• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[Jesień 72, 02.10 Dziurawy Kocioł] There's a wine on your gold

[Jesień 72, 02.10 Dziurawy Kocioł] There's a wine on your gold
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
12.12.2025, 13:57  ✶  

—02/10/1972—
Anglia, Londyn
fundatorzy
[Obrazek: imgproxy.php?id=W8rHXSD.png]

Flourishing vine, whose kindling clusters 
glow

Beneath the autumnal sun, none taste of 
thee;

For thou dost shroud a ruin, and below

The rotting bones of dead antiquity.



Jutro miał teleportować się z Jonathanem do Hiszpanii. Ale to jutro. Dziś wciąż miał kilka godzin do wykorzystania dla projektu biegunowo odległego od tego, czym zajmował się w Ministerstwie. Czy rzeczywiście? Umysł umęczony bezsennością, koszmarami, poczuciem winy, poczuciem odpowiedzialności, poczuciem wszystkiego i niczego jednocześnie. Przeładowany. Przebodźcowny. W trybie przetrwania.

To nie był dobry czas, żeby prowadzić rozmowy. To był jedyny czas, kiedy można było je prowadzić.

Na miejsce przybył jako pierwszy w eleganckiej ministerialnej szacie. Insygnia Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów dumnie lśniły na jego czarnym płaszczu, twarz emanowała elegancką powagą właściwą mężczyźnie, który podejmował co roku kluczowe dla krajowej gospodarki decyzje, będąc ledwie urzędnikiem ministerialnym średniego szczebla. Nie to było tematem i żałował, że okoliczności zmuszają go do takich kroków, a z drugiej strony czuł coś na kształt... ekscytacji? Nowa ścieżka. Nowa droga. Nowe możliwości.

Te były unikatowe i szalenie przyjemne zważywszy na wżynający się w skórę powróz oczekiwań biura, napiętej sieci kontaktów, które nagle zaczęły szaleć, rozbiegać się w szaleństwie rozpoczętym Spaloną Nocą, w kilku miesiącach spokoju.

Od sabatu do sabatu..., zmyliło ich Lammas. Tak spokojne. Tak przyziemne. Tak doskonałe.

Zajął miejsce przy zarezerwowanym stoliku, pojawić się miało kilka osób, ale on przyszedł jako pierwszy. Może powinni wybrać się do nowej restauracji Bertiego Botta, ale Anthony'emu zależało na tym, żeby był to na razie neutralny grunt. Z tych samych powodów też nie zamówił swojego wina, a lokalne. Wino domu. Jakże się zdziwił, gdy kobieta podała mu parującą deseczkę degustacyjną. Jej słowa zbył machnięciem ręki, jakby odganiał bzyczenie muchy. Nie wino miało być tematem tego wieczoru, nie degustacje, ale... zamówił ich więcej, wiedząc, że naczynia naznaczone magiczną runą trzymają ciepło, a przy stole zasiądzie dzisiaj więcej osób.

I on sam, nim ktokolwiek się pojawił, odetchnął korzenną wonią czarnego jak smoła napitku i wychylił łyk z wprawą degustatora, które niejedną winnicę odwiedził przez swoje całkiem długie życie. Jego twarz nie wyrażała nic, podobnie elegancka, podobnie zobojętniała na zastaną rzeczywistość. Odłożył naczynie idealnie w miejscu, w którym znajdowało się przed momentem, obracając je o dwa stopnie, aby wzór zgadzał się z pozostałymi.

Może jednak powinien zamówić swoje wino?

Tymczasem ktokolwiek z zaproszonych przez niego podszedł do okrągłego stołu, witał go z taką samą uprzejmością i proponował zajęcie jednego z miejsc, oraz rozgrzanie się. Październik... przynosił chłód serca. Może testowanie grzańców z takim wyprzedzeniem miało swoje znaczenie kulturowe. Ludzie pogrążeni w żałobie i marazmie, powinni myśleć o przyszłości. O kolorowym Yule. O ogniu, który dawał poczucie bezpieczeństwa a nie atak paniki.
cupcake
Let's groove tonight
Share the spice of life
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#2
24.12.2025, 13:02  ✶  
Jeszcze do niedawna nawiedzało go to okropne poczucie beznadziei, które niosły za sobą słowa - zdrajcy krwi. Wspomnienia dymu, coś w nim się czającego, sadza na ścianach i te ręce. Ręce które dusiły, nie pozwalały spać i odstraszały. Ale ostatnie dwie noce udało mu się przespać spokojnie. Ostatnie dwa dni minęły lepiej jak dotychczas, bez nadmiernego odwracania się przez ramię i zastanawiania, kiedy niepokój znowu wróci i weźmie go w objęcia.

W Dziurawym Kotle pojawił się o czasie. Ubrany może nie w pełnowymiarowe, czarodziejskie szaty, ale przynajmniej bardzo porządny garnitur, na który była narzucona wierzchnia szata. Całość może i nie gryzła się ze sobą, bo kolorystycznie i materiałowo, elementy zgrywały się ze sobą, ale było to zdecydowanie chyba bardziej nowoczesne, i przede wszystkim praktyczne, podejście do tematu.

Bott może i żył większość swojego życia pośród czarodziejów, ale nie zawsze był bogaty i nie stać go było na drogich krawców. Lubił też praktyczność, a mugolska moda taka właśnie była, dlatego sięgał po ubrania albo nią inspirowane, albo wyciągnięte prosto z ich szaf.

Skinął Shafiqowi głową, kiedy zobaczył go przy stoliku i zarejestrował tez, że ten zamówił sobie już coś do picia. Sam więc w pierwszej kolejności udał się do barmanki i również podjął próbę degustacji nowego przepisu. Przysposobiony więc w kufel, znalazł się przy zarejestrowanym stoliku i zajął miejsce.

- Panie Shafiq, jak miło pana widzieć - przywitał się wreszcie, uśmiechając się do niego wesoło. - Zdecydowałem się na hit sezonu czyli rewolucyjny przepis na grzaniec. Podobno jeszcze dopracowywany, ale wierzę w niego - upił łyk, przez moment smakując zawartość kufla. - Ciekawe, ciekawe. Kwaskowy, o bardzo intensywnym, korzennym smaku. Ma to jakiś potencjał. A panu jak smakuje?
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
25.04.2026, 17:33  ✶  
Anthony potrafił w doskonały sposób nie dawać po sobie rozczarowania, przez aktywność w stronnictwie Jenkins miał w tym doskonałą wprawę.

- Przyznm, że osiągnąłem już wiek, w którym gusta ugruntowały mi się w przestrzeni win wytrawnych. Baza… jest mocno siarkowa i choć zgrabnie próbują to pokryć przyprawami… - niewidocznie przejechał językiem po podniebieniu, próbując rozsmarować degustowane wino, po czym pokręcił przepraszająco głową. - Śmiem wysnuć tezę, że w pańskiej restauracji, jeśli w okresie zimowym będzie podawany podobny napitek, to zdecydowanie przyćmi lokalne próby - zapewnił, prędkim ruchem ścierając resztę czerwieni z kącika ust.

- Ale, ale… nie po to przecież się spotkaliśmy. Lada moment powinni pojawić się pozostali. Nie jestem pewien czy pannie Lestrange się uda do nas dotrzeć, niemniej zaraz popieracie z Hiszpanii będę ją łapać, żeby dopełnić formalności. Ach i proszę się nie przejmować prawnikiem obsługującym sprawę. Przejawia on pewne symptomy bycia martwym od… dłuższego czasu, jest niemniej specjalistą w swoim fachu. Lata praktyki z pełnym zaangażowaniem. Mam wrażenie, że wypalić go mogą tylko poranne sprawy na wokandzie. - zachował kamienną twarz do swojego jakże mało wytrawnego żartu, ale było późno, on był zmęczony, a przed nim szykowała się kolejna nieprzespana noc, szczególnie, że następnego dnia ze swoim zastępcą miał wyruszać w służbową delegację, mimo że coraz trudniej przychodziło mu udawać, że jakkolwiek pozostaje między nimi chociaż cień dawnej przyjaźni. Takie rozmyślania pewnie nie byłyby trudne do odsunięcia od siebie, gdyby nie fakt, że… cóż, Jonathana lada moment też miał pojawić się u okrągłego stołu i złżyć swój autograf na kilku kluczowych pergaminach.

- Och, o wilkach mowa - rzucił do Bertiego Botta, gdy drzwi wejściowe od strony Pokątnej rozchyliły się, a do środka weszła kolejna grupa gości, dla której stolik był jak najbardziej zarezerwowany, a pióro i lazurowy atrament czekały.
lewak w Wizengamocie
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#4
28.04.2026, 14:41  ✶  
Robert Albert Crouch wkroczył do Dziurawego Kotła z twarzą rozświetloną zmęczonym uśmiechem. Tego dnia działo się... dużo. Propozycja Jonathana, wszystkie sprawy w Ministerstwie i podpisywanie się pod inicjatywą Shafiqa. Wreszcie okazja, by wydać pieniądze w dobrym celu i jakoś pomóc ludziom w sytuacji, gdzie Ministerstwo miało ewidentne problemy z kryzysowym zarządzaniem budżetem. Ważniejsze były przecież luksusowe wyjazdy Ministry za państwową kasę niż pomaganie ludziom. Robert uważał, że jego obowiązkiem, jako człowieka uprzywilejowanego i bogatego, było w tej sytuacji pomóc słabszym. Nie mówiąc o tym, że w Dolinie Godryka można było walczyć o elektorat o poglądach zbliżonych do Robertowych.

– Witaj, Anthony! – uśmiechnął się do ewidentnie spiętego Shafiqa. – Dzień dobry, panie Bott. Wreszcie się spotykamy – wyciągnął rękę do Bertiego Botta, znanego cukiernika. – Jestem absolutnym fanem pańskich słodyczy, podobnie moja córka. I słyszałem o nowej restauracji. Chętnie tam zajrzę, jak będę miał trochę czasu, ale wie pan... teraz czas jest zasobem, którego chyba nam wszystkim w Ministerstwie brakuje. Zgadza się, Anthony?

Po zagadnięciu obu panów, poszedł zamówić sobie jedzenie, i to porządną porcję. Jadł już u Jonathana, ale cóż, polityka wymagała energii, a energię czerpało się z jedzenia właśnie. A przed pracą i tak zawsze ćwiczył, więc mógł sobie na to wszystko pozwolić.

Po chwili wrócił do stolika.

– Złote Jabłko to dobra nazwa. Chwytliwa, obciążona symbolicznym znaczeniem. Fajnie to sobie wymyśliłeś – znowu się uśmiechnął. – To jak? Mogę już podpisywać, czy czekamy na resztę?


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

Lady of the Moon
old things have strange hungers
wiek
24
sława
III
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
badaczka historii magii
Drobna (163 cm) kobieta o wschodnioeuropejskich rysach, czarnych włosach i piwnych oczach. Zawsze elegancko ubrana, jak na czarownicę z dobrego domu przystało.

Lana Dolohov
#5
05.05.2026, 21:47  ✶  
Po rozmowie z Anthony'm w zeszłym tygodniu, Lana jeszcze parę razy zastanawiała się nad swoją decyzją. Nie chciała, by jej brak doświadczenia bądź niezręczność w towarzystwie pokrzyżowała plany fundacji, która zdawała się być prawdziwie szlachetną inicjatywą. Słowo jednak się rzekło i choć Shafiq zapewne zrozumiałby, gdyby zechciała się wycofać, nie zamierzała rezygnować. Z jakiegoś powodu politykowi zależało na uczestnictwie Dolohovówny, nie tylko ze względu na wkład finansowy, ale także (a może przede wszystkim) z uwagi na jej umiejętności. Lana czuła się tym gestem bardzo wyróżniona, gdyż niewątpliwie Anthony mógłby sobie pozwolić na zaangażowanie historyka z większymi dorobkiem badawczym. Niemniej postawił właśnie na nią, dając czarownicy impuls do życia. Dolohovówna czuła, że nie mogła zmarnować tego gestu dobroci.

W ciągu ostatnich dni przeanalizowała przesłany akt fundacyjny Złotego Jabłka od deski do deski. Ponieważ już jako dziecko została spadkobierczynią pokaźnego majątku ojca, od małego uczono ją, by nigdy bezmyślnie nie składała podpisów pod dokumentami. Na jej oko, umowa odpowiadała jednak powszechnie przyjętym wzorcom, bez żadnych podstępnie ukrytych kruczków. Oczywiście, nie mogła mieć w tej kwestii stuprocentowej pewności, ponieważ nie była prawnikiem, lecz ufała Shafiqowi, podobnie jak on pokładał nadzieje w młodej historyczce.

Przybyła do Dziurawego Kotła zgodnie z ustaleniami. Wcześniej tego dnia zastanawiała się dłuższą chwilę, jaki strój przywdziać na to spotkanie. Chciała ubrać się stosownie do doniosłej okazji a zarazem na tyle subtelnie, by nie zwrócić na siebie niechcianej uwagi w pubie. Ostatecznie zdecydowała się na elegancką białą koszulę, długą granatową spódnicę i marynarkę pod kolor. Kostium prosty, lecz niewątpliwie wykonany z materiałów najlepszej jakości. Kiedy już weszła do środka, zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu Anthony'ego. Lana nie wiedziała, kim mieli być pozostali fundatorzy, więc widok twarzy rozpoznawalnych z gazet trochę ją onieśmielił. Shafiq sam powiedział jej, że ten plan był ambitny, lecz dopiero wizja ścisłej współpracy z celebrytą oraz sędzią Wizengamotu uświadomiła Dolohovównie, jak wysoko sięgał polityk. Czy na pewno pasuję do tego towarzystwa? Wszyscy trzej zgromadzeni tutaj panowie byli przecież znani z aktywnego działania, a ona większość czasu spędzała we własnym pokoju, siedząc nad książkami. Powoli zaczynała panikować, lecz gdy już miała się odwrócić i pobiec do domu, jej spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Anthony'ego. Nie, przecież obiecałam. Nie mogę go zawieść. Odetchnęła głęboko i podeszła do stolika, przy którym gromadzili się przyszli fundatorzy.

– Dzień dobry panom... – przywitała się zgodnie ze wszystkimi wymaganiami grzeczności, acz trochę nieśmiało. Bertie Botta nie dało się nie kojarzyć, a sędziego Croucha miała już okazję poznać podczas postępowania spadkowego po matce. Obaj dżentelmeni cieszyli się dobrą reputacją, co dodało jej otuchy. Widząc grzańce leżące na stole zastanowiła się, czy również nie powinna ich zamówić. Nie miała jednak ochoty na alkohol, więc na chwilę odeszła, by zamówić sobie sezonową herbatę. – Jeśli mogę spytać, na ile jeszcze osób czekamy?


She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#6
07.05.2026, 21:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2026, 21:20 przez Anthony Shafiq.)  
Anthony wstał, gdy zobaczył sędziego i przywitał go z właściwą sobie życzliwością, odmierzoną na miejsce publiczne, choć uścisk na ramieniu Roberta był mocny i pewny, niosący to niewerbalne dziękuję, za jego obecność.
- Koniecznie Robercie, choćby na godzinę, sam dobierałem wina do oferty, myślę, że jest to synergia, na którą Londyn nie był gotowy. - wtrącił się na wzmiankę o restauracji, bo poza Jabłkiem (dla duszy fundatorów) była przecież i restauracja Botta, projekt niewielki, który dawał mu nieoczekiwanie wiele radości, jak przystało na dumnego winiarza hobbyste, zaopatrującego pół kraju w ten szlachetny trunek.

Uśmiechnął się szerzej i skinął głową w podzięce za komplement, nie dodając (znów z powodów miejsca), że smoki niosły bardziej agresywny przekaz, a węże... cóż... były już zajęte.
- Podpisuj i tak nie mam pewności, czy wszyscy się dzisiaj pojawią. Victoria dała mi już znać, że nie da rady, Morpheus mógł zasiedzieć sięw pracowni. Dla Niewymownych to też jest trudny czas... - odnalazł pewną trudność w wymówieniu tak bezpośrednio imienia swojego wieloletniego przyjaciela. Dwadzieścia lat ukrywali zażyłość swojej relacji, a teraz mówienie o nim tak otwarcie... Było niemal dziwne. Z drugiej strony, sam przecież prosił o rozdarcie tego całunu tajemnicy, który ciążył mu przez lata bardziej niż chciał to przyznać - choćby przed samym sobą. - Powinien przyjść jeszcze... och Lano jesteś! - uściskał kuzynkę, z którą niedawno w tragicznych niestety okolicznościach odnowił kontakt. - Będzie jeszcze parę osób, ale ile konkretnie przyznam, że ciężko mi doliczyć. Zupełnie jak nie ja - rozbawieniem ukrył swoje zmieszanie, bo rzeczywiście parę nazwisk było jednak nieprzewidywalnych. Na ten przykład Erik, który całkiem zasłużenie miał do niego żal. Albo Jonathan, który miał żal całkiem niezasłużenie... - Z pewnością przyjdzie prawnik, który przygotował tę umowę. Delacour. - dodał, a potem odszedł również na moment od stolika, bo jednak dalsze picie wina, które nie było jego nie odpowiadało mu, a czymś chciał przepłukać usta. Whisky zdawała się nieść odpowiednią wytrawność do doniosłości zdarzenia. Anthony Shafiq - filantrop. Kto by pomyślał.

Na razie więc stolik pozbawiony został głównego inicjatora, lecz to nigdy nie powinno stawać na przeszkodzie fundatorom w integracji, nawet jeśli w najbliższym czasie budowy siedziby i pierwszych działań w Dolinie nie będą widywać się zbyt często. Sam zainteresowany musiał trochę ochłonąć, zdystansować się również fizycznie od ludzi, którzy zbierali się przy tym stole. Głowa pulsowała mu od pomysłów i idei, które chciałby rozwinąć, które chciałby, aby dzięki nim właśnie nabrały rozpędu. Każda z tych relacji jednak, każda niż wiążąca go z każdym z osobna, zdawała się napięta na swój unikatowy sposób, który odczuwał pomimo swobody rozmów toczących się nad stołem i które łatwiej przychodziło mu załagodzić, gdy rozmawiał z nimi osobno. Musiał odetchnąć, choćby na moment, nim wróci, nim uporządkuje myśli, nim będzie w stanie przywrócić nienaganny uśmiech na twarz.
white mustang
Żyję w tobie, a ty umrzesz we mnie
wiek
256
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
adwokat
180 centymetrów niezaprzeczalnego piętna dawnej arystokracji. Szlachetne rysy pokrywające nienaturalnie srebrną skórą. Jasne, popielate włosy oraz spojrzenie ciemnych oczu. Starannie przystrzyżone wąsy podkreślające linię ust stworzonych do półuśmiechów i półprawd.

Gustave Delacour
#7
08.05.2026, 21:54  ✶  
O wilku mowa, a w przypadku obsługi prawnej najwyższego szefostwa zasiadających na stołkach Ministerstwa Magii, były to syty wilk i owca cała.

Rzadko zdarzało mu się rezerwować swój prywatny czas dla przedsięwzięć o szczególnie wzniosłych deklaracjach. Odnajdywał jednakże w nich satysfakcję, ponieważ nie chodziło tu bynajmniej o tysiące bezimiennych dokumentów — umów, uchwał, które przepływały przez jego ręce z monotonną regularnością. Powód jego przybycia do Dziurawego Kotła stanowiła inicjatywę, jaką zwykło się określać mianem wisienki na torcie. Chociaż w tym konkretnym przypadku, zważywszy na nazwę przedsięwzięcia i jej nieco bardziej… symboliczne konotacje, należałoby raczej mówić o jabłku, czerwoniutkim jak krew.

Tak też rzecz się miała w roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym drugim, gdy przyszło mu zająć się sprawą fundacji Anthony’ego. Z doświadczenia wiedział, że kwestia fundatorska obarczona była potencjałem komplikacji tak licznych, że w mniej wprawnych rękach mogłyby rozrosnąć się do rozmiarów trudnych do opanowania. W związku z tym, umowa czy też jak kto to wolał określać — statut, obwarowany był zabezpieczeniami, które miały wytrzymać próbę czasu. Gustaw z góry przewidział pytania, jakie paść mogły nie jutro, nie za rok, ale dopiero za całe dekady, kiedy to pamięć o pierwotnych intencjach dawno już miała ulec rozmyciu.

Dokumenty stanowiące podstawę do powstania fundacji nie należały wprawdzie do jego magnum opus, tj. do tych nielicznych dzieł, które sam w chwilach (oczywiście, że i rzadkiej) szczerości wobec siebie uznawał za doskonałe. (Co tu wiele mówić, były bezwstydnie tak dobre, jak można by oczekiwać po kimś, kto od dwóch stuleci obserwował ludzką pomysłowość w obchodzeniu prawa, a następnie doskonalić ją dla własnej przyjemności!) Ważne było, aby móc umożliwić swobodne rozporządzanie środkami bez konieczności każdorazowej rewizji bądź też zmiany statutu. Pozwolił sobie nawet przewidzieć różne scenariusze przepływu środków, tworząc alternatywne ścieżki ich klasyfikacji. Dzięki temu te same fundusze mogły w zależności od potrzeb uchodzić za darowizny, koszty operacyjne lub inwestycje długoterminowe.

Skórzana rękawiczka spoczęła na głowicy laski, która oznajmiła wszem zebranym, że martwy powstał i był wśród nich. Spojrzenie pięknych lordowiskich oczu przesunęło się po zgromadzonych, aby następnie skłonić uprzejmie głowę w geście powitalnym.
— Dobry wieczór państwu.
Laska została odłożona obok krzesła z cichym stuknięciem srebra o drewno. (Nie była konieczna. Tym lepiej. Drobne gesty, lecz czyż nie z nich składała się doskonałość?)

Wampirze monstrum zdjęło rękawiczki, a spod ramienia wysunąło teczkę. Ciemna skóra zatrzeszczała pod jego bladą dłonią, kiedy rozpiął mosiężne pasy. Wnętrzne skrywało pergaminy oprawione jego parafką na każdej stronie w wypadku, gdyby pan Shafiq zapragnął kiedyś powołać się na autora tej konstrukcji.

Przyszłość zaczynała się właśnie od kilku nazwisk zapisanych równym pismem. Musiał przyznać, że Anthony dobrał sobie wyjątkowe towarzystwo… Ach, i nawet mieli sędziego. Gdyby połowa londyńskich komitetów wyglądałaby również obiecująco, ten kraj miałby zdecydowanie mniej problemów!
— Kogo to moje oczy widzą? — te same śliczne oczęta życzliwie zabłysły z prośbą o przedstawienie się, mimo że osobistości już znał bądź kojarzył. — Czyżby los postanowił wynagrodzić mi ten wieczór obecnością mojej najzdolniejszej uczennicy? Obawiam się, młoda damo, że w naszym przypadku ceremoniał przedstawień jest zbędną formalnością.


Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
lewak w Wizengamocie
cały mój kraj potrzebuje psychologa
wiek
36
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Sędzia Wizengamotu
Brunet o wzroście 180 cm. Ma błękitne oczy i zawadiacki uśmiech, który często nosi niczym maskę. Włosy często ma napomadowane, a pod szatami czarodzieja nosi eleganckie garnitury, albo od Rosierów, albo mugolskich projektantów, takich jak Westwood lub Dior, nie obnosząc się z tymi markami, lecz traktując to jako ukryty polityczny manifest.

Robert Albert Crouch
#8
10.05.2026, 14:22  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 11:37 przez Robert Albert Crouch.)  
Szerokim uśmiechem powitał Lanę Dolohov, miłą dziewczynę o łagodnym temperamencie. Pamiętał sprawę spadku po jej matce, w gruncie rzeczy nietrudną z punktu widzenia praktyki prawniczej. Ot wystarczyło kilka dobrze sporządzonych dokumentów, a także słowa otuchy po stracie. Kilka razy Robert spotkał jej matkę, kojarzył jej trudny charakter połączony z wyrazistą, dojrzałą urodą. Biedne dziewczę… Spalona Noc również bardzo ją zraniła. Skłonił się jej jednak grzecznie, jakby znali się jedynie z przyjęć londyńskiej czystokrwistej socjety.

Chwycił za pióro i złożył zamaszysty, sędziowski podpis. Już miał odpowiedzieć Anthony'emu, gdy do Dziurawego Kotła wkroczył ideał w jednostkę wcielony. Najpierw Robert ujrzał sylwetkę, jakby z innej epoki. Dżentelmen szedł do nich, postukując o ziemię zdobioną laską. Potem światło dotarło do jego twarzy i sędziemu objawił się najbardziej urodziwy mężczyzna, jakiego kiedykolwiek było mu dane oglądać. To blade, srebrne lico, to wypisane na twarzy doświadczenie, te przenikliwe oczy, ciemne jak obsydian, przebijające człowieka na wylot. Podkręcony wąs, ponadczasowo elegancki i usta kryjące się pod nim. I to ciało… na bogów wszechmogących, szerokie ramiona, dłonie wyłaniające się spod rękawiczek, sylwetka nieprzykryta przez płaszcz, lecz przezeń podkreślona.

Robert nie znał wcześniej tego jegomościa. Podejrzewał, że to ów Delacour, mecenas, przyjaciel Anthony'ego. Nie spodziewał się jednak ujrzeć tak niesamowicie urodziwego mężczyzny. Nie dało się ocenić jego wieku. Mógł mieć trzydzieści-czterdzieści lub nawet pięćdziesiąt lat. A jednak ta bladość… przypominała mu pewnego mężczyznę poznanego na polu golfowym. Czy to możliwe…?

— Pan mecenas Delacour, jak mniemam? — odezwał się Robert. — Rzuciłem okiem na tę umowę. Doskonała robota — skomplementował go, nie mogąc oderwać wzroku od diablo przystojnej twarzy prawnika. — Pan również wesprze to chwalebne przedsięwzięcie naszego wspólnego przyjaciela? Och, zresztą gdzie moje maniery? Robert Albert Crouch, do pańskich usług — ostatnie słowa w jego mniemaniu zabrzmiały dość dwuznacznie. Wyciągnął jednak rękę do Delacoura.


Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.

Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#9
05.06.2026, 00:15  ✶  
Nie ważne jakich pokładów żalu nie miał obecnie wobec Anthony'ego, Jonathan musiał przyznać jedno – pomysł na fundację był doskonały. I to chyba frustrowało go jeszcze bardziej. Nie że Anthony miał dobry pomysł, bo to że Anthony miał dobre pomysły (poza pewnym obrażeniem się na niego za niektóre rzeczy), było czymś oczywistym. Nie, problemem było to, że był pod ogromnym wrażeniem szlachetnej ambicji Shafiqa przy tej inicjatywie i chętnie pomógłby mu tak jak tylko się dało, ale przecież ich obecna sytuacja raczej na to nie pozwalała. Bo chociaż oficjalnie ze sobą rozmawiali to… No… Może po prostu ograniczy się do koniecznym podpisów i oferowania mu swoich pieniędzy. Tak, tak będzie najlepiej.
W Dziurawym Kotle pojawił się chwilę po Robercie ubrany w gustowną czerwoną szatę, w którą przebrał się tuż przed wyjściem z domu.
– Witam wszystkich zebranych na tym niewątpliwie owocnym spotkaniu – powiedział, uśmiechając i dodatkowo witając się z każdym kogo gorzej znał osobiście. Gdy jednak napotkał spojrzenie Shafiqa, w brązowych oczach Jonathana mogła na chwilę zabłysnąć iskierka smutku. Na Merlina i jeszcze jutro ta delegacja. A przecież oficjalnie wszystko było w porządku…

– Muszę przyznać, że cieszy mnie niezwykle wasz widok. Tego typu przedsięwzięcia mają szansę na sukces tylko gdy ich organizator jak i uczestnicy są odpowiednimi do tego osobami. A w to że tak jest nie wątpię ani trochę. Mam nadzieję, że nie śpieszycie się za bardzo, bo to również świetna okazja, aby się nieco lepiej poznać. Bertie, co u ciebie?
Usiadł obok Roberta i po chwili uniósł swój kieliszek z winem do góry.
– Za sukces Złotego Jabłka, za nas i za Anthony'ego, który to wszystko genialnie wymyślił – oznajmił upijając nieco czerwonego trunku, jednocześnie zastanawiając się czy nie przesadził w tych pochwałał dla Shafiqa. Na Merlina, jakie to wszystko było obecnie trudne. Próbował się jednak tym za bardzo nie przejmować, a zamiast tego chętnie wdawał się w rozmowę z każdym kto go zaczepił, a gdy przyszło co do czego, to bez żadnego zawahania, ani dopytywania wampirzego prawnika o szczegóły, podpisał dokumenty.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#10
05.06.2026, 21:24  ✶  
Ledwo wrześniowe karty kalendarza odeszły w zapomnienie, a październik już na etapie pierwszych swych dni jawił się Erikowi jako miesiąc wyjątkowo okropny i stresujący. A myślały kto, że przecież wrzesień już i tak wysoko postawił poprzeczkę, pomyślał markotnie mężczyzna, zatrzymując się pod witryną jednego ze sklepów znajdujących się w sąsiedztwie Dziurawego Kotła. Cała ta sytuacja z Anthonym, Spalona Noc, Warownia, zmiany w organizacji…

Nie ma co, w ostatnich tygodniach miał co robić. A teraz jeszcze miał na głowie ten przebrzydły artykuł który ledwie wczoraj pojawił się na łamach Proroka Codziennego. Ugh, jak dobrze, że dzisiaj trzymał się z daleka od siedziby gazety - jeszcze mógł wpaść na tą całą Aristę Black. Pokręcił powoli głową, przeglądając się we własnym odbiciu i poprawiając wiązania peleryny zakupionej na niedawnym festynie. Wiedział, że już i tak był nieco spóźniony, ale musiał jeszcze chwilę poczekać nim wejdzie do środka i skonfrontuje się z całą ferajną.

W końcu, kiedy uznał, że jest już gotowy i wygląda wystarczająco reprezentacyjnie, aby pokazać się wśród… współpracowników? Przyjaciół… Sojuszników związanych z Anthonym, Erik wkroczył do Dziurawego Kotła. Grupę wsparcia, która miała wesprzeć Dolinę Godryka w odbudowie udało mu się zlokalizować dość szybko; był to jeden z bardziej zastawionych przez gości stolików w lokalu.

— Dobry wieczór wszystkim — przywitał się, skinąwszy głową wszystkim zebranym przez Shafiqa osobistościom, po czym zajął jedno z wolnych miejsc; nie wydziwiał jeśli chodziło o towarzystwo osób siedzących po jego prawej i lewej stronie. — Wybaczcie spóźnienie. Zatrzymało mnie kilka spraw w domu, nie mogłem wyrwać się wcześniej.

Posłał reszcie gości niemrawy uśmiech. Wiedział, ze artykuł w Proroku Codziennym wywołał małą burzę w Warowni - zwłaszcza jeśli chodziło o jego matkę i dziadka - ale nie za bardzo był jeszcze świadom tego, jak tekst został odebrany w towarzystwie. I na Merlina, miał nadzieję, że nikt nie poruszy tego tematu zbyt szybko. Bądź co bądź, zebrali się tutaj po to, aby razem zdecydować się na to, jak pomóc Dolinie. Z uprzejmości przyjął kieliszek z winem, ale napił się z niego głównie symbolicznie. Gdy grupa przeszła do podpisywania dokumentów, Erik koniec końców postanowił złożyć na nich swój podpis. Jakoś musiał pomóc swoim rodzinnym stronom.


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1551), Bertie Bott (277), Elliott Malfoy (883), Erik Longbottom (356), Gustave Delacour (880), Jonathan Selwyn (336), Lana Dolohov (819), Morpheus Longbottom (293), Robert Albert Crouch (534)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa