23.04.2026, 08:25 ✶
Wiesz już wystarczająco wiele, nieznajomy.
Te słowa sprawiły, że dopytywanie o to, czy nieznajoma była selkie czy syreną, straciło swoją adekwatność. Jakakolwiek konkretna wiedza na temat drugiej osoby zepsułaby moment. Czar prysłby, a pozostałyby tylko twarze – nagie, nudne, pozbawione tajemnicy. Ludzie nie doceniali tego, jak wiele kryły maski. Może, gdyby się uprzeć, dałoby się rozpoznać drugą osobę później gdzieś na ulicy czy nawet w gmachu Ministerstwa. Ale cała zabawa polegała na tym, by owego rozpoznania później nie było. Jedno pamiętne spotkanie. Jedna szansa. Robert cieszył się, że na chwilę mógł stać się po prostu nieznajomym w masce. Mógł odejść od reputacji, która – szczególnie w środowisku czystokrwistym – lubiła za nim podążać. Widział czasem krzywe spojrzenia, słyszał chichot. Słowa, które do niego wypowiadali, często miały ten charakterystyczny wyższościowy ton. Tak jakby mówili do dziecka.
Jeszcze im pokażę – myślał wtedy.
Obecnie jednak jego umysł zajmował jedynie słodki pocałunek, który nieznajoma złożyła na jego ustach. Czy robili coś złego? Czy łamali jakieś reguły obyczajności? Teoretycznie ludzie powinni bliżej się poznać. Usłyszeć swoje imiona. Może było w tym coś zdrożnego, rzeczywiście. Ale czy było to gorsze od balowania z czystokrwistą socjetą, gdy zwyczajni Londyńczycy nie mieli czego włożyć do garnka? Cóż, z pewnością całowanie nieznajomej w oranżerii wydawało się Robertowi mniej bezczelne niż to, co robili ludzie w sali balowej.
Jedna jego dłoń znalazła się w talii kobiety, druga zaś na odsłoniętych plecach. Opuszki palców delikatnie musnęły ciepłą skórę. Robert nie liczył oczywiście na to, że dojść mogłoby do czegoś poza pocałunkiem. To było złe miejsce, a w dodatku nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś nakrył go in flagranti i doniósł potem całej Anglii. Pocałunkowi dało się zawsze łatwiej zaprzeczyć.
Po dłuższej chwili odsunął się od kobiety w bieli. Łagodnie przesunął palcami po jej policzku.
– Dziwne rzeczy spotykają mnie na tym balu. Myślałem, że będzie to kolejne nudne przyjęcie z ludźmi, których nie cierpię, a ukazała mi się prawdziwa perła – uśmiechnął się do niej. Uwielbiał prawić zasłużone komplementy.
Te słowa sprawiły, że dopytywanie o to, czy nieznajoma była selkie czy syreną, straciło swoją adekwatność. Jakakolwiek konkretna wiedza na temat drugiej osoby zepsułaby moment. Czar prysłby, a pozostałyby tylko twarze – nagie, nudne, pozbawione tajemnicy. Ludzie nie doceniali tego, jak wiele kryły maski. Może, gdyby się uprzeć, dałoby się rozpoznać drugą osobę później gdzieś na ulicy czy nawet w gmachu Ministerstwa. Ale cała zabawa polegała na tym, by owego rozpoznania później nie było. Jedno pamiętne spotkanie. Jedna szansa. Robert cieszył się, że na chwilę mógł stać się po prostu nieznajomym w masce. Mógł odejść od reputacji, która – szczególnie w środowisku czystokrwistym – lubiła za nim podążać. Widział czasem krzywe spojrzenia, słyszał chichot. Słowa, które do niego wypowiadali, często miały ten charakterystyczny wyższościowy ton. Tak jakby mówili do dziecka.
Jeszcze im pokażę – myślał wtedy.
Obecnie jednak jego umysł zajmował jedynie słodki pocałunek, który nieznajoma złożyła na jego ustach. Czy robili coś złego? Czy łamali jakieś reguły obyczajności? Teoretycznie ludzie powinni bliżej się poznać. Usłyszeć swoje imiona. Może było w tym coś zdrożnego, rzeczywiście. Ale czy było to gorsze od balowania z czystokrwistą socjetą, gdy zwyczajni Londyńczycy nie mieli czego włożyć do garnka? Cóż, z pewnością całowanie nieznajomej w oranżerii wydawało się Robertowi mniej bezczelne niż to, co robili ludzie w sali balowej.
Jedna jego dłoń znalazła się w talii kobiety, druga zaś na odsłoniętych plecach. Opuszki palców delikatnie musnęły ciepłą skórę. Robert nie liczył oczywiście na to, że dojść mogłoby do czegoś poza pocałunkiem. To było złe miejsce, a w dodatku nie mógł sobie pozwolić na to, by ktoś nakrył go in flagranti i doniósł potem całej Anglii. Pocałunkowi dało się zawsze łatwiej zaprzeczyć.
Po dłuższej chwili odsunął się od kobiety w bieli. Łagodnie przesunął palcami po jej policzku.
– Dziwne rzeczy spotykają mnie na tym balu. Myślałem, że będzie to kolejne nudne przyjęcie z ludźmi, których nie cierpię, a ukazała mi się prawdziwa perła – uśmiechnął się do niej. Uwielbiał prawić zasłużone komplementy.
Vox populi
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
Królami świata rządzi dziś strach
Bo gubią się we własnych sidłach i grach
W walce o to, by wciąż zajmować sam szczyt
Budują mur, by ukryć ból swój i wstyd.
sukienka poglądowo![[Obrazek: d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg]](https://i.pinimg.com/1200x/d3/39/b9/d339b9145232391de07864fc3dcac520.jpg)