od monstrum i ołtarza, a w jej tonie pobrzmiewała chłodna, profesjonalna uprzejmość. — Podsuń to lewitujące stworzonko nieco bliżej nas. Możliwe, że da się z nim porozumieć bez konieczności podchodzenia. A ty, Hannibalu… — zawiesiła na chwilę głos, a w kąciku jej ust wykwitł drapieżny, blady uśmiech. — Wybij mu z głowy głupie pomysły gdyby jakieś miał.
- Coś wydaje się wam znajome? - zapytała na koniec, na wypadek gdyby jakiejś pominięte wskazówki miały wskoczyć na właściwe miejsce.
Farmienie aury przy pomocy przewagi Odwaga I.
Uleganie podszeptom zawady Wysoka stawka I.
Rzucam na kształtowanie ◉○○○○: próbuję wyczarować sobie niewielką powiększającą lunetę tak by móc ją użyć dla lepszego oglądu szczegółów, bez konieczności podchodzenia.
Przewaga: Tworzenie mechanizmów II
Rzut O 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Rzucam na WOŚ ◉◉◉◉○: staram się zidentyfikować naturę ołtarza, łańcucha i run jakie się tam pojawiają. Jak to działa? Jakie jest przeznaczenie poszczególnych elementów oraz całości instalacji.
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II, Starożytne runy I
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!