Brenna & Atreus
![[Obrazek: 1488083739de7f1dc2b76b3713eaf5fb.jpg]](https://i.pinimg.com/736x/14/88/08/1488083739de7f1dc2b76b3713eaf5fb.jpg)
To był… dzień. Tak, definitywnie był to dzień i Atreus nie do końca był pewien, co więcej mógłby na jego temat powiedzieć bez używania nadmiernej ilości przekleństw. Wyprawa do Walii, którą można by nazwać na upartego rutynową wycieczką, zakończyła się wręcz katastrofalnie. Znaczy zawsze mogło być gorzej, oczywiście, ale cokolwiek sprawiało że musiał skonsultować się z uzdrowicielem, sprawiało że całkowicie psuło mu to humor. Zadane eliksiry przestawały też powoli działać, ale nie nadeszła jeszcze godzina kiedy mógł wziąć następną porcję, noga więc ciągnęła. Lekko, ale zauważalnie i do tego stopnia że sam zwrócił uwagę na to, że zwyczajnie kuleje. Do tego siniaki, które ponabijały mu kamienie, również zaczynały dawać się we znaki i to w taki sposób, że dziwił się że w takich miejscach mogło coś w ogóle boleć. Ale trudno. Poboli, poboli i kiedyś przestanie. Bywał już połamany, rozszczepiony, posiniaczony i poraniony. Ba, poparzony też bywał, jakby nie patrzeć.
Po ich zmaganiach z Biurem Bezpieczeństwa, wrócili na piętro swojego departamentu, pozałatwiać resztę formalności. Uzupełnił trochę dokumentów (sam, bo Victoria była wciąż na niego obrażona, a on z tym nic nie zrobił, bo nawet jakby chciał to nie miał na to czasu), porozmawiał jeszcze z Juliett, jedną z ich sekretarek-dyspozytorek, narzekając jej na sytuację która miała miejsce i też zdając jej część dokumentacji, a kiedy ta z powątpiewającą miną powiedziała mu, żeby może poszedł wreszcie do domu, stwierdził że to niesamowity wręcz pomysł i tak zrobi. Zamiast jednak do domu, poszedł do Biura Brygady Uderzeniowej, w poszukiwaniu Brenny. Świat się bowiem jeszcze nie skończył i istniało prawdopodobieństwo, że postanowi tego nie zrobić do końca tego dnia, wykorzystali bowiem już pewne pasmo nieszczęść, więc mogli spróbować szczęścia. Zaprosił ją więc do siebie, do Little Hangleton, obiecując żadnych dziwnych herbat i wizyt w piwnicy.
Dom wyglądał lepiej, niż ostatnim razem kiedy w nim była. Parter na pewno już był cały wyremontowany. Kuchnia błyszczała świeżością, drzwi do piwnicy pozostawały zamknięte, a salon również prezentował się jak powinien, z rozstawionymi meblami i brakiem elfów w zasłonach (czy co tam się w nich czasem lęgło). Było tu całkiem przytulnie, ale jeśli się człowiek nad tym zastanowił, to było też widać pieniądze; meble były porządne, a przez to i drogie. Poduszki kanapy, krzeseł czy foteli były obite wzorzystymi materiałami, najpewniej odpowiednio zabezpieczonymi przed zniszczeniami, a na podłodze leżały perskie dywany.
- No, świat się nie skończył jak do tej pory, więc to twoja szansa. Bo chciałaś mi coś powiedzieć, tak? - stanął w drzwiach salonu, trzymając w dłoniach dwa kubki herbaty, którą zdążył zrobić w międzyczasie. Spędzał tu na tyle niewiele czasu by żal mu było ściągać tutaj skrzata, ale powoli coraz bardziej skłaniał się do tej opcji. Nie musiałby wtedy tej herbaty robić sam. Postawił kubki na stoliczku, ale widać było że jeden z nich miał w sobie nieco mniej płynu. Szybko jednak stało się jasne dlaczego, bo Atreus zbliżył się do barku by wyciągnąć z niego butelkę, w celu dolania sobie czegoś dobrego. Brennie nawet nie proponował, bo akceptował jej dziwactwo w postaci nie picia alkoholu. Więcej dla niego.