• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [22/09/72, Mabon w domu Rowle] Dawno, dawno temu za smoczymi górami

[22/09/72, Mabon w domu Rowle] Dawno, dawno temu za smoczymi górami
to be young and gifted
pretty brown eyes and
a mind full of thoughts
wiek
18
sława
III
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
instruktorka rytmiki
sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu; brązowe oczy; pionowe źrenice; rozwinięta trzecia powieka (jak u gada); skóra poznaczona w przypadkowych miejscach z szarymi łuskami, z czego największe skupisko znajduje się w okolicy pleców i klatki piersiowej z pojedynczymi łuskami sięgającymi obojczyka; często widywana w strojach zakrywających znaczną powierzchnię skóry

Helena Rowle
#11
08.05.2026, 21:58  ✶  
— Ja zostanę w posiadłości — uprzedziła ojca, gdy rzucił w przestrzeń propozycję spaceru. Nie była pewna, czy była wycelowana również do niej, jednak nie miała nic przeciwko temu, aby dać Seisyllowi i Helloise okazję do bardziej prywatnej rozmowy. — Muszę jeszcze dzisiaj napisać listy do dzieciaków. — Pieszczotliwe określenie na niewiele młodsze rodzeństwo, które dalej tkwiło za szkolnymi murami. — Powinnam wymyślić coś nieprawdopodobnego, żeby trochę pozazdrościli, że nie ma ich dziś z nami.

Do rozmowy na temat smoczogników postanowiła się zbytnio nie wtrącać; wprawdzie spędzała całkiem sporo czasu w rezerwacie, jednak nigdy nie przysposobiła żadnego na tyle, aby ten stał się jej osobistym towarzyszem. Inni krewni byli dużo bardziej obyci w kwestii tego, czego te stworzenia potrzebowała w warunkach miejskich, toteż Helena uznała, że w tej sytuacji dużo lepiej będzie słuchać niż na siłę próbować dorzucić swoje trzy grosze.

Chociaż przez różnego rodzaju zobowiązania Helena nie miała zbytnio czasu na to, aby zintegrować się mocniej z innymi czarownicami i czarodziejami podczas obchodów letnich sabatów w tym roku, tak nawet do niej dotarły informacje o tym, że od wiosny w kraju działy się rzeczy absolutnie przedziwnie. Najbardziej niepokoiły ją doniesienia o dziwnych mrocznych zjawach, które urządziły sobie leże tuż obok Doliny Godryka.

Gdyby była teraz w szkole, to może teoretyzowałaby na temat tego, co też może się tam kryć. Jakiś nowy gatunek? Stado zagubionych dementorów, których nie udało się zagonić z powrotem do Azkabanu? A może jakieś znane światu stworzenie, którego ktoś nie rozpoznawał? Każde pytanie mogło rozwinąć się w nową teorię i zapewne bez trudu znalazłaby co najmniej kilka osób zainteresowanych ich rozwinięciem w Hogwarcie, jednak teraz... Teraz cieszyła się przede wszystkim, że rodzinna posiadłość znajdowała się tak daleko od Doliny. I że nie miała tam w sumie wiele do roboty, nie licząc odwiedzin u ciotki.

— Liczę, że teraz będzie już łatwiej z kontaktem ze mną. — Uśmiechnęła się lekko. Lata spędzone w Hogwarcie skutecznie utrudniały stały kontakt, a ostatnie tygodnie spędziła próbując jakoś zorganizować sobie względnie ''dorosłe'' życie poza szkołą. — Kto wie, może wrócimy do Kniei, szybciej niż nam się wydaje. Przy tych wszystkich nowych kwiatach wiosna będzie wyglądała absolutnie niesamowicie!

Niedługo później dziewczyna wróciła do stołu, rozglądając się z ciekawością po wnoszonych po kolei do jadalni potraw. Musiała się naprawdę skupić na tym, żeby słuchać słów Lazarusa, zamiast zająć się pałaszowaniem świątecznych potraw. Na szczęście Pan Rowle był równie głodny, jak część innych uczestników uroczystości, bo przemowa okazała się wyjątkowo krótka i zwięzła.

— Nam też cię miło tutaj gościć — odpowiedziała kuzynce Cynthii. — Ja uwielbiam widzieć wszystkich razem w jednym miejscu. Od razu czuć, że nasze więzi stają się... mocniejsze.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#12
09.05.2026, 00:29  ✶  
Seisyll uśmiechnął się co Cynthii.

– Zawsze miło gościć cię w Walii – powiedział uprzejmie, rozciągając tę gościnność nie tylko na rodową posiadłość i smoczy rezerwat, ale również na wszystko inne powiązane z rodziną, włączając w to lokacje pozostające jego prywatną własnością.

Następnie wsłuchał się w to, co miała do powiedzenia reszta panien. Nie było to, mimo jego bardzo otwartego i wolnościowego podejścia coś, z czym mógł się w pełni zgodzić w każdym z poruszonych aspektów. Do tego dosyć szybko wydał swój werdykt odnośnie trzymania takiego stworzenia w Londynie.

– Jeśli nie masz serca do zamykania smoczognika, osobiście nie widzę w tym sensu. Twoje mieszkanie też będzie dla niego klatką, magicznie dzielnice również. Z tą różnicą, że tam może zrobić sobie lub komuś krzywdę, a w wolierze nie. – Skoro zaś nie można było czegoś przenieść, puścić wolno i załatwiać swoich spraw bez lęku o to, co dzieje się z twoim domem, należało pozostawić to w miejscu, gdzie mogło żyć spokojnie bez natrętnych prób przesunięcia tego tam, gdzie chcieliśmy to widzieć. Ta myśl uwidaczniała się wyraźnie nie tylko w jego podejściu do stworzeń hodowlanych i pupili, ale również – żadna to niespodzianka kiedy Helloise i Helena siedziały obok – do ludzi. – Ale to moja opinia. – I wcale nie zamierzał jej narzucać. Brakło w jego wypowiedziach pouczającego tonu, nie zwykł też nigdy krytykować innych za przyjmowanie innych rozwiązań. Właściwie, to spodziewał się jakiegoś wtrącenia od swojego brata lub jego syna, choć... Skoro i sam Leviathan zbudował w swojej hodowli woliery... No tak, nie wspomniał o tym. Seisyll tego w żaden sposób nie skomentował.

Brakło mu porywczości, nie miał też w sobie zbyt wiele młodzieńczego wigoru – był mniej bierny niż starszy brat, ale wciąż trzeba było mocno zajść mu za skórę, żeby zechciał wyrzucić cię za drzwi domu z głośnym hukiem. Wisienką na torcie bycia drętwym okazało się to, że Seisyll naprawdę słuchał Lazarusa tak, jakby ten mówił coś ciekawego, chociaż prawdopodobnie nawet jemu zależało na tym, żeby skończyć gadać i usiąść.


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#13
11.05.2026, 22:36  ✶  
Przyglądała się przez chwilę Monie w milczeniu, zastanawiając się nad jej słowami i tym, jak przy ich wypowiadaniu zmienił się wyraz jej twarzy, jak smutno tliły się jej oczy. Zupełnie nie pomyślała wcześniej o klatce – jej błąd. Czy jednak większość panien z dobrych rodów nie czuła się podobnie? Jak w złotej klatce, pozbawione możliwości wyboru i niezależności, stawiane zawsze niżej od mężczyzn, którzy przecież bez silnej kobiety u boku na dłuższą metę nie daliby sobie rady. Nie były to oczywiście popularne opinie, jasnowłosa Flint trzymała je więc dla siebie, okazjonalnie dzieląc się przemyśleniami jedynie z Tori lub bratem, gdy ten przebywał jeszcze w Londynie. Kąciki ust Cynthii uniosły się nieco; przytaknęła, odszukując na moment bystre spojrzenie dziewczyny.
- Masz rację. Klatka zawsze pozostanie klatką, niezależnie od jej formy - zgodziła się z nią, tłumiąc westchnienie, które odnosiło się do czegoś znacznie głębszego niż tylko kwestia trzymania pupila w mieście. Istniało przecież tyle magicznych środków transportu, że mogłaby codziennie go odwiedzać w miejscu, gdzie z pewnością byłby szczęśliwszy niż wśród wysokich budynków stolicy, wciąż pokrytej pyłem po „spalonej nocy”. Miała nadzieję, że Mona znajdzie rozwiązanie, które uszczęśliwi ich oboje. - Zawsze miło spędzić z wami trochę czasu. Odkąd Castiel wyjechał, dom wydaje się niezwykle pusty, zwłaszcza tak duży. Ojciec częściej bywa teraz na statkach.
Odpowiedziała Seisyllowi tonem podobnym do jego własnego, choć można było wyczuć w jej głosie autentyczną wdzięczność za gościnę – zarówno tę obecną, jak i przyszłą.
Jej wzrok wrócił na Leviego, gdy jego słowa dotarły do jej uszu. Rowle byli dla niej najbliższą, niemal jedyną rodziną, bo z większością Flintów – poza drogim kuzynem – nie utrzymywała bliskich kontaktów. Poczucie jakiejkolwiek przynależności, nawet tak delikatne i kruche, pozwalało jej odetchnąć w codzienności przepełnionej papierami, martwymi ciałami i nekromancją. Stanowiło kotwicę; przypomnienie o tym, kim jest. Uśmiechnęła się do niego nieco cieplej, bardziej ludzko niż przez pryzmat wyuczonej etykiety. - Nie mogłam sobie odmówić tej wizyty.
Wysłuchała przemowy, która rozpoczęła się chwilę po pojawieniu się jedzenia, przyglądając się gospodarzom. Zapachy płynące z półmisków były wspaniałe, uczta została dopracowana w każdym szczególe, a każde danie zdawało się doskonale dopełniać poprzednie.
- Miał coś do załatwienia w Portugalii, musiał też dostarczyć towary do północnej części kraju - odparła po chwili namysłu, przywołując w pamięci to, co ojciec jej wspominał. Nie mówił jej całej prawdy, żyjąc w błędnym przekonaniu, że Cynthia nie ma pojęcia o jego dodatkowych zadaniach wspierających działania Czarnego Pana. Nigdy jednak o to nie pytała. Nie łączyły ich zbyt bliskie relacje, a odkąd Castiel zniknął, wyjeżdżając w towarzystwie innego mężczyzny, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Cynthia wiedziała, że nigdy nie zastąpi ojcu syna, niezależnie od tego, jak bardzo by się starała.
Nie zamierzała jednak zawracać sobie tym głowy – nie dzisiejszego wieczoru. Skupiła się na zamknięciu zbędnych myśli w mentalnym pudełku i odłożeniu ich na bok. Podniosła spojrzenie znad kieliszka wina na członków rodziny Rowle, a konkretnie na Helenę, którą obdarzyła lekkim uśmiechem.
- To pokrzepiające i dodaje sił do codziennych zmagań, gdy wiesz, że masz oparcie w tak licznej i wspaniałej rodzinie. Muszę się z tobą zgodzić, moja droga. przytaknęła jej, świadomie nie wspominając o tym, jak wiele rodów tkwiło teraz w rozsypce, rozdartych ostatnimi wydarzeniami, spędzając Mabon osobno lub – co gorsza – chowając swoich bliskich w ziemi. - Które święto lubisz najbardziej?
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#14
15.05.2026, 13:41  ✶  
Pięknie rozprawiali o rodzinie. Helloise, słuchając tej wymiany o oparciu i pokrzepieniu, oblizała spierzchnięte wargi. Kącik jej ust drgnął nieznacznie w uśmiechu, którego adresatką była ona sama oraz pusty talerz przed nią. Przełknęła ślinę. Obróciła w dłoniach podany jej przez Helenę kielich pełen wody.
— Nieszczęsne dzieci — westchnęła, nie podnosząc wzroku, gdy bratanica wspomniała o swoim brakującym rodzeństwie.
Jaka to była krzywda dla nich, że w święto, gdy wszyscy mieli się jednoczyć, brakowało najmłodszych — nie mniej ważnych niż którekolwiek z nich przy tym stole. I któż dzieci tak krzywdził? W winę Seisylla nie wierzyła. To Hogwart musiał więc trzymać ich z dala od domu. Jak zawsze zło rodziło się w tym przeklętym zamku.
Dzieci uwięzione w Hogwarcie, Mona zamknięta w Londynie z dala od ukochanych zwierząt, Cynthia tak dziwnie mówiąca o klatkach. Czy cokolwiek w świecie na zewnątrz kiedykolwiek przyniosło im, zgromadzonym przy tym stole, dobro? Dlaczego tak potulnie do tego świata wracali?
Nie rozumiała, nie rozumiała.
— W twoim mieszkaniu w Londynie nic się nie stało, prawda? — Helloise uniosła wreszcie głowę, aby odnaleźć spojrzeniem Monę. — Czy nie byłabyś szczęśliwsza, gdyby ono spłonęło tamtej nocy? Wróciłabyś wtedy tutaj. — Czarownica pamiętała tęsknoty, o których opowiadała jej nie tak dawno Mona — wołały do niej góry Walii. Helloise nie usłyszała wtedy odpowiedzi na pytanie, dlaczego bratanica wzbrania się przed tym wołaniem.
Temat ulubionych świąt, mimo że nieskierowany do niej, przyciągnął leniwą uwagę Helloise. Nie od razu czarownica się w rozmowę wtrąciła, dała Helenie czas na odpowiedź, mimo że takie wartościowanie sabatów, z których każdy był przecież równie istotny i konieczny, nie podobało jej się wcale. Zamiast świętego oburzenia, spróbowała jednak początkowo dyplomatycznego sposobu nakierowania ich na właściwą drogę.
— Wolałabym, żebyście się zastanawiały nad tym, którego święta wyczekujecie najmniej — powiedziała Helloise, składając dłonie na stole. Powiodła spojrzeniem po młodych kobietach: Helenie, Monie i Cynthii. — Być może znajdziecie przestrzeń do refleksji nad tym, co można zrobić, aby przeżyć takie święto lepiej. Pełniej.


dotknij trawy
sacrificial lamb
only there, on a bed of moss and grass would she allow her heart to rest
wiek
28
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
smokolożka
rude loki, ciemne i bystre oczy. Mierzy 168 cm

Mona Rowle
#15
17.05.2026, 16:04  ✶  
Panna Rowle nie znała myśli Cynthii, ale intuicja podpowiadała jej, że pod krótką wymianą zdań ukrywała się ta sama niezgoda na świat. Co więcej, myśl o „złotej klatce” nie była Monie obca, jednakże rzadko przybierała w jej umyśle kształt tak wyraźny. Częściej jawiła się jako zbiór niedostrzegalnych ograniczeń, które jak nici tkały granice niewidzialne, a przy tym dotkliwsze dla niej samej. W związku z tym, wychowanie, jakie otrzymały kobiety w ich rodzinie, nie pozwalało na jawny bunt… Co nie zmieniało faktu, że Mona nie była z tych, które bezrefleksyjnie godziły się na role im przypisane przez obyczaj czy nazwisko.

Przesunęła opuszkami palców po łuskach smoczognika, czując pod nimi ciepło, które promieniowało w głąb jej przedramienia. Stwór westchnął ciężko, co oznaczało drzemkę. Ciaśniej oplótł jej ciało, kiedy Mona pozwoliła sobie na luksus nieuważania. Na to, aby słowa Helloise były jedynie słowami. Niestety, ciotka posiadała dar sprawiania, że nawet najprostsze pytania zapuszczały w jej umyśle korzenie jak ziarno rzucone w żyzną, niechcianą glebę. Kiełkowały tam potem bez zgody i wypychały na powierzchnię niepokój oraz niewłaściwe myśli.
— W porównaniu do mieszkań sąsiadów, praktycznie niedraśnięte — przyznała. „Czy nie byłabyś szczęśliwsza, gdyby ono spłonęło tamtej nocy?”. Byłaby. Na dalsze pytanie Helloise odpowiedziała: — O ile wiedziałabym, że nie stała się przy tym żadna krzywda nikomu. Miałam paru gości — a czy przyjęlibyście mnie z powrotem?, pomyślała. Może ogień rzeczywiście był odpowiedzią na wszystko — na biurokrację, którą przynosiła ze sobą z Ministerstwa, na stosy książek, które z biegiem miesięcy zmieniły tematykę i traciły wiarę w swoją pierwotną misję, ustępując miejsca nowym, jałowym badaniom nad magicznymi stworzeniami. Na krew, która musiała wsiąknąć w deski po śmierciożercy i tą samą, która sprawiała, że Mona szorowała czyste deski potem w napadzie epizodu maniakalnego. Może cały Londyn powinien tamtej nocy spłonąć.
— Czy bardzo ucierpieliśmy podczas Spalonej nocy? — spytała delikatnie wszystkich. Co prawda, Levi uspokoił ją listownie, że sam rezerwat nie poniósł dużej straty, to... Czy kiedykolwiek zapytała swoją rodzinę... — Jak się czujecie?

Odstawiła kieliszek następnie na stół z cichym stuknięciem. Jej wzrok powędrował ku oknu, za którym jezioro ciemniało już w zapadającym zmierzchu. Najmniej wyczekiwane święto? Pomyślała o piątym listopada. — Dzień Pamięci chyba przypada w niedzielę w tym roku — To… byłby właśnie ten dzień. Święto, którego wyczekiwała najmniej.


Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#16
25.05.2026, 05:30  ✶  

Uśmiechnął się do Cynthii lekko, w odpowiedzi na jej słowa. Dobrze było ją widzieć w Walii i w tej kwestii nie było w Levim jakiegokolwiek fałszu. Ba, można by nawet powiedzieć, że gdyby nie sama forma spotkania - czyli siedzenie przy stole nad kotletem - to pewnie czułby się o wiele swobodniej. Ale zamiast rzucić jakąś uwagą, wpisującą się doskonale w tematykę prowadzonych konwersacji, zaczął wodzić tylko spojrzeniem od jednej twarzy do drugiej. Helena chciała wysyłać do rodzeństwa listy, Cynthia rozwodziła się dalej nad tym gdzie jej ojciec pojechał, a Mona i Helloise rozprawiały nad mieszkaniem tej pierwszej i faktowi, że nic mu się nie stało. Może blondynka miała rację - gdyby spłonęło, Mona wróciłaby do domu. Tam gdzie było jej miejsce. Leviathan przez chwilę faktycznie obracał tę ideę w głowie, zastanawiając się nad prostym faktem, czy nie popełnił błędu dbając o to, by dom kuzynki w Londynie nie spotkał się z przesadnymi stratami ze strony płomieni.

- Zachodnia część wysp została nietknięta - odpowiedział na jej pytanie, nie przejmując się tym, ze w sumie zdążył to już zrobić w wymienionych z nią listach. - I chyba można powiedzieć, że raczej dobrze. Przynajmniej ja, biorąc pod uwagę fakt, że żadne z naszych zwierząt nie ucierpiało - to chyba było nawet bardziej istotne niż to że dom stał jak wcześniej i żadne z nich nie zostało przez ogień potraktowane nazbyt dotkliwie.



We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
to be young and gifted
pretty brown eyes and
a mind full of thoughts
wiek
18
sława
III
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
instruktorka rytmiki
sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu; brązowe oczy; pionowe źrenice; rozwinięta trzecia powieka (jak u gada); skóra poznaczona w przypadkowych miejscach z szarymi łuskami, z czego największe skupisko znajduje się w okolicy pleców i klatki piersiowej z pojedynczymi łuskami sięgającymi obojczyka; często widywana w strojach zakrywających znaczną powierzchnię skóry

Helena Rowle
#17
08.06.2026, 19:39  ✶  
— Jak Matki pozwoli, to już niedługo do nas wrócą — odparła na słowa ciotki Helloise. — Przy odrobinie szczęścia do zakończenia VII roku nie napytają sobie wystarczająco wielu problemów, żeby zostać w szkole na dodatkowy rok. To byłaby prawdziwa tragedia.

Nie orientowała się zbytnio w tym, jak młodsze rodzeństwo stało obecnie ze stopniami o ocenę z zachowania, ale zamierzała o to rozpytać dzieciaki podczas tegorocznego Yule. Wprawdzie istniało spore prawdopodobieństwo, że zignorują cały posiadany przez nią autorytet starszej siostry i po prostu odmówią udzielenia takowych informacji, acz spróbować nie zaszkodziło, prawda? Przecież nie była aż taką jędzą, żeby na wzmiankę o pierwszym Trollu pójść na skargę do ojca.

Skinęła głową na słowa reszty rozmówców. Nie potrafiłaby powiedzieć, za jakim sabatem przepadała najmniej. Z oczywistych względów te, które musiała spędzać z dala od rodziny, kojarzyły jej się najmniej pozytywnie, ale czy to znaczyło, że powinna nie znosić Beltane czy Ostary? Chyba faktycznie powinna się nad tym głębiej zastanowić.

— Imbolc najbardziej do mnie przemawia — przyznała Helena, odkładając sztućce na bok. — Kojarzy mi się z transformacją i cyklem zmian jeszcze bardziej niż Samhain. W Imbolc jest coś… delikatniejszego. Bardziej osobistego. Nie chodzi o wielką, dramatyczną przemianę, tylko o takie… ciche odrodzenie się i wkroczenie na nową ścieżkę. O moment, kiedy coś się zmienia w danej osobie, ale jeszcze nikt nie może tego dostrzec gołym okiem.

Upiła nieco z kieliszka, marszcząc brwi, jakby wiedziała, że o czymś zapomniała.

— Na zajęciach z Historii Magii widziałem kiedyś obraz przedstawiający jedną z dawnych arcykapłanek na górze skutej lodem, ale wciąż otoczoną pełnym słońcem — dodała dziewczyna. — Za każdym razem, kiedy myślę o Imbolc, to widzę ten sam widoczek przed oczami.

Taktownie zniżyła głos, gdy przeszli do tematu Spalonej Nocy. W gruncie rzeczy nie miała od siebie zbyt wiele do dodania: nie posiadała w Londynie żadnych lokali, toteż mogła co najwyżej posiłkować się plotkami lub doniesieniami od znajomych i krewnych. Wiedziała też, że mieszkając aż w Walii, nawet gdyby jej rodzinny dom z jakiegoś powodu ucierpiał, to straty w stolicy i tak były dużo, dużo wyższe.

— Nie zauważyłam żadnych śladów po pożarach w Llanberis — napomknęła, zerkając kątem oka na ojca.

Wprawdzie ten znaczną część doby spędzał w kuźni, ale kto wie, może jemu rzuciło się coś w oczy? Z drugiej strony, gdyby ogień dotarł tak daleka, to byłaby gotowa uznać to za spore osiągnięcie podpalaczy. Spalenie kilku domostw na tak dalekiej prowincji sugerowałoby, że naprawdę nie lubią kogoś z tamtych okolic. Psidwak z kulawą nogą mógłby ominąć tę wioskę, a co dopiero piroman.
hiraeth
You think I’ll be the dark sky so you can be the star?
I’ll swallow you whole.
wiek
37
sława
V
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
rzemieślnik
182cm, oczy wpadają w błękit lub w zieleń w zależności od światła, wąskie źrenice, splamienie gadzią chorobą, dobrze zbudowany jak na kalekę, nosi widoczną biżuterię, w tym kolczyki w obu uszach

Seisyll Rowle
#18
09.06.2026, 07:23  ✶  
Seisyll uśmiechnął się do Cynthii, ale ten uśmiech miał w sobie jakieś ziarno smutku. Nie dlatego, że miał jej cokolwiek do zarzucenia – nie męczyło go to, że inni organizowali swoje życie po swojemu – nie ulegało jednak jego percepcji spostrzeżenie, że to wybrane przez Cynthię było bardzo samotne. On sam nie wyobrażał sobie przetrwania najgorszych chwil bez śmiechu dzieci odbijającego się od ścian posiadłości w Llanberis.

Smutek z jego uśmiechu wyparował dokładnie w momencie, w którym Helena wspomniała o obrazie, jaki utkwił jej w pamięci.

– Nic w Walii nie spłonęło, a jeśli spłonęło, to może ktoś to podpalił w akcie zemsty. Klienci mi powiedzieli, że poza Londynem faktycznie popiół sypał się z nieba w kilku innych miejscach, ale to się ciągnęło od Kornwalii do Yorkshire, przez Londyn. Kiedy ta pożoga trawiła angielską – no bo przecież nie jego, Anglia nigdy nie była do końca jego – stolicę, ludzie w Oxfordzie podziwiali piękny zachód słońca. – Poprawił swoje usadowienie na krześle, a metalowa noga wydała przy tym charakterystyczny dźwięk. Dźwięk, którego nie wydawała nigdy w dni, kiedy Seisyll zakładał na twarz maskę i opuszczał swoje strony, aby wykonywać Jego wolę. Gwarancją nierozpoznania go gdy nosił się w szatach Śmierciożercy było udawanie większego kaleki, niż nakazywał mu brak nogi. – Jedynym co zmieniło się w Snowdonii jest to, że zasypano mnie zleceniami. Sporo osób nawróciło się po tym wydarzeniu na drogę wiary. To dobrze, chociaż szkoda, że przed oblicza Rogatego Boga i Matki zaprowadził ich strach, a nie miłość i zdrowy rozsądek. – Odetchnął. – Więc to lepiej, że twoje mieszkanie przetrwało. Dobre dla siebie decyzje można podejmować bez względu na okrutne okoliczności. – Nie pamiętał dokładnie, czy przetrwanie tegoż lokum było efektem ich łaski, czy samego Voldemorta, ale czy to w ogóle miało znaczenie? Seisyll słysząc o krzywdzie kogoś dzielącego z nim nazwisko, krzywdzie zupełnie nieuzasadnionej, momentalnie doprowadziłby do rozłamu w grupie rebeliantów. Dobrze wiedział, że nie musiał mówić tego na głos, bo jego myśli przestawały być jego myślami sekundę po przekroczeniu progu przejścia pod Kromlechem.


walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#19
16.06.2026, 21:37  ✶  
Zawsze mocno stąpała po ziemi, ceniąc sobie wszystkie cienie tworzone przez światła mglistej, londyńskiej codzienności. Hogwart był już tylko przeszłością; wspomnienia rodzinnego domu i świąt spędzanych w licznym gronie bliskich powoli zlewały się w szary dym, ustępując miejsca temu, co było najważniejsze tu i teraz – codziennym obowiązkom. Zamknięcie się w czterech ścianach uważała za środek wyłącznie tymczasowy. Odcięcie się od świata na dłuższą metę nie przyniosłoby przecież niczego dobrego, a potem o wiele trudniej byłoby wrócić i na nowo odnaleźć się w tym, co pozostawało nieuniknione.
Upiła łyk wina z kryształowego kielicha; jego głęboki aromat kolejny raz wdarł się do jej nozdrzy i sprawił, że kąciki ust drgnęły jej lekko ku górze. Słuchała Heloizy, a niebieskie, uważne spojrzenie jej oczu niespiesznie przesuwało się po twarzy rozmówczyni. W słowach kobiety kryło się bezsprzeczne ziarno prawdy, a jej sugestia skłaniająca do głębszej refleksji była jak najbardziej trafna. Tylko czy jej ostateczny efekt u czarownic byłby tym, który zyskałby powszechną aprobatę w towarzystwie? Nie była tego wcale pewna. Odkąd zmarła jej matka, święta przybrały dla niej zupełnie inne kolory i znaczenia – zamiast radosnej celebracji stały się po prostu uroczystym dniem, który należało z godnością przetrwać. Wiadomo, im była starsza, tym łatwiej przychodziło jej mierzenie się z tym wszystkim. Z czasem nauczyła się doceniać podobne spotkania, ponieważ więzy krwi i rodzina były dla niej wartością najwyższą. Wciąż jednak nie stanowiło to dla niej sprawy tak kluczowej, jak prawdopodobnie powinno. Czegoś w tym brakowało. Pełniejszego przeżywania. Cynthia chyba nie miała swojego ulubionego święta, nie miała też takiego, na które wyczekiwałaby z najmniejszym entuzjazmem.

– Perspektywa nieuchronnie zmienia się z wiekiem i wtedy bezpowrotnie znika ta naiwna magia związana ze świętami. Zawsze można jednak spróbować ją w jakiś sposób odzyskać. -odpowiedziała kobiecie, chociaż nie była to pewnie deklaracja, jakiej tamta w tej chwili szukała. – Miło byłoby dostrzec Mabon w ten sam sposób co niegdyś… w pełniejszym wymiarze. Zresztą nie tylko to jedno święto.
Przysłuchiwała się trwającej przy stole rozmowie. Zwłaszcza poruszone przez Helenę Imbolc żywo ją zainteresowało, jako że sama nigdy wcześniej dłużej się nad tym nie pochylała – no, może za czasów, gdy jako nastolatka uczyła się jeszcze w Szkole Magii i Czarodziejstwa, patrzyła na to zupełnie inaczej. Teraz jednak była to dla niej po prostu kolejna data w kalendarzu, dzień pozbawiony zbędnych ekscytacji, zmieniający co najwyżej jej codzienny grafik w pracy.

Cynthia pomyślała, że w oczach Mony kryło się coś znacznie głębszego – butna, drapieżna iskierka i wyraźna chęć zrzucenia tych niewidocznych łańcuchów, które od urodzenia ciasno oplatały jej nadgarstki. Większość ludzi bezmyślnie twierdziła, że noszenie tak znakomitego nazwiska to wyłącznie wspaniały przywilej. W gruncie rzeczy jednak rodziło to mnóstwo wad, a ścieżki, którymi czarownice mogły swobodnie podążać, były znacznie węższe niż te należące do mężczyzn. Okazywały się węższe nawet od dróg dostępnych dla klasy średniej, ponieważ jako śmietanka towarzyska magicznego Londynu o bogatej, czystokrwistej historii, były obserwowane o wiele baczniej przez bezwzględną socjetę. Każda z nich musiała być nienaganna i potrafić zachować się z godnością w każdej sytuacji – nawet jeśli to zachowanie stało w całkowitej sprzeczności z tym, co naprawdę działo się w sercu kobiety. Flint była pewna, że dotyczyło to ich wszystkich. Większość po prostu nie miała w sobie dość odwagi, by w ogóle o tym głośno mówić lub dopuszczać podobne, buntownicze szepty do swojej głowy.
Z zamyślenia nagle wyrwał ją głos panny Rowle. Pytanie dotyczące tamtej pamiętnej, spalonej nocy sprawiło, że Cynthia poczuła, jak w ułamku sekundy zasycha jej w gardle. Poprawiła się nerwowo na krześle, przenosząc wzrok na tkwiący przed nią porcelanowy talerz, aby za wszelką cenę nie pozwolić makabrycznym obrazom zatańczyć przed oczami. Ale Merlin jej świadkiem, w tamtej chwili poczuła na ustach autentyczny gorąc i duszny posmak popiołu. Wyjątkowo dobrze było mieć Leviego tuż obok siebie. Nawet jeśli ta pokrzepiająca myśl przemknęła jej teraz przez głowę, nie zaczepiła mężczyzny w żaden sposób i nie skomentowała niczego, w głębi ducha pozostając jednak wdzięczną, że nie ponieśli wówczas większych, osobistych strat. Ogień celowo pewne rzeczy omijał.

Gdy odezwał się Seisyll, obróciła twarz w jego kierunku. Gdyby miała wskazać przy tym stole osoby o najjaśniejszej, najbardziej przejrzystej aurze, byliby to bez wątpienia Mona oraz on sam. Nie potrafiła tego przeświadczenia logicznie uzasadnić – tak ich po prostu podświadomie odbierała. Popiół lecący z ciemnego nieba bezustannie przypominał brudny, zimowy śnieg. Wyglądało to tak, jakby ktoś zebrał grzechy wszystkich ludzi, nadał im fizyczny kształt i pozwolił, aby zasypały również te nieliczne miejsca, których niszczycielski ogień nie zdołał strawić. Tamta noc zmieniła tak wiele w życiu nie tylko zwykłych londyńczyków, ale przede wszystkim tych, których znała osobiście. Droga, którą nieubłaganie pchało ich przeznaczenie – zarówno ta stawiająca czynny opór Czarnoksiężnikowi, jak i ta wiodąca bezpośrednio do jego masek i niesienia jego woli – obydwie usłane były wyjątkowo ostrymi cierniami.

– Wydaje mi się, że na tym świecie zawsze tak było. Ludzie w trudnych chwilach podświadomie szukali oparcia i sposobu na pokonanie paraliżującego strachu właśnie w żarliwej wierze, wypatrując zbawienia z obawy przed rychłym, tragicznym końcem. Przynajmniej w ten sposób możesz pomóc im wybrać… tę właściwą drogę. – uśmiechnęła się w jego kierunku lekko, z trudem powstrzymując wymowne wzruszenie ramion.  Niedawno przywieziono jej do Ministerstwa Magii kilka ofiar z okolic Londynu, które wymagały pilnej identyfikacji medycznej. Było dokładnie tak, jak twierdził Rowle – były to zupełnie przypadkowe osoby, tragiczny efekt krwawej zemsty oraz chęć pokazania przez oprawców, że dany region lub miasteczko nie pozostaje obojętne na to, co ze sobą niosły szalejące płomienie. Swoich prywatnych przemyśleń nie mogła jednak zdradzić na głos przy tym stole. Zamiast tego, płynnie zmieniając temat, zwróciła się ponownie do Helloise.
– A jakie jest twoje ulubione święto i jak najbardziej lubisz je obchodzić? Chciałam cię o to zapytać już nieco wcześniej.
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
zielarka, twórczyni eliksirów i sztuki w drewnie
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suszonych ziół i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#20
29.06.2026, 01:35  ✶  
Helloise nie urodziła się w klatce. Nie urodziła się zakuta w kajdany ani skrępowana niewidzialną siecią. Nie uznawała siebie za więźnia rodziny. W dzieciństwie kary nie nauczyły jej widzieć przed nosem krat, które by wyrastały w lęku przed złamaniem zasady. Nauczyły tylko ceny, jaką będzie musiała za nieposłuszeństwo zapłacić. Każde przekroczenie miało przybitą stawkę: gradem spadało na Helloise niezadowolenie rodziców, znosiła kolejne dyscypliny, jedne za drugimi zamykały się przed nią drzwi. Po popełnieniu błędu, pożerała wstyd, jaki jej rodzina podała do przełknięcia. Po wypowiadaniu na głos nieprawomyślnych opinii, przyjmowała zasądzoną ilość karcących spojrzeń.
Nie myślała o sobie jako o zniewolonej. Wymieniała robienie rzeczy po swojemu za odpowiednie konsekwencje. Dom nie był jej klatką, a punktem orientacyjnym, wokół którego krążyła. Helloise bywała z domem, bywała obok niego, bywała wbrew niemu. Oddalała się, zbliżała, a pewnego dnia zupełnie wyrwała się Rowle’om z rąk, żeby posmakować tego innego świata, gdzie rzekomo ograniczeń było mniej. Wbiegła w nieznane z pędem nastoletniej ekscytacji, a potem ujrzała mnożące się przed nią przeszkody. Gdy wytraciła początkowy entuzjazm i się obróciła, aby spojrzeć za siebie, nie było nikogo. Pierwszy raz w życiu nie widziała domu. Czy to tak czują się osierocone dzieci? — myślała, uciekłszy od swojego życia.
Zawróciła. Nauczyła się wtedy, ile kosztuje bunt totalny. Bunt wymagał siły. Helloise nie wymagała już dziś buntu. Ustaliła dla siebie komfortowe warunki, a dom znów był jej stabilnym punktem orientacyjnym — z domem, obok domu, wbrew domowi.
Przewaga płynąca z przywileju nazwiska polegała na tym, że dopóki nie spaliła mostów, mogła w ramach kaprysu z dnia na dzień zmienić swoje życie. Mogła zawrócić, otworzyć drzwi, które się pozamykały, spróbować innej ze ścieżek. Nie zapracowała na naukę, którą otrzymała od ciotki na prośbę matki; nie zapracowała na chatę, którą po niej odziedziczyła.
Helloise pijała zioła z wyszczerbionego kubka, mimo że znała smak najlepszych win. Żyła jak żyła, bo takie było jej życzenie. Widziała dla siebie alternatywy i wierzyła, że w razie potrzeby mogłaby łatwo po nie sięgnąć.
Wszyscy zasiadający przy tym stole urodzili się szczęśliwie. Całe ich życia rozpoczęły się w przywileju z boskiego nadania. Z łaski Bogini ich udziałem była czysta krew, magia i walijskie włości dzielone ze smokami czy święty gaj w Dolinie.
Czasem kolejność tych łask pojmowano odwrotnie. Helloise roześmiała się szczerym, dobrodusznym rozbawieniem, gdy Mona zapytała przy stole o samopoczucie, a członkowie rodziny jeden przez drugiego jęli wymieniać, które to włości ocalały od ognia. Pierwszy raz od początku kolacji Helloise wyraziła coś więcej niż niemrawe zadowolenie.
— Jak widzisz, moja kochana, wszyscy są w doskonałych nastrojach, skoro myślą tylko o liczeniu nietkniętych działek. Grube skóry. — Uśmiechnęła się do Mony porozumiewawczo, jakby odbyła się między nimi dwoma rozmowa w obcym dla reszty języku. Może pozostali pominęli pytanie o uczucia przez nieuwagę, a może nikt tu nie chciał na to pytanie odpowiadać. — Ta noc to było wiele. Mam nadzieję, że nie wraca do ciebie za często, skoro i ty, i twoi goście mieliście gdzie się schronić. Wychodziłaś?
Sposób, w jaki rozwijał się temat sabatów, początkowo przyniósł Helloise satysfakcję. Przyjemnością było słuchać Heleny, gdy mówiła o swoich wrażeniach i skojarzeniach z Imbolc. Z uwagą też czarownica przyjęła wspomnienie Mony o Dniu Pamięci.
— Masz jeszcze swoje szkolne książki, żeby to odszukać? Sądzę, że wiem, o czym mówisz, ale ach, gdzie ja bym pamiętała tytuły i autorów obrazów — zwróciła się do Heleny. Zerknęła przelotnie na Seisylla, jakby liczyła, że ten odezwie się i zastąpi książkę. Brat był jej inspiracją; przy nim często podręczniki do historii okazywały się zbędne. Wystarczyło, że jej opowiadał. — Dzień Pamięci… — Tu jej uwaga przeniosła się ku Monie. — Przeżywanie smutku jest nieodłączną częścią ludzkiego doświadczenia. A Dzień Pamięci to i duma, i umocnienie poczucia tożsamości. I ciekawość. Co roku można z pamięci starszych powyciągać nowe historie rodzinne, jeśli tylko im zadasz odpowiednie pytania. To nasze zadanie: zadawać im odpowiednie pytania. — Nie tylko żywym. Helloise pół życia spędziła, zadając pytania dawno zmarłym przodkom drzemiącym w Kniei. Doskonale wiedziała, jak eksplorować skarbnicę generacyjnej wiedzy pozaszywanej w duszach drzew pradziadów. Umysły tych kilku najstarszych ciotek i wujów zasiadających z nimi także tego dnia przy stole były podobnymi archiwami rodowych anegdot i mądrości czekających jedynie na to właściwe pytanie, które je powyciąga na wierzch.
Wtem wśród rozmów świątecznych, które popłynęły tak gładko, pojawił się zgrzyt. Cynthia wprowadziła dysharmonię, która wybiła Helloise z rytmu. Spojrzenie kobiety, krążące do tej pory swobodnie między rozmówcami, spoczęło na Flintównie.
— Naiwna magia — posmakowała z rozmysłem na języku tego zbitka słów, jakby pierwszy raz miała z nim do czynienia i niezwykle ją zadziwił. — Mówisz o świętowaniu w bardzo smutny sposób — zauważyła, szukając dla swojego głosu miękkości, lecz nie każdy ton trafiał tam, gdzie powinien, zdradzając zaczątki niezadowolenia czarownicy. — Obyś, tak jak mówisz, znalazła swój sposób na pełne przeżywanie sabatów. Sabaty nie powstały wyłącznie dla dziecięcej uciechy. Ustanowiono je, aby czcić cykl roku. To czas, żeby zwrócić szczególną uwagę na swoją relację z bogami, którym je zawdzięczamy, a przez to również relację z Naturą i z ludźmi. Pięknie mówiła przed chwilą Helena o tym, jak w sobie można przeżyć sabat. — Skinęła z uznaniem głową bratanicy. — Łatwo to stracić z oczu, spędzając wiele czasu w Ministerstwie. Ludzie tam, odcięci od natury, są wyjątkowo narażeni na mugolskie mody. — Helloise nie wyobrażała sobie, aby zobojętnienie wobec świąt powiązanych z cyklami przyrody mogło mieć inne źródło niż zatruwające umysły ignoranckie idee przyniesione ze świata mugoli. — Im zależy, żeby nas oddalić od świętości i wypłaszczyć nasze tradycje. Pozbawić rzeczy znaczeń. Sprowadzić nas do swojego poziomu. Warto zdawać sobie z tego sprawę i nie ulegać im — zakończyła wymownie ostrzeżenie.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (1870), Gareth Rowle (1084), Helena Rowle (1773), Helloise Rowle (2737), Leviathan Rowle (1182), Mona Rowle (1468), Seisyll Rowle (1103)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa