• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
1 2 3 4 Dalej »
[Jesień 25.09 gabinet szefów OMSHMu | Laurence & Anthony]

[Jesień 25.09 gabinet szefów OMSHMu | Laurence & Anthony]
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#1
07.02.2026, 19:19  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.02.2026, 08:22 przez Anthony Shafiq.)  

—25/09/1972—
Anglia, Londyn
Laurence Anthony Lestrange & Anthony J. Shafiq
[Obrazek: imgproxy.php?id=rkeYAmq.png]

But how do we fashion the future? Who can say how
except in the minds of those who will call it Now?
The children. The children. And how does our garden grow?
With waving hands—oh, rarely in a row—
and flowering faces. And brambles, that we can no longer allow.



Zaprosił do siebie Lestrange'a na pół godziny przed porą lunchową.

Zdało się to odpowiednią porą, głównie ze wzglądu na to, że jeśli spotkanie przebiegnie pomyślnie, będzie mógł go zaprosić na wspólny posiłek, a jeśli nie... cóż, czas przerwy mógłby być doskonałą wymówką do tego, by spotkanie zakończyć.

Nie był pewien, czemu zastępca szefa jednego z najlepiej prosperujących departamentów chciał się spotkać z nim, ale przez wzgląd na relacje z rodziną Lestrange nie zamierzał oczywiście mu odmawiać. Wszak znali się zarówno z pracy jak i salonów, choć obycie Laurence'a skłaniało go do przypuszczenia, że nie życzy on sobie większej zażyłości. Tak długo jak rzeczy współistniały i działały (bądź nie działały, ale zgodnie z wolą zarządzających), była to relacja pozytywna.

Finalnie, raczej grali do tej samej politycznej bramki, choć wiadomo, że konflikt wewnętrzny narastał i sprzyjał radykalizacji. Laurence zawsze zdawał mu się bardzo rozsądny i logiczny w gestach i decyzjach, poniekąd cieszył się, że być może będzie mógł ten sąd zweryfikować w najbliższym czasie.

– Witam serdecznie, w moich skromnych progach– uśmiechnął się do zaanonsowanego przez asystenta urzędnika wyższego szczebla. Gabinet Anthony'ego był jasny i całkiem przestronny jak na podziemne warunki Ministerstwa Magii. Jasne, kremowe ściany, przytulne regały wypełnione dokumentacją, ale też księgami dźwigającymi międzynarodowe prawo handlowe. Obrazy. Pamiątki. Zdjęcia z podpisanych i dopiętych umów z ostatnich sześciu lat. Mapa rozciągająca się na suficie i globus, niespiesznie obracający się, naznaczony jaśniejącymi szlakami magicznie umieszczonymi na jego powierzchni dopełniały dekoracji pomieszczenia. Pomieszczenia w którym trudno było nie zauważyć dwóch równorzędnych, umieszczonych na przeciwko siebie biurek i tylko złote tabliczki umieszczone na ich rogach pozwalały rozróżnić które należy do szefa, a które do zastępcy.

– Kawy? Herbaty? – zapytał Anthony, szykując notę dla Lovegooda. Za jego plecami łopotały w złotej klatce papierowe ptaki, gdzieś na jej dnie leżały dwa smętne samolociki. Koło fotela Shafiqa stał już drugi fotel i niewielki stoliczek kawowy, dla spotkań które były nieco mniej oficjalne. Patrząc z resztą na hierarchię w złym guście byłoby sadzać po drugiej stronie biurka zastępce szefa całego departamentu, nawet jeżeli było to inne piętro. – Co Cię do mnie sprowadza? Jak tam wasz chaos? Pewnie macie jeszcze gorzej niż my tutaj w międzynarodowym? – zagadnął łagodnie, wysyłając notę do asystenta i zajmując swój własny, wygodny fotel. Łokcie podparł na podłokietnikach, palce ułożył w uspokajającą piramidkę. Był szczuplejszy, jego skóra zdawała się bledsza. Każdy w Ministerstwie prowadził teraz swoją wojnę, poziom trudności urzędniczego życia wzrósł bardzo od czasu pożaru, tego jednak nikomu Anthony ani Laurence nie musieli tłumaczyć. Obaj wiedzieli jak jest. W końcu to był ich teren.

@Laurence Lestrange
Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#2
10.02.2026, 13:46  ✶  

Nie wszyscy w soboty przychodzili do pracy. Dzięki temu ruch w Ministerstwie był mniejszy. Dzięki temu można było w spokoju zapoznać się z pozostałymi informacjami, dotyczącymi ostatnich wydarzeń, nadrobić nowe i przygotować własny plan działania. Laurence, póki nie miał obowiązków większych w domu, a syn był w bezpiecznym miejscu u jego przyjaciółki, wykorzystywał każdy wolny dzień na pracę. Po to, aby być już na bieżąco, móc działać i uregulować swój czas z odpoczynkiem.

Tak też dnia dzisiejszego liczył na otrzymane wiadomości, jakie wysyłał wcześniej. A pierwsze co go powitało, to żuraw z papieru prosto od Shafiqa. Od razu rozwinął o odczytał wiadomość, odpisując od razu. Licząc, że póki Anthony jeszcze jest w biurze, zdąży odczytać. Skoro była okazja dzisiaj porozmawiać z Shafiqiem, Lestrange nie planował żadnych innych spotkań poza Ministerstwem, póki tej rozmowy nie odbędzie. Pozostał na miejscu, czekając na informację zwrotną. W międzyczasie przygotował potrzebne dokumenty, zebrane raporty, kopie i oryginały. Może się przydadzą, a może nie. Chciał być zabezpieczony, na wypadek, gdyby trzeba było coś pokazać, udowodnić. Przywrócił także swojego asystenta na miejsce pracy, gdyż potrzebował mieć dodatkowego człowieka przy sobie. Pracownicy byli potrzebni nie tylko w terenie, ale i na miejscu, w biurze.

Kiedy przyszła listowna informacja z zaproszeniem do biura Shafiqa, Laurence zabrał teczkę z dokumentami i opuścił swoje biuro, informując asystenta, gdzie idzie na spotkanie. Na wszelki wypadek, gdyby ktoś go szukał i potrzebował.

Zjechał dwa piętra niżej, odszukawszy korytarz prowadzący do biura szefów Organu Międzynarodowych Standardów Handlu Magicznego. Z pomocą ich tutejszego asystenta, został zaprowadzony od razu do pomieszczenia docelowego. Skinieniem głowy podziękował pracownikowi, gdy zamknął drzwi za nim.

- Dziękuję, że znalazłeś dla mnie chwilę.
Odpowiedział z lekkim uśmiechem wdzięczności, kierując się prosto do burka, aby móc na powitanie, uścisnąć dłoń Anthony’emu.
- Kawy.
Odparł na pytanie, dotyczące napoju, który by mógł wypić podczas rozmowy.

Krótko omiótł spojrzeniem gabinet, jakby też w upewnieniu, czy są sami. Jak prezentuje się tutejsza dekoracja wnętrza i ile osiągnięć zostało zaprezentowanych na widok dla przewijających się pracowników i gości. Niewiele różnicy dostrzegł czarodziej, gdyż wielu z nich wysoko postawionych urzędników w Ministerstwie, miało czym się pochwalić.

- Aż szkoda mówić.
Z westchnięciem przyznał rację. Kierując uwagę na rozmówcę.
- Chaos to mało powiedziane. Wielu naszych pracowników zostało oddelegowanych do pomocy w Klinice i w terenie. Z tego powodu brakowało ludzi do ogarnięcia papierologii.
Zajął wskazane miejsce na fotelu, gdzie mogliby spokojnie odbyć rozmowę, teczkę z dokumentami, kładąc na razie na swoich kolanach.
- Prosiłem Cię o spotkanie, gdyż chciałbym omówić sprawy handlowe. W celu pozyskania dóbr potrzebnych dla Szpitala Świętego Munga. A przede wszystkim pozyskanie składników do wytwarzania eliksirów dla twórców.
Przedstawił wstęp do sprawy, z jaką przyszedł do Shafiqa, czekając na jego odpowiedź. Wtedy będzie wiedział, czy warto zagłębiać temat dalej i zyska w nim pewniejszego sojusznika.


@Anthony Shafiq
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#3
12.03.2026, 11:27  ✶  
– Ależ oczywiście – dopełnił uprzejmej wymiany, skinął głową i sfinalizował notatkę, którą pospiesznie złożył w niewielki samolocik i różdżką oddelegował do Lovegooda. Oczywiście mógł się popisywać faktem, że nie potrzebuje do tego różdżki, okoliczności kryzysowe jednak wymagały chociaż odrobiny powagi i redukcji rozpraszaczy do minimum. Lestrange w ministerialnej hierarchii znajdował się wyżej od niego (nie tylko geograficznie, patrząc na rozkład pięter w Ministerstwie), nagła zmiana tematu na jego nową umiejętność byłaby nie na miejscu.

Zamiast tego więc usiadł w swoim fotelu i skupił się na rozmówcy w sposób oczywisty, ale nie natarczywy. Wyważony. Powrót do biura był z oczywistych względów bolesny, z drugiej strony teraz wiele osób z którymi normalnie rozmawiałby na lunchach i meetingach poza biurem, też zostało ściągniętych do pracy nie "W TERENIE" a "NA TERENIE MINISTERSTWA".

– Papierologia... tej nigdy zbyt mało, ale system zoptymalizowany jest pod odopowiednią ilość urzędników, a gdy tych zabraknie... – Był w pełni świadom jak to działa. Trzeba było zapewnić ludziom pracę. A żeby to zrobić, trzeba było zapewnić odpowiednią ilość tuszu i pergaminu. Teraz jednak system trzeszczał raportami. Nie był przewidziany na kryzys w którym połowa Londyńczyków cierpi, a druga połowa rozpaczliwie próbuje jakoś im pomóc, z tą małą adnotacją, że gdzieś przeżerała się przez tę drugą połowę śmierciożerca zgnilizna ciągnąca w przeciwną stronę.

A tak dobrze im się żyło do tej pory...

Westchnął i pokiwał głową uśmiechając się gorzko. Odwrócił wzrok od Laurenca i podążył nim na biurko. Długie palce sięgnęły po teczkę noszącą sygnaturę OMSHM-u.

– Domyślam się że z zaopatrzeniem jest tragicznie? – jak bardzo było tragicznie, ego nie był pewien. Nie miał obecnie kontaktu z nestorką rodu, która najprawdopodobniej obecnie była w nieciekawej sytuacji. Klinika też miała swoje ograniczenia, nawet jeśli dostała dodatkowy zastrzyk krwi w postaci pracowników Departamentu Lestrange'a. – Za miesiąc przyjdzie dostawa z Kambodży, ale... cóż, zamówienie i umowa była opracowywana latem, gdy nie mieliśmy pojęcia, że Lord Voldemort jest szaleńcem z dostępem do stanowczo zbyt dużego potencjału magicznego.– z raportu wysunął spięty kilkunastostronnicowy dokument. – Suplementy i zamienniki. Miało nam to gwarantować pewną górkę, niemniej... trudno mi ocenić czy jest to górka wystarczająca na obecne potrzeby. – Nie był ekspertem. Zarządzał zespołem eksperckim, wiedział co powiedzieć na konferencji, ale czy na tej liście były rzeczywiście wszystkie niezbędne skłandniki? – Zważ, że 10, 15% może ulec zniszczeniu w transporcie, zazwyczaj przyjmujemy taki wskaźnik. No i połowa magazynów Magicznego Urzędu Celnego poszła z dymem. Nie ma kto tego uporządkować. Przynajmniej na razie – dzielił się z nim informacjami. Do Cattermola nie było jak się obecnie dopchać, więc może innymi drzwiami znalazłby się nieco bliżej źródła. Nawet takiego, które narzekało na braki kadrowe.

@Laurence Lestrange
Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#4
24.03.2026, 16:49  ✶  

Shafiq przynajmniej miał swoich ludzi do pracy na miejscu. U Lestrange’a niemal wszyscy zniknęli, najpewniej w dniu atatków, oddelegowani do pomocy w mieście i w Klinice. Pozostawali tylko ci, którzy zajmowali się jedynie papierologią, nie posiadając zdolności umożliwiających udzielenie pierwszej pomocy czy związanych z pamięcią mugolaków. A tego wszystkiego dowiedział się po swoim powrocie.

- Niestety.
Odpowiedział zgodnie z prawdą, kiedy zaczęli już poważniejszy temat, którego spotkanie dotyczyło. Nie było co ukrywać, że kończyło się zaopatrzenie i składniki. Pocieszająca wieść, że za około miesiąca powinien dotrzeć jeden z transportów. To i tak długo, ale coś będzie. Pytanie tylko, co w tym transporcie dotrze do ich kraju?
Suplementy i zamienniki. Będzie musiało wystarczyć. Chyba, że ugra się coś więcej, lepiej.

Podczas uważnego słuchania Shafiqa, Lestrange otworzył swoją teczkę i zaczął przeglądać posiadaną przy sobie swoją dokumentację, szukając tej jednej. Zestawienia zapotrzebowania dla Kliniki Magicznych Chorób i Urazów. Wiele pozycji tam było podkreślone i oznaczone jako pilne. W tym, składniki potrzebne do wytwarzania eliksiru i syropu na kaszel. Ten dokument był sporządzony w kopiach i wynegocjowany wspólnie z dyrektorką Kliniki. O czym świadczyły znajdujące się na nim pieczęcie Kliniki Magicznych Chorób i Urazów, oraz Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof, oraz podpisy Lestrange.

Słysząc o zniszczeniu połowy magazynów Magicznego Urzędu Celnego, nie był tym pocieszony.

- Przykra sprawa. Gdzie zatem jest składowany i sprawdzany towar, jaki tutaj dotrze?
Zapytał poważnie, marszcząc przy tym brwi, mając może nadzieję, że utworzono lub wynajęto jakiś zastępczy magazyn? Minęło już tyle czasu, więc zakładał, że na pewno podjęto odpowiednie działania w tym kierunku?

Być może zdradzi się z tym, że nie miał o tym pojęcia. Skupił się bardziej na ogarnięciu chaosu i burdelu w swoim departamencie, zdejmując połowę roboty z barków Cattermole’a. Zapewnieniem wsparcia rodzinnej Klinice. Dlatego był tutaj z tego powodu. Nie o wszystkim wiedział, co wydarzyło się także w Ministerstwie Magii i innych urzędach w mieście. Choć starał się nadrobić wiedzę, z poprzednich tygodni.



@Anthony Shafiq
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#5
27.04.2026, 20:31  ✶  
Teoretycznie rzucali kafle do tego samego koła.

Teoretycznie pełnili swoje stanowiska między innymi z powodu wątpliwej w ostatnich dniach przychylności Ministry Jenkins. Ich rozmowa, na poły tylko prywatna, nosiła znamiona bardzo poważnej rozmowy biznesowej, w której kroki przypominały stąpanie pomiędzy rozłożonymi na podłodze jajkami. W każdej chwili któreś jajko można było zbić, w każdej chwili istniało ryzyko, że białko zabrudzi obuwie, a skorupka chrupnie głośno i bezwzględnie. Był to jednak swoisty taniec do którego był przyzwyczajony podobnie z resztą jak najstarszy z synów jego imiennika.

Przyglądał się dokumentacji wyciąganej z teczki, choć niezbyt nachalnie, nie chcąc być w tym swoim szukaniu informacji obsesyjny. Robert uprzedził go, że Lestrange dysponuje wstępnymi analizami stanu Anglii po pożodze, czy jednak ich wzajemny kredyt zaufania był aż tak pewny, by prosić w celach absolutnie prywatnych o tę przysługę?

- Och, nie musisz się martwić, mój osobisty asystent pracował przez wiele lat w Magicznym Urzędzie Celnym i raz, że zaproponował bardzo skuteczne rozwiązania wzmagające efektywność działania tamtejszych urzędników mimo pożogi, ale też nadzoruje organizacje i magiczne zabezpieczenia magazynów zastępczych. Cóż… każdy z nas stara się jak może odnaleźć w nowych realiach, choć zdecydowanie nie jest to proste. - smutny uśmiech, przepraszający, choć wciąż niosący znamiona wewnętrznie dumy wpełzł na jego twarz przyzwyczajeniem występów przed prasą. Jego smutne, zatroskane oczy potrafiły być bardzo potężną bronią z agresywnymi fotoreporterami. Nauczył się tego jeszcze za czasów Hogwartu. - Ale ale… przyszedłeś do mnie ze sprawą. Czy dobrze widzę syngaturę od naszej kochanej nestorki Dorindy? Jak ona się miewa? Nie miałem nawet czasu odwiedzić jej po pożarze, choć szczerze kto ma czas na odwiedziny, to wiadomo że nie pracuje zbyt dobrze, a obaj wiemy, jak ona nie znosi nierobów – uśmiechnął się wyczekująco, ale i z cieniem sentymentu: pod wieloma względami dyrektora szpitala była równie bezwzględna co jego ciotki z Parkinsonów, kobiety, które wychowały go jak własne dziecko podczas nieobecności rodziców. Czy wpłynęło to dobrze na Anthony’ego? Cóż, nie straszna była mu sroga mina pani Lestrange, choć skrycie zastanawiał się przez lata, czy również używała zaklęcia czyszczącego brudy, na niesforne, pałętające się pod jej nogami latorośle. Albo i nawet na starszych krewnych, którzy powiedzieli w jej otoczeniu coś, co uznała za nierozsądne, czy nawet głupie.
Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#6
02.05.2026, 12:14  ✶  

Nie wszystkie miejsca Laurence zdołał obejrzeć w poniesionych szkodach. Nie było go przez pewien czas w Anglii, kiedy doszło do ataków. Nadrabiał to wszystko teraz. Z Cattermole wymieniali się, gdy jeden był w terenie, drugi pozostawał w Ministerstwie na wszelki wypadek. Były osoby, co potrzebowały sporo informacji z ich departamentu. Bo to do nich spływały najważniejsze dane i statystyki. Lecz przez panujący chaos, trudno było o szybkie przekazanie szczegółowych informacji. Najważniejsze co musiał załatwi i otrzymać od swojej babki, udało mu się.

Magazyny były ważne, gdyż potrzebowali mieć miejsce na składowanie towaru zakupionego czy też w różny sposób pozyskanego z innych miejsc i krajów. Stąd też jego pytania, kiedy Shafiq o tym wspomniał.

- Rozumiem. To już jakaś pocieszająca wiadomość. W kwestii magazynów.
Odparł z nutą ulgi, ukazując także lekki uśmiech zrozumienia. Nikt nie przewidział tego, co się wydarzy i zostali wystawieni na próbę. W rodzinie, w zawodzie, wśród znajomych i sąsiadów. A przede wszystkim dla prasy, jak zostaną zapamiętani. A patrzy się na tych, co zasiadają wysokie stanowiska. Tak Ci dwoje tutaj.

Wspomnienie o Dorindzie przez Anthony’ego zmieniło trochę bieg rozmowy. Być może nawet na ten przyjemniejszy.

- Dorinda ma się dobrze. Mimo panującego chaosu, ma kontrolę nad Kliniką. Tylko, sytuacja tam od innej strony jest trudna. Kończą się składniki do eliksirów na kaszel. Nikt nie przewidział takiej sytuacji, że do tego kiedyś dojdzie. Dlatego zwróciłem się do Ciebie, mając nadzieję na pomoc w załatwieniu dostaw. Przede wszystkim mandragor. Są niezbędne do stworzenia dwóch rodzajów eliksirów. Czy w dostawie z Kambodży, są wyszczególnione? Liczy się każda sztuka.
Chętnie by poopowiadał o rodzinie i wspominał dawne czasy, ale były sprawy, które czekać nie mogły i musiały zostać omówione. Póki były jeszcze w pamięci i można było zanotować ustalić warunki porozumienia czy współpracy. Wierzył, że Anthony go nie zawiedzie i jeżeli pojawi się jakiś problem, rozwiążą go wspólnie. Z tyły głowy Laurence miał jeszcze kwestię mandragory pustynnej, ale nie uważał aby to było teraz koniecznie poruszać. Jej temat wolał pierw omówić z kuzynką i Stowarzyszeniem Herbologicznym.
the web
Il n'y a qu'un bonheur
dans la vie,
c'est d'aimer et d'être aimé
wiek
43
sława
VI
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Szef OMSHM-u
187 cm | 75 kg | oczy szare | włosy płowo brązowe Wysoki. Zazwyczaj rozsądny. Poliglota. Przystojna twarz, która okazjonalnie cierpi na bycie przymocowana do osoby, która myśli, że pozjadała wszelkie rozumy.

Anthony Shafiq
#7
07.05.2026, 21:38  ✶  
- Jakoś trzeba sobie radzić - dodał pocieszająco, obserwując i słuchając Lestrange'a, próbując wyczuć na ile są sojusznikami. Oczywiście - przez wzgląd na pełnione stanowiska - obaj w pewnym sensie należeli do obozu Jenkins. Można było ich również przypisać do wspólnego obozu uprzywilejowanych czystokrwistych mężczyzn, którzy w pierwszej kolejności grają na siebie - na swoje nazwisko, na swoje interesy. I nie było w tym nic złego, tak długo jak w interesie któregokolwiek z nich nie byłoby wykopanie dołka pod drugim... Teoretycznie nie powinno tak być, ostatecznie pracowali na różnych piętrach, z drugiej strony, ród Lestrange był zawsze bardziej radykalny w poglądach niż dajmy na to Shafiq.

- Nie jestem pewien... - odpowiedział ostrożnie, podnosząc się ze swojego miejsca i podchodząc do jednego z regałów, gdzie poszukiwał wyciągu z dokumentacji kambodżańskiej. - Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, lista składników była wytypowana latem przez ekspertów również z Munga, ale... cóż, nikt z nas nie wiedział wtedy w którym miejscu znów nastąpi atak i że to akurat będą płuca naszych obywateli... - w końcu znalazł listę i przejrzał ją pobieżnie ze ściągniętymi brwiami. - Wydaje mi się, że nie ma tutaj mandragory, ale też azjatyckie zioła mogą stanowić nieoczekiwane substytuty, nawet jeśli nie będą... krzyczącymi bulwami. Każę skopiować dla Ciebie listę, może Twoim ekspertom uda się z niej coś wyciągnąć... - Ułożył dokument na biurku, z zamiarem późniejszego przekazania go Lazarusowi. - Mogę skontaktować się z północą Afryki i dowiedzieć się, czy zwiększyliby nam dostawy w tym półroczu. - zamyślił się - Mam, tam kilka kontaktów i mógłbym spróbować poruszyć parę sznurków, tylko widzisz... mam pewien projekt budowalny w Dolinie i teraz w wolnych chwilach raczej szukam sprawdzonych zaufanych amnezjatorów, do kilku zleceń poza godzinami pracy. W końcu świętej zasadzie niejawności musi stać się za dość... - uśmiechnął się przymilnie do Lestrange'a, pozostawiając w jego gestii, czy będzie chciał skorzystać z tej - według Anthony'ego - bardzo uczciwej wymiany uprzejmości. A że jedna rzecz dotyczyła spraw Ministerstwa, a druga całkiem prywatnego projektu... To już rozmowa na zupełnie inne okoliczności.
Biznesmen - Uzdrowiciel
Rób, co możesz, w miejscu, jakim jesteś i z tym, co masz.
wiek
38
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Zastępca Szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof
Uzdrowiciel i jednocześnie biznesmen. Mierzy 183cm wzrostu. Jego brązowe oczy często ukazują spokój i opanowanie. Włosy ciemnobrązowe, zaczynają być pokryte pasmami siwych kosmyków przy uszach. Charakterystyczna w jego wyglądzie, jest okrągła broda, zawsze krótko przystrzyżona. Ubiera się elegancko, jak przystało na czarodzieja z bogatego rodu, dziedzica a także wysoko postawionego urzędnika w Ministerstwie Magii.

Laurence Lestrange
#8
20.05.2026, 22:00  ✶  

W takich czasach, w jakich obecnie przyszło im pełnić ważne stanowiska w swoich Departamentach i Biurach, sojusznik był na wagę złota. Szczególnie teraz, kiedy ważyły się losy ich stanowisk, po tym jak wypowiedziała się Jenkins, wzywając ich głównych szefów do siebie. Trzeba było tym samym pokazać, że Departamenty, Biura i Komnaty, w jakiś sposób potrafią współpracować. Niezależnie od poziomu wzajemnych relacji między szefami i pracownikami.

Obserwował i słuchał uważnie Shafiqa. Nie podobała mu się informacja, że w dostawie z Kambodży, nie ma mandragor. Najpewniej nie zamawiano, ze względu na posiadany spory ich zapas, jaki miał starczyć na bardzo długo. Laurence potarł czoło, opierając się łokciem o oparcie fotela. Intensywnie myślał, słuchając dalej.

- Poproszę.
Chciał tę listę. Nie był do końca przekonany czy azjatyckie zioła, oddadzą odpowiednio swoje zastępstwo dla mandragor, ale w tym przypadku, będzie brał co dają. Jednakże, tematu nie odpuści.
Kontakty z Afryki. Dobry kierunek. Jeżeli Anthony byłby tak uprzejmy dla niego to wykonać, będzie mu za to wdzięczny. Uśmiechnął się lekko, kiedy usłyszał o potrzebie amnezjatorów. Shafiq miał zainteresowanie Lestrange’a, wspominając o projekcie w Dolinie. Czy powinien się tym zainteresować bardziej, jeżeli to w tej Dolinie, w której on sam mieszka? Dopytywać teraz nie zamierzał. Często tematy o które nie pytamy, same się przed nami otwierają, ukazują.

Laurence schował dokumenty to teczki, zamknął ją i wstał prostując się. Przystąpił kilka kroków do Shafiqa.

- Uruchom kontakty. Podpytaj o mandragory. Jeżeli budżet będzie stanowił problem, postaram się o pokrycie części kosztów.
Podciągnął wpierw temat kontaktów z Afryki. Dając do zrozumienia, że ten składnik do eliksirów i leczenia innych przypadłości, jest im niezbędny. Oczywiście, nie zapomniał o prośbie Anthony’ego.
- Jeśli chodzi o amnezjatorów. Możliwe, że będę miał kogoś do polecenia. W rodzinie też ich nam nie brakuje. Powiedz mi tylko, ilu potrzebujesz, to popytam.
Zapewnił. Shafiq przekazując swoją prośbę, mógł znaleźć w Laurencu sojusznika. Wymiana wzajemnej pomocy, mogła zostać przypieczętowana nawet samym uściskiem dłoni. A tę Laurence wyciągnął w jego kierunku. Jako że amnezjatorzy podlegali pod jego departament, wiedział jak pracują. Kto ma dłuższy staż, komu można zaufać, kto dopiero zaczął pracę. Mając też na uwadze fakt, że prośba jest typowo prywatna, jak zaznaczył Anthony, możliwe że Laurence będzie szukał po kontaktach w rodzinie. Swojej i spokrewnionych. A niektórzy też pracowali tu w Ministerstwie.

Gdy omówili wszystko co niezbędne i ważne, mogli udać się wspólnie na lunch i trochę odpocząć od poważnych rozmów. A później, wrócić do swoich własnych obowiązków.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Shafiq (1627), Laurence Lestrange (1521)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa